Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2013

61/2013 Ocaliła mnie łza - Angele Lieby, Hervé de Chalendar

Tytuł oryginału: Une larme m'a sauvée
Tłumaczenie: Barbara Jaroszuk
Świat Książki 
Warszawa 2013
190 stron
Gatunek: biografia, wspomnienia

Czy to możliwe, żeby łza, jedna mała kropelka, która mimowolnie popłynęła po policzku, stała się wybawieniem dla człowieka? Okazuje się, że tak, choć to zupełnie nieprawdopodobne. 

Historia opowiedziana przez Angele Lieby potwierdza brak nieomylności lekarzy i pokazuje, jak niewiele trzeba, by w ciągu paru chwil znaleźć się w stanie, w którym człowiek w żaden sposób nie może skomunikować się z otoczeniem. Słyszy wszystko, co dzieje się wokół, ale nie jest w stanie zareagować. Jedynie(!) myśli i słucha. Słucha i cóż słyszy? Słyszy, jak lekarze mówią o śmierci mózgu, że mówią o odłączeniu od aparatury, że sugerują rodzinie, aby zajęła się organizowaniem pogrzebu... Kiedy Angele orientuje się, że to o niej mowa, całe jej wnętrze krzyczy. Ciało natomiast pozostaje w totalnym bezruchu, jak gdyby rzeczywiście była zmarłą, za którą została uznana. I nic nie może zrobić. Nawet nieludzki „test sutka”, który wywołuje reakcję nawet u osoby nieprzytomnej, u niej nie dał żadnych objawów życia.  


Ocaliła mnie łza to nie zwyczajna, smutna, życiowa historia opowiedziana, aby wzruszać. To wstrząsające świadectwo kobiety, która o mało co nie została pogrzebana żywcem. Angele Lieby wie dokładnie, co znaczy zostać uznaną za zmarłą. A wszystko zaczęło się od – zdawać by się mogło – banalnego objawu, czyli bólu głowy. Sprawa okazała się dużo bardziej poważna – zdiagnozowano u niej rzadką chorobę Bickerstaffa. Kobietę wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną, z której miała zostać wybudzona. I została - wybudzono jej mózg, ale ciało pozostało w totalnym uśpieniu, niezdolne do żadnego ruchu. Lekarze zdiagnozowali więc zanik czynności mózgu, choć nie przeprowadzono wszystkich badań, które by to potwierdziły. 


Angele Lieby opowiada też o swojej drodze przez mękę, którą musiała przejść, aby powrócić do życia. Konieczna była systematyczna rehabilitacja, dzięki której kobieta powróciła do wszelkich życiowych czynności, które wszystkim zdrowym wydają się oczywiste. Nie zastanawiamy się przecież, czy oddychamy – po prostu to robimy. A ona musiała nauczyć się tego od nowa.

Angele Lieby spisała swą historię, aby uchronić kolejnych pacjentów przed takimi przeżyciami. To wołanie spisane w imieniu śpiących pacjentów, którzy nie mogą za siebie mówić. Mówić lub krzyczeć. Oby jak najwięcej osób zapoznało się z jej historią.


Książkę zaliczam do wyzwania W prezencie - litera "O".
 

Dziękuję bardzo wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.


************
Strasznie mi przykro, że Bukowniczek zapadł w niebyt na jakiś czas. 

Rzeczywistość okazała się tak przygniatająca, że nie miałam nawet czasu na to, żeby Wam napisać, że nie mam czasu ;-) Obowiązków w pracy miałam więcej niż zwykle, ale wygląda na to, że taki stan jeszcze trochę potrwa. Pewnie będzie ciut luźniej niż pod koniec września i na początku października, ale wiem, że będę mocno zajęta. Ale to dobrze. 

Mam nadzieję, że niedługo dam radę napisać parę słów o książkach, które czekają na to już od dłuższego czasu. Na razie muszę też odłożyć też większość wyzwań. Ale wrócę do nich :-) 

Podsumowanie wyzwania W prezencie z września zaprezentuję razem z podsumowaniem października., czyli już niedługo.

Tymczasem pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tu zaglądają :-)

sobota, 17 sierpnia 2013

57/2013 Była sobie dziewczyna - Lynn Barber


Tytuł oryginału: An Education
Świat Książki
Warszawa 2010
205 stron

Literatura amerykańska
Gatunek: autobiografia


Przeczytałam tę marną autobiografię od początku do końca, choć nie zasługuje ona na uwagę pod żadnym względem - styl pisarski nijaki, a historia nudna. 

Dobrnęłam do końca właściwie tylko dlatego, że wybrałam tę książkę do wyzwania Pod hasłem. Historia życia Lynn Barber, dziennikarki, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, może i jest ciekawa, ale ja nie znalazłam w niej niestety nic a nic ciekawego. Sięgnęłam po nią, mając w pamięci pozytywne wrażenia z filmu opartego na powieści Nicka Hornby'ego Był sobie chłopiec i pamiętając zachęcające opinie dotyczące filmu Była sobie dziewczyna, do którego scenariusz napisał Nick Hornby właśnie. Opowieści te nie mają ze sobą nic wspólnego. Tak więc nie polecam – szkoda czasu. 

Szkoda mi nawet czasu, żeby o tej książce więcej napisać...

Książkę tę zaliczam do wyzwania Pod hasłem (lipiec: Homo sapiens).

niedziela, 26 maja 2013

48/2013 Pieśń o poranku - Paullina Simons

Tytuł oryginału: A Song in the Daylight
Tłumaczenie: Katarzyna Malita
Wydawnictwo Świat Książki
Warszawa 2013
688 stron
Literatura amerykańska
Gatunek: powieść obyczajowa

Nazwisko Paulliny Simons kojarzy się przede wszystkim z Jeźdźcem Miedzianym i kolejnymi częściami trylogii, która zauroczyła niejednego czytelnika. Czytałam tylko tę pierwszą część i pamiętam,  że rzeczywiście była to powieść niezwykle emocjonująca. Dlatego też po Pieśni o poranku spodziewałam się podobnych emocji. 

