Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 lipca 2013

55/2013 Lekcje Madame Chic - Jennifer L. Scott

Tytuł oryginału: Lessons from Madame Chic
Tłumaczenie: Anna Sak
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
256 stron
Literatura amerykańska
Gatunek: poradnik lifestyle

Tym razem o poradniku Lekcje Madame Chic, na który składa się kilkanaście lekcji, jak być chic we wszystkich dziedzinach życia, jak dbać o swój wygląd i zapewnić sobie pewność siebie w każdej chwili życia, jak dbać o dom, jak kształtować swoje zainteresowania, jak cieszyć się z prostych rzeczy.

Pierwowzorem książki Lekcje Madame Chic jest blog Jennifer L. Scott The Daily Connoisseur, który podobno cieszy się ogromną popularnością. Jego autorka za czasów studenckich spędziła pół roku w Paryżu. Pobyt ten dostarczył jej nie tylko wiedzy z dziedzin, które studiowała: teatrologii i historii sztuki, ale również pozwolił jej zdobyć doświadczenie przydatne w codziennym życiu. Blog i książkę potraktowała jako środki, które pozwoliły jej podzielić się z czytelnikami zdobytym doświadczeniem i „opowiedzieć o tym, jak z szarej myszki stała się ikoną stylu” – jak mówi podtytuł.

Pobyt w europejskiej stolicy mody i stylu umożliwił młodej Amerykance skonfrontować to, co znała z rzeczywistości, w której żyła, z innym, dla niej nowym, podejściem do codziennych aspektów życia. Szybko dostrzegła, że hołdowanie modzie, konsumpcjonizm, spędzanie czasu na oglądaniu seriali, śledzenie życia gwiazd to nie wszystko, czego można chcieć od życia. Zachwyciła się prostą elegancją francuskiej rodziny, u której mieszkała, jej zwyczajami, do których należało między innymi codzienne słuchanie muzyki klasycznej, cotygodniowe organizowanie wytwornych przyjęć, czy kupowanie wyłącznie tego, co jest niezbędne. Przyglądając się  więc „od kuchni” zwyczajom Francuzów, poznała smak elegancji, estetyki, dobrej jakości, kultury, a zdobyte doświadczenia zainspirowały ją do tego, by zastosować je w swoim życiu.

Mimo że mam wrażenie, że porady przekazane przez Jennifer L. Scott nie są nowatorskie, podoba mi się, że zestawiła i uporządkowała zasady dobrego życia, kładąc nacisk na to, co wartościowe i przedkładając jakość nad ilość, staranność nad bylejakość, sztukę, dobry film, czy muzykę klasyczną nad pseudokulturę.

Gdybym dostała tego rodzaju książkę na szesnaste/siedemnaste urodziny, ucieszyłabym się z niej niezmiernie. Jest to bowiem zbiór bardzo dobrych wskazówek dla młodych osób, które są jeszcze w trakcie poszukiwania własnego stylu i kształtowania sposobu życia. Tak więc z przyjemnością podsunę tę książkę mojej córce nastolatce. :-) 

Książkę zaliczam do wyzwania Pod hasłem (lipiec: Homo sapiens) 


Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.
 


poniedziałek, 15 lipca 2013

53/2013 Drogie życie - Alice Munro


Tytuł oryginału: Dear Life
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
408 stron
Literatura kanadyjska
Gatunek: opowiadania

Gdybym miała decydujący głos wśród osób przyznających Nagrodę Nobla, to Alice Munro niewątpliwie by ją dostała.

Jestem po lekturze ostatniego zbioru opowiadań Alice Munro. Tym razem wpadł mi w ręce zbiorek Drogie życie i spokojnie mogę stwierdzić, że ta kanadyjska pisarka to prawdziwa mistrzyni w pisaniu opowiadań. I choć wcześniej czytałam tylko Taniec szczęśliwych cieni i choć zwykle raczej powstrzymuję się przed ochami i achami, jeśli nie znam większej części twórczości autora, w tym wypadku nie mam żadnych wątpliwości. Tyle, ile Alice Munro potrafi przekazać w tej krótkiej formie w bardzo prosty sposób i tyle emocji, ile wywołuje, wydaje mi się nieczęsto spotykaną umiejętnością.

Zadziwiające jest to, że to co napisałam o Tańcu szczęśliwych cieni – debiutanckim zbiorku Munro, doskonale można by dopasować również do jej ostatniego zbioru – z małymi zmianami. Spajające motywy, niedopowiedzenia, zaskakujące zakończenia, zwyczajni bohaterowie, problemy bohaterów aktualne w każdych czasach, uniwersalność, prostota, dbałość o szczegóły.

Bohaterowie opowiadań Munro to zwykli ludzie, wśród których niejeden czytelnik odkryje wiele swoich cech, rozterek, problemów, odczuć. W każdym z nich jest coś, co każe czytelnikowi zatrzymać się na chwilę zastanowienia. Każde z nich zakończone jest w taki sposób, że można sobie dopowiedzieć swój własny dalszy ciąg. Pozostawienie takiej możliwości bardzo mi się podoba. Dzięki temu te opowiadania wcale tak szybko się nie kończą, ale trwają w czytelniku jeszcze przez jakiś czas po przeczytaniu.

Opowiadania Munro zdają się zawierać niesamowicie dużo szczegółów. Przez cały czas towarzyszyło mi zadziwienie nad tym, jak to możliwe, że na kilkunastu stronach można tak wiarygodnie i szczegółowo przedstawić wewnętrzne odczucia bohaterów i zbudować emocje.

Nie podoba mi się tylko jedno – ten zbiór opowiadań jest podobno ostatnim w dorobku kanadyjskiej pisarki, która niedawno zapowiedziała koniec pisarskiej kariery. Wygląda więc na to, że poznałam opowiadania debiutanckie i opowiadania kończące karierę. Jedne i drugie świetne


Książkę tę zaliczam do wyzwania osobistego: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam
oraz
do wyzwania Book-Trotter - literatur kanadyjska


 Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny.

piątek, 24 maja 2013

47/2013 Dom na Sycylii - Rosanna Ley

Tytuł oryginału: The Villa
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
560 stron
Literatura angielska
Gatunek: powieść obyczajowa


Niech zgadnę – nie jestem jedyną osobą, która nie pogardziłaby spadkiem w postaci... domu na Sycylii. Nie miałabym też nic przeciwko temu, aby warunkiem otrzymania tego spadku była konieczność odwiedzenia wyspy, jestem bowiem jej fanką i mogłabym tam zamieszkać w dowolnym miejscu i w dowolnym momencie. W takiej sytuacji życiowej zostaje postawiona Tess Angel, jedna z głównych bohaterek powieści Rosanny Ley Dom na Sycylii.

