wtorek, 31 maja 2011

Jak w ulu

Królowa pszczół - Katarzyna Krenz
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
334 strony
****************
Pierwsze zdanie (po cytacie z Życia pszczół Maeterlincka):
Profesor Franciszek Górczyński zamknął książkę w zamyśleniu i odłożył ją na balustradę werandy.
Ostatnie zdanie:
Odnalazł nas.
Królowa pszczół to najnowsza powieść Katarzyny Krenz, autorki znanej już z wcześniejszych powieści W ogrodzie Mirandy i Lekcja tańca oraz z tłumaczenia literatury pięknej: zarówno prozy jak i poezji.

Czego może się spodziewać czytelnik, który sięga po książkę zatytułowaną Królowa pszczół - opisu przyrodniczych obserwacji dotyczących tych mądrych i pracowitych owadów, czy może psychologicznych rozważań o dominacji w grupie lub zależności od innych, a może thrillera o morderczyni, która próbuje rządzić światem? Czy fakt, że razem z egzemplarzem recenzyjnym dostałam pachnący plaster miodu, przechyla szalę w stronę życia pszczół? Nic bardziej mylnego... Skoro nie, to jak się ma do tego tytułowa królowa pszczół? Z okładki spogląda arlekin, obok którego na białej podłodze z desek stoi ... walizka. Pewnie podróż, teatr, scena. Oprócz tego na samym początku powieści autorka umieściła przysłowie z Vermont We've got to trust someone - why not let it be the bee? (Komuś musimy zaufać - dlaczego nie pszczołom?) oraz wyjaśnienie, że bohaterowie i wydarzenia zawarte w powieści zostały wymyślone, "tylko Europa jest prawdziwa". Ponadto każdą z pięciu części poprzedza cytat z książki Maurycego Maeterlincka Życie pszczół. I jak to wszystko powiązać?

Zarówno tytuł Królowa pszczół, jak i cała książka to jedna wielka metafora życia. Przepiękna, poetycka metafora życia. Życia, w którym doświadczamy samotności i opuszczenia, miłości, cierpienia, zagubienia, poczucia przynależności; w którym próbujemy jeszcze raz; w którym nie chcemy zawieść. Każdy z bohaterów, opisany bardzo wnikliwie, z całą gamą wewnętrznych uczuć i emocji, jest przedstawicielem określonego typu osobowości. Każdego z nich możemy spotkać na swojej drodze w trakcie naszej podróży przez życie. A podróże - jak mówi stare przysłowie pszczół :-) - nie tylko kształcą, ale i zmieniają człowieka. Po powrocie nikt nie jest już taki sam. Jest inaczej, ale czy lepiej?

Przyznaję, że pani Katarzyna Krenz trafiła prosto w środek mojej duszy. Bohaterem powieści uczyniła każdego z nas - mieszkańca Europy. Dała nam miejsce na spokój i łagodność, czas na wsłuchiwanie się w dźwięki, pozwoliła na delektowanie się każdą chwilą oraz różnorodnością miejsc, na zatrzymanie chwil z życia tak jak w obiektywie,  ofiarowała życiową mądrość, pokazała bogactwo każdej chwili, którą daje życie. To jedna z tych książek, które najlepiej czytać, siedząc na drewnianej ławce pod drzewem lub leżąc na łące wśród polnych kwiatów. Brzmi banalnie, ale - uwierzcie mi - nie jest ani trochę. 
 ********************
Moja ocena: 6/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.
Jest to pierwsza książka, którą przeczytałam przed oficjalną premierą :-)


Ech, życie...

Oznaki życia. Przypadki z intensywnej terapii
Ken Hillman

Vital Signs. Stories from Intensive Care

Tłumaczenie: Urszula Jachimczak
Wydawnictwo Znak
Kraków 2011
210 stron
 *********************************
 Chyba wszystkim nam ciężko zaakceptować, że częścią ludzkiego życia jest śmierć. Nigdy nie jest to łatwe doświadczenie, zarówno dla osoby, której agonia dotyczy bezpośrednio, jak i jej bliskich, którzy próbują jej pomóc. 

Autorem książki Oznaki życia jest australijski lekarz Ken Hillman, który przez wiele lat pracował na oddziale intensywnej terapii i wielokrotnie towarzyszył osobom stojącym twarzą w twarz ze śmiercią. Uznawany jest za eksperta w swej dziedzinie. W swej książce dzieli się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami dotyczącymi ratowania ludzkiego życia. Jego pogląd na temat konieczności podtrzymywania życia wzbudzi pewnie wiele kontrowersji. Rodziny, które właśnie przeżywają odchodzenie bliskiej osoby, chcą mieć pewność, że zrobiono wszystko, co było możliwe, aby podtrzymać życie. Hillman natomiast uważa, że istnieje granica, która wyznacza moment, w którym można – a nawet z wielu względów powinno się – zdecydować, że dalsze podtrzymywanie życia nie ma sensu. Odnosi się to do osób, dla których nie ma już ratunku, a podtrzymywanie życia jest tylko i wyłącznie podtrzymywaniem czyjegoś cierpienia i skazywaniem na powolne konanie.

