Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

42/2013 Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Saga o Gutowie, tom 1.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2010
472 strony
Literatura polska
Powieść obyczajowa

Przeczytałam wreszcie pierwszy tom popularnej sagi Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy i - szczerze powiem  - moja pierwsza reakcja była taka, że chciałam tupnąć nogą i krzyknąć „A widzisz! Tak to jest!”.  Tak to jest, jak się człowiek na coś nastawi. Tak to jest, jak człowiek porównuje. Tak to jest, jak się człowiek naczyta pozytywnych recenzji i stworzy sobie nie wiadomo jakie wyobrażenie o książce...

Po przeczytaniu pierwszej części Cukierni stwierdzam, że nie dołączę do grona czytelników zauroczonych do granic możliwości tą serią Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, co nie znaczy, że książka mi się  nie podobała. Podobała się, ale nie rzuciła na kolana. Po przeczytaniu tylu recenzji wyrażających zachwyt, po ocenach, jakie książka dostała na LC, oraz po lekturze książki Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich byłam pewna, że – podobnie jak w przypadku Podróży – nie będę mogła oderwać się od książki, że będzie fascynująco, wręcz idealnie. A ja czytałam, czytałam i skończyć nie mogłam... Być może zrekompensują to kolejne tomy. Jak na razie pierwszy tom Cukierni trochę mnie znudził.


Przede wszystkim zaskoczyła mnie liczba bohaterów. Na początku byłam przytłoczona i nieco zdezorientowana, ale znalazłam metodę na to, jak uporządkować sobie wydarzenia rozgrywające się w XIX wieku i w XX wieku. Otóż, pozwoliłam sobie na mały eksperyment – dwie trzecie książki przeczytałam nie w kolejności proponowanej przez autorkę, ale chronologicznie i przyznam, że zadziałało to na korzyść – wszystko sobie poukładałam, przyjrzałam się drzewu genealogicznemu, a co najważniejsze, zauważyłam, z jakim rozmachem autorka podeszła do tematu. Mam nadzieję, że ten potencjał zostanie wykorzystany w kolejnych tomach Cukierni oraz kolejnej "odnogi" Podróży do miasta świateł. I choć uważam, że pierwsza część Cukierni jest świetną pozycją wyjściową do snucia kolejnych opowieści, to tajemniczy wątek zaginionego pierścienia nie wydał mi się zbyt porywający.


Dużym plusem jest fakt, że widać, że mamy do czynienia z autorką doskonale przygotowaną do tego, aby umiejętnie oddać klimat dziewiętnastowiecznej Polski, zaznajomić czytelnika  ze zwyczajami i konwenansami panującymi we dworach, przedstawić sytuację kobiet, zarysować tło historyczno-obyczajowe, a dodatkowo posługującej się doskonałym językiem, więc czyta się z przyjemnością i jest to bardzo kształcąca lektura.


Sięgnę więc po następne tomy Cukierni, bo ciekawi mnie, jak autorka wykorzysta to, co w Zajezierskich
nakreśliła z taką starannością i dbałością o szczegóły. Ale to dopiero za jakiś czas... 

Książkę tę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik jako książkę, w której motyw kulinarny odgrywa ważną rolę
Z literą w tle - litera G
Z półki
Wyzwanie osobiste - Lista nr 4: Ileż można zwlekać...



sobota, 16 marca 2013

31/2013 Podróż do miasta świateł - Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2012
480 stron
Literatura polska
Gatunek: powieść z historią w tle


Cukierni pod Amorem to chyba tylko ja nie czytałam... Mimo to nie od Cukierni postanowiłam rozpocząć zapoznanie się z twórczością Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, ale od pierwszej części Podróży do miasta świateł. Powód? Przyszły tydzień mam spędzić w Paryżu. Będę tam po raz pierwszy w życiu i bardzo się z tego cieszę. I choć klimat dzisiejszego Paryża pewnie nie ma zbyt wiele wspólnego z realiami dziewiętnastowiecznego miasta świateł, to chciałam przeczytać coś z Francją w tle. Dostałam wiele więcej niż oczekiwałam. I wcale nie o sam Paryż tu chodzi.