Pieśń o poranku to studium kłamstwa i zdrady. To skrupulatny zapis przeżyć czterdziestoletniej Larissy, która wdaje się w fatalny w skutkach romans z młodszym od niej o dwadzieścia lat Kaiem. Sytuacja życiowa Larissy z pozoru nie pozostawia nic do życzenia – wydawałoby się, że kobieta ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia: kochającego męża, troje zdrowych dzieci, piękny dom, życie w luksusie... A jednak czuje się niespełniona... Spotyka na swej drodze atrakcyjnego dwudziestolatka i traci dla niego głowę. Romans tych dwojga jest w zdecydowanym centrum uwagi przez znaczną część powieści. A szkoda, bo autorka podjęła jeszcze kilka ciekawych wątków – dramat Che, przyjaciółki ze studiów, która zamieszkała na Filipinach, czy wątek detektywistyczny, który bardzo szybko został porzucony.


Choć książkę tę czyta się całkiem dobrze, to po przeczytaniu jednej trzeciej miałam zamiar ją odłożyć, bo byłam zniesmaczona głupotą i wyrachowaniem bohaterki oraz jej kombinowaniem, a także rozbudowanymi scenami łóżkowymi powtarzającymi się do znudzenia. Trwałam jednak dzielnie, wmawiając sobie, że sztuką jest też stworzenie tak negatywnej bohaterki jak Larissa. Czekałam więc cierpliwie, licząc na więcej. O ile doczekałam się „więcej”, o tyle nie doczekałam się „lepiej” ;-) Powieść liczy bowiem prawie siedemset stron, po których chciałoby się dostać satysfakcjonujące zakończenie. Tymczasem autorka ciągnie akcję na siłę i w rezultacie wybiera najgorszą z możliwych opcji zakończenia tej historii. 


Polecam Pieśń o poranku tylko tym czytelnikom, którzy już mieli do czynienia z Paulliną Simons i wiedzą, jak pisze. Wiele osób pewnie z przyjemnością wczyta się w skrupulatne opisy skrywanych pragnień i namiętności, pozna do czego prowadzi balansowanie na granicy szaleństwa, poobserwuje mechanizmy, które zaciemniają umysł i nie pozwalają na trzeźwą ocenę sytuacji życiowej. Ja jednak miałam wrażenie, że to zaciemnienie umysłu dopadło większość bohaterów, oczywiście z Larissą na czele, i trochę miałam ich dość. Miałam ochotę krzyknąć: „Niech ktoś wreszcie otworzy oczy!”.


Mam wrażenie, że Paullina Simons chciała stworzyć powieść bardzo kontrowersyjną, a wyszła jej powieść średniej jakości – bez przesłania, z pustą, samolubną bohaterką, i trochę przydługa.
Dla normalnej kobiety nie istnieje wybór między własnymi dziećmi a kochankiem, który jest niewiele starszy od najstarszego dziecka. Mimo wszystko jednak Paullina Simons pisze w sposób na tyle intrygujący, że nie dałam rady odłożyć Pieśni o poranku na półkę „Niedokończone”, ale musiałam z ciekawości sprawdzić, jakie zakończenie wybierze.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Świat Książki.


Książkę zaliczam do wyzwań Pod hasłem: PORY


Wyzwanie osobiste - Lista nr 3: Posmakowałam, chcę więcej...

wtorek, 2 kwietnia 2013

32/2013 Na Złotej Górze - Lisa See

Tytuł oryginału: On Gold Mountain
Tłumaczenie: Dorota Kozińska
Świat Książki
Warszawa 2012 
528 stron
Literatura amerykańska, literatura chińska
Gatunek: opowieść autobiograficzna 
To już moje czwarte spotkanie z  Lisą See, czytałam wcześniej Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz, Dziewczęta z Szanghaju i Marzenia Joy. Wszystkie trzy książki bardzo mi się podobały, więc uznałam, że sięgnięcie po debiutancki utwór amerykańskiej autorki chińskiego pochodzenia będzie doskonałym uzupełnieniem obrazu Chin, jaki udało mi się wyobrazić sobie właśnie dzięki Lisie See. Tymczasem - niespodzianka. Mogłam się co prawda spodziewać już po tytule, że oparta na faktach księga rodziny See Na Złotej Górze będzie raczej obrazem Ameryki w chińskim wydaniu, a nie, jak sądziłam, opowieścią zarówno o Chinach, jak i o Ameryce. Zdecydowanie jednak jest to opowieść o Ameryce widzianej oczami chińskich imigrantów, których los rzucił na Złotą Górę już w dziewiętnastym wieku. Lisa See postanowiła ocalić od zapomnienia historię swoich przodków, ich opowieści i wspomnienia. Napisanie tej biografii zajęło jej pięć lat i widać, że niemało się przy tym natrudziła, korzystając z licznych źródeł i konsultując z wieloma członkami bliższej i dalszej rodziny. 

Dzięki bardzo wnikliwemu podejściu obraz rzeczywistości stworzony przez Lisę See jest niezwykle bogaty i pełen szczegółów. Czasem miałam nawet wrażenie, że wspomnienia te są zbyt szczegółowe, co nie znaczy, że książka mnie jakoś specjalnie nudziła. Losy tej rodziny są na tyle niesamowite, że czytając, miałam wrażenie, że czytam nie biografię rodu, ale powieść pełną przygód. Spojrzenie na Amerykę z innej niż zwykle perspektywy, mianowicie z perspektywy ludzi dyskryminowanych ze względu na pochodzenie, obala mit o amerykańskiej „krainie szczęśliwości”. Ci, którym przyszło tam żyć, doznali wielu trudności i upokorzeń. To dzięki wytrwałości i determinacji przodków kolejne pokolenia żyją w innej rzeczywistości. Warto pamiętać o tych, którym to zawdzięczają. I po to jest ta książka.


Choć drzewo genealogiczne rodziny See jest mocno rozgałęzione i czasem ciężko się połapać, kto jest kim, i w jakim celu wspomniani są niektórzy członkowie rodziny, warto się zagłębić w opowieść rozpoczynającą się w 1871 roku, a trwającą do końca XX wieku, dzięki której zostały przybliżone zachodzące przez wiele lat zmiany polityczne i społeczne w Stanach Zjednoczonych. Polecam.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Świat Książki - dziękuję.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania osobistego - lista nr 3:  Posmakowałam, chcę więcej...
oraz
wyzwania Booktrotter : marzec/literatura chińska



wtorek, 12 marca 2013

29/2013 Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom

Tytuł oryginału: The Five People You Meet in Heaven
Tłumaczenie: Joanna Puchalska
Świat Książki
Warszawa 2008
200 stron
Literatura amerykańska
Książka z listy BBC

No to wszystko jasne – już wiem, dlaczego powieść Mitcha Alboma znalazła się na liście BBC wśród 99 innych książek uznanych za najlepsze. To jedna z tych książek, po przeczytaniu których człowiek czuje się bogatszy duchem.