W książce zostały omówione takie tematy jak trudna droga do bycia lekarzem, nieuchronność zaangażowania lekarza, funkcjonowanie szpitali, postęp w rozwoju sprzętu medycznego. Jednak przede wszystkim są to historie ludzi, którzy z różnych przyczyn znaleźli się na OIOMie. Oprócz tego, że dzięki medycznym wyjaśnieniom czytelnik może poszerzyć swoją wiedzę medyczną, to może też współodczuwać z pacjentami, dzielić ich cierpienie czy radość z ocalenia. 

Mimo szczegółowych wyjaśnień medycznych książka Oznaki życia nie jest stricte medyczną książką i jest adresowana do znacznie szerszego grona niż tylko do zainteresowanych medycyną. To książka, która większości czytelników dostarczy wielu wzruszeń. 
Dla mnie okazało się niemożliwe przeczytanie jej jednym tchem. Nie dlatego, że coś wydawało mi się nieciekawe. Wręcz przeciwnie – bardzo mnie poruszały poszczególne historie i musiałam dłużej się na nich zatrzymać. A ile dramatów ludzkich można przeżyć w ciągu godziny czy dwóch? Musiałam co jakiś czas łapać oddech... 

Moja ocena: 5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzyjny.

poniedziałek, 30 maja 2011

Nic prostszego

Myśli stają się rzeczami - Mike Dooley

Choose Them Wisely: Thoughts Become Things
Tłumaczenie: Rentier-Lang Cezary Welsyng
Wydawnictwo Illuminatio
Warszawa 2011
192 strony

****************************

To naprawdę proste - musisz tylko uwierzyć, że życie jest po to, by spełniać wszystkie marzenia, które narodzą się w Twej głowie.
- oto słowa, jakie przeczytamy na pierwszej stronie książki Mike'a Dooleya Myśli stają się rzeczami. Autor dzieli się swoimi odkryciami z tysiącami internautów, do których wysyła Wiadomości z Wszechświata, czytelników (jest też autorem książek Sekret i Świat nieograniczonych możliwości) oraz słuchaczy, do których jeździ z prelekcjami o życiu, szczęściu i marzeniach.

Książka ta jest poradnikiem dotyczącym rozwoju osobistego. To zbiorek myśli, pytań, zagadnień, których nie da się tak po prostu przeczytać, ale trzeba się nad nimi zatrzymać i przemyśleć je. A pewnie warto, bo któż nie chciałby zostać człowiekiem sukcesu...

Gdyby nie kosmiczna okładka mocno niepasująca do wnętrza książki, można by śmiało powiedzieć, że jest to bardzo ładne wydanie - kremowy papier, brązowy druk, brązowe zdobienia przy pomocy kwiatowych ornamentów. Okazuje się jednak, że to właśnie okładka jest strzałem w dziesiątkę - krótko mówiąc - kosmos. Niebo, gwiazdy, wszechświat, marzenia, magia, sukces to hasła kluczowe, promowane przez autora. A wszystko po to, aby wiele osób podtrzymać na duchu, zachęcić do działania i pozytywnego myślenia o ... no właśnie, o czym? Według mnie o niebieskich migdałach. Rozważania autora o świecie są zupełnie odrealnione, zwłaszcza w odniesieniu do rzeczywistości, w której żyjemy. Slogany typu "poczuj radość i spełnienie", "pozwól by otaczała cię magia. Licz na nią! Spodziewaj się jej! [str. 168]", "życie staje u twych stóp i otwiera się przed tobą [64]", "pozwól aby twoje przeznaczenie otworzyło się przed tobą" nie robią na mnie żadnego wrażenia. Uważam je za puste i nic nieznaczące. Jeśli dodać jeszcze do tego zachętę autora, aby dobrymi myślami przywoływać pozytywne wydarzenia i uważać, żeby nie pomyśleć o jakimś negatywnym wydarzeniu, szczęście, sukces, bogactwo powinno samo przyjść, bo jest nam przeznaczone... Czyżbym nie wierzyła, że przyjdzie?

Pewnie spłyciłam przesłanie tej książki, bo zapewne ma ona przede wszystkim służyć temu, by obudzić w każdym, kto po nią sięgnie, pozytywne myślenie. Jednak klasyczny styl Amwaya i filozofia New Age działają na mnie odstraszająco.

Wyłącznie dla marzycieli, którym nie przeszkadza idea American dream.

Moja ocena: 1/6 (za ten kremowy papier i ornamenty)
*************************

Dziękuję bardzo wydawnictwu Illuminatio oraz portalowi Sztukateria za egzemplarz recenzencki.