Chodzi o stworzenie wyrazistych, charakterystycznych postaci, nawet tych drugoplanowych, a także o niesłychaną wiarygodność, która sprawia,  że ma się wrażenie, że Małgorzata Gutowska-Adamczyk mieszkała w dziewiętnastowiecznym Paryżu, obserwowała początki impresjonizmu, doświadczyła, jak to jest być emigrantką skazaną na życie na obczyźnie, jak matka Róży... :-). Podobało mi się splatanie się wątków z przeszłości i teraźniejszości, które, choć prowadzone oddzielnie, układają się w zręczną całość. 


Główną postacią w wątku osadzonym we współczesności jest Nina Hirsch, która jako historyk sztuki zostaje poproszona o wycenę obrazu namalowanego prawdopodobnie przez Różę z Wolskich, która z kolei jest postacią dominującą w wątku dziewiętnastowiecznym. Choć kobiety dzieli potężny kawał czasu, to łatwo dostrzec, że są w pewien sposób do siebie podobne. Historie obu pań potwierdzają, że różnica pokoleń zawsze była, jest i będzie. Ani Nina, ani Róża nie umiała dogadać się ze swoją matką. I choć bohaterów jest sporo, to tytułowa Róża z Wolskich jest tu postacią najważniejszą. Nina wypada przy niej blado, ale tak chyba właśnie miało być – w końcu książka jest o Róży. A Róża? Róża Wolska to niezwykle barwna postać. Poznajemy ją, kiedy jest małą dziewczynką i obserwujemy, jak dorasta i przemienia się w niezależną, odważną kobietę, która decyduje się iść pod prąd, żyć zgodnie z tym, co podpowiada jej serce, nie rezygnować z zamiłowań, a także rozwijać swój talent, choć na ówczesne czasy bycie malarką nie było uważane za odpowiednie dla kobiety.

Wiadomo też, że Paryż bez miłości nie byłby Paryżem, więc  i takich wątków należy się spodziewać. I spokojnie można też zgłosić tę książkę jako pasującą do wyzwania Trójki e-pik w kategorii ‘książka z wątkiem nieszczęśliwej miłości’, co niniejszym czynię.


Nie spodziewałam się, że Podróż do miasta świateł okaże się tak świetną lekturą! Rozpoczynając czytanie, nie wiedziałam, że będzie to pierwsza część z serii. Wiem, ze na niej nie poprzestanę. 


Wyzwanie Z półki

Wyzwanie Trójka e-pik: książka z wątkiem nieszczęśliwej miłości

Wyzwanie osobiste Lista nr 4 'Ileż można zwlekać...'

środa, 6 marca 2013

26/2013 Ten obcy - Irena Jurgielewiczowa

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2010
256 stron
 Literatura polska
Gatunek: powieść dla młodzieży

Ten obcy to jedna z lektur uważanych za najciekawsze. W pełni podzielam to zdanie. Przeczytałam ją z wielką przyjemnością.

Przed chwilą przeczytałam, że Irena Jurgielewiczowa żyła w latach 1903, a zmarła w 2003, co znaczy, że żyła sto lat! Myślę, że jako pedagogowi, było jej przyjemnie, gdy patrzyła na kolejne pokolenia wychowujące się 'na jej książkach'. Nie wiem, jak inne książki Jurgielewiczowej, bo jeszcze nie czytałam, ale Ten obcy  przepełniony jest treściami porządkującymi młodemu człowiekowi świat wartości. I choć minęło już tyle lat od ukazania się pierwszego wydania tej powieści (1961), to, na co autorka zwraca uwagę jest wciąż aktualne. To nieistotne, że wśród młodych chłopaków nie znajdziemy raczej chłopców o imieniu Marian czy Zenek. Nieważne, że obecnie rzadko kto bawi się w wymianę znaczków, kręci kogel-mogel czy używa słomianki. Nieważne też, że niektóre sformułowania językowe nie są już używane (zafrasowało się jeszcze bardziej... [155], dokończył ze zgnębieniem [159], skądeś się tu wziął [176]). Najważniejsze, że  podstawowe wartości  pozostają niezmienne. Wciąż stawiamy na przyjaźń, uczciwość, odwagę, szczerość. I niech tak zostanie jak najdłużej. A Ten obcy niech nie znika z listy lektur, bo to niezwykle wartościowa powieść.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Niezapomniane lektury z dzieciństwa - klasa 5.

sobota, 9 lutego 2013

16/2013 Niewdzięczna pamięć - J. Bernlef

Tytuł oryginału niderlandzkiego: Hersenchimmen
Tłumaczenie: Alicja Oczko
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2010 
Seria: Zbliżenia
Literatura niderlandzka


Starość. Czy to nie jest tak, że każdy na swój sposób się jej boi? Trudny temat...