Bohaterem jest osiemdziesięciotrzyletni Eddie, pracownik wesołego miasteczka, który kończy życie swe ziemskie życie. Trafia do przestrzeni, którą można by nazwać ‘przedsionkiem nieba’. Jego śmierć jest początkiem opowieści o tym, jaki sens miało jego życie. Nie są to jednak nudne fakty i rozpamiętywanie, co oznaczały dane zdarzenia, ale spójna wizja tego, co dzieje się z człowiekiem, kiedy umrze. Eddie spotyka pięć osób, z którymi musi porozmawiać, aby zrozumieć, jak i w jakim celu ich losy splotły się ze sobą. Jest to warunkiem osiągnięcia wiecznego spokoju i pełnego poczucia szczęścia. Spotkane osoby mają bowiem za zadanie przypomnienie lub przywołanie przeszłych wydarzeń, które pomogą bohaterowi na dobre rozliczyć się z własnym sumieniem, emocjami, odczuciami, a także pozwolą Eddiemu uzmysłowić sobie, jak dane wydarzenie wyglądało z perspektywy innej osoby i jakie to wszystko ma znaczenie w perspektywie wieczności.


Bardzo mi się podoba wizja Mitcha Alboma i przesłanie, jakie jej towarzyszy. To, co wydaje się najważniejsze to fakt, że „wszystko jest po coś”, wszystko ma swój sens, możemy go tylko na razie nie rozumieć.


Choć powieść ta traktuje o poważnych sprawach – śmierć, sens życia, wieczność – to sposób, w jaki została napisana jest niezwykle przystępny i dowcipny. Nie ma tu ani krzty nadęcia i wzniosłych słów, nie ma moralizowania i oceniania. Jest prosto, optymistycznie i mądrze. I jest się nad czym zamyślić.


W 2004 roku na podstawie tej powieści powstał film − oczywiście zamierzam go obejrzeć, by sprawdzić, czy obraz przewyższy słowo pisane. :-) Rzecz jasna - mam zamiar przeczytać również kolejne książki Alboma. Może czekające od dawna na półce Wtorki z Morriem i Jeszcze jeden dzień doczekają się w końcu tego, że zostaną przeze mnie przeczytane :-)


Wyzwanie Z półki

Wyzwanie Trójka e-pik: książka z listy BBC

Wyzwanie osobiste Lista nr 2 'Czekają i czekają...'

czwartek, 7 marca 2013

27/2013 Powrót na wyspę - Elin Hilderbrand

Tytuł oryginału: The Island
Tłumaczenie: Joanna Puchalska
Świat Książki
Warszawa 2011
430 stron
Literatura amerykańska
Gatunek: powieść obyczajowa

Zauroczona powieścią Elin Hilderbrand Piasek w butach, nie mogłam przepuścić okazji, która nadarzyła się w bibliotece - chwyciłam w garść kolejną książkę tej autorki Powrót na wyspę

To również niezła książka, ale pewnie byłabym bardziej zadowolona, gdybym przeczytała ją w dłuższym odstępie czasowym od poprzedniej, a tak powieść ta wydała mi się bardzo podobna do poprzedniej i nieco schematyczna.  Znowu jest tu kilka kobiet, które udają się na wyspę – tym razem to wyspa Tuckernuck, niedaleko wyspy Nuntucket, na której rozgrywała się akcja Piasku


Chess, jej siostra Tate, ich mama Birdie oraz ciotka India to czteroosobowa ekipa, która decyduje się na odpoczynek w skromnym domku bez wygód na prawie niezamieszkałej wyspie, na którą można dotrzeć jedynie łodzią. Panie spędzają więc miłe chwile z dala od cywilizacji, w bliskości z przyrodą i ze sobą. Ale czy to rzeczywiście będzie czysta sielanka? Cztery kobiety, każda z bagażem swych wcale niemałych problemów, pod jednym dachem... Czy piękno przyrody, wspomnienia z dzieciństwa i rodzinna atmosfera dadzą radę wyleczyć to, co boli każdą z nich? Jakimi tajemnicami skrywanymi przez każdą z bohaterek zostanie zaskoczony czytelnik?


Jest w obu powieściach Hilderbrand coś takiego, że wieje optymizmem, tchnie nadzieją, i grzeje niezwykłym ciepłem. Za jakiś czas poszukam Srebrnej dziewczyny i Blue Bistro.



Wyzwanie osobiste (luty/2013) Lista nr 3: 'Posmakowałam, chcę więcej...'

środa, 27 lutego 2013

22/2013 Accabadora - Michela Murgia

Tytuł oryginału: Accabadora
Tłumaczenie: Hanna Borkowska
Świat Książki
Warszawa 2012
190 stron
Literatura włoska
Powieść obyczajowa

Accabadora, czyli - jak zostało wyjaśnione w podtytule - to ‘ta, która pomaga odejść’. Włoska pisarka Michela Murgia, o której nigdy przedtem nie słyszałam, ale, mam nadzieję, usłyszę jeszcze wiele razy, uczyniła bohaterką powieści kobietę zajmującą się – no właśnie... czym? Uśmiercaniem? Czy, bardziej eufemistycznie, pomaganiem w przejściu na drugą stronę?

Bohaterkami powieści są w zasadzie dwie kobiety: samotna, uboga kobieta Bonaria i jej wychowanka Maria Listru, odrzucona przez swoją matkę. Bonaria przyjmuje Marię pod opiekę i wychowuje ją, jak własną córkę. Wydawałoby się, że kobiet nie mają przed sobą żadnych tajemnic... Tymczasem Maria obserwuje, kojarzy fakty, i... nie może uwierzyć w to, co odkrywa.