Księżycowo

Wisielec i księżyc - Katarzyna Gacek, Agnieszka Szczepańska
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne w koordynacji z Funky Books
Sopot 2010
Ilość stron: 174

*****************
Wisielec i księżyc to druga książka z serii Przeznaczenie autorstwa Katarzyny Gacek i Agnieszki Szczepańskiej, znanych już polskim czytelnikom z lekkich kryminałów Zabójczy spadek uczuć, Dogrywka i Zielony trabant. Czytałam każdą z tych książek i pamiętam, że niespecjalnie mi się podobały - fabuła banalna, rozwiązania problemów mocno przewidywalne, podpowiedzi naiwne. Ciekawa byłam, czy przez parę lat, które upłynęły, coś się zmieniło. Zaciekawił mnie też element nierealności, który w serii Przeznaczenie pojawia się jako nowość. Nie jest wykluczone, że właśnie dzięki wróżce i siłom nadprzyrodzonym książkę czyta się o wiele lepiej niż poprzednie. Co prawda fabuła jest równie nieskomplikowana jak w poprzednich książkach, napięcie również niespecjalne, ale przynajmniej widać konkretny zamysł autorek. Układ zdarzeń rozbudza stopniowo ciekawość czytelnika i do końca nie wiadomo, jaki będzie finał. Ma miejsce kilka niefortunnych zdarzeń, które - niby ze sobą nie powiązane - zaczynają się w końcu składać w jedną całość.

Mimo że ani nie oglądałam serialu w Polsacie, ani nie zaczęłam od pierwszej książki z serii, nie przeszkadzało mi to nawet przez moment. Sądzę, że poszczególne części Przeznaczenia nie są ze sobą bezpośrednio powiązane, lecz każda z nich skupia się na innych wydarzeniach. Spodziewam się, że może je łączyć postać wróżki Małgorzaty oraz tajemniczego Gerarda.

Zalety książki to świetnie zaplanowane wydarzenia i wątki, które krok po kroku zaczynają się ze sobą splatać plus elementy spinające te wydarzenia - wisielec i księżyc. Odpowiada mi lekkość pióra i poczucie humoru autorek. Jak na lekki kryminał na niedzielne popołudnie - bardzo dobry pomysł. Głównym mankamentem jest według mnie przewidywalność wydarzeń.

Jeśli ktoś lubi samodzielnie rozwiązywać zagadki kryminalne czy układać puzzle, na pewno będzie zadowolony. Jednak ci, którzy lubią puzzle od dwóch tysięcy kawałków wzwyż, uznają pewnie zagadki z Wisielca i księżyca za zbyt proste.

Mimo niedociągnięć, które zaobserwowałam, stwierdzam z przyjemnością, że nowa seria duetu Gacek-Szczepańska potwierdza, że autorki zmierzają w dobrym kierunku. Jestem zaskoczona pozytywnie. Z przyjemnością będę dalej obserwować, jak rozwijają swój warsztat pisarski oraz polską literaturę kryminalną. To czego bym oczekiwała, zamyka się w dwóch słowach: więcej odwagi, drogie Pani, więcej odwagi! Naprawdę nieźle Wam idzie :-)

Nie mogę się co prawda doczekać, kiedy obie panie się odważą wydać swoje własne książki, a z tego co przeczytałam wynika, że w końcu to nastąpi. Jestem bardzo ciekawa efektów i mam nadzieję, że duet mimo to będzie realizował również  wspólne projekty.

Moja ocena: 4,5/6
**************
Bardzo dziękuję portalowi Sztukater i Wydawnictwu GWP Funky Books za egzemplarz recenzencki.

czwartek, 19 maja 2011

Świat według reportera

USA - Świat według reportera - Piotr Kraśko
Bliski Wschód - Świat według reportera - Piotr Kraśko


Warszawa 2011
96 stron

Piotr Kraśko to dziennikarz, którego nie trzeba przedstawiać. Wielokrotnie relacjonował najważniejsze wydarzenia z wielu miejsc na świecie. Na ten rok Wydawnictwo G+J zaplanowało wydanie serii National Geographic Świat według reportera, w skład której wchodzą książki z relacjami Piotra Kraśki z pobytu na Alasce, w USA, w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej oraz we Włoszech.

Seria ta jest wydana w małym formacie, ale mimo to zawiera dwie wkładki z niepowtarzalnymi zdjęciami, które przybliżają opisywane wydarzenia. 

Opowieści Piotra Kraśki są reporterskimi zapiskami, które można wykorzystać do zrelacjonowania wydarzeń w Wiadomościach ;-) Pisane są lekkim, oszczędnym językiem. Czyta się je szybko i lekko. Zdecydowanie nie są to suche relacje. Są tam ciekawostki, których w wiadomościach podać nie można, zabawne momenty, trafne spostrzeżenia, opinie poznanych osób. Piotr Kraśko dzieli się z czytelnikami informacjami o swoich ulubionych miejscach.