Pewnie wiele osób chciałoby dożyć późnej starości i cieszyć się miłością oraz szacunkiem wnuków, prawnuków... Nie możemy jednak zdecydować ani wybrać, jak nasza starość będzie wyglądać. Holenderski pisarz Hendrik Jan Marsman, piszący pod pseudonimem Bernlef, w swej książce Niewdzięczna pamięć pokazuje taki obraz starości, jakiej nikt z nas pewnie sobie nie życzy – stopniowa utrata pamięci i rozpad rzeczywistości, tożsamości, życia... Główny bohater, siedemdziesięciolatek Maarten Klein, w zastraszająco szybkim tempie traci pamięć. Rzeczywistość, w której tkwił przez lata, niknie w plątaninie wspomnień o bliskich, o pracy, o miłości, o domu rodzinnym. Mylą mu się osoby i miejsca. Rozmowy się nie kleją, trudno dobrać słowa.  Dzień myli się z nocą, żona z matką. Wszystko się miesza i staje się nie do ogarnięcia dla osoby dotkniętej demencją. A proces jest nieodwracalny... A z drugiej strony widać, jak głęboko są w  człowieku zakorzenione przyzwyczajenia, umiejętności, uczucia – wszystko to, co stanowiło o jego człowieczeństwie.


Książka jest niezwykle poruszająca, a pierwszoosobowa narracja  sprawia, że czytelnik bezpośrednio czuje zagubienie, bezradność, wstyd bohatera. Staruszek opowiada tak, jak umie, a czytelnik składa urywki jego opowieści w całość. Zadziwiające, jak skrupulatnie udało się autorowi odtworzyć myśli człowieka tracącego pamięć i pokazać, jak nieodgadniony jest ludzki umysł.


Byłabym ciekawa, jak Bernlef, posługujący się oszczędnym stylem i ważący słowa, przedstawiłby tę samą rzeczywistość z perspektywy Very, żony Maartena.


Lektura obowiązkowa dla otwartych na trudne tematy. 


 Wyzwanie osobiste luty/2013, lista nr 2 'Czekają i czekają...'
 oraz wyzwanie Z półki:


niedziela, 28 października 2012

Puc, Bursztyn i goście - Jan Grabowski

No to znowu wracam do lektur z dzieciństwa w ramach wyzwania Książkówki i Legera. Tym razem tytuł pochodzi z październikowej listy.



Puc, Bursztyn i goście - Jan Grabowski

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2003
96 stron

BOHATEROWIE:
pieski - Puc, Bursztyn, Mikado, Tjuzdejek, kotka Imka, Katarzyna , Krysia, panna Agata 