Książka jest niesamowita i niezwykle oryginalna. Już sam tytuł tej powieści wydał mi się tak tajemniczy i zachęcający, że skusiłam się natychmiast. I to był bardzo dobry ruch :-) A do tego jeszcze przecudna okładka... Wszystko to tworzy kompozycję doskonałą. Czytelnik, który oczekuje, że książka poruszy go do głębi, że sprowokuje do przemyśleń, że zada niewygodne pytania, będzie usatysfakcjonowany. Przy tej książce nie odpoczniecie. To zaledwie 190 stron, ale za to wypełnionych trudnymi wyborami, mrokiem, tajemnicą, śmiercią.

Przeczytałam tę powieść już jakiś czas temu, ale to, co się w niej wydarzyło, tkwi we mnie nadal. Przekartkowałam ją sobie przed chwilą i przeczytałam kilka refleksyjnych fragmentów, ujętych w proste, ale piękne słowa. Tak dla smaczku - krótki cytat, początek jednego z rozdziałów:

Są myśli, które nie znoszą światła dziennego, podobnie jak oczy puszczyka. Rodzą się wyłącznie nocą, pełniąc role księżyca, niezbędnego do wywołania w najskrytszych zakamarkach duszy przypływów znaczeń. [str. 109]
Dla mnie oprócz tego wszystkiego wielkim plusem jest też to, że akcja tej niedługiej powieści dzieje się w małej wiosce na Sardynii, a ja – jak już nieraz pisałam – uwielbiam wyspy wszelakie i tego, co jest z nimi związane. Dzięki Accabadorze można się sporo dowiedzieć o dawnych zwyczajach i wierzeniach mieszkańców wyspy. To jedna z tych książek, których nie zapomnę.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.


wtorek, 5 lutego 2013

14/2013 Jak zostać królem - Mark Logue, Peter Conradi

Tytuł oryginału: The King's Speech
Tłumaczenie: Bożenna Stokłosa
Świat Książki
Warszawa 2011
336 stron
Gatunek: biografia

Pewnie wielu osobom tytuł Jak zostać królem zapewne bardziej kojarzy się z nagrodzonym kilkoma Oskarami filmem niż z książką napisaną przez Marka Logue'a. I w sumie prawidłowo – książka bowiem na nagrody literackie raczej nie zasługuje, choć jak najbardziej ma kilka zalet.

Jest to opowieść o życiu i pracy
australijskiego logopedy Lionela Logue'a, który został terapeutą mowy jednego z członków rodziny królewskiej, dotkniętego niewygodną przypadłością, jaką jest jąkanie. Albert, młodszy syn króla Jerzego V, niespodziewanie obejmuje tron, a kłopoty z wysławianiem się mocno utrudniają mu nie tylko codzienne życie, ale przede wszystkim pełnienie tak ważnej funkcji w państwie. Jerzy VI podejmuje więc decyzję o korzystaniu z pomocy fachowca. Okazuje się, że pacjent i terapeuta świetnie się rozumieją, a ciężka praca króla przynosi nadzwyczajne efekty. Jest to więc opowieść o przyjaźni zwykłego człowieka z królem angielskim.

Jeśli chodzi o kolejność, to tym razem było najpierw czytanie, potem oglądanie, choć okazuje się, że to kolejność odwrotna, ponieważ najpierw powstał film, a potem książka :-) Nie żałuję jednak, bo miałam pełny obraz tego, co oglądałam - książka stanowi bowiem doskonałe uzupełnienie filmu, w którym nie ma tak wiele o rodzinie królewskiej, czy o rodzinie Lionela. O ile jednak film określiłabym przymiotnikiem "doskonały", o tyle książkę przedstawiłabym jako dość dobrą, choć nieco nudnawą i niewystarczająco wyrazistą. To nie książka, ale film pokazuje niezłomność charakteru obu panów oraz uświadamia, jak trudna dla Lionela musiała być współpraca z samym królem. Dzięki otwarciu, bezpośredniości i zdecydowaniu Lionel Logue pomógł królowi Anglii odzyskać wiarę w siebie. A to z kolei miało ogromne znaczenie dla Jerzego VI, któremu przyszło sprawować władzę w czasach bardzo trudnych dla Europy. Książka nie wywołała u mnie żadnych szczególnych emocji - raczej odebrałam ją jako zbiór pewnych faktów. A film... i owszem, łza mi się nawet zakręciła w oku na sam koniec.

Wyzwanie osobiste styczeń/2013, lista nr 2 'Czekają i czekają...'

oraz wyzwanie Z półki:




 

piątek, 1 lutego 2013

11/2013 Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia - Iza Michalewicz, Jerzy Danilewicz

Świat Książki
Warszawa 2011
288 stron
Literatura polska
Gatunek: biografia, reportaż?
Czesława  Gospodarek nie dźwignęła sławy Violetty Villas. Ta sława zagnieździła się w jej lokach jak nietoperz. I nikt nie umiał tego nietoperza wyjąć. [str. 260]

W listopadzie 2011 wydawnictwo Świat Książki opublikowało książkę o życiu i twórczości Violetty Villas. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt że artystka zmarła 5 grudnia 2011 roku, a to oznaczało, że na dzień śmierci artystki książka o niej była już gotowa, a jej fani mogli natychmiast uzupełnić wiedzę o jej życiu i karierze, zaś ci, którzy wiele o niej nie wiedzieli, mogli od razu poznać życie artystki obdarzonej nieziemskim głosem. 

Rzeczywiście książka Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia napisana przez dwoje dziennikarzy Izę Michalewicz i Jerzego Danilewicza to spory zbiór informacji o ekscentrycznej artystce, o jej przeżyciach, losach, cechach charakteru, dramatach, samotności. Choć nie należę do fanów Violetty Villas, byłam ciekawa, jakie miała życie i czy rzeczywiście była aż tak kontrowersyjną postacią. Autorom nie udało się spotkać z artystką osobiście. Książka została wiec napisana na podstawie rozmów z osobami, które znały ją jeszcze jako Czesię Cieślak, potem Czesławę Gospodarek, oraz z tymi, dla których zawsze była Violettą Villas. Brak źródeł literackich (nie sprawdziłam, czy jakiekolwiek istnieją), a opieranie się jedynie na "Fakcie", programach telewizyjnych czy rozmowach sprawiły, że miałam wrażenie, że spokojnie można by opublikować niektóre teksty z książki na portalu typu "pudelkowego". Autorzy nie oceniają i w żaden sposób nie komentują przedstawianych faktów - doceniam to bardzo, bo przy takiej "kolorystyce" bohaterki wydaje się to prawie niemożliwe.
 