Bliski Wschód - Hezbollah, Nasrallah, Al-Dżazira, maronici, druzowie, szyici, sunnici - po przeczytaniu książki Bliski Wschód ułożenie mozaiki z tych pojęć nie byłoby już dla mnie aż takim wyzwaniem jak dotychczas. Kraśko w bardzo przystępny sposób wyjaśnia sytuację panującą w tym "gorącym" rejonie. Wszechobecna niepewność i nieuniknione cierpienie to dla mieszkańców Bliskiego Wschodu to chleb powszedni. Można tam żyć, z tym że to życie jest zupełnie inne niż to, które znamy.

USA - kraj, którego nie da się opisać w kilku słowach. Nie pozwalają na to różnorodność i rozległość. Biały Dom, teksańskie rancza, ogrom Gór Skalistych, natchniony Nowy Orlean - o tym można tu poczytać.

Odniosę się jeszcze do niepochlebnej recenzji książki o USA, którą znalazłam na stronie jednego z internetowych czasopism o turystyce (oszczędzę podawania nazwiska i tytułu). Autorka sugeruje, że znane postacie nie powinny brać się za to, czego robić nie potrafią i podkreśla, że książka Piotrowi Kraśce nie wyszła, że jest to "stos banałów podany jest w aurze sensacyjności" i że zawiera jedynie "to wszystko, co każdy z interesujących się światem wokół siebie i tak już wie. Jakichkolwiek nieznanych wcześniej szerokiemu ogółowi informacji na temat Stanów Zjednoczonych próżno w książce Kraśki szukać – może poza tym, że w jednym z barów w Teksasie pod sufitem wisi parę tysięcy biustonoszy." No cóż, tylko pogratulować wiedzy, skoro autorka twierdzi, że nie ma tam niczego nowego. Przyznam, że o Marie Leveau, Kennesaw, czy Guantanamo nie umiałabym wiele powiedzieć i nie sądzę, że jestem jedyna. Myślę, że wiele osób chętnie też sobie przypomni (a może po prostu się dowie), co to jest Mardi Gras i kto to był Korczak Ziółkowski. A to tylko niektóre "hasła"... Informacja o tym, że  w Teksasie w ulubionym barze pana Kraśki "na suficie wiszą setki staników" pojawia się na okładce książki. Może recenzja, o której wspominam to recenzja tego opisu? Bo w książce jest wiele szczegółów i ciekawostek, które dla bardzo wielu osób będą nowością. A nawet jeśli już ktoś kiedyś o nich słyszał, to czy nie warto sobie przypomnieć?  

Sądzę, że wobec książek podróżniczych czytelnicy mają rożne oczekiwania. Książeczka ta bowiem nie trafi w gust osób, które wybierają się do USA, bo nie jest ona przewodnikiem. Nie skorzystają z niej też ci, którzy chcą dogłębnie poznać historię i kulturę Stanów Zjednoczonych, bo nie jest to encyklopedia. Książka nie nadaje się też dla purystów językowych, bo błędy po prostu wkurzają. Zadowoli natomiast tych, którzy gustują w napisanych przystępnym językiem osobistych doświadczeniach. To samo mogłabym napisać o książce Bliski Wschód. Obie zdecydowanie polecam :-)  Czyta się migiem. Zapamiętuje tak samo szybko ;-) Nie nudziłam się ani przez chwilę. Na pewno sięgnę po pozostałe książki z tej serii. Jeśli miałabym cokolwiek komuś zarzucić (autorowi? redakcji? korektorce?), to niedopatrzenia językowe, które są bardzo wyraźne i niestety dość liczne. Na pewno do poprawienia przy kolejnym wydaniu :-)

Moja ocena: 
USA - 4/6
Bliski Wschód - 5/6

Dziękuję uprzejmie wydawnictwu G+J za egzemplarze recenzyjne.

wtorek, 17 maja 2011

Wspomnienie

 Jan Paweł II w sercu świata - Kardynał Angelo Comastri
 Giovanni Paolo II nel cuore del mondo
Tłumaczenie: o. Wiesław Szymona OP

 
 Kraków, 2011
 160 stron

Ciekawa jestem, ile osób na świecie, które nie wiedzą nic o papieżu Janie Pawle II. Sądzę, że nie za wiele. Nie mają znaczenia przekonania religijne czy wyznawana (albo i nie) wiara. Jan Paweł II jako papież był głową Kościoła rzymskokatolickiego oraz Watykanu, jednak jako człowiek stał się obywatelem całego świata. Można by powiedzieć, że to nie funkcja, którą pełnił, przyniosła mu ogromną popularność na całym świecie, ale to, jakim był człowiekiem. Sprawowany urząd po prostu umożliwił mu dotarcie niemalże we wszystkie zakątki świata.