Ciekawa jestem, co myślą dzieciaki, kiedy czytają lektury pisane dawno temu, i jak sobie radzą ze zrozumieniem języka, który czasem naprawdę jest przedziwny. Nawet dla mnie, choć o tym, że byłam dzieckiem, już dawno zapomniałam.
Jakież to psisko miało długie nogi! [to o Tjuzdejku]
Zdawało się, jakby chodził na szczudłach!
Idąc, podnosił nogi wysoko, jakby je z błota wyciągnął. Przełamane to było, jakieś koślawe. A złe! po oczach widać było, że najchętniej by nas uciął każdego z osobna i wszystkich razem swoimi pożółkłymi zębami.
Może tam Tjuzdejek był nawet wysokiej rasy, ale że nie był nadmiernie urodziwy, to pewne.
Tjuzdejek obszedł, drepcząc koślawego dyrdaczka, całą jadalnię. Zapuścił się nawet do sieni, przez którą przechodziło się do kuchni. [str. 39]
Mając w pamięci przeczytaną niedawno Czarną owieczkę i przeżywając ogromne zdziwienie językowe w trakcie czytania Puca, Byrsztyna i gości, sprawdziłam kiedy żył i kim był autor Jan Grabowski. Otóż, Jan Antoni Grabowski urodził się dawniej niż przypuszczałam, bo w 1882 roku. I wcale nie gdzieś na zapadłej wsi - jak sądziłam - ale w Rawie Mazowieckiej. Zmarł w 1950 roku w Warszawie. Jeszcze parę faktów podanych w Wikipedii: "Po ukończeniu studiów na Politechnice Warszawskiej w 1902, pracował w warszawskich szkołach jako nauczyciel matematyki (1902-1906). Dwa lata spędził w Monachium, gdzie studiował historię sztuki. Po powrocie do Polski pracował jako nauczyciel gimnazjalny w Warszawie. W niepodległej Polsce piastował różne stanowiska w Ministerstwie Oświaty. W 1936 odszedł na emeryturę. Krótki czas mieszkał w Toruniu i w Chełmnie, na okres okupacji wrócił jednak do Warszawy. W latach 1945-1948 przebywał w Olsztynie, gdzie był naczelnikiem Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego na okręg mazurski. Zajmował się ratowaniem zabytków i dzieł sztuki zdewastowanych w czasie II wojny światowej. W 1949 powrócił do Warszawy. Grabowski był człowiekiem dużej wiedzy i wszechstronnych zainteresowań." Przyznaję - nie miałam o tym pojęcia. 

Przyznam, że choć język bawił mnie ogromnie, zakręciła mi się też łezka w oku - już na sam koniec. Przypomniało mi się, jak dawno temu, kiedy czytałam tę lekturę, żal mi było Krysi i Mikusia... A dlaczego? Sprawdźcie ;-) Zachęcam.


wtorek, 23 października 2012

Lektury z dzieciństwa - Nasza mama czarodziejka i Cudaczek-Wyśmiewaczek

Bukowniczek milczy jak zaklęty...

Milczy, bo nie mam czasu się nim zająć. Czas płynie błyskawicznie. Pracy po pachy. Dodatkowych "atrakcji" też niemało - przygody zdrowotne, "roboty drogowe" czyli prace remontowe, dokształcanie siebie i innych, szukanie lepszych rozwiązań... Wszystko time-consuming. Bez poświęcenia czasu nie da rady.

Będzie więc krótko i zwięźle. I bez recenzji, bo - tak jak pisałam Książkówce - lekturki chętnie poczytam, ale czasu na napisanie opinii może nie starczyć. Nie starcza.




Kolejne lektury, które przeczytałam w ramach wyzwania Książkówki i Legera to Nasza mama czarodziejka i Cudaczek-Wyśmiewaczek. Są to lekturki jeszcze z listy wrześniowej, ale miałam wielką ochotę jeszcze je przeczytać, więc zrobiłam to teraz. :-) 

Nasza mama czarodziejka - Joanna Papuzińska 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1994
32 strony

Mama czarodziejka to dla mnie takie przedpotopowe fantasy. :-) 

Cudaczek-Wyśmiewaczek -Julia Duszyńska

Oficyna Wydawnicza GMP
Rok wydania: brak danych
92 strony

BOHATEROWIE:
Cudaczek-Wyśmiewaczek oraz panna Obrażalska, pan Złośnicki, pan Beksa, pan Byle-jak, Kasia, co się grzebienia bała, panna Nie-chce-mi-się, panna Krzywinosek

 Cudaczek jest świetny i bardzo pouczający. Niejeden pan Beksa i niejedna panna Krzywinosek pewnie będą chcieli zmienić osobowość po przeczytaniu tej książeczki. :-)

poniedziałek, 24 września 2012

Lektury z dzieciństwa - Plastusiowy pamiętnik i Czarna owieczka

Mimo że ostatnio ostatnio kompletnie nie mam czasu, za to mam gratis w postaci kataru, udało mi się napisać parę słów o przeczytanych ostatnio lekturach. Sięgnęłam po nie w ramach wyzwania Książkówki i Legera.



Na razie udało mi się przeczytać dwie lektury z dzieciństwa: Czarną owieczkę i Plastusiowy pamiętnik. Sprawiło mi to niebywałą frajdę. :-)

Plastusiowy pamiętnik - Maria Kownacka

Wydawnictwo Siedmioróg
Rok wydania: 1977
80 stron

Jestem ciekawa, jak Plastusiowy pamiętnik jest odbierany przez małych czytelników w dzisiejszych czasach. Mam wrażenie, że słowa wstępu zamieszczone we wstępie książki tracą powoli na aktualności:

Plastusiowy pamiętnik tłumaczony jest na wiele języków obcych i zdaje się, że wszędzie, gdzie się ukaże - jest bardzo lubiany przez dzieci. Nic dziwnego - przecież dzieci na całym świecie mają piórniki i wojują z atramentem! [str. 7]


 
Bohaterami książki są mieszkańcy piórnika Tosi, którym autorka nadała cechy ludzkie: Plastuś - plastelinowy ludek w zielonych gatkach, guma-myszka, stalówka, obsadka, scyzoryk... Oprócz nich występują tam również: kałamarz, bibuła, lalka z gałganków. Są też wyszywanki oraz popielnik... W dobie żelpenów, cienkopisów, korektorów i lalek Barbie niejeden młody człowiek pewnie musi się głębiej zastanowić, o czym w ogóle mowa. I w sumie bardzo dobrze. Chociaż zmieniły się gadżety, to rzeczywistość szkolna przedstawiona przez Marię Kownacką aż tak bardzo się nie różni od obecnej. Nadal jest jednak niewątpliwą wartością książka, która uczy, co znaczy być koleżeńskim; uczy, że należy szanować zarówno swoje, jak i pożyczone rzeczy, że niegrzeczne jest naśmiewanie się z kolegów i koleżanek, którzy nie mają wypasionych zabawek; podkreśla, jak ważne jest pomaganie sobie nawzajem i dzielenie się tym, co się ma; że trzeba umieć przyznać się do winy czy błędu.

Czarna owieczka - Jan Grabowski

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2009
24 strony

CYTATY:



A zresztą zwierzę to nie jest zabawka dla ludzi, prawda? Tłumaczyłem to Popiołkom.

Zosia pomyślała chwilkę.
- Trzeba każdemu pozwolić być tym, czym jest! - szepnęła.
- I kochać go takim, jaki jest! - dopowiedziała Wisia.

A dziewuszki były dumne z tego, że mają owcę, która omal nie jest psem.

BOHATEROWIE:
listonosz Popiołek i jego córki: bliźniaczki Zosia i Wisia, owieczka Perełka, owieczka Metka, suczka Wierna, szczeniak Miś

Niezwykle sympatyczna książeczka o owieczce wykarmionej i wychowanej przez suczkę oraz o przeżyciach właścicielek owieczki. Zupełnie nie mogłam sobie przypomnieć, co to za książka i miałam wrażenie, że jej wcześniej nie czytałam. Po paru linijkach już wiedziałam, o co chodzi. Bardzo wartościowa lektura. I zupełnie niekłopotliwa - przeczytanie jej zajmuje pięć minut. ;-)


wtorek, 23 sierpnia 2011

Póki pies nas nie rozłączy - Romuald Pawlak




Póki pies nas nie rozłączy
Romuald Pawlak

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2011
288 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
  Ciemnej, nieprzyjemnej nocy nie rozświetlał nawet księżyc, pocieszyciel wszystkich stworzeń dużych i małych.
Ostatnie zdanie:
  Tworzyli najdziwniejsze stado na świecie, ale kiedy byli we trójkę, świat stawał się trochę lepszy.
******************
Romuald Pawlak to dla mnie kolejny polski autor, z którego twórczością spotkałam się po raz pierwszy. Spotkanie uważam za udane. Odpowiada mi poczucie humoru i luźny, ale nie przesadnie, sposób pisania pana Pawlaka. 