Jest jednak małe "coś", co irytowało mnie okrutnie w narracji książki. Jest to opowieść o przeszłości, o tym, co spotkało bohaterkę, o tym, co przeżyła, tymczasem książka napisana jest w czasie... przyszłym. Przeszkadzało mi to. Przeszkadzały mi też różne potknięcia językowe, na przykład nieumiejętne odmienianie nazwiska "Cieślak" [...na początku marzeń Czesi Cieślakównej...(str. 16)].

Generalnie - książkę polecam, bo warto spojrzeć na przyczyny stanu, do jakiego Violetta Villas doprowadziła siebie samą i swoje życie. Warto zobaczyć, jak można tuszować psychiczne zawirowania, jak można zmarnować talent. Dla mnie to smutna książka o przeraźliwie samotnej kobiecie, która nie pozwoliła sobie pomóc.


poniedziałek, 21 stycznia 2013

7/2013 Moje gawędy o sztuce - Bożena Fabiani

Wydawnictwo Świat Książki
Rok wydania: 2012
382 strony
Literatura polska
Gatunek: popularno-naukowe

Te gawędy o sztuce to w głównej mierze gawędy o ludziach związanych ze sztuką żyjących we Włoszech w XV i XVI wieku. Autorka w barwny, przystępny sposób przedstawia sylwetki znanych i mniej znanych malarzy, rzeźbiarzy, mecenasów sztuki, a także ich dzieła – zarówno te, które są znane na całym świecie, jak i te mało znane lub zapomniane. Czytając opowieści Bożeny Fabiani, nietrudno było sobie wyobrazić rzeczywistość, w której żyli bohaterowie tego zbioru gawęd, przyjrzeć się z bliska wielkim ludziom sztuki, „zobaczyć” jak żyli, jakie mieli problemy. Autorka przybliża sylwetki bohaterów w taki sposób, że trudno uwierzyć, że żyli tak dawno. Możemy tu poczytać nie tylko o takich sławach jak Michał Anioł czy Rafael, ale i o mniej znanych ludziach sztuki, jak Marietta Robusti czy Lavinia Fontana – te dwie malarki polubiłam najbardziej. Jeśli chodzi o gawędy o konkretnych dziełach, to najbardziej zaciekawiła mnie historia dotkniętej przedziwną chorobą Antonietty Gonzales oraz jej portret namalowany właśnie przez Lavinię Fontanę.

Nie wiem, jak Wy, ale ja - jak już kiedyś pisałam - uwielbiam historie „wokół obrazu” oraz książki o malarzach i procesie tworzenia. Czy jest to powieść, czy są to gawędy - dla mnie to sama przyjemność. Nie przeszkadzało mi to, że trzeba było samodzielnie wyszukiwać zdjęcia wielu omawianych dzieł. Książka ta - choć bardzo porządnie wydana - nie jest albumem, w którym jest zdjęcie każdej omawianej pracy. Za to dużo w niej ciekawostek i anegdot.Polecam nie tylko miłośnikom historii sztuki, ale każdemu, kto chce poszerzyć swoje horyzonty.


Krótko mówiąc:
o ludziach sztuki i ich dziełach barwnie, przystępnie, z pasją 


Dziękuję bardzo wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.


sobota, 19 stycznia 2013

5/2013 Piasek w butach - Elin Hilderbrand

Tytuł oryginału: Barefoot
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawnictwo Świat Książki
Wydano w 2007
493 strony
Literatura amerykańska
Gatunek: powieść obyczajowa

Inne książki tego autora:
Blue Bistro
Powrót na wyspę
Srebrna dziewczyna

MIEJSCE akcji:
wyspa Nantucket u wybrzeża stanu Massachusetts

CZAS akcji:
czasy współczesne

BOHATEROWIE:
Vicky, Brenda, Melania, Josh, Ted, Peter, John


MOJE ODCZUCIA:
Piasek w butach to pierwsza powieść Elin Hilderbrand, jaką przeczytałam. I już wiem, że nie ostatnia. Doskonała na poprawę nastroju, na trudne chwile. Tchnie optymizmem. Uczy cieszyć się z tego, co mamy, pokazuje, jak pokonywać trudności.

To wycinek z życia trzech młodych kobiet, które wyjeżdżają na wakacje do małego domku na pełną spokoju wyspę Nantucket. Każda z nich wiezie ze sobą bagaż trudności, z którymi musi się zmierzyć. Każda ma coś do przemyślenia. Każda musi sobie z czymś poradzić. Śmiertelna choroba, utrata pracy i dobrego imienia, zdrada ze strony męża - oto z czym mierzą się bohaterki. Pikanterii całej sytuacji dodaje obecność młodego mężczyzny Josha, który występuje tu w nietypowej dla mężczyzny roli - opiekuna do dzieci. Josh również nosi w sobie bagaż trudnych przeżyć z dzieciństwa, z którym musi się rozliczyć, aby spokojnie iść dalej w życie. Jak wakacyjne przeżycia wpłyną na bohaterów? Sprawdźcie sami - polecam. to bardzo pozytywna książka. 

Gdyby nie przepuszczone błędy korektorskie, to nie miałabym zastrzeżeń. Wpadek jest jednak zbyt wiele, by o nich nie wspomnieć.

Krótko mówiąc:
szczypta melancholii, szczypta optymizmu, szczypta romantyzmu - znakomita kompozycja


wtorek, 15 stycznia 2013

4/2013 Pieśń kolibra - Ana Veloso

Tytuł oryginału: Das Lied des Kolibres
Tłumaczenie: Magdalena Jatowska
Świat Książki
Wydano w grudniu 2012
368 stron
Literatura niemiecka 
Gatunek: powieść obyczajowa

MIEJSCE akcji: Brazylia
CZAS akcji: XVIII wiek
BOHATEROWIE: Lua, Imaculada/Kasinda, Zé/Mbómbo, Eulalia
TEMATYKA: niewolnictwo, dojrzewanie do wolności
CYTATY:
Jaki bodziec mieli więc niewolnicy, którzy wcale nie czuli się zniewoleni, by uciekać w dzicz? Co czekało ich tu poza pracą, głodem i samotnością? [str. 173]
To było marzenie, które warto urzeczywistnić, nieważne, ile musi kosztować. [str. 132]

Pieśń kolibra to powieść osadzona w gorącej, kolorowej, urodzajnej osiemnastowiecznej Brazylii. W pierwszej chwili brzmi nieźle, prawda? Ówczesne życie w Brazylii było ciekawe i barwne, ale nie dla wszystkich. To czasy wyjątkowego „urodzaju” niewolnictwa.