Napisano wiele książek o wielkim Polaku – Karolu Wojtyle. Kardynał Comastri, który towarzyszył Ojcu Świętemu przez cały jego pontyfikat, znał go nie tylko jako papieża, ale też jako skromnego, zwyczajnego człowieka. Książka Jan Paweł II w sercu świata, przygotowana na czas beatyfikacji,  jest – jak sugeruje podtytuł – świadectwem autora o błogosławionym papieżu. Kardynał zawarł w niej nie tylko osobiste wspomnienia, lecz także przypomniał najważniejsze przesłania papieża Polaka, znaczące fakty związane z pontyfikatem Jana Pawła II, fragmenty encyklik i wypowiedzi papieża, ważne podróże.  Ekumenizm, przebaczenie, cierpienie, ewangelizacja, jedność  to dla wielu mało popularne hasła, które jednocześnie były wyznacznikiem pontyfikatu jednego z najpopularniejszych Polaków „wieku masowego ateizmu” (str. 11).   Comastri wspomina Karola Wojtyłę jako człowieka bezpośredniego, obdarzonego poczuciem humoru, przyjacielskiego, wrażliwego na krzywdę ludzką i otwartego na potrzeby innych, a jednocześnie jako człowieka o ogromnej sile i odwadze, konsekwentnego i bezkompromisowego, dla którego niemożliwe stało się możliwe.

Polecam tę krótką książeczkę tym, którzy – podobnie jak ja – chcą w roku beatyfikacji papieża Jana Pawła II przypomnieć sobie, co chciał nam przekazać. 

Moja ocena: 5+/6

Dziękuję uprzejmie wydawnictwu Esprit za egzemplarz recenzyjny.

poniedziałek, 16 maja 2011

Rodzinne tajemnice czyli po prostu Książka

Książka - Mikołaj Łoziński
Kraków, 2011
180 stron
*****
Pierwsze zdanie
Nie jest łatwo porozmawiać z nią po dwudziestu trzech latach i dziewięciu sygnałach.

Ostatnie zdanie 
Szklana fifka spada z czwartego piętra - rozbija się na dachu garażu, w którym dziadek trzymał kiedyś swój samochód.
*****

Mikołaj Łoziński (ur. 1980 w Warszawie) jest nie tylko pisarzem, ale i fotografikiem. Studiował socjologię.
Debiutancka powieść Reisefieber (2006) przyniosła autorowi Nagrodę Kościelskich w 2007 roku, Nagrodę Pawiego Pióra, drugą Nagrodę Fundacji Kultury. Była również nominowana do Literackiej Nagrody Nike 2007.
Łoziński jest również autorem zbioru opowiadań dla dzieci Bajki dla Idy (2008).  
- Informacje o autorze Link1, Link 2 -

Więcej ciekawych informacji o autorze w serwisie culture.pl, a dokładnie tutaj.


*****
Urywki z życia rodziny, rodzinne tajemnice, historie sprzed lat - pomysł na pierwszy rzut oka nie wydaje się oryginalny. I nie byłby, gdyby nie forma, w jakiej Mikołaj Łoziński przedstawia czytelnikom doświadczenia swojej rodziny. Zapisane przez niego urywki składają się w całkiem obszerną opowieść, która nie jest jednak klasyczną sagą rodzinną, choć historia obejmuje trzy pokolenia.

Książka skusiła mnie tytułem. Byłam pewna, że skoro autor nadaje swemu dziełu tytuł, który wydaje się banalny i nijaki, to coś musi się za tym kryć. Chciałam wiedzieć co. Czy jest to brak pomysłu, czy pójście po najmniejszej linii oporu? Okazuje się, że na szczęście żadna z tych opcji. W tym prostym tytule jest wszystko, co znajdziemy w Książce – oszczędność słowa, spójność kompozycyjna, waga szczegółów.

Łoziński nie nadał imion swoim bohaterom. Za swego rodzaju identyfikatory danej osoby autor obrał przedmioty codziennego użytku – zeszyty, obrączka, klucze, szuflada. Czy ktoś kiedyś dopisze kolejny rozdział zatytułowany 'Książka'? Ciekawe.

Bohaterom Książki nie nadano imion - ciekawy zabieg, ale - według mnie - utrudniający czytanie. Trzeba się zastanawiać, o kim mowa, tym  bardziej że ograniczone do minimum słowa oraz zdania, które nie łączą się ze sobą, zmuszają czytelnika do wytężonej uwagi i koncentracji. 
Nie przeszkadzała mi natomiast konieczność domyślania się, jaka treść kryje się między słowami. Czytanie Książki skojarzyło mi się z ćwiczeniem, w którym należy przeczytać zdanie składające się z wyrazów bez samogłosek. Okazuje się w nim, że kontekst i same spółgłoski wystarczą, aby zrozumieć treść. Podobnie jest z Książką. Wystarczy minimum, żeby osiągnąć pełnię – dla mnie urzekające. Mimo minimalizmu wypowiedzi, czytelnik tworzy sobie obraz rodziny, której życie nie oszczędziło komplikacji i zawirowań. Co więcej, spora garść emocji jest wyczuwalna dużo bardziej niż w szczegółowych opisach.