W żyłach Tess płynie sycylijska krew – jej mamma Flavia spędziła tam młodość, po czym z powodów nieznanych Tess opuściła wyspę na zawsze. Wyszła za mąż za Anglika i nigdy już na wyspę nie powróciła. Wtopiła się w deszczową rzeczywistość angielską tak bardzo, że jedynie sycylijskie dania przygotowywane dla swej rodziny były „łącznikiem” z przeszłością. Flavia bowiem chroni sekretów z przeszłości bez reszty. Dopiero pod koniec życia podejmuje decyzję o spisaniu swej historii dla córki. W tym samym czasie Tess odkrywa stopniowo historię swej matki podczas pobytu na Sycylii, gdzie poznaje najbliższą przyjaciółkę Flavii oraz przystojnych Sycylijczyków, których rodziny mają również coś wspólnego z jej rodziną. Cała ta historia kryje w sobie tajemnice i sekrety, spory i nieporozumienia, miłość i zdradę, a nawet prawdziwy skarb – nawet przez chwilę nie jest nudno.


Dopełnieniem tej powieści o kobietach jest postać Ginny – córki Tess, która wkracza w dorosłość i próbuje znaleźć swe miejsce w życiu. Los zatacza koło, bo, podobnie jak Flavia, Ginny chce podążać za głosem serca, chce samodzielnie podejmować decyzje co do swej przyszłości, nawet gdyby miało to przynieść przykre konsekwencje.


A skoro powieść jest o kobietach, to również o miłości w kilku odsłonach. Ginny, młoda dziewczyna, dorasta do miłości, szuka jej, popełnia błędy. Tess, prawie czterdziestolatka, nadal nie znalazła właściwego mężczyzny, choć była już w różnych związkach. Może  przedsiębiorczy Giovanni lub Tonino o artystycznej duszy zdoła zdobyć jej serce? Flavia, osiemdziesięcioletnia kobieta,  wspomina różne oblicza miłości, które dane jej było poznać w życiu – tej namiętnej, i tej rozsądnej. Czy żałuje swoich decyzji?


Na początku miałam wrażenie, że książka będzie banalna i przewidywalna, ale Rosannie Ley udało się mnie zaskoczyć. Do tego świetnie oddane barwy, zapachy, smaki Sycylii, morskie skarby,  witraże, szlachetne kamienie, legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie, gorące klimaty nie tylko w powietrzu, ale i w sercach :-) Jednym słowem – idealna powieść na lato!



Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.


Książkę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik: powieść z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych

czwartek, 16 maja 2013

45/2013 Sufi - Elif Şafak

Tytuł oryginału: Pinhan
Tłumaczenie: Anna Akbike-Sulimowicz
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
330 stron
Literatura turecka


Przeczytałam Sufiego.

Przeczytałam i poczułam się dumna. Dlaczego? Bo to książka niełatwa. To książka filozoficzna, przepełniona duchowością, mistycyzmem, alegorią, bazująca na sufizmie, którego założenia wcale nie są w Polsce popularne.


Zaskoczyło mnie to, że powieść ta jest debiutem pisarskim Elif Şafak, bo jak na pierwszą książkę to rzeczywiście świadczy o niezwykłej wyobraźni, wyczuciu i dojrzałości autorki. Nie bez powodu turecka pisarka została za tę powieść uhonorowana Nagrodą Rumiego przyznawaną niezwykłym dziełom mistycznym.


Sufi to powieść, którą nie sposób przeczytać w pośpiechu czy w rozproszeniu. Jest jak baśń składająca się z wielu krótszych opowieści tworzących spójną całość. I żeby ją ogarnąć, trzeba się zatrzymać. Trzeba przyjrzeć się każdej postaci – mniej lub bardziej udziwnionej, posłuchać, co ma do powiedzenia. Świat stworzony przez Şafak, to świat pełen dżinów, wiedźm, duchów, karłów, księżniczek. Świat, który – kiedy mu się przyjrzymy wnikliwie – doskonale odzwierciedla świat realny.


Oprócz głównego bohatera Pinhana przedstawionego jako młodzieńca poszukującego swej tożsamości, szczęścia i miłości, oraz próbującego tworzyć swą własną życiową historię, aby wyrwać się z poczucia wyobcowania i samotności, autorka wprowadziła do powieści wiele przeróżnych postaci, posiadające rozmaite cechy charakteru, a jednocześnie tak uniwersalne, że składają się na wizerunek ludzkości. W szerokim rozumieniu. Odzwierciedlają to, jacy jesteśmy.


Sufi to opowieść o drodze, o poszukiwaniu, o samotności. To dla mnie to również powieść przedstawiająca przenikanie się dobra i zła w świecie oraz niezgłębionych tajemnicach ludzkiej natury.


Czytałam tę powieść aż trzy tygodnie. Wiem, strasznie długo. Ale warto było :-)


Książkę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik: książka, która została nagrodzona/której autor został nagrodzony


W prezencie - litera S





Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.


czwartek, 4 kwietnia 2013

33/2013 Pensjonat wśród róż - Debbie Macomber

Tytuł oryginału: The Inn at Rose Harbor
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
390 stron
Literatura amerykańska
Gatunek: literatura kobieca

Nazwisko Debbie Macomber przewinęło mi się przed oczami niejeden raz, o co wcale nietrudno, bo autorka ma na koncie około 150 książek. Jej nazwisko kojarzyłam raczej z okładkami harlequinów, a że nie znalazłam powodu, dla którego miałbym po taką lekturę sięgnąć, to twórczości Debbie Macomber nie miałam okazji poznać. Dopiero w ubiegłym miesiącu, kiedy otrzymałam od Wydawnictwa Literackiego informację o nowościach, zdecydowałam, że spróbuję. Powieść ta – jak większość książek tego wydawnictwa – bardzo starannie wydana, z kuszącą okładką. Co prawda informacja od wydawcy, że miłośniczki prozy Katarzyny Michalak i Marii Ulatowskiej będą zachwycone, nie była dla mnie zachętą, co więcej - jeszcze bardziej się przestraszyłam, bo do miłośniczek twórczości wymienionych pań zdecydowanie nie należę. Tymczasem doświadczyłam bardzo miłego zaskoczenia.

Mimo że na początku powieści okazuje się, że mamy do czynienia z podejmowanym już wielokrotnie w kobiecej literaturze wątkiem ucieczki na prowincję i zaczynaniem wszystkiego od nowa, dałam radę przetrwać. A potem było już coraz lepiej. Okazało się, że nie jest to wcale ckliwe, puste romansidło, ale pełna optymizmu i ciepła, mądra książka.