Wśród niewolników można było wyodrębnić dwie grupy: tych, którzy posmakowali wolności, ponieważ mieszkali kiedyś w Afryce i tych, którzy urodzili się już w niewoli i nie poznali innego życia. Bohaterowie powieści reprezentują obie te grupy: pierwszą - staruszka Imaculada (Kasinda) i odważny młodzieniec Zé (Mbómbo), drugą - ciemnoskóra Lua, urodzona w niewoli, służąca białym bogaczom od zawsze, nie rozumiejąca, za czym tęsknią ci, którzy posmakowali wolności. Okazuje się, że Kasinda, uważana przez wiele osób za starą, niezbyt sprawną umysłowo niewolnicę, ma odegrać najważniejszą rolę w życiu Lui... Co sprawi, że Lua usłyszy pieśń kolibra, symbol delikatnej, ledwo słyszalnej pieśni o wolności?

Dawno nie czytałam książki o takiej tematyce: o niewoli, o cierpieniu, o wierze w lepsze jutro w sytuacji wydawałoby się bez wyjścia, o tym, że warto iść do przodu choćby maleńkimi kroczkami i nie rezygnować z marzeń. Choć w powieści tej pojawia się też wyraźnie nakreślony wątek miłosny, potraktowałam go jako wątek poboczny. Dla mnie zdecydowana wartość tej powieści tkwi w ukazaniu przeżyć i rozterek bohaterów, dojrzewających do wolności. To powieść o trudnych decyzjach, o marzeniach o wolności i paradoksalnym zniewoleniu wolnością. Warto się przekonać, na czym poległ ten paradoks.

Krótko mówiąc:
wciągająca, poruszająca, trzymająca w napięciu do końca

Dziękuję bardzo wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.


Realizacja planów na 2013 rok - lista numer 3 "Posmakowałam, chcę więcej..." .

środa, 12 grudnia 2012

Boże Narodzenie. Kuchnia świąteczna – Marzena Wasilewska

Wydawnictwo Świat Książki
Wydano w październiku 2012
128 stron
Literatura polska
Gatunek: poradnik kulinarny


MOJE ODCZUCIA:
Czas pędzi jak szalony - święta Bożego Narodzenia za pasem. Czas więc na przedświąteczne przygotowania. Choć gotowanie nie jest moim ulubionym zajęciem, lubię przygotowywać potrawy świąteczne, zwłaszcza  wigilijne. Jestem przyzwyczajona do tego, że w naszym rodzinnym wigilijnym menu zawsze jest zupa wigilijna z kiszonej kapusty, jaka zawsze była przygotowywana na tę okazję w moim domu rodzinnym. W zasadzie nie wyobrażam sobie, że mogłabym jej nie podać na kolację wigilijną. Nie przeszkadza mi to jednak, aby oprócz niej zaserwować również barszcz czerwony z uszkami grzybowymi albo zupę grzybową. Przyznam też, że przez ostatnie dwa lata kupowałam na wigilię kilka gotowych potraw, ale nie mam w tym roku ochoty znowu na to samo i tym razem postanowiłam wszystko sama przyrządzić. Poza tym lubię co roku wypróbować jakiś nowy przepis.

Planując świąteczne posiłki, wspierałam się tym razem wydaną niedawno przez Świat Książki pozycją pod tytułem Boże Narodzenie. Kuchnia świąteczna autorstwa Marzeny Wasilewskiej. Nie spodziewałam się, że to będzie tak pięknie wydana książka – w zasadzie bardziej przypomina album niż książkę kucharską. Zgromadzono tam nie tylko przepisy, ale też wskazówki, jak zaplanować przygotowania, jak dobrać dania, jak sobie rozłożyć pracę, aby nie robić wszystkiego naraz.  Znajdziemy tam gotowe zestawy, które można wykorzystać w całości albo skomponować swój „plan przygotowań”.  Różnorodność dań jest duża – sądzę, że każdy znajdzie coś smakowitego do wypróbowania. Można wybierać spośród wytrawnych i słodkich potraw wigilijnych, kilku zestawów bożonarodzeniowych, jest też zestaw sylwestrowy oraz słodkości do świątecznej kawy czy herbaty. Mój tegoroczny wybór padł na klopsiki z sandacza w galarecie i śledzie z kaparami na Wigilię oraz morele z serem pleśniowym na świąteczną przystawkę. Na końcu książki znajduje się zarówno spis treści, jak i indeks tematyczny, które ułatwiają wyszukiwanie.  Książka jest bardzo porządnie wydana – twarda oprawa, kredowany papier – tak że wytrzyma niejedne przygotowania świąteczne w kuchni. Może też być miłym świątecznym prezentem, bo – choć tytuł sugeruje tematykę świąteczną – zgromadzone tam przepisy spokojnie mogą być wykorzystywane o każdej innej porze roku. Mam zamiar nie ograniczać używania jej wyłącznie do czasu przed Bożym Narodzeniem i przetestować inne przepisy również po świętach. :-)


Dziękuję bardzo wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.

 

wtorek, 11 grudnia 2012

Pamiętne lato - Lesley Lokko

Tytuł oryginału: One Secret Summer
Tłumaczenie: Małgorzata Żbikowska
Wydawnictwo Świat Książki
Wydano w lipcu 2012
480 stron
Literatura ghańska, literatura szkocka

Gatunek: powieść obyczajowa


Niektóre MIEJSCA akcji: 
Francja, Mougins
Wielka Brytania, Londyn
Austria, Wiedeń, 
Niemcy, Monachium, 
RPA, Johannesburg,
Dżemmora, Algieria
 CZAS akcji:
1991-2001 plus wspomnienia z pamiętnego lata 1969 roku

CYTATY:
BOHATEROWIE:
Niela, Maddy, Julia, Rafe, Aaron, Jos Keelerowie; Diana Pryce

MOJE ODCZUCIA:
Za oknem minus dziesięć stopni, a ja wbita w fotel rozgrzewałam się w ten (wreszcie wolny!) weekend książką Pamiętne lato. Nie mogąc się zdecydować, przebierałam w książkach, które czekają na półce „do przeczytania” i najbardziej kuszące wydało mi się właśnie Pamiętne lato Lesley Lokko. Stwierdziłam , że przy czytaniu książki z taką okładką rozgrzeję się na pewno. Usiadłam w fotelu i... mój świat przestał istnieć. Dawno nie zdarzyło mi się, aby książka porwała mnie aż do tego stopnia. Zupełnie nie mogłam się od niej oderwać.