Ponadto, Książka jest bardzo ładnie wydana – oryginalna okładka (autor: Przemek Dębowski); nieliczne czarne kartki, na których zapisano to, co - zdaniem niektórych bohaterów - powinno zostać przemilczane; krój pisma Filosofia (autor: Zuzanna Licko) – bardzo czytelny, choć zaskakuje w sylabie ‘fi’ :-) :-)
Mikołaj Łoziński to dla mnie odkrycie. Reisefieber wpisuję na listę 'Chcę przeczytać'. Wam również polecam.
*****
Moja ocena: 5,5/6
*****
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za Książkę :-)

sobota, 14 maja 2011

Fotorelacja włóczykijkowa 4

Zapomniałam o fotorelacji. Miałam zamiar opublikować ją wcześniej niż recenzję, ale akurat blogger nie działał.

Środa była dla mnie bardzo miłym dniem. Dorota pisała już na swoim blogu o naszym spotkaniu. Przekazała mi Wyspę Rylskiego oraz kilka umilaczy :-)

1. Cel spotkania osiągnięty - Dorota nie zapomniała przywieźć  książki :-)

2. Książka i zakładka od Doroty plus moje nabytki niteczkowe z naszego wspólnego polowania na bazarku :-)

 3. Część umilaczy wchłonęłam, zanim zdążyłam je sfotografować :-(

Tego samego dnia dostałam też książkę-włóczykijkę Pechowy fart od Patrycji. Nie spodziewałam się dwóch książek jednocześnie, ale to w żaden sposób nie wpłynęło na fakt, że bardzo się ucieszyłam. A wieczorem oczywiście rozpoczęłam czytanie.

4. Pechowy fart

5. Zakładków jak mrówków...


6. Włóczykijków jak mrówków...


7. Zakładków i włóczykijków jak mrówków...

Dziękuję Wam bardzo :-)

Pechowy fart Andrzej Klawitter

Wydawnictwo Telbit
Warszawa 2009
Ilość stron: 302
ISBN: 978-83-60848-80-7


********************


Zastanawiam się, czy to, że książka Pechowy fart trafiła w ręce czytelników to tytułowy pechowy fart, czy może raczej fartowny pech. 

Czyż nie jest pechem dla czytelnika, któremu wpada w ręce książka, zawierająca na okładce motyw, który podpowiada, co się wydarzy? Czy może lepiej uznać to za fart, bo w kulminacyjnym punkcie powieści można się szybko domyślić, jakie będzie zakończenie? Nie dość, że okładka jest spoilerem, to na dodatek jest po prostu brzydka. Nie napiszę nawet "nie w moim guście", bo słowo "brzydka" już i tak jest eufemizmem. Ale zostawmy okładkę - okładka to przecież nie wszystko. Najważniejsza jest treść.

Sam pomysł jest w porządku, choć mam nieodparte wrażenie, że z tego typu zakończeniem już się gdzieś spotkałam. Pomysłu nie nazwałabym więc oryginalnym, choć o plagiat autora w żaden sposób nie posądzam. Chodzi mi tylko i wyłącznie o typ zakończenia. W trakcie czytania wydawało mi się też, że książka została napisana spory czas temu, ale przerobiono ją tak, aby pasowała do współczesnych realiów. Ciekawe, czy zgadłam.

Gdybym miała jednym zdaniem określić, o czym jest ta książka, to powiedziałabym, że dotyczy ona poważnych problemów, które są przedstawione w niepoważny sposób. I może nie ma w tym nic złego, bo książka ta ma czytelnika raczej zrelaksować niż skłonić do refleksji. A może jest tak elastyczna, że jednych tylko rozbawi, dla innych będzie niezłym kryminałkiem, a ci, co szukają głębszej treści, też ją znajdą? No bo w sumie książkę tę czyta się dość przyjemnie. A czytałoby się jeszcze przyjemniej, gdyby nie niedociągnięcia językowe. Na moje oko książka wymaga sprawdzenia i korekty. Zawiera sporo błędów gramatycznych i leksykalnych, a takie zjawiska w literaturze - choćby takiej, która do bardzo ambitnych nie aspiruje - są dla mnie ciężkie do zniesienia. W pewnym momencie miałam też wrażenie, że brakuje spójności w relacji bohaterów - nie będę pisać, o co chodzi, bo nie udało mi się odnaleźć ponownie fragmentu, który mnie zastanowił, ale wrażenie przytaczam.

Bohaterowie powieści Pechowy fart wciąż stają przed różnymi ważnymi wyborami. Ich decyzje skłaniają czytelnika do zastanowienia się, czego wymaga uczciwość w sytuacji, gdy w grę wchodzi spora sumka. Można też pomarzyć sobie i 'pogdybać', co by było, gdyby się nagle wygrało w kilka milionów. Myślę, że autor chciał potwierdzić, że słuszne jest stwierdzenie, że "Pieniądze szczęścia nie dają" i pokazał, jak łatwo zabrnąć w ślepą uliczkę.   

We mnie książka ta wywołała refleksję nad tym, czy człowiek może być na sto procent pewien samego siebie i własnej uczciwości w obliczu ogromnej pokusy. Czy uczciwość, którą deklarujemy i która jest dla nas na co dzień wielką wartością, jest nie do podważenia? Postępowanie bohaterów prowokuje też do zadania sobie pytania, czy istnieje usprawiedliwienie dla nieuczciwości i braku moralności, jeśli celem działania jest pomoc innym. Dla mnie to również powieść o tym, że każdy ma prawo do błędów. Wydaje się, że książka porusza tak wiele trudnych problemów. A  może to jest tak, że to ja we wszystkim chcę się doszukać głębi? Może całkiem niepotrzebnie? A wówczas nie mogę oprzeć się wrażeniu, że problemy są spłycone, a bohaterowie zachowują się bezsensownie... Chyba się muszę zrelaksować... Tylko że przecież dopiero wróciłam z urlopu.

Ogólnie oceniam książkę 'pozytywnie', ale 'bez fajerwerków'. Niech sobie krąży wśrod włóczykijkowiczów. Skoro skłoniła mnie do zatrzymania się i do zastanowienia, to może inni też skorzystają z niej w stopniu nieco głębszym niż tylko czysto rozrywkowym.

Pierwsze zdanie:
- Czy to normalne, żeby kot gonił psa, który w panicznej ucieczce wdrapał się na drzewo, a wkurzone kocisko bezradnie przycupnęło pod nim i zaczęło szczekać?
Ostatnie zdanie:
Korina bladła w oczach, patrząc z niedowierzaniem to na siostrę, to na Martynę, która wręcz skamieniała...

Hit ze strony 71: 
Jeden z bohaterów został opisany jako certyfikowany specjalista "do spraw przeciwdziałania pomocy w rodzinie, pracuje w stowarzyszeniu Bezpieczeństwo dziecka". To ja go raczej nie chcę poznać :-)

Moja ocena: 3/6

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.

wtorek, 10 maja 2011

Przeplatanka

1Q84 Tom 1. - Haruki Murakami
Literatura japońska
Tytuł oryginału: 1Q84 ichi-kew-hachi-yon
Tłumaczenie z japońskiego: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2010
Okładka twarda
Ilość stron: 480
ISBN: 978-83-7495-872-1
Książka z biblioteki (P)

Wyzwanie: Haruki Murakami
**********
**********
Natura obdarzyła mnie wieloma przeróżnymi cechami - za niektóre z nich jestem jej wdzięczna, a niektórych po prostu nie rozumiem. Taka przeplatanka. Wśród tych, których nie rozumiem, jest dziwny rodzaj przekory, która objawia się na przykład tym, że jak wszyscy czytają Murakamiego i się nim zachwycają, to ja się przed nim stanowczo wzbraniam, choć gdzieś w głębi duszy czekam, aż mnie sam dopadnie :-) I dopadł mnie Murakami w postaci wyzwania czytelniczego. Zgłosiłam się, żeby mieć jakiś czynnik motywujący i sięgnąć wreszcie po książkę japońskiego pisarza, który cieszy się coraz większą popularnością. Stwierdziłam, że już najwyższy czas nadrobić zaległości, bo wśród książkoholików jestem chyba jedyną osobą, która jeszcze go nie poznała. Trafiłam w bibliotece na 1Q84. Wypożyczyłam, choć obiecałam sobie, że tylko oddam książki...
Długo nie mogłam się zabrać za czytanie - odstraszała mnie twarda okładka i 480 stron, czyli dodatkowy kilogram w torebce. Jednak na leżaku w pełnym  słońcu sprawa wyglądała zupełnie inaczej :-)

Powieść 1Q84 jest jedną wielką przeplatanką. Na pierwszy rzut oka widać to po układzie rozdziałów - Aomame, Tengo, Aomame, Tengo. Następny element przeplatanki to narracja - trzecioosobowa i pierwszoosobowa. A cała reszta to przeplatanka zdarzeń i emocji, które owe zdarzenia wywołują. Przeplata się też dobro ze złem, rzeczywistość z tym, co nierealne, przeszłość z teraźniejszością. Przeplatanką są też zajęcia bohaterów - Tengo jest czasem nauczycielem, czasem początkującym pisarzem; Aomame  - czasem masażystką, czasem morderczynią. Oboje grają w ryzykowną grę i oboje nie do końca wiedzą, o co tak naprawdę w tej grze chodzi. Gdzieś między tymi dwoma światami są dwa księżyce, szpilkulec, Powietrzna poczwarka, Little People i Sinfonietta Janacka. 