Choć tematem książki jest historia, jakich wiele, sposób jej przedstawienia jest ciekawy. Krótko mówiąc: Renata – kobieta pragnąca tego, aby związek z ukochanym mężczyzną został sformalizowany, Michał – czterdziestolatek nieco znudzony związkiem z Renatą i obawiający się podjąć ‘ostateczny krok’, Egon – lekarstwo na zawirowania w związku czyli czarny pudel, zesłany tej parze jako wysłannik Pana Stworzenia, który ma się uzdrowić relację w związku tych dwojga. Do tego problemy w pracy, zwariowani znajomi, uciążliwi sąsiedzi. Rzec by można – samo życie. Jednak ubogacenie codzienności mało prawdopodobnymi sytuacjami sprawia, że książka jest bardzo zabawna. Miałam wrażenie, że ktoś, kto lubi wymyślać nieprawdopodobne historie, opowiada mi, co słychać u Michała i Reni. A słychać sporo…

Choć mocno zabawna, nie jest to książka, która ma jedynie bawić. Autor, choć nie nazywa problemów bezpośrednio, ujmuje je w świetny sposób . Zobaczymy, do czego prowadzi brak zaufania czy jak ważne jest komunikowanie się na bieżąco. Romuald Pawlak ośmiesza też niektóre ludzkie zachowania – radzenie się znajomych w kwestii małżeństwa czy męskie rozmowy. Pod pozorem absurdu autor przekazuje naprawdę trafne spostrzeżenia o naturze człowieka i jego potrzebach. Mnie się podobało.  

  **********
Moja ocena: 5/6


Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka. 

środa, 30 marca 2011

Krótko mówiąc - Mikołaj Bułhakow

Podtytuł: Ironiczne opowiadania, opowiadanka i to co całkiem krótkie
Tytuł oryginału: Ja idu gulat
Tłumaczenie: Anna Węgrzyn
Ilustracje: Zbigniew Jujka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1985
Ilość stron: 150
ISBN: 83-10-08780-2

Wielkie nazwisko, choć to nie TEN Bułhakow, a jednak wart poznania. Przypuszczam, że mało kto wie, że oprócz słynnego Michaiła Bułhakowa, wśród pisarzy rosyjskich można wymienić jeszcze jednego pisarza o tym nazwisku.

Zamieszczam notkę o autorze, która jest na okładce książki, ponieważ trudno o informacje o tym autorze nawet we wszechwiedzącym Internecie :-)

"Mikołaj Bułhakow urodził się w Moskwie w r. 1950. Debiutował bardzo wcześnie - bo już w r. 1965 - opowiadaniem zamieszczonym w tygodniku satyrycznym "Krokodil". Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Moskiewskim, pracował w redakcjach różnych gazet i czasopism, pisał artykuły i felietony, scenariusze radiowe i telewizyjne. W r. 1976 opublikował swoja pierwszą książkę Krótko mówiąc."
Jest to zbiorek króciutkich, zabawnych opowiadań o dzieciństwie i latach szkolnych, o zabawach na podwórku, o pierwszych przyjaźniach, pierwszej miłości... Opowiadanka nie są też pozbawione refleksji. Każdą z czterech części (Będziemy weseli, Kim jesteś, Wszystko tak, jak było, Bliscy ludzie) jest opatrzona trafnym wstępem zawierającym mądre, życiowe spostrzeżenia. Dla przykładu niektóre z nich:
Humor pomaga zobaczyć to, co kryje się za fasadą, ujawnia, że czasem coś tylko wydaje się dobre, ważne, rozumne, potrzebne; pomaga zobaczyć to, co rzeczywiście mądre i ważne.

Jesteś niepowtarzalny - i dlatego możesz w jakiejś ważnej sprawie powiedzieć swoje 'tak' albo 'nie' - zgodnie z własną oceną sprawy, a nie zależnie od okoliczności.

Kochać życie - to znaczy być uczciwym. Kto wie, że nie istnieje nic piękniejszego od życia, ten nie będzie go przystrajał, retuszował, podrabiał.

To bardzo ważne - poznać swoją osobowość. trzeba znać siebie samego. Ale nigdy nie poznasz samego siebie, jeżeli będziesz nieuważny w stosunku do innych ludzi, jeśli nie będziesz starał się ich zrozumieć i poznać.
Krótko mówiąc - Sympatyczna, mała książeczka :-)



Moja ocena: 4,5/6