I faktycznie - żar bije, iskry lecą, emocje rozpalają. Zagmatwane losy bohaterów, skrywana przez lata tajemnica, nie pozwalają odłożyć książki nawet na chwilę. Losy bohaterów splatają się ze sobą – poznajemy je stopniowo na przestrzeni kilkudziesięciu lat. To, co łączy bohaterów, to doświadczanie samotności, wyobcowania, poszukiwanie samego siebie.

Przeczytałam tę książkę z wielką przyjemnością. To moje pierwsze spotkanie z Lesley Lokko i trochę żałuję trochę, że tak się rzuciłam na tę książkę i nie dałam sobie czasu, żeby się nią podelektować. Ale to nic - przede mną jeszcze Świat u stóp, Szafranowe niebo, Gorzka czekolada, Jedna bogata, druga biedna. To świetna perspektywa, bo doskonały zmysł obserwacyjny Lesley Lokko i umiejętność opisania tego, co dzieje się we wnętrzu człowieka doświadczającego trudności oraz odniesienia do wielokulturowości bardzo mi w powieściach odpowiadają. Lubię wątki o ciemnych zakątkach ludzkiej duszy, o tym, jak człowieka kształtują wydarzenia z jego życia i przeżywane trudności, jak bardzo odbijają się w późniejszym życiu. To również książka o tym, że warunkiem spokoju i szczęścia jest wybaczenie samemu sobie. Bardzo pozytywne wrażenia!

Okładka, choć "gorąca", ma niewiele wspólnego z treścią książki. Cóż - zobaczyłam plażę, morze, dobrałam sobie pasującą zakładkę, a tu zaskoczenie – plaży nie odnotowałam, domu nad morzem też nie. Ale lato 1969, to rzeczywiście dla bohaterów pamiętne lato. Dlaczego? Sprawdźcie sami, bo warto. :-)





Dziękuję bardzo wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.

czwartek, 15 listopada 2012

Poradnik na drugą połowę życia - Barbara Jakimowicz-Klein


Wydawnictwo Świat Książki
Wydano w sierpniu 2012
192 strony
Literatura polska
Gatunek: poradnik

AUTOR: Barbara Jakimowicz-Klein
Sporo informacji o autorce i jej licznych publikacjach znalazłam TUTAJ.

TEMATYKA:
Porady z różnych dziedzin dla seniorów oraz ich rodziny, opiekunów, znajomych.

MOJE ODCZUCIA:
Poradnik na drugą połowę życia to przydatny poradnik dla osób, które okres pracy zawodowej mają już za sobą. "Aktywność, zdrowie, porady prawne" - na okładce wymieniono te trzy dziedziny, których dotyczą porady zawarte w książce Barbary Jakimowicz-Klein. Do tej bardzo ogólnej listy warto dodać, że czytelnicy znajdą tam porady dotyczące sposobów zapobiegania starzeniu się, farmakoterapii, metod rewitalizacyjnych. Omówione też zostały przeróżne sposoby na zapewnienie seniorom aktywności intelektualnej, rodzinnej, kulturalnej i psychicznej. Jest też część poświęcona ofertom dla seniorów, zniżkom, które im przysługują, wymienione są różne miejsca przyjazne seniorom. Jeden z rozdziałów dotyczy porad prawnych, a konkretnie praw emerytów, praw pacjenta i praw konsumenta. Jest też sporo linków do stron adresowanych do osób starszych.

Odniosłam wrażenie, że książka ta będzie bardziej przydatna dla osób wkraczających w 'drugą połowę życia' aniżeli dla tych, którzy od lat nazywają siebie seniorami. Sięgnęłam po tę książkę z nadzieją, że znajdę w niej sposoby na to, jak zachęcić swoich rodziców do większej aktywności. I pewnie podsunę im ten poradnik do przeczytania, nie sądzę jednak, by zdołał obudzić w moich 'seniorach' chęć zapisania się na fitball czy jogę albo wykonywać systematycznie marszobieg czy ćwiczenia w wodzie. Bardziej nowoczesnym seniorom jak najbardziej polecam.

Krótko mówiąc: 
zwięzły, przejrzysty, przydatny

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.



piątek, 2 listopada 2012

Nic nie trwa wiecznie – Maureen Lee


Tytuł oryginału: Nothing Lasts Forever 
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius 
Wydawnictwo Świat Książki 
Premiera w październiku 2012 
368 stron 
Literatura brytyjska 
Gatunek: powieść obyczajowa 

O AUTORCE pisałam TU.

MIEJSCE akcji: Liverpool 

CZAS akcji: czasy współczesne 

BOHATEROWIE: Diana, Brodie, Vanessa, Rachel 

TEMATYKA: poszukiwanie swojego miejsca w życiu 

PRZESŁANIE:
Całe przesłanie zawarte jest w tytule: nic nie trwa wiecznie.

MOJE ODCZUCIA:

Dopiero niedawno przeczytałam powieść Maureen Lee Matka Pearl i oceniłam ją bardzo pozytywnie. Wielokrotnie już natknęłam się na pozytywne recenzje książek tej autorki, więc chcę lepiej poznać jej twórczość. I choć rzadko zdarza mi się czytać w niedługim odstępie czasowym powieść tego samego autora, sięgnęłam po powieść Nic nie trwa wiecznie.

Głównymi bohaterkami tej powieści są cztery kobiety w różnym wieku, z różnych środowisk, na różnych etapach życia. Książka wydaje się więc na początku zdominowana przez kobiety i z pozoru może zostać uznana za zwyczajne babskie czytadło. To jednak tylko pozory. A jak wiadomo - pozory mylą. 