Książka jest oryginalna, fabuła niebanalna, a sposób prowadzenia akcji stopniowo rozbudza ciekawość czytelnika. Przy każdym rozdziale jest symbol księżyca, którego "nasycenie" zmienia się od tzw. rogalika do pełni, a potem w druga stronę. Drobny element graficzny, ale jak doskonale dopasowany do klimatu książki!

Moim jedynym rozczarowaniem było to, że rozbudzona ciekawość nie zostaje zaspokojona na koniec pierwszego tomu. Oczekiwałam rozwiązania zagadki, nad którą zastanawiałam się przez ponad czterysta stron; oczekiwałam, że przeplatanka doprowadzi przynajmniej niektóre nitki do punktu stycznego. Nie wystarczyło mi tyle, ile zaproponował autor, abym czuła się usatysfakcjonowana. Panie Murakami, tak się nie robi. Biblioteka jest teraz zamknięta, a ja chcę wiedzieć więcej...
***********
Pierwsze zdanie:
Z radia płynęły dźwięki muzyki klasycznej.
Ostatnie zdanie:
Kiedy zamknął oczy, nie był już pewien, w którym świecie się znajduje.

czwartek, 5 maja 2011

Między nami blogerami


Śmierć statystykom! Czyli dzieje sfrustrowanego faceta
Marta Akuszewska

Literatura polska
Wydawnictwo Telbit
Warszawa 2008
Okładka: miękka
Ilość stron: 302
ISBN: 978-83-60848-43-2

Książkę przeczytałam w ramach 


Marta Akuszewska (ur. 1988), studentka polonistyki. Śmierć statystykom to jej pierwsza powieść, którą autorka zaczęła pisać w wieku szesnastu lat.
Książka została nagrodzona w II edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Wydawnictwa Telbit na powieść dla młodzieży.
- na podstawie informacji na okładce -


****************

Śmierć statystykom czyli dzieje sfrustrowanego faceta to kolejna książka-włóczykijka, która u mnie gościła. Dzięki opisowi na okładce byłam bardzo zaintrygowana książką. Bynajmniej nie dlatego, że jestem jakoś szczególnie zainteresowana problemami "zimnych drani i kobieciarzy, którzy lubią bawić się dziewczynami" [źródło: okładka], ale dlatego, że książka ta jest debiutem młodej dziewczyny, studentki polonistyki. Jest to książka nagrodzona - i to jest pierwszy powód, dla którego warto po nią sięgnąć.

Akcja powieści rozgrywa się w Poznaniu w latach 2004-2005. Maksymilian, jego siostra Paulina, Marysia (zwana też Szatyną i Małą Mi), Ula, Tomek, Błażej to przedstawiciele polskiej młodzieży. Dopadają  ich charakterystyczne dla tego wieku "przypadłości". Książka ma formę blogowych zapisków Maksa, który nikomu nie udostępnia swych notatek, ale dzielnie sporządza notatki ze zmagań z rzeczywistością dla samego siebie. Może dzięki temu chłopak, którego poznajemy na początku książki, różni się nieco od kogoś, kto pisze ostatni post na blogu. Nadal nie jest to jednak ktoś, kogo od razu bym polubiła :-) Znacznie bardziej przypadła mi do gustu babcia Marcela i - według mnie - to ona jest kolejnym powodem, dla którego książkę warto przeczytać. Dla mnie ona jest nietypowa i nieprzewidywalna, w przeciwieństwie do pozostałych osób. Sceny z jej udziałem bardzo ożywiają książkę, a wykorzystane dowcipy - choć już znane - w kontekście książki ponownie wywołują uśmiech.

Trzeci powód, który sprawia, że książka zasługuje na uwagę to fakt, że autorką jest kobieta, która  pisze z pozycji "sfrustrowanego faceta". Czy jej się to udaje? Zostawiam ocenie następnych czytelników.

Moja ocena: 3/6


Pierwsze zdanie:
Współczynnik feminizcji w Polsce wynosi około 106.

Ostatnie zdanie:
A więc: Smierć statystykom! Niech umrą współczynniki (feminizacji, maskulinizacji - to już dla mnie nieważne:))!!!

Fotorelacja włóczykijkowa 3

CZĘŚĆ 1.: Włóczykijka z zakładką / Zakładka z Włóczykijką - impresje














CZĘŚĆ 2.: Włóczykijka na wakacjach
1. Wyprawa Królewny i Włóczykijki na zamek 

2. Królewna na zamku

3. Włóczykijka na zamku
 
4. Zamek i Włóczykijka

5. Okienko z Włóczykijką

6. Zdobycie zamku przez Włóczykijkę :-)