Owszem główna bohaterka Jo Marie Rose, która właśnie została wdową po niespełna roku małżeństwa, rzeczywiście ucieka z Seattle do małej miejscowości Cedar Cove, gdzie zamierza prowadzić pensjonat. Kiedy ją poznajemy, do pensjonatu właśnie przyjeżdżają pierwsi goście Josh i Abby, którzy oprócz zwykłego bagażu wiozą też bagaż życiowych doświadczeń i swoje problemy. Josh przyjeżdża do Cedar Cove, aby przejąć od umierającego ojczyma pamiątki po swojej matce, co wcześniej nie było możliwe, ponieważ mężczyźni nie żyli w zgodzie. Abby z kolei przyjeżdża na ślub brata po kilkunastu latach nieobecności w swym rodzinnym miasteczku. Do tej pory unikała tego, bo przed laty uznano ją za winną śmierci swej przyjaciółki, która zginęła w wypadku samochodowym, a Abby kierował wtedy pojazdem... 

To, co podobało mi się najbardziej to postawa każdego z bohaterów wobec problemów, z jakimi przyszło im się w życiu zmagać. Żaden z nich nie załamuje rąk, ale we właściwym momencie życia przestaje uciekać przed problemem i otwiera się na nadejście nowej, lepszej przyszłości. I Josh, i Abby, i Jo Marie mają nadzieję, że być może właśnie tu i teraz uda im się zrobić krok do przodu w swoim życiu, by wyjść z etapu, na którym się zatrzymali. Pomaga też spojrzenie na problem w innym świetle, z perspektywy drugiej strony. Co prawda posiłkowanie się elementem metafizycznym nie bardzo przypadło mi do gustu, ale – co tam – można czasem pogadać i ze zmarłymi :-)


Generalnie moje pierwsze spotkanie z Debbie Macomber wypada na tyle pozytywnie, że będę chciała zapoznać się z dalszymi losami bohaterów. To wartościowa powieść, doskonała na około wielkanocny czas.

Książkę tę polecam również uczestnikom kwietniowego wyzwania ejotka, w którym czytane mają być książki zawierające w tytule wszelkie „budynki mieszkalne” – Domy, chatki i zamczyska ;-)


Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.


niedziela, 3 marca 2013

24/2013 Recepta na miłość - Barbara O'Neal

Tytuł oryginału: How to Bake a Perfect Life
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
Literatura amerykańska
Gatunek: powieść obyczajowa

Recepta na miłość to powieść, której objętość znacznie przekracza rozmiar recepty ;-) Książka liczy bowiem ponad pięćset stron, choć recepta na miłość według Ramony Gallagher, bohaterki powieści Barbary O’Neal, zamyka się jednak w jednym symbolicznym słowie: chleb. Pieczenie chleba zostało tu potraktowane jako życiowy rytuał dający energię, lekarstwo na smutki, sposób na zastanowienie się nad swoim życiem.

Ramona wypieka chleb codziennie. Jest rozwiedzioną czterdziestolatką, która prowadzi własną piekarnię. Mogłoby się więc wydawać, że codzienne sporządzanie wypieków to dla Ramony rutynowa czynność. Jest jednak zupełnie inaczej – kobieta wkłada w to, co robi, wiele serca. Umie zadbać zarówno o stare receptury oraz skomponować nowe smaki. I tak jak szuka dla swych wypieków coraz doskonalszych smaków, tak i dla siebie oraz swoich bliskich próbuje znaleźć sposoby na odnajdywanie i okazywanie miłości, próbując pomagać najbliższym w rozwiązywaniu problemów.

Choć wśród bohaterów książki jest kilku mężczyzn, książka wydaje się pełna kobiet, których wspólną cechą jest niezależność i silna osobowość ;-) Barbara O’Neal doskonale zarysowała różnorodność relacji między nimi. Poznajemy zarówno matkę i babcię Ramony (Lily i Adelaide), jak i jej córkę Sofię i jej pasierbicę Katie. Ważną rolę odgrywa też Poppy, siostra Lily, oraz jej towarzyszka Nancy. Mamy tu więc pełne spojrzenie na różnorodność kobiecych charakterów, różnice pokoleń, przeróżne postrzeganie rzeczywistości, różne podejścia do problemów.

To, co najbardziej mnie zabolało, jeśli chodzi o tę książkę, to nadanie jej banalnego polskiego tytułu, na który ze względu na treść wcale nie zasługuje i przez co - moim zdaniem - traci już w momencie startowym. Rozumiem, że oryginalny tytuł How to Bake a Perfect Life okazał się zbyt wielkim wyzwaniem do przetłumaczenia. Szkoda, bo jest dużo bardziej adekwatny do tego, co w książce znajdziemy.  


Recepta na miłość to ciepła i mądra książka, która pokazuje, że nikt nie jest nieomylny, każdy ma prawo pomylić się w życiu oraz że sztuką jest przyznać się do błędu najpierw przed sobą, potem przed innymi. Dzięki Ramonie i jej bliskim zobaczymy, jak jeden błąd może wpłynąć na resztę życia i dowiemy się, że czasem  to, co wydaje nam się w danej chwili błędem, okazuje się w późniejszym życiu czymś najcudowniejszym, co mogło się przytrafić. A spośród wytycznych na recepcie najważniejsza wydaje mi się ta: nie można ślepo iść za radą innych, a najlepiej samemu podejmować najważniejsze decyzje, słuchając własnej intuicji

 Książkę zgłaszam do wyzwania Trójka e-pik jako książkę o kobietach.



Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny.

 

niedziela, 10 lutego 2013

17/2013 Taniec szczęśliwych cieni – Alice Munro

Tytuł oryginału: Dance of Happy Shadows and Other Stories
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
356 stron
Literatura kanadyjska
Gatunek: opowiadania 

Lubię opowiadania. 

Przypomniałam to sobie ostatnio dzięki zbiorowi opowiadań Taniec szczęśliwych cieni kanadyjskiej pisarki Alice Munro, wymienianej jako kandydatki do Nagrody Nobla. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Munro, choć wydane wcześniej Widok z Castle Rock czy Zbyt wiele szczęścia figurują od dawna na mojej liście "Chcę przeczytać". Może dobrze się stało, że nie trafiły wcześniej w moje ręce, bo dzięki temu rozpoczęłam poznawanie twórczości Munro od jej debiutu z 1968 roku. A debiut ten uważam za bardzo udany.


Taniec szczęśliwych cieni to tytuł ostatniego z piętnastu opowiadań. Ich bohaterowie to zwyczajni ludzie wiodący zwyczajne życie, przeżywający zwyczajne rozterki, zmagający się z codziennymi problemami. Co ciekawe, w trakcie czytania nie zorientowałam się, że książka ta została napisana tak dawno. Owszem, są sukienki z koronkami i gorsety, ale problemy bohaterów wydają się bardzo aktualne, co świadczy o ponadczasowym charakterze tych opowiadań. Myślę też, że jak na tamte czasy (druga połowa XX wieku), to opowiadania te są bardzo odważne. Munro pisze o zawiedzionej miłości, trudnych relacjach między ludźmi, przemijaniu, różnicach w postrzeganiu rzeczywistości. Najbardziej podobały mi się opowiadania: Dzień motyla, Czerwona sukienka, Biuro i tytułowy Taniec szczęśliwych cieni.


W kilku opowiadaniach zaskoczyło mnie zakończenie. Wydawało mi się, że opowiadanie jest niedokończone, że historia nie może się tak skończyć. Może, jak najbardziej może. Bo u Munro nie liczy się dalszy ciąg, ale ‘tu i teraz’. Ważne są bieżące odczucia bohaterów.


Opowiadania Alice Munro to z pozoru proste, codzienne, życiowe historie. Niby podobne, a jednak różne. Niby zupełnie odrębne, a jednak coś je łączy. Łączy je ukazywanie skomplikowanej ludzkiej natury, skłonności człowieka do skrywania tajemnic, poczucie tego, że w każdym człowieku jest to wewnętrzne „coś”, do czego nikt inny nie ma dostępu. W każdym opowiadaniu jest jakiś sekret, niedopowiedzenie, coś, o czym nie należy, nie powinno się, nie wypada, nie chce się mówić... Bo każdy ma prawo do własnych tajemnic.

Oszołomiona, tak jak one, ukryłam wszystkie sekrety na dnie serca i nigdy ich nie wyjawiłam. [str. 72]
Po prostu czekała, aż przyjdę do domu i opowiem jej o wszystkim, co się zdarzyło. A ja nigdy przecież tego nie zrobię. Nigdy. [str. 256]
Styl, jakim posługuje się Munro, charakteryzuje wnikliwość, precyzja w opisywaniu szczegółów, a jednocześnie prostota i oszczędność. Piękny, plastyczny język pobudza wyobraźnię i sprawia, że nietrudno wyobrazić sobie klimat kanadyjskiego miasteczka. Mimo prostego przekazu każda z historii ma w sobie coś, nad czym trzeba się zatrzymać. 

Jak najbardziej polecam!


Wyzwanie osobiste (luty/2013) Lista nr 1 "Chyba tylko ja nie czytałam..."

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki. 


czwartek, 24 stycznia 2013

10/2013 Dobre dziecko - Roma Ligocka

Wydawnictwo Literackie
Wydano w listopadzie 2012
294 strony
Literatura polska
Gatunek: autobiografia, wspomnienia

Można powiedzieć, że najnowsza powieść Romy Ligockiej Dobre dziecko jest kontynuacją niezwykle popularnej Dziewczynki w czerwonym płaszczyku. Tym razem jest to garść wspomnień o jej życiu w latach pięćdziesiątych w Krakowie opisana z perspektywy nastolatki.

Nie są to proste wspomnienia. Roma Ligocka dzieli się bardzo osobistymi przeżyciami, przykrymi doświadczeniami, ciężkim zmaganiem z rzeczywistością, trudnościami w relacjach z matką, z rówieśnikami. Dzieli się swoim cierpieniem, wyobcowaniem, samotnością. Przyznaje się do braku umiejętności okazywania uczuć, do przeżywania cierpienia, do ciągłego poszukiwania miłości i akceptacji. Pokazuje, jakie spustoszenie zostawia w człowieku trauma przeżyć wojennych. Mogłoby się wydawać, że skoro nie doświadczyliśmy wojny, nasze przeżycia nie mają nic wspólnego. Nic bardziej mylnego – wartości i spostrzeżenia, jakimi dzieli się autorka, są ponadczasowe. Trud dojrzewania, pozorny brak zrozumienia w relacji między matką a córką, próby zrozumienia „świata dorosłych”, pragnienie akceptacji, zamykanie się we własnym, bezpiecznym świecie – to zawsze dotyczy młodych wkraczających w dorosłość. Sądzę, że niejedna osoba odnajdzie część siebie, czytając Dobre dziecko.

Nie byłam w stanie przeczytać tej powieści w całości od razu – zbyt mocno ją przeżywałam. Może dlatego, że czytałam prawie wszystkie książki Romy Ligockiej i mam wrażenie, że dobrze ją znam. Czytanie o jej bolesnych przeżyciach wywoływało dużo emocji. Musiałam dawkować sobie te bardzo osobiste, bolesne wspomnienia. Łagodzącym przerywnikiem były fragmenty pamiętnika babci Romy Ligockiej, w których autorka wspomina lepsze, przedwojenne czasy.

Trzeba odwagi, aby aż tyle siebie pokazać światu. Oby jak najwięcej osób skorzystało z tych cennych refleksji.


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.


piątek, 7 września 2012

Czterdzieści zasad miłości. Powieść o Rumim – Elif Shafak

Tytuł oryginału The Forty Rules of Love. A Novel of Rumi
Tłumaczenie Ewa Elżbieta Nowakowska
Wydawnictwo Literackie
Wydano w kwietniu 2012
480 stron
Literatura turecka
Gatunek: powieść


AUTOR: Elif Shafak
ur. 1971, jedna z najpopularniejszych tureckich autorek. Uznawana przez krytykę światową za drugą, po Orhanie Pamuku, literacką gwiazdę znad Bosforu. [tekst z okładki]


Oficjalna strona autorki - LINK

Inne książki:

Lustra miasta (2011)
Pchli pałac (2009)
Bękart ze Stambułu (2010)
Czarne mleko (2011)*


* w nawiasach daty polskich wydań


MIEJSCE akcji:
Northampton, Boston
Konya, Damaszek


CZAS akcji:
czasy współczesne - 2008 rok
XIII wiek

zdjęcie pochodzi STĄD

BOHATEROWIE:
Ella Rubenstein, Aziz Zahara, Szams z Tebrizu, Rumi

TEMATYKA:
poszukiwanie sensu życia i miłości

CYTATY:
To, jak widzimy Boga, stanowi bezpośrednie odbicie tego, jak widzimy samych siebie. Jeśli myśl o Bogu przywołuje w naszych umysłach głównie lęk i poczucie winy, znaczy to, że w naszym wnętrzu narasta właśnie za dużo lęku i poczucia winy. Jeśli zaś widzimy Boga jako istotę pełną miłości i współczucia, sami tacy jesteśmy. [str. 44]
**************
Niektórzy ludzie mylą poddanie się ze słabością, podczas gdy to dwie zupełnie inne rzeczy. Poddanie to forma pokojowego zaakceptowania zasad funkcjonowania wszechświata, w tym także tego, czego obecnie nie potrafimy ani zmienić, ani pojąć. [str. 77]
************** 
Każdy z nas to niedopracowane dzieło sztuki, które zarówno czeka na dokończenie, jak i do niego dąży. [str. 140]
************** 

Czy istnieje w ogóle sposób, by pojąć, co oznacza miłość, nie stając się wpierw miłującym?
Miłości nie sposób wyjaśnić. Można jej tylko doświadczyć.
Miłości nie sposób wyjaśnić, a jednak ona wyjaśnia wszystko. [str. 267]

MOJE ODCZUCIA:


Miłość. Ma różne oblicza, jest wszechobecna, ale czy wszystko o niej wiemy? Czy rzeczywiście są jakieś zasady, które ją określają? Aż, a może tylko, czterdzieści?

Dwie historie przeplatające się ze sobą. Dwa wymiary czasowe. Dwie przestrzenie.


W wymiarze pierwszym Ella, czterdziestolatka, znudzona codziennością, próbuje czegoś nowego. Trafia na kogoś, kto staje się częścią jej życia. Szuka celu, sensu, prawdy. Szuka miłości. Aziz, autor „Słodkiego bluźnierstwa” to doświadczony przez los sufi, który dzieli się z Ellą swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi życia i miłości.


W drugim wymiarze Rumi, poeta, mistyk, czerpie z mądrości swego mistrza Szamsa z Tebrizu, tajemniczego derwisza, ucząc się zasad miłości. A zasady te są proste, oparte są na nauce płynącej z mądrej księgi – Koranu. Tylko czy równie prosto da się je zastosować w życiu?


Ta przemyślana, niesamowita pod względem konstrukcji powieść bardzo mnie oczarowała. Nie dość, że dwa światy przeplatają się wzajemnie, uzupełniając się perfekcyjnie i tworząc spójną całość, którą można czytać zarówno po kolei, jak i jako dwie oddzielne opowieści (próbowałam – działa!). Dodatkowo jeszcze wszystkie rozdziały rozpoczynają się od słowa na tę samą literę!


Czytałam już wiele dobrego o twórczości Elif Shafak i dlatego bardzo zależało mi na przeczytaniu tej powieści. Jestem pewna, że sięgnę po pozostałe. Mam nadzieję na równie wartościową lekturę.


POLECAM:
- miłośnikom książek z pomysłem
- czytającym książki, które dają do myślenia i które przekazują życiowe wartości


Krótko mówiąc:
mądra, refleksyjna, przemyślana, o doskonałej kompozycji


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny. 


czwartek, 21 czerwca 2012

Tak sobie myślę - Jerzy Stuhr


Wydawnictwo Literackie
Premiera: czerwiec 2012
272 strony

Jak wybitnym aktorem jest Jerzy Stuhr – każdy wie. Ale czy każdy wie, jak wielkim jest człowiekiem?

Ostatnio częściej sięgam po wspomnienia i zapiski różnych osób, bo sprawia mi przyjemność odkrywanie, jaką osobą jest ktoś, kogo znam jedynie z gazet czy z telewizji. Ciekawi mnie to, co mają do powiedzenia, co myślą, jaki mają światopogląd. Książka Jerzego Stuhra Tak sobie myślę to dla mnie strzał w dziesiątkę. Tak sobie myślę, że jest to jedna z książek, do których jeszcze nie raz wrócę. :-) Pan Jerzy jest bowiem nie tylko wybitnym aktorem, ale przede wszystkim wielkim człowiekiem. Z każdą przeczytaną stroną czułam, jak rośnie u mnie poczucie, że Jerzy Stuhr pozostanie dla mnie autorytetem.

Książka Tak sobie myślę jest pamiętnikiem, który powstał z potrzeby serca z czasu, kiedy autor toczył walkę o swój dalszy los. Mimo że w większości są to zapiski powstałe w trakcie pobytu w różnych szpitalach, nie są bezpośrednio związane z walką z chorobą. Absolutnie nie ma tu miejsca na użalanie się nad sobą i swoją sytuacją. Mimo doświadczanej bezradności, upokarzających sytuacji, fizycznej bezsilności. Choroba jest gdzieś w tle. Autor skupia się na tym, co go porusza w bieżącym życiu politycznym i kulturalnym, co zaobserwował, co uznał za warte skomentowania, co chce przekazać następnym pokoleniom, wnuczce, na którą bardzo czeka. Jest to więc pokaźny zestaw bystrych obserwacji doświadczonego człowieka o niezwykłej inteligencji, która pozwala mu niejednokrotnie na uszczypliwą ironię wobec bezsensu i głupoty rzeczywistości, z jaką niejednokrotnie stykamy się na co dzień.

To co dla mnie okazało się najważniejsze to fakt, że znany wszem i wobec genialny aktor promuje coraz mniej popularne wartości – rodzinę, przyjaźń, uczciwość, prawdę, szacunek do innych i do samego siebie. Interesowność, gwiazdorstwo, pazerność, kłamstwo, szeroko rozumiana niechlujność – oto tylko niektóre zjawiska zaobserwowane w naszym społeczeństwie, na które zwraca uwagę i które go uwierają. Jego niezwykle inteligentne docinki i trafna ironia sprawiły, że niejednokrotnie o mało nie pękłam ze śmiechu. Odpowiada mi też rodzaj refleksyjności, jaki proponuje pan Stuhr – bo i tego tam nie brakuje. Jest zastanowienie nad przemijaniem, sensem pracy, sensem życia, samotnością, cierpieniem. Jest mocno kulturalnie - teatralnie, filmowo i literacko. :-) A wszystko w kontekście niedawnych wydarzeń, które – miałam wrażenie – dopiero co miały miejsce i co do których miałam wielokrotnie podobne odczucia. Nie ukrywam, że w kilku miejscach musiałam poszukać informacji, o kogo lub o co dokładnie chodzi, ponieważ nie wszystko jest tu powiedziane zupełnie wprost. Owszem, bez zawoalowania, ale w sposób tak taktowny, że osoba, której uwaga dotyczy, na pewno by wiedziała, o co chodzi, a zewnętrzny obserwator czy czytelnik musi chwilę pogłówkować.

Końcowe „rozliczenie” z tego, co dobrego przyniósł czas szpitalnych doświadczeń, zrobił na mnie ogromne wrażenieumiejętność wyciągnięcia dobra z tak trudnej sytuacji to sztuka, z którą nawet najbardziej doświadczony aktor mógłby mieć kłopot. Jerzy Stuhr nie miał.

Krótko mówiąc:
inteligentne i trafne spostrzeżenia w zapiskach osobistych genialnego aktora i  człowieka pełnego godności, kultury, skromności


 Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.


sobota, 2 czerwca 2012

Pasja według świętej Hanki – Anna Janko

Wydawnictwo Literackie
Kraków 2012
Premiera: czerwiec 2012
364 strony

„Przepraszam – powiedział jej tamten człowiek – ja tak chodzę i zaczepiam ludzi, bo jestem bardzo samotny...” [str. 247]

Pasja według św. Hanki... Tytuł najnowszej książki Anny Janko wydał mi się w pierwszej chwili bardzo zuchwałym posunięciem, gdyż przywodzi na myśl wielkie dzieła muzyczne najznamienitszych kompozytorów – Jana Sebastiana Bacha (najpopularniejsza, genialna! Pasja według św. Mateusza oraz dwie pozostałe: Pasja według św. Jana i Pasja według św. Marka) oraz Krzysztofa Pendereckiego (Pasja według świętego Łukasza) związane tematycznie z ewangeliczną Męką Chrystusa czyli Pasją.  Ciekawa byłam, jakie było zamierzenie polskiej autorki.

„Pasja” Anny Janko to studium osobistego cierpienia czterdziestoletniej kobiety, która w najmniej spodziewanym momencie swego życia spotyka na swej drodze mężczyznę i wdaje się z nim w namiętny romans, mimo że jest żoną i matką, mimo że kocha swojego męża, mimo że ma dwoje dzieci... Hanka – główna bohaterka – opowiada o swoim małżeństwie z Pawłem i o związku z kochankiem Mateuszem tak szczegółowo i do bólu przenikliwie, że „słuchanie” tego staje się niezręczne. Czytelnik jest postawiony w roli powiernika, któremu zwierzająca się Hanka oddaje całą intymność swojego życia, swoje myśli, pragnienia, doświadczenia, emocje. To, co może odczuwać kobieta, która zdradza, jest tu przedstawione z taką precyzją i głębią, oddziałuje na czytelnika. Przemyślenia dotyczące tego, co dzieje się w sercu Hanki, przeplatają się z jej ogólnymi życiowymi przemyśleniami na temat miłości, samotności, bólu, wzajemnego ranienia się, zdrady, przyjaźni... Twierdząc, że „kto skąpi siebie samego, nie mówi, co myśli, nie powierza skarbów swego ducha, nie dzieli tajemnic, nigdy nie ujrzy blasku w oczach bliźniego” [str. 296], bohaterka tak wnikliwie oddaje się analizowaniu samej siebie i swoich relacji z innymi, że nie ma żadnych zahamowani w dzieleniu się tym, co w niej jest, w myśl wyznawanej zasady, że „życie jest po to, by je opowiadać”.

Dziwna jest ta książka. Na pewno nie poleciłabym jej każdemu. Spodoba się pewnie dojrzałym czytelnikom, którzy w prozie doceniają wnikliwość, precyzję, oryginalność, a przede wszystkim bogactwo języka. Język jest zdecydowanym plusem tej książki. O ile wszystkie wywody niekoniecznie mogą przypaść do gustu, o tyle sposób posługiwania się słowem zasługuje na duże uznanie.

Doceniam owo bogactwo języka, natomiast jeśli chodzi o przeżycia i przemyślenia bohaterki, to tylko niektóre z nich przypadły mi do gustu. Momentami schizofreniczna dwoistość Hanki była dla mnie denerwująca. Poza tym aż taka precyzja w opisywaniu tego, co dzieje w czyimś wnętrzu, a także niepozostawienie miejsca na choć odrobinę intymności, nie odpowiada mi. Wzniosłe sformułowania i piękne ubieranie w słowa nie oznacza też dla mnie, że coś zyskuje na wartości. Mimo wszystko chyba wolę prostszy przekaz :-). Uważam jednak, że warto sprawdzić, jak ambitni polscy pisarze przedstawiają rzeczywistość, a Anna Janko na pewno do tej grupy się zalicza. 

Krótko mówiąc:
oryginalnie, wnikliwie, przenikliwie, do bólu intymnie

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.


niedziela, 27 maja 2012

Rok w Poziomce - Katarzyna Michalak

Wydawnictwo Literackie
Kraków, listopad 2010
262 strony

Już od jakiegoś czasu wstrzymywałam się z opublikowaniem swojej opinii o kolejnej przeczytanej książce Katarzyny Michalak (tym razem był to Rok w Poziomce), bo myślałam, że może coś mi się przywidziało i że – po przemyśleniu i przekartkowaniu książki ponownie – może zmienię zdanie. Niestety jest niezmienne. Tyle peanów na cześć prozy Katarzyny Michalak się naczytałam, że byłam pewna, że musi mi się spodobać.

Rok w Poziomce jest niby poprawnie skonstruowany, akcja też jakoś się toczy, widać też, że autorka ma poczucie humoru i bujną wyobraźnię... Nie da się nie zauważyć dobrych intencji autorki i tego, że autorka chce promować dobro i wiarę w lepsze jutro, ale parę posunięć - jak dla mnie - kompletnie dyskwalifikuje te książki.

A teraz kilka konkretów:
- Rok w Poziomce jest oparty na identycznym schemacie jak Powrót do Poziomki i Lato w Jagódce – czyli zawsze jest jakaś pokrzywdzona przez los, nieszczęśliwa dusza podnosząca się z upadku, siejąca wokół samo dobro i naprawiająca świat, jakiś ‘on’, jakiś „mocny” temat, zagraniczna przygoda, żeby nie było zbyt wiejsko, i oczywiście happy end. Jest mocno schematycznie, a w dodatku nieżyciowo, naiwnie i infantylnie.
 
- Autorka sięga po coś w rodzaju autopromocji - wplata pomiędzy bohaterów osobę o swoim nazwisku czyli "tę Michalak" i przypisuje jej szczególną rolę w powieści. Główna bohaterka Ewa rozpoczyna pracę w nowo powstałym wydawnictwie i musi w ekspresowym tempie znaleźć książkę, która stanie się bestsellerem. I znajduje – z tego, co pamiętam, jest to właśnie... Lato w Jagódce. Czytałam i dzięki temu zorientowałam się, że chodzi o własną książkę autorki.


- Mały-wielki świat - świat w tej powiastce jest tak mały, że każdy jest tam albo siostrą, albo bratnią duszą, albo ukochanym, albo... ojcem. Jest też na siłę wpleciona podróż w daleki świat :-) Wymyślanie i klejenie na siłę oraz bujna wyobraźnia to jeszcze nie sposób na dobrą książkę.

- Podjęcie poważnego tematu, ale potraktowanie go  powierzchownie i bez znajomości związanych z nim realiów – w Roku w Poziomce są to zmagania z białaczką i przeszczep szpiku. Generalnie intencja dobra, ale z dawaniem nadziei to akurat niewiele ma wspólnego. No i - jak wspomniałam - nie tak to działa. I nie chodzi mi o to, żeby się mądrzyć, bo wolałabym nie znać tej rzeczywistości.


- Pod pozorem szerzenia dobra i wiary w ludzi, autorka sama nie szczędzi krytyki - ot, choćby niczemu winnym tzw. kanarom i chyba jeszcze pracownikom banku - z tego, co pamiętam. Najbardziej jednak dostało się tym, którzy ośmielają się prozę Katarzyny Michalak krytykować, czyli krytykom literackim, tudzież recenzentom. Odbieram to jako desperacką próbę uchronienia się przed krytyką. Ci, którzy mają odwagę skrytykować bestsellery Katarzyny Michalak, zostali z góry hurtem uznani za zawistnych grafomanów, którzy zazdroszczą sukcesu prawdziwej  pisarce, której się udało. Postawienie sprawy w ten sposób po prostu mnie powaliło. 


Cytat długi, ale nie chcę wyrwać z kontekstu jakiegoś niezręcznego kawałka:

„- A jak myślisz, kto pisze recenzje? Czy pisarz, prawdziwy, wydawany pisarz, ma czas i chęci obrzucać błotem innego pisarza? Odpowiadam: nie ma. Bo pisze następny bestseller albo ma spotkanie z czytelnikami w Empiku, albo akurat skończył pracę nad książką i ledwo zipie. I nie może patrzeć na Worda. Grafoman natomiast ma czas na wszystko. Na pseudoliteracki bełkot, który rozumie tylko on sam, i na wylewanie pomyj na tych, którym się udało.
(...) Stąd właśnie biorą się twoi prześladowcy. To niedoszli pisarze, którzy nienawidzą książek i ich autorów, szczególnie tych, którym się udało. Ludzka zawiść jest jak wszechświat. Nieskończona. Karolina napisała powieść nie dla krytyków literackich – ci tolerują tylko to, co sami okrzykną arcydziełem – ale dla kucharek właśnie, i chwała jej za to. Kucharkom też chwała, że kupują i czytają.” [str. 127-128]

Zastanawiam się, jakim cudem Katarzynie Michalak się udało. Bez zawiści, ale tak po prostu. I to na dodatek w Wydawnictwie Literackim, które bardzo cenię. A może właśnie dzięki temu te książki jeszcze zyskują, bo okładki są śliczne, korekta idealna, tylko treść nieodpowiadająca oprawie.

'Tej Michalak' już stanowczo dziękuję. Wiary w polskich autorów jednak nie tracę, bo poznałam już wielu innych, których proza zasługuje na dobre słowa.


wtorek, 22 maja 2012

Dlaczego tyjemy i jak sobie z tym poradzić? – Gary Taubes

Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: Why We Get Fat And What To Do About It?
Tłumaczenie: Agnieszka Andrzejewska
Premiera: kwiecień 2012

****************
Całkiem niedawno ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego książka Dlaczego tyjemy Gary’ego Taubesa. Autor jest z wykształcenia fizykiem oraz dziennikarzem, jednak od wielu lat interesuje się tematami związanymi z medycyną i dietetyką. Wcześniej napisał książkę Good Calories, Bad Calories, na podstawie której powstała kolejna książka czyli Dlaczego tyjemy. Zaobserwowane po sukcesie pierwszej książki zapotrzebowanie i zainteresowanie społeczeństwa – nie tylko amerykańskiego – sprawami żywienia oraz poczucie, że należy zweryfikować dotychczasowe poglądy dotyczące odżywiania się i odchudzania, ze zwróceniem szczególnej uwagi na przyczyny otyłości i cukrzycy, skłoniły Taubesa do napisania pozycji krótszej, mniej naukowej, a więc bardziej przystępnej dla przeciętnego czytelnika.

Celem tej publikacji jest wyjaśnienie, na czym polega dotychczasowe błędne przekonanie związane z tzw. hipotezą tłuszczowo-cholesterolową, które zdaniem autora jest przyczyną szerzącej się otyłości oraz cukrzycy czy innych chorób cywilizacyjnych. Autor chce również rozpowszechnić odrzucane dotąd wyniki badań, które – jeśli są prawdziwe – świadczą o tym, że znane powszechnie teorie o odchudzaniu są nieuzasadnione, a postępowanie według wpajanych nam zasad wcale nie musi wyjść nam na dobre. Taubes kwestionuje na przykład skuteczność ćwiczeń i uprawiania sportu przy odchudzaniu, twierdzi, że ograniczanie, głodówki czy półgłodówki kalorii nie są sposobem na odchudzanie i podważa logikę tzw. bilansu kalorycznego, uważa, że cukier jest substancją uzależniającą, kwestionuje poprawność tzw. piramidy żywieniowej. Trzeba dodać, że nie są to teorie Gary’ego Taubesa. Autor zebrał i poukładał dostępne już od lat – choć pozostające w niełasce – wyniki badań i poglądy.

Moim zdaniem autor stawia sprawę w sposób bardzo wiarygodny, ponieważ nie gromadzi jedynie pustych stwierdzeń, ale zawsze wyjaśnia, dlaczego tak twierdzi, a swoje przekonanie popiera przykładami badań i dokładnym wyjaśnieniem procesów, jakie zachodzą w naszym organizmie, i robi to bardzo rzetelnie.

Książka adresowana jest zarówno do każdego z nas, jak i do lekarzy. Taubesowi zależy bowiem na tym, aby zaniedbywana i odrzucana z różnych powodów wiedza dotarła do jak najszerszego grona lekarzy odpowiedzialnych za swych pacjentów.

Szczerze powiedziawszy, książka ta zrobiła na mnie przeogromne wrażenie. Nieczęsto czytam książki popularnonaukowe podważające podstawowe teorie, które słyszy się wokół. Wyjaśnienia Gary’ego Taubesa są sensowne, logiczne i uporządkowane. Nie są też czymś, czego byśmy dotąd nigdy nie słyszeli. Co najwyżej są tym, czego nie chcemy słyszeć ani przyjąć. Wiem, jak trudno uwierzyć w to, że mleczna czekolada, marsy, snikersy, które uwielbiamy, nie dają nam nic dobrego, i że zdrowszy od nich jest ... smalec czy jajecznica na boczku. :-)

Krótko mówiąc:
sensowne, poukładane, rzetelne




Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.



niedziela, 20 maja 2012

Złość – Magdalena Miecznicka

Wydawnictwo Literackie
Premiera: kwiecień 2012
240 stron
*****************
"(...) krzywdzenie innych nie było prawem dorosłości. Nie, dorosłość polegała na czymś zupełnie innym. Polegała na życiu tak, jakby nigdy dotąd nie zostało się zranionym i przez to nie musiało się ranić innych. Jakby każdy uczynek był naszą suwerenną decyzją. A więc, w gruncie rzeczy, jakby nie było żadnego dotąd." [str. 233]

*************
Krzywda, cierpienie, gniew, złość... – co może zrobić z nimi wkraczająca w dorosłość dziewczyna, która gromadziła w sobie przez lata żal do ojca, który zostawił ją i jej matkę dla innej kobiety i na wiele lat zniknął z jej życia, a teraz znowu się w nim pojawił?

Bohaterkę książki Magdaleny Miecznickiej Złość – Martę poznajemy jako szesnastolatkę, z którą – po latach zaniedbywania – odnawia kontakt jej ojciec Mariusz. Po kilku wizytach w jego domu ojciec i jego żona Karolina proponują dziewczynie wspólne wakacje na jachcie. Marta zyskuje więc doskonałą okazję do wyrażenia nagromadzonego przez lata żalu i do zemsty. Czy będzie na tyle silna, by przełamać się wewnętrznie i bezpośrednio wyrazić swój żal do ojca? Czy Mariusz okaże się wart jej dziecięcej tęsknoty? Czy relacje z osobami – Mają, Brianem, Mathieu – które Marta pozna w trakcie rejsu, zmienią coś w jej życiu i pozwolą uporać się z własnymi rozterkami?

Magdalena Miecznicka stworzyła postacie bardzo wyraziste i realistyczne. Akcję umieściła w pięknej scenerii Laurowego*** Wybrzeża – Nicei, Saint Tropez oraz na krótką chwilę na Korsyce. Piękna sceneria nie uspokaja jednak negatywnych emocji, a wkraczanie w dorosłość nie obywa się bez bólu. Prawie każdy z bohaterów żyje, ukrywając coś przed innymi lub przed samym sobą. Konieczność zmierzenia się z prawdą, wkraczanie w dorosłość, skutki podejmowanych wyborów, poczucie krzywdy, które podtrzymywane i pielęgnowane niszczy nie tylko wnętrze człowieka, ale i tych, z którymi się on styka, radzenie sobie z własnym żalem, to problemy poruszone w powieści Złość.

Książkę czyta się szybko, napięcie narasta z rozdziału na rozdział, akcja jest wartka i ciekawa, a główna bohaterka intrygująca. Sama fabuła nie jest jednak punktem zasadniczym. Przede wszystkim ważne są przeżycia i emocje głównej bohaterki oraz proces jej przemiany. Autorka nie skupia się jednak na ‘psychologizowaniu’. Po prostu daje czytelnikowi do myślenia.

Krótko mówiąc:
Dobry przykład niebanalnej polskiej literatury obyczajowej
*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.


Mała errata:
***Proszę, jak wiele może sprawić jedna mała literka. Miaukotek (czyli podczytująca mnie koleżanka) powiedziała mi dziś, że wyszło mi "Laurowe" Wybrzeże. Oczywiście miało być "Lazurowe", ale "Laurowe" równie mocno mi się podoba, że postanowiłam je tak zostawić :-)))

czwartek, 17 maja 2012

Medycyna, moja miłość − prof. Jacek Imiela


Wydawnictwo Literackie
Kraków, kwiecień 2012
Liczba stron: 166

Medycyna, moja miłość to krótka książka biograficzna profesora Jacka Imieli, ‘ordynatora Oddziału Wewnętrznego i Nefrologii Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie-Międzylesiu, pełniącego od 2009 roku funkcję krajowego konsultanta w dziedzinie chorób wewnętrznych’ [źródło: okładka].

Książka ta jest nie tyle biografią, co zbiorem wspomnień, przemyśleń i doświadczeń przeplatanych krótkimi opowiastkami ze lekarskiej rzeczywistości. Nie znajdziemy tam konkretnych dat i wydarzeń z życia autora, ale jego poglądy na prace i na życie. Owszem, Profesor wspomina, jak los poprowadził go w miejsce, w którym się znajduje, ale wspomnienia te są przeplatane przykładami często zabawnymi z medycznej codzienności, z miejsc, w których pracował.

Jacek Imiela poświęca też część swojej książki autorytetom, od których się uczył. Pisze o nich bardzo ciepło i z ogromnym szacunkiem. Przytacza słowa swoich mentorów, które zapamiętał na zawsze i którymi się kieruje, gdyż wyrażają również jego pogląd na pracę i na życie. (...) jestem przekonany, że zdecydowanie za rzadko wsłuchujemy się z uwagą w to, co mówią inni. [str. 55] – nie dziwię się, że te słowa, wypowiedziane przez profesora Alfreda Sicińskiego profesor Imiela pamięta do dziś. Pamięta też słowa swego wuja – adwokata Tomasza Bartczaka (...) w życiu liczy się skuteczność. Trzeba mieć wyraźny cel i nieustannie go realizować.  Chcesz być dobrym lekarzem? Poznawaj medycynę od strony praktycznej, lecz jak najwięcej od strony chorych. (...) Są też tacy, na których sukces pracują całe zespoły ludzkie, a oni, jakby o tym nie pamiętając, powodują, by tylko im przypisywano wszelkie zaszczyty. Przywłaszczają sobie trud innych – nie jest to uczciwe [str. 57]

Z króciutkich obrazków ze szpitalnej rzeczywistości najbardziej mi się spodobało wspomnienie o pacjencie, który przyniósł ze sobą do szpitala całą górę książek, a poproszony o wyjaśnienie, dlaczego potrzebuje ich aż tyle odpowiedział: „- Bo ja, panie doktorze, mam taki zwyczaj, że jednego dnia czytam parę stron z jednej, drugiego dnia z innej książki, a do niektórych wracam, i nigdy nie wiem, na co będę miał ochotę. [str. 70]”

Główną myślą, którą przekazuje profesor Imiela, jest to, że w pracy lekarza najważniejsze jest człowieczeństwo. „Nie istnieje dla mnie w medycynie słowo określające pacjenta jako ‘przypadek’. Diagnozuję i leczę chorego człowieka. [str. 14]” Celem książki nie jest więc promocja własnej osoby, ale podzielenie się swoim spojrzeniem na drugiego człowieka i nastawieniem do niego. Jacek Imiela robi to nie tylko jako lekarz, ale jako człowiek, co sprawia, że książka jest niezwykle ciepła, a profesora odbiera się jako człowieka taktownego, uczciwego, skromnego i godnego zaufania. 

Po przeczytaniu tej książki mam tylko jedno życzenie. Wiem, że prędzej czy później zajdzie potrzeba skorzystania z pomocy lekarskiej – chciałabym zawsze trafiać na lekarzy o takim podejściu do życia i do pacjenta.

Polecam tę książkę nie tylko początkującym lekarzom, ale wszystkim, którzy lubią czerpać z czyjejś życiowej mądrości.

Krótko mówiąc:
mała książka o człowieku o wielkim sercu

*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.