Cztery kobiety i cztery życiowe historie. Każda inna, każda równie poważna. Co je łączy? Każda z tych czterech kobiet doświadcza odrzucenia. Vanessa została porzucona przez narzeczonego praktycznie przed ołtarzem. Teraz nie jest w stanie zaakceptować samej siebie, ma problem z nadwagą, robi się zgorzkniała i niechętnie nastawiona do innych. Rachel wyparli się rodzice, którzy wstydzili się ciąży swojej czternastoletniej córki. Wbrew ich woli Rachel postanowiła urodzić i wychować córeczkę. Diana z kolei została opuszczona przez rodziców – najpierw odszedł ojciec, a następnie matka, kobieta niedojrzała i niesamodzielna, związała się z innym mężczyzną i porzuciła czwórkę swoich dzieci. Diana jako najstarsza musiała więc zadbać o siebie i swoich braci. Najstarsza z nich Brodie nie może porozumieć się z mężem. Czuje się osamotniona i nierozumiana w swych odczuciach dotyczących ich córki Maisie, która wyjechała na studia, trafiła w złe środowisko, zaczęła brać narkotyki i odcięła się od rodziny. Elementem łączącym staje się dla bohaterek powieści dom rodzinny Brodie, która postanawia opuścić męża i zamieszkać w "Kasztanach", a wolne pokoje wynająć. A jak wiadomo codzienne problemy zbliżają. Kobiety zaprzyjaźniają się więc ze sobą i wspólnie przeżywają swój "czas niedoli". Każda z nich, chcąc nie chcąc, musi przewartościować swoje dotychczasowe życie.


W powieści Nic nie trwa wiecznie znajdziemy więc miniaturowy obraz życia. Życia, które w pewnym momencie może wymagać zmian, zatrzymania się, głębszego zastanowienia.   Moim zdaniem autorka bardzo trafnie dobrała wynajmowany, nieremontowany dom na główne miejsce akcji, ponieważ w ten sposób podkreśliła poczucie tymczasowości, stanu przejściowego, czasu dojrzewania do podjęcia kolejnych decyzji, osiągania gotowości do zmian. 

Książka Nic nie trwa wiecznie bardzo mi się spodobała. Pod warstwą codzienności autorce udało się pokazać emocje i uczucia bohaterek (i bohaterów też - faceci też są!). Odpowiada mi optymizm autorki i wiara w to, że nawet z najtrudniejszej sytuacji zawsze znajdzie się wyjście. Zgadzam się też z tym, że myśli i odczucia, które towarzyszą zdarzeniom w życiu, nie trwają wiecznie, ale podlegają przewartościowaniu. Można zmienić nastawienie do nich, nabrać dystansu, pracować nad sobą, zmieniać się. To mądra książka. Polecam. 

Krótko mówiąc: 
spokojnie, optymistycznie, do przemyślenia 

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.

 

piątek, 26 października 2012

Złoto czarownic - Heidi Rehn

Tytuł oryginału: Hexengold
Tłumaczenie: Aldona Zaniewska
Wydawnictwo Świat Książki
Wydano w sierpniu 2012
546 stron
Literatura niemiecka

Gatunek: powieść historyczno-obyczajowa



AUTOR: Heidi Rehn
Niemiecka pisarka, która zasłynęła z romansów historycznych. Mieszka w Monachium.

Strona autorki na FB  

 Inne książki:
Thonets Gesellen (2005) 
Blutige Hände (2006) 
Tod im Englischen Garten (2007)
Die Wundärztin (2010) - Kobieta z bursztynowym amuletem 
Hexengold (2011) - Złoto czarownic
Gold und Stein (2012)
Bernsteinerbe (2012) – książka o losach Carlotty - córki Magdaleny

MIEJSCE akcji
Köningsberg, Frankfurt nad Menem, Toruń

CZAS akcji:
2. połowa XVII wieku - po zakończeniu wojny trzydziestoletniej

BOHATEROWIE:
Magdalena, Carlotta, Erick Gronhert,  Adelaide Steinacker, Mathias, Helmbrecht


CYTATY:
Miłość nie umiera nigdy, tak jak nadzieja nie gaśnie. [str. 535]

MOJE ODCZUCIA:
Nie tak dawno pisałam o pierwszej części z cyklu książek o felczerce Magdalenie żyjącej w czasach wojny trzydziestoletniej, czyli Kobiecie z bursztynowym amuletem autorstwa Heidi Rehn. W sierpniu tego roku ukazała się kolejna część przygód Magdaleny, jej męża Ericka i córki Carlotty. Przyznam, że druga część wypada o wiele lepiej od pierwszej. Akcja jest dużo bardziej dynamiczna. Poza tym autorka przypisała ważną rolę również Carlotcie - córce Magdaleny, tak więc wątki dotyczyły tu dwóch głównych bohaterek, a w konsekwencji książka stała się o wiele ciekawsza i wciągająca. Tym bardziej że Carlotta to nieodrodna córka swojej matki - dziewczyna z charakterem. :-)

Dynamiki dodaje również fakt, że akcja toczy się prawie cały czas w podróży. Magdalena wraz z Carlottą ruszają za Erickiem, który - jak się okazuje - nie był ze swoją żoną zupełnie szczery i zataił istotne informacje dotyczące ich rodzin. Magdalena rusza więc do rodzinnego Köningsbergu, aby poznać prawdę. Podróż obfituje w rozmaite przygody, niebezpieczne zasadzki, okazje do wykazania się umiejętnościami medycznymi zarówno dla Magdaleny, jak i Carlotty. Czy Magdalenie uda się odnaleźć Ericka? Jakie wytłumaczenie znajdzie Erick? Czy bursztynowy amulet nie straci swej mocy wraz z upływem czasu? Kim są Mathias i Helmbrecht? 

Naprawdę nietrudno przyzwyczaić się do bohaterów tego cyklu powieściowego. Jestem ciekawa dalszego ciągu i mam nadzieję, że część trzecia ukaże się niebawem. Mimo że obie książki objętościowo niczego sobie – około 600 stron - to czyta się je całkiem szybko i sprawnie. Historia w tle nie powinna też przerażać tych, którzy niekoniecznie chcieliby poznawać realia historyczne - czasy powojenne są tylko tłem i nie przytłaczają głównych wątków powieści. Przeżycia bohaterów zdecydowanie zajmują tu pierwsze miejsce.


Krótko mówiąc: 
wciągająca, tajemnicza, z mnóstwem przygód

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzyjny.