piątek, 24 lutego 2012

Psia odwaga – Isabel George

Psia odwaga
Niezwykłe opowieści o poświęceniu i bohaterstwie czworonogów
Isabel George
Tytuł oryginału: Beyond the Call of Duty
Tłumaczenie: Michał Zacharzewski
Wydawnictwo Hachette
Warszawa 2011
276 stron
*****************
Seria Niesamowite historie:
Anioły wokół nas
Cudownie ocalona
Pies, który uratował mi życie
Małe anioły
Prawdziwa odwaga
Ocaleni przez anioły
Mała wielka podróż
Endal
Na przekór losowi
****************
Z posłowia:
Rzeczy wielkich nie osiąga się bez wysiłku – powiedział kapitan Matthew Webb, kiedy w 1875 roku udało mu się jako pierwszemu człowiekowi na świecie przepłynąć kanał La Manche. Psy, które towarzyszyły żołnierzom podczas licznych wojen, z pewnością potwierdziłyby jego opinię – oczywiście gdyby potrafiły mówić...
I zawsze dają z siebie więcej, niż można by się spodziewać. Nie ma w tym nic dziwnego – kieruje nimi przecież coś więcej niż poczcie obowiązku. Do najważniejszych poświęceń i narażania życia skłaniają je odwaga, lojalność i miłość. [str. 273-274]
*****************
Bohaterowie:
Treo – czarny labrador, saper, który pracował w Afganistanie, uratował wielu ludzi, patrolował okolice w poszukiwaniu ładunków wybuchowych
Smoky – suczka york, lotnik, ocalona cudem przez żołnierzy, znaleziona w tak koszmarnym stanie, że nie było wiadomo, jakim jest zwierzęciem
Antis – owczarek niemiecki, lotnik, pies który pracował dla RAF-u w bazach lotniczych w Anglii i we Francji
Tangye – labrador, służył w Afganistanie, od małego był z żołnierzami, rozpoznawał dźwięk nadlatującej bomby i dawał znać zanim człowiek zdołał cokolwiek usłyszeć
Stubby – bulterier, sierżant, pies nagrodzony medalami, potrafi ł odnaleźć rannego na polu bitwy, lizał rany, przynosił ulgę aż do nadejścia pomocy, szczekaniem ułatwiał odnalezienie rannego
*******************
Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta odgrywają ogromną rolę w życiu człowieka. Czasem niejednego człowieka. Na ile zdają sobie sprawę z tego, że to, co robią, jest nie tylko wykonaniem polecenia po to, by zdobyć upragnioną smakołyk, czy wyrazić swą wdzięczność swojemu panu, lecz ogromną zasługą dla wielu ludzi? Czy mają świadomość, że ratują ludzkie życie?

Książka Psia odwaga to – jak wyjaśnia podtytuł – to pięć ‘niezwykłych opowieści o poświęceniu i bohaterstwie czworonogów’, które w czasach wojen i podwyższonego zagrożenia życia pomagały człowiekowi zapobiegać nieszczęściu większemu niż śmierć jednej osoby. „To historie psów żołnierzy, które zasłużyły na miano wojennych bohaterów”.

Pięć historii o psach i ich właścicielach, a może lepiej byłoby powiedzieć – i o ich przyjaciołach - którym przyszło żyć w niespokojnych czasach wojen, a zadanie, które przyniosło im spełnić w życiu różniło się od prostego zrobienia dobrego uczynku.
*****************

PODSUMOWANIE
O - okładka - imponująca - z dostojnym przedstawicielem szlachetnej rasy
C - ciekawa? - całkiem ciekawa
E - emocje? - chwytające za serce, rzeczywiście niesamowita
N - negatywy? - nie jest to doskonała literatura faktu, ale czyta się dobrze; język raczej prosty
A - ambitna? - warto wspominać takich bohaterów; książka dobra w swej prostocie

 *****************
 POLECAM:
- tym, którzy wierzą w psią mądrość 
- tym, którzy nie wierzą w psią mądrość
- miłośnikom psów - lektura obowiązkowa
- tym, którzy lubią naprawdę niesamowite historie

*****************
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Hachette za egzemplarz recenzencki.

sobota, 11 lutego 2012

Czas tajemnic – Marcel Pagnol


Czas tajemnic
Marcel Pagnol
Tytuł oryginału: Le Temps des secrets
Tłumaczenie: Małgorzata Paszke
Wydawnictwo Esprit
Kraków 2011
360 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Po strasznej sprawie z zamkiem, tak chwalebnie zakończonej zwycięstwem Bouzique'a, w małej Bastide-Neuve zagościła radość i zaczęły się wakacje.
Ostatnie zdanie:
Tym sposobem pod koniec szóstej klasy potwierdziłem bez wysiłku swoją osobowość i zadomowiłem się ostatecznie na dość pięknej pozycji groźnego wojownika i naprawiacz krzywd.
*****************
Bohaterowie:
Marcel, Lili, Paweł, Izabella

*****************
Miejsce akcji:
Francja - Prowansja - Bastide-Neuve

*******************
Czas tajemnic to ostatnia spośród trzech autobiograficznych powieści z cyklu Wspomnienia z dzieciństwa francuskiego pisarza Marcela Pagnola. Wcześniejsze dwie to Chwała mojego ojca i Zamek mojej matki. Mimo że nie czytałam jeszcze wcześniejszych wspomnień, znam już moc pisarską Marcela Pagnola z utworu pod tytułem Żona piekarza, który bardzo mi się podobał. Mogę więc stwierdzić, że już wiem, jak Pagnol potrafi zauroczyć spokojem i mądrością „przemycaną” w humorystyczny i niezwykle barwny sposób.

Czas tajemnic wyjaśnia kilka ważnych życiowych prawd, które zaczyna dostrzegać i rozumieć w trakcie skomplikowanego procesu wkraczania w dorosłość. Marcel wspomina czas, kiedy skończyło się dla niego beztroskie dzieciństwo, a stopniowo zaczęło dorosłe życie. Zauważył, że wkraczanie w dorosłość przysparza wielu kłopotów – trzeba na przykład stanąć przed wyborem: czy lepiej spędzić czas na zabawie z przyjacielem, czy pobiec do prześlicznej, tajemniczej Izabelli. :-) Marcel, poprzez stopniowe definiowanie tego, co się dzieje w jego sercu, wkracza w proces dojrzewania do miłości. Najpierw jest zauroczony Izabellą do granic możliwości, wierzy ślepo we wszystko, robi wszystko, czego zapragnie jego ukochana. Z czasem zaczyna dostrzegać bolesną prawdę i poznaje smak rozczarowania.

Marcel, wkraczając też na nowy etap szkolny, uczy się też, jak być odpowiedzialnym i konsekwentnym, co czasem zdaje się przerastać nasze siły.

Bardzo życiowe ujęcie tematu, mimo że to realia sprzed kilkudziesięciu lat.

*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - świetna - kojarzy się z seria książek o Mikołajku, autorem ilustracji jest bowiem również Jean-Jacque Sempé
C - ciekawa? - nie jest to nie wiadomo jak wartka akcja – codzienne życiowe wydarzenia przekazane zabawnym, lekkim językiem
E - emocje? - humorystyczna, ale i wzruszająca; klimatyczna i pełna zapachów Prowansji
N - negatywy? - chwilami opowieść wydawała mi się zbyt dziecinna i lekko naiwna
A - ambitna? - pozornie prosta; to jednak więcej niż zwykłe wspomnienia

POLECAM:
- wielbicielom zarówno Mikołajka, jak i wcześniejszych opowieści o Marcelku :-)
- zmarzniętym i zmęczonym zimą – jest słonecznie i ciepło, można powdychać świeże powietrze pachnące ziołami prowansalskimi, poleżeć na trawie, posłuchać brzęczenia pszczół
- tym, którzy lubią powroty do dziecięcych lat, wspomnienia, marzenia...


*****************
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Esprit za egzemplarz recenzencki.

wtorek, 7 lutego 2012

Puszczyk - Jan Grzegorczyk

 
Puszczyk
Jan Grzegorczyk
Wydawnictwo Znak
Kraków 2012
430 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
W niedzielę wieczorem przyszedł esemes od Michała.
Ostatnie zdanie:
Uniosłem do ust...
*****************
Bohaterowie:
Staszek Madej, ksiądz Melchior Górski, ksiądz Janek Pawelski, Radek Siejkowski, Antoni i Helena Mizerowie, Myszka-Iwona, Magda, Krystyna, Arek Kalecki, Marek Donar, pies Ruben, ojciec Pio ;-)
*******************
Miejsce akcji:
Rojno, Toruń 

*******************
Pan Jan Grzegorczyk pewnie spadłby z krzesła, gdyby wiedział, że są takie czytelniczki – a na pewno jedna – które uważają/uważały go za przedstawiciela duchowieństwa ;-) To zabawne, ale do wczoraj byłam o tym święcie przekonana. To pewnie z powodu księdza Grosera, głównego bohatera cyklu książek: Adieu, Trufle oraz Cudze pole, z których dwie pierwsze czytałam już dawno temu. Adieu bardzo mocno utkwiło mi w pamięci. Jako że lubię sobie poczytać o autorze, „wygooglałam” trochę informacji o Janie Grzegorczyku. Żałujcie, że nie widzieliście mojej miny, kiedy przeczytałam, że autor ma żonę Justynę, dwie córki i dwóch wnuków...

Spodziewałam się, że tematem kryminału napisanego przez księdza ;-) będzie albo zabójstwo przedstawiciela tego stanu, albo kradzież unikatowych dzieł sztuki o tematyce sakralnej. Można powiedzieć, że nawet trochę odgadłam, a największą pomyłką okazało się „przypisanie” pana Jana Grzegorczyka do stanu duchownego. Co do elementów kryminalnych książki, to jest i morderstwo księdza, i dzieło sztuki o szczególnej wartości, choć tematyka obrazu nie nawiązuje do sacrum. Jest też sporo innych elementów, ale autor świetnie poradził sobie z poukładaniem ich w zgrabną, trzymającą w napięciu historię. Tajemnicze dochodzenie Stanisława Madeja vel „Puszczyka” i Radka-Siejka, którzy na własną rękę próbują rozwikłać zagadkę związaną ze śmiercią proboszcza Melchiora Górskiego, naprawdę nie pozwala odłożyć książki. Lubię takie kryminały, które czytam i nie mogę powstrzymać się od główkowania i podejrzewania wszystkich bohaterów po kolei. I które trzymają w napięciu do ostatniej strony. A taki właśnie jest Puszczyk.

Nie jest to jednak tylko suchy kryminał. Bohaterowie powieści to barwne postacie, które doświadczają cierpienia i duchowych zmagań i z rzeczywistością, którzy przez całe życie dźwigają ciężar milczenia, których serca skrywają nierozwiązane problemy - tak trudne, że lepiej by nigdy nie ujrzały światła dziennego. A jednak... Odkrycie jednej tajemnicy pociąga za sobą następne i nie da się już tego przerwać.

Podobnie jak w powieści Adieu, w Puszczyku Janowi Grzegorczykowi udało się pokazać księdza jako zwykłego człowieka, który wcale nie jest uświęcony z urzędu, ale zupełnie zwyczajny. Głównym przesłaniem jest stara prawda, że żaden człowiek nie ma prawa potępiać drugiego. Niby oczywiste, tylko dlaczego tak często zapominane?
*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - bardzo ładna, nieco mroczna, świetnie dobrane kolory
C - ciekawa? - bardzo wciągająca, mocno trzymająca w napięciu do końca
E - emocje? - miłe zaskoczenie, trochę strachu, trochę złości nieostrożność głównego bohatera
N - negatywy? - myślałam, żeby tu wpisać, że nie podobały mi się niektóre cechy Staszka Madeja, ale potem doszłam do wniosku, że cechy, jakimi obdarzył go autor są doskonale dobrane. Madej musiał być właśnie taki – trochę lekkomyślny, trochę nieżyciowy, i musiał trochę za dużo paplać ;-)
A - ambitna? - jest się nad czym zastanowić

POLECAM:
- wielbicielom kryminałów, którzy lubią się pokusić o samodzielne rozwiązywanie zagadki,
- czytelnikom, którzy lubią "jeszcze to głębsze coś,
- niedowiarkom, którym trudno uwierzyć, że w realiach "wokół kościoła" można umieścić ciekawą akcję powieści.


*****************
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 5 lutego 2012

Powrót do Poziomki - Katarzyna Michalak


Powrót do Poziomki
Katarzyna Michalak
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
292 strony
*****************
 Pierwsze zdanie:
Co może być piękniejszego od znalezienia własnego miejsca na ziemi?
Ostatnie zdanie:
Dziś do szczęścia wystarczy mi uśmiech dziecka wczesnym rankiem, bezchmurne niebo w południe i słowo 'kocham' na dobranoc.
*****************
Bohaterowie:
Ewa, Witold, Karolina, Andrzej, Julisia, Janka
*******************
Dziś kolejna recenzja z półki „zaległości”. Możliwe, że książka Katarzyny Michalak dlatego tak długo czekała na moja recenzję, że nie będzie to recenzja od początku do końca pozytywna. Nie dołączy więc ona do licznych „ochów i achów”, które wyczytałam na wielu blogach.

Wiele pozytywnych recenzji i ciepłych słów o autorce sprawiły, że i ja poczułam chęć zapoznania się z twórczością Katarzyny Michalak. I w sumie – powoli to robię. Jednak kolejność, w jakiej sięgam po te książki jest nieco przypadkowa – najpierw przeczytałam Lato w Jagódce, a niedawno Powrót do Poziomki. Na półce czeka jeszcze Rok w Poziomce czyli część poprzedzająca Powrót... . Przypuszczam, że będzie to pewnie moje ostatnie podejście do książek Katarzyny Michalak. Na podstawie trzech pozycji spokojnie można wyrobić sobie zdanie o czyjejś twórczości i dowiedzieć się, czy taki styl nam odpowiada, czy nie.

O ile czytając Lato w Jagódce, starałam się wychwycić jak najwięcej dobra, które niewątpliwie Katarzyna Michalak stara się przekazać, o tyle główna bohaterka Powrotu do Poziomki jest dla mnie nie do wytrzymania. Takie cechy jak brak równowagi psychicznej, skłonność do histerii, brak choćby minimalnego panowania nad sobą i swoimi emocjami skrajnie działały mi na nerwy. Doceniam to, że autorka porusza ważne życiowe tematy i że pewne zdarzenia mają skłonić czytelnika do refleksji, jednak nadmiar zakręcenia wywołał u mnie spore zmęczenie. Ciąg wydarzeń jest tak nierealny, że wydaje się, że został wymyślony mocno ‘na siłę’.

Wydawałoby się, że mieszkańcom Poziomki – Ewie, Witoldowi i małej Julisi – już niczego do szczęścia nie potrzeba. Kochają się, mają przyjaciół, na których mogą liczyć, mieszkają poza miastem, cieszą się więc ciszą i spokojem, bliskością natury, Ewa ma pracę którą lubi... czyli –  jak to się mówi – „żyć , nie umierać”. Tyle że tak byłoby nudno, więc żeby książkę dało się czytać, główna bohaterka, która bynajmniej nastolatką już nie jest, została obdarzona nadzwyczaj wysoką spontanicznością i poziomem zakręcenia oraz niezwykłą umiejętnością pakowania się w kłopoty, głównie za sprawą własnej – no właśnie! – kompletnej niedojrzałości.

Powiem szczerze, że z wszystkich bohaterów Powrotu do Poziomki najbardziej wzruszyły mnie zdarzenia związane z suczką Pepsi i sarenką Kłapouszką. Szalonej Ewie nie udało się wywołać u mnie ani krzty wzruszenia.

Mimo to do Poziomki postanowiłam jeszcze wrócić, jednak na Wiśniowy dworek już się nie skuszę. Was jednak zachęcam, bo perypetie zwariowanej Ewy czyta się szybko i lekko, a zdanie o tej autorce warto mieć, bo pojawiło się już sporo jej książek. Dobrych przemyśleń też trochę jest, więc pewnie niejedna czytelniczka (panom zdecydowanie odradzam) znajdzie coś dla siebie. Jeśli więc lubicie w powieściach wartką akcję, dużo pomysłów na rozwiązanie codziennych i niecodziennych kłopotów, spontaniczność, szaleństwo i sporą dawkę emocji, to ta książka jest w stanie Wam to zapewnić.


*****************
Urzekający cytacik, który wiele mówi o bohaterce:
- Widzę, że wybrała się pani na zakupy? - raczej stwierdził, niż zapytał. - Udane?
Ewa nie wiedziała, czy kpi, czy pyta poważnie.
- Bardzo - odmruknęła. - Jestem właścicielką małpy, kozy, a może nawet i słonia! Gdzie pan był, gdy goniłam za mężem na lotnisko? Miałmnie pan pilnować, czyż nie?- Miałem - zgodził się ze stoickim spokojem. - Nie upilnuję jednak pani przed nią samą.

*****************
Ostatnio zaczęło mnie męczyć ocenianie przeczytanych książek w skali od 1 do 6. Może wypróbuję inny sposób - będę się starała oceniać pięć czynników:

O - okładka
C - ciekawa?
E - emocje?
N - nie?
A - ambitna?
*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - ładna i pachnąca; sugeruje dużo więcej spokoju niż znajdziemy w treści
C - ciekawa? - tak, czyta się szybko, lekko
E - emocje? - jak najbardziej: jest próba wywołania wzruszenia, radości; główna bohaterka jest denerwująca
N - nie? - niedojrzała, nierealna, nie dla każdego
A - ambitna? - nie

POLECAM:
- czytelniczkom, które lubią bajki i zakręconych bohaterów,
- czytelniczkom, którym nie straszny brak rozsądku i nadmiar szaleństwa u bohatera,
- czytelniczkom, które lubią poczuć emocje.
- Panom nie polecam.
*****************
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.

Styczeń 2012

Zrobię coś, co robię bardzo rzadko - podsumuję moją książkową sytuację w styczniu. Już się trochę gubię - niektóre książki od długiego czasu czekają na to, by dostąpić łaski zrecenzowania. Inne czekają na przeczytanie, a potem oczywiście zrecenzowanie. A czasu wciąż za mało... O ile czytanie jest dla mnie czynnością tak zwyczajną jak codzienny prysznic, o tyle na pisaniu recenzji czasem się zawieszam i nie mogę ruszyć do przodu. I tak rosną stosy "Do recenzji". Bo to, że rosną stosy "Do przeczytania" to nie jest niepokojący objaw. To znaczy, że żyję. Natomiast rosnący stosik zaległości jest dla mnie mało komfortowy, bo oznacza ni mniej, ni więcej jak zachłanność. Zachłanność książkową... Chyba nie jestem jedynym molem, który ma tę cechę...???

Przeczytane w styczniu 2012:

1. Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie - Agatha Christie (Na tropie Agathy) (Z mojej półki)
2. Opowieści z Wilżyńskiej Doliny - Anna Brzezińska (Włóczykijka)
3. Jak niczego nie rozpętałem - Harosław Jaszek (Włóczykijka)
4. Czas tajemnic - Marcel Pagnol (od Wydawnictwa Esprit)
5. Krawcowa z Madrytu - Maria Duenas (od Wydawnictwa Świat Książki)
6. Nikt kogo znasz - Michelle Richmond (od Wydawnictwa Videograf)
7. Kwiaty na poddaszu - Virginia Cleo Andrews (od Wydawnictwa Świat Książki)
8. Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął - Jonas Jonasson (od Wydawnictwa Świat Książki)

Mój styczniowy NUMER 1 to Krawcowa z Madrytu.

W sumie nie jest wcale tak źle;-) Napisałam też recenzje dwóch książek przeczytanych pod koniec zeszłego roku Kalinki (Wydawnictwo Dobra Literatura) i Nagiej cytry (Wydawnictwo Muza) czyli dwa małe kroczki ku nadrobieniu zaległości. :-)

sobota, 28 stycznia 2012

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął – Jonas Jonasson


Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Jonas Jonasson


Tytuł oryginału: Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann
Tłumaczenie: Joanna Myszkowska-Mangold
Świat Książki
Warszawa 2012
416 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Można by pomyśleć, że mógł się zdecydować wcześniej albo przynajmniej mieć na tyle przyzwoitości, żeby poinformować otoczenie o swojej decyzji.
Ostatnie zdanie:
I tak też zrobił.
*****************
Bohaterowie:
Allan Karlsson, Julius Jonsson, Benny Ljungberg, Ślicznotka, Aronsson
*******************
Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam! Urodziny – imprezka, torcik, dobre winko, prezenty, grono przyjaciół... – oto standardowe skojarzenia z obchodzeniem urodzin. Bohater powieści szwedzkiego pisarza Jonasa Jonassona odbiega jednak od wszelkich standardów. W dzień swoich setnych urodzin wyskakuje przez okno i znika z domu spokojnej starości. I tak zaczyna się ciąg wydarzeń, jakiego nie udałoby się nikomu zaplanować, choćby się nie wiem jak starał. Wszystko co się dzieje – z kradzieżą i morderstwami włącznie – jest dziełem przypadku, a Allan staje się uczestnikiem tych nieprawdopodobnych wydarzeń. Bo czy można zaplanować to, żeby zgładzić kogoś przy pomocy... słonia?

W powieści Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął przeplatają się wydarzenia z dwóch wymiarów czasowych – bieżące i minione. To, co dzieje się tu i teraz pełne jest „przypadkowości”, a jest ona tak nieprawdopodobna, że aż śmieszna. Pomiędzy wydarzenia bieżące wplecione zostały opowieści o dokonaniach Allana i jego wpływ na  znaczące dla historii ludzkości zdarzenia, w których Allan – również niejednokrotnie całkiem przypadkowo – brał udział. Jako specjalista mający do czynienia z materiałami wybuchowymi trafił w takie kręgi, gdzie niejeden chciałby się wkręcić. Mało tego – Allan nie tylko był świadkiem wydarzeń dwudziestego wieku, ale stał się całkiem bliskim znajomym ważnych polityków i decydentów. Miał do czynienia z takimi osobami jak prezydent Churchill, Truman, Kim Ir Sen, Mao Zedong czy Stalin. Nieźle, prawda?

Na początku miałam wątpliwości, czy spodoba mi się ta książka. Trochę mnie zniechęcił sam tytuł, bo nie przepadam za opisowymi tytułami typu Chłopiec, który spał pod pierzyną ze śniegu (H. Mankell) czy Kot, który... (L.J. Braun) – i tu już można dodać właściwie wszystko. Myślę, że prędzej by mnie zainteresowała pozycja o tytule Urodzinki stulatka, Gdzie jesteś, Allanie, Ciekawy przypadek Allana Karlssona czy nomen omen Karlsson z okna. :-) Kiedy zorientowałam się, że można się spodziewać sporej dawki czarnego humoru, moje obawy wzrosły, bo również nie gustuję w tego typu historiach. O ile ‘humor’ – jak najbardziej, o tyle ‘czarny’ – niekoniecznie. Jednak genialne dialogi i komiczne sytuacje sprawiły, że w trakcie czytania wielokrotnie wybuchałam śmiechem. Udało się Jonasowi Jonassonowi rozbawić mnie do łez. Polecam więc z czystym sumieniem.
*****************
Zachwycający cytacik:
- Cześć, Allan, Harry z tej strony.
- Jaki Harry? – spytał Allan.
- Truman, Allan. Harry S. Truman. Prezydent, na Boga!
- Aha, jak miło! Dziękuję za kolację, panie prezydencie...[str. 135-136]

  Moja ocena: 5/6

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.


niedziela, 22 stycznia 2012

Kwiaty na poddaszu – Virginia C. Andrews


Kwiaty na poddaszu
Virginia C. Andrews

Tytuł oryginału: Flowers in the Attic
Tłumaczenie: Bożena Wiercińska
Świat Książki
Warszawa 2011
380 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Nadzieję powinno się malować na żółto, kolorem słońca, które tak rzadko oglądaliśmy.
Ostatnie zdanie:
Ale dzieje naszego przetrwania to już zupełnie inna historia.
*****************
Miejsca akcji:
USA - Pensylwania, Gladstone
USA - Virginia, Charlottesville

*******************
Bohaterowie:
Chris, Cathy, Carrie, Cory Dollanganger, Corrine - matka, Christopher - ojciec, dziadek Malcolm, babcia
*******************
Kwiaty na poddaszu Virginii C. Andrews to poczytna powieść (czasem zaliczana do powieści grozy), pierwsza w serii o rodzeństwie Dollanganger, która właśnie doczekała się wznowionego wydania (Świat Książki, PREMIERA: 15 lutego 2012). W Stanach została po raz pierwszy opublikowana w 1979 roku i oprócz dużego sukcesu wzbudziła jednocześnie wiele kontrowersji ze względu na tematykę. Pewnie niejedna osoba będzie ciekawa, jakaż tematyka mogła tak poruszyć Amerykanów, że w niektórych środowiskach książka ta była zakazana? Z notki wydawcy na okładce dowiemy się tylko tyle, że jest to „wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości”. Nietrudno jednak wyczytać w Internecie, jakiego rodzaju zakazanej miłości dotyczy ta powieść. Poza tym pewnie wiele osób oglądało też film, który powstał na jej podstawie, więc nie zdradzę żadnej tajemnicy, jeśli napiszę, że chodzi o kazirodztwo.

Najciekawsze jest to, że w moim odczuciu ta tematyka niczego dobrego nie dodaje tej powieści i wydaje się zupełnie zbędna. We mnie fragmenty, które dotyczyły intymnych relacji między rodzeństwem Chrisem i Cathy wzbudziły jedynie odrazę. Jest tu tyle innych zagadnień, które można by „wyłowić” z nierealnych zdarzeń, które przytrafiają się bohaterom. Jest tam i żądza posiadania, i zakłamanie oraz wewnętrzna niespójność, i molestowanie, i przekraczanie granic wytrzymałości. Jest też nadzieja i marzenia, z których trudno zrezygnować.

Kwiaty na poddaszu będę wspominać jako doskonały przykład powieści wywołującej mocno paradoksalne uczucia. Na początku miałam ochotę odłożyć ją z powrotem na półkę głównie ze względu na język, jakim jest napisana. Narratorką opowieści jest Cathy, starsza siostra bliźniąt Carrie i Cory’ego i młodsza siostra Chrisa, która w momencie znaczącym dla całej historii, jest dwunastoletnią dziewczynką. Nie wiem, czy autorka specjalnie starała się upraszczać wypowiedzi dziewczynki, czy zawsze pisała takim językiem, bo jest to pierwsza książka Virginii C. Andrews, jaką czytałam. W każdym razie chwilę mi zajęło przyzwyczajenie się do tego ubóstwa językowego i niezręcznych wypowiedzi. I co ciekawe – o ile język powieści przeszkadzał, a o tyle bieg zdarzeń – choć chwilami dość przewidywalny – sprawiał, że trudno mi było książkę odłożyć. Może dlatego, że chodziło o dzieci, ich cierpienie, niesprawiedliwość, jakiej doświadczały? Mimo swej przewidywalności fabuła jest wciągająca i chciałoby się nie tylko jak najszybciej poznać losy czwórki bohaterów. A może tylko dowiedzieć, jak długo jeszcze będą zwlekać z podjęciem jedynej sensownej decyzji, o którą aż się prosi od samego początku i którą oczywiście na koniec podejmują...

Gdybym miała ocenić tę książkę, biorąc pod uwagę tylko pierwsze wrażenie, powiedziałabym, że jest schematyczna, kompletnie niewiarygodna, a chwilami odrażająca. Jednak mimo tych – wydawałoby się – zasadniczych braków, niesamowicie trzyma w napięciu. I na tym polega jej paradoks – chciałoby się odłożyć, a nie można. :-)
Jestem przekonana, że spodoba się czytelnikom, którzy lubią nieskomplikowane książki z dreszczykiem emocji.
*****************
 Moja ocena: 2/6
w tym jeden punkt za to napięcie,
a drugi za śliczną okładkę :-)

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.


środa, 18 stycznia 2012

Krawcowa z Madrytu – Maria Dueñas


Krawcowa z Madrytu
Maria Dueñas 

Tytuł oryginału: El tiempo entre costuras
Tłumaczenie: Dorota Elbanowska
Świat Książki
Warszawa 2011
598 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Mój los eksplodował za sprawą maszyny do pisania.
Ostatnie zdanie:
A może istnieliśmy, ale nikt nas nie zauważył, niewidocznych, lecz obecnych pod podszewką historii owych czasów, które upłynęły mi przy szyciu.
*****************
Miejsca akcji:
Hiszpania – Madryt
Maroko – Tanger, Tetuan
Portugalia – Lizbona

*******************
Bohaterowie:
Sira Quiroga, Dolores Quiroga, Ignacio Montes, Ramiro Arribas,  Rosalinda Fox, Juan Luis Beigbeder, Gonzalo Alavaro, Candelaria, Marcus Logan


*******************

Wróciłam właśnie z krótkiego wypadu do Pragi. Śmieszne, ale zabrałam tam ze sobą Krawcową z Madrytu. Lokalizacyjnie nie za bardzo to pasuje, ale wybrałam tę książkę na wyjazd ze względu na jej sporą objętość. Prawie sześćset stron miało być gwarancją zapewnienia sobie czytelniczej rozrywki nie tylko w drodze, ale i w trakcie wieczornego wypoczynku. I owszem – rozrywka była – i to niebylejaka. Debiut hiszpańskiej autorki Marii Dueñas okazał się niezwykle udany. Przymiotniki, jakimi mogę z czystym sumieniem opisać tę powieść, to: przemyślana, wciągająca, wzruszająca, niezwykła – krótko mówiąc – genialna. 

Tłem dla głównej akcji powieści są historyczne wydarzenia (poparte bogatą bibliografią, co nieczęsto zdarza się w powieściach), przedstawione w sposób bardzo rzeczowy i przystępny, idealnie wkomponowane w tekst, i mimo że nie jest ich mało, nie są w żaden sposób nużące czy niepotrzebne. Sposób, w jaki wszystko zostało poukładane, wydaje mi się bardzo przemyślany i uporządkowany. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna, córka krawcowej, wychowana jedynie przez matkę, od dziecka uczona ciężkiej pracy. Maria Dueñas uczyniła jednym z jej marokańskich przyjaciół Feliksa, który dzielił się z Sirą swoją wiedzą. Nie jest to zwyczajna powieść historyczna z wątkiem miłosnym. Najbardziej wartościowe wydało mi się ukazanie procesu przemiany bohaterki z naiwnej, nierozsądnej dziewczyny, która szła jak w ogień za pozorami miłości w kobietę pełną samozaparcia, zdecydowaną, odważną, ambitną, uparcie dążącą do wyznaczonego celu. Sira pracowała nad sobą, wymagała od siebie i była wobec siebie bardzo stanowcza, nie załamywała się i nie poddawała. Jej postawa wzbudziła mój podziw.

Książka podzielona jest na trzy części, które nazwałabym czasem naiwności, czasem goryczy i ciężkiej pracy krawieckiej, czasem pracy na rzecz ojczyzny. Rozdziały na ogół kończą się w taki sposób, że nie przerwanie czytania właściwie graniczy z cudem, bo to właśnie owe zakończenia rozbudzają i tak już mocno poruszoną ciekawość. Dla przykładu: "W tym czasie nastąpiły wydarzenia, które na zawsze zmieniły moje życie." [str. 344]

Oprócz tego bezpośrednia opowieść krawcowej (narracja w pierwszej osobie) sprawia, że czytelnikowi trudno się zdystansować i – chcąc nie chcąc – emocjonalnie uczestniczy w wydarzeniach i towarzyszy Sirze w jej zmaganiach z rzeczywistością. Miałam wrażenie, że tyle razem przeżyłyśmy...

Jeśli więc uznacie za interesujący „patchwork” złożony z zawiedzionej miłości, kłamstwa, zdrady, wojny, decydentów, od których zależały losy państw, akcje szpiegowskie, ale i z przyjaźni, świata mody, odwagi, gotowości do walki o dobro ojczyzny, to zapewniam, że nie pożałujecie.
*****************
 Moja ocena: 6/6

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.





sobota, 7 stycznia 2012

Opowieści z Wilżyńskiej Doliny - Anna Brzezińska


Opowieści z Wilżyńskiej Doliny
Anna Brzezińska
Agencja Wydawnicza RUNA
Warszawa 2011
374 strony
*****************
 Pierwsze zdanie:
Z Wilżyńskiej Doliny wszędzie było daleko.
Ostatnie zdanie:
I później nie widzieli jej więcej.
*****************
Ja wam to w tajemnicy po starej znajomości zwierzę, że książka owa umęczyła mnie przeokrutnie. Całej jej zmóc nie dałam rady, bom nie chciała czasu zmitrężyć. Ano, przycupnęłam, poczytać chciałam, ale z każdą stroną wykrzywiało mnie z niesmakiem, pojmujecie? Toć ja wam powiadam – ajuści żadna siła mnie nie zmusi, żeby czytanie dokończyć. Wedle tego, że książka owa i nagrodę zdobyła, i niejednemu czas umiliła, pewnie ludziska niektóre będą się dziwować. Może coś sobie uroiłam i źle rozprawiam, ale być to nie może, żebym takie niesmaczności polubiła. A że się starałam, to mam nadzieję, że zrozumienie dla mej niedoli znajdziecie. Pomiłujcież, proszę! 
*******************
Moja ocena: 
Nie oceniam, bo nie dokończyłam, 
a nie dokończyłam, bo mi zupełnie nie odpowiadał styl i tematyka.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.



Jak niczego nie rozpętałem - Harosław Jaszek


Jak niczego nie rozpętałem
Harosław Jaszek
Wydawnictwo IMG Partner
Warszawa 2010
146 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Samolot oderwał się od pasa startowego i stopniowo nabierał wysokości.
Ostatnie zdanie:
Nie było mnie tutaj.
*****************
Jak niczego nie rozpętałem to krótka książeczka ‘z charakterkiem’ czy może ‘z pazurkiem’... Harosław Jaszek, którego znam już z książki Jak niechcący spowodowałem upadek światowego koncernu, zebrał w niej wspomnienia z czasów służby w Ludowym Wojsku Polskim. Nie jest to jednak typowy zbiorek wspomnień, ale zbiorek śmiesznie ujętych wydarzeń oraz zabawnych dialogów, podkoloryzowanych przy pomocy mocno ironicznego, miejscami wręcz prześmiewczego, tonu. Generalnie odniosłam wrażenie, że celem książki nie są wspomnienia same w sobie. Nadrzędnym celem wydaje się chęć rozbawienia czytelnika, co w wielu miejscach udaje się autorowi.

Kiedy słyszę, że ktoś na ochotnika zgłosił się do wojska – i to jeszcze w czasach, kiedy na ogół każdy młody mężczyzna od wojska uciekał – przypominają mi się opowieści o tym, jak poszczególni znajomi wymigiwali się od przymusowej służby wojskowej i jakie wybiegi zastosowali. Popularna była postawa uciekania przed wojskiem, a tu mamy do czynienia z młodzieńcem, który z własnej i – w zasadzie póki co nieprzymuszonej – woli zgłasza się na służbę w wojsku. Zastanawiające... W wyniku różnych zdarzeń ląduje na służbie wojskowej w Syrii, niedaleko Damaszku. A tam czeka go spotkanie z jakże inną niż polska rzeczywistością...

W książce tej znajdziemy opisy wielu zabawnych sytuacji i dialogi, na jakie w polskiej rzeczywistości nie do końca mamy szansę trafić. Bezsens decyzji, sytuacji, ustaleń i wydarzeń dla osób, które nie zetknęły się z ówczesnymi realiami, mogą wydać się jakimś „matriksem” Niektóre sytuacje są naprawdę zabawne i wywołały u mnie wybuchy śmiechu.

Dla mnie najciekawsze były jednak wszelkie „zabawy językowe” i kulturowe ciekawostki, jak na przykład arabskie pojmowanie „jutra” czy targowanie się ze sprzedającymi.
Najbardziej rozśmieszył mnie jednak mój wniosek końcowy – otóż jest to książka, która po przetłumaczeniu na język obcy i przedstawiona innej społeczności czytelniczej niż polska, zupełnie nie znalazłaby zrozumienia. Trzeba znać polską rzeczywistość, żeby zrozumieć większość przedstawianych sytuacji.

Czy jako włóczykijka książka Harosława Jaszka powinna dalej podróżować? Sądzę, że tak. Niejednego czytelnika pewnie rozbawi i niejednemu pozwoli na zapoznanie się z tym, na jakie sytuacje jeszcze nie tak dawno temu można było trafić w wojsku.


*******************
Moja ocena: 4+/6

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.



środa, 4 stycznia 2012

Kalinka - Andrzej Lipiński


Kalinka
Andrzej Lipiński
Wydawnictwo Dobra Literatura
Słupsk 2011
236 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Pewnego dnia zasadziliśmy z żoną Roślinkę.
*****************
Z różnych powodów co jakiś czas sięgam po książki dotyczące ludzkiego cierpienia, chorób, śmierci... Nie każdy moment w życiu jest jednak na to odpowiedni. Muszę mieć pewność, że będę umiała się zdystansować i że zanadto nie poddam się emocjom. W związku z tym Kalinka naczekała się na półce.

Autorem historii miłości rodziców do chorej córeczki jest... No właśnie - kto? Los, Bóg, przypadek, 'popsuty' gen? Andrzej Lipiński, ojciec Kalinki, u której zdiagnozowano rdzeniowy zanik mięśni - chorobę, która zwykle nie pozwala żyć dłużej niż sześć lat, dzieli się w książce Kalinka swoimi wspomnieniami i trudnymi przeżyciami. Wieść o nieuleczalnej chorobie - zwłaszcza gdy dotyka ona niewinną, bezbronną istotę - od zawsze wywoływała krzyk duszy i pytanie „dlaczego?”.  Dramatyzm sytuacji wzrasta, gdy chodzi o własne dziecko; gdy nie jest to gdzieś, ale tutaj; gdy osobą, która staje w obliczu choroby nie jest ktoś, ale ktoś najbliższy. I gdy jest się bezsilnym wobec tego, co nieuniknione. Gdy wszelkie działania mające przywołać cud, okazują się walką z wiatrakami. A cud, w który się wierzyło, nie nadchodzi. ‘Cud’ w rozumieniu rodziców...

Momentem, który mnie wzruszył, było spojrzenie ojca w oczy Kalinki i uświadomienie  sobie, że świat córeczki jest dla niej „normalnym” światem, że ona jest uznawana za nieszczęśliwą przez tych, którzy wiodą „normalne” życie, że dla niej normalny świat to mama i tata, którzy są blisko i przy których Kalinka czuje się bezpiecznie.

Nie pokuszę się o to, aby próbować wytłumaczyć, czym jest ta książka, i co autor chciał przekazać. To, co czytelnik w niej odnajdzie, zależy również od jego własnych życiowych doświadczeń.

Ocena, którą wystawiam, to wyłącznie ocena za język, jakim napisana jest książka, opracowanie graficzne, ładne wydanie. Nie oceniam przeżyć, decyzji, postawy rodziców, bo to ocenie nie podlega. Wiem, że większość rodziców w podobnej sytuacji robi to samo – daje z siebie tyle, ile może. A Andrzej Lipiński i jego żona Barka dali Kalince bardzo, bardzo wiele. Na pewno mogą z czystym sumieniem powiedzieć sobie: „Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy”. A ja dodam, że nawet więcej.


*******************
Moja ocena: 5,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Dobra Literatura za egzemplarz recenzyjny.


wtorek, 3 stycznia 2012

Naga cytra - Shan Sa

Wkraczam w Nowy Rok z nadzieją, że Nowy Rok będzie równie obfity w czytelnicze doznania jak rok 2011 (przeczytałam 111 książek). Życzę tego wszystkim molom książkowym i sobie też. :-)

O ile grudzień jako tako sprzyjał czytaniu i książek i Waszych blogowych wpisów (ach, te długie zimowe...? wieczory!), o tyle z pisaniem było u mnie naprawdę marnie. W Nowy Rok wkroczyłam więc ze zobowiązaniami i zaległościami jeszcze z zeszłego roku. Przesądna nie jestem, ale mam poczucie, że czegoś nie dokończyłam. Przystępuję więc do dzieła, aby nadrobić zaległości.


Naga cytra
Shan Sa
Tytuł oryginału: La cithare nue
Tłumaczenie: Krystyna Sławińska
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2011
272 strony
*****************
 Pierwsze zdanie:
Wielkie, barbarzyńskie najazdy zaczęły się w III wieku.
Ostatnie zdanie:
Pisz dla nas!
*****************
Miejsca: 
Azja - Chiny
*****************

‘Szum gór’ czyli Shan Sa to imię, jakie przyjęła chińska pisarka i malarka Yan Ni-Ni, zamieniając swe pełne prostoty imię oznaczające ‘chińską dziewczynkę’. Przyznam, że w trakcie czytania Nagiej cytry stopniowo rosło moje zainteresowanie autorką.
Nieprawdopodobne wydawało mi się to, że Shan Sa w Nagiej cytrze jednocześnie pisze, maluje, gra, czym porusza wszystkie zmysły czytelnika. A przynajmniej moje. :-) Niesamowicie zaintrygowała mnie jej osoba. Dowiedziałam się, że Shan Sa mieszka w Paryżu, pisze po francusku, a jej książki były już kilkukrotnie nagradzane. W Polsce wydano już niektóre z nich, ale dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą autorką. Jestem pewna, że nie ostatnie.

Daleki Wschód, a dokładnie Chiny, tajemniczy tytuł z cytrą - niecodziennym instrumentem, piękna okładka – oto co sprawiło, że uznałam to zestawienie idealne dla mnie. W trakcie czytania trafność wyboru potwierdzała się strona po stronie. Ta niebanalna powieść trudnego do określenia gatunku przesycona jest poetyką, barwnym, obrazowym językiem, plastycznymi obrazkami stworzonymi ze słów, z subtelnością i delikatnością, jakich mało. Oprócz elementów fantastyki i magii Shan Sa wprowadza tło historyczne i kulturowe dawnych Chin oraz pokazuje bogactwo zwyczajów i tradycji. Tworzy ciekawą przeplatankę składającą się z dwóch opowieści, z których każda ma swojego głównego bohatera: jedna Młodą Matkę, druga lutnika Shen Fenga. Opowieści te są umiejscowione w czasie dzielącym je o około dwieście lat. 

Szczerze powiedziawszy, na początku trochę trudno mi było skoncentrować się na długich opisach i nadążać za zmieniającym się czasem akcji, bo bardziej chłonęłam piękno języka niż bieg wydarzeń. Teraz – kiedy patrzę na tę powieść jako całość - mogę śmiało stwierdzić, że jest niezwykła: przemyślana i bliska doskonałości. Nie będę streszczać tych historii, bo najciekawsze jest to, co je łączy - to coś niewypowiedzianego, magicznego, zmysłowego, nierealnego. Świetne jest również zakończenie - dawno żadna z przeczytanych książek tak mnie nie zaskoczyła.

Ujął mnie bardzo świat herbaty „z ziarenkami lotosu, o zapachu hortensji, palonego sezamu, pigwy, kwiatów wiśni” [str. 12], jedwabiu o nazwach „Spóźniony śnieg kwitnącej gruszy”, „Sen na kameliowym moście”, „Śpiew wilgi w zielonej mgle” czy „Leniwe orchidee” [str. 17]. Język, jakim pisana jest ta powieść, to czysta poezja. Dla przykładu:

‘Feng szeroko otwiera oczy, aż do bólu,  aby uchwycić te kojącą wizję. Gdzieś daleko odzywa się ptak. Długi samotny trel, wahający się pomiędzy radością a smutkiem. Biedronka pełznie mu po skroni. Unosi rękę, żeby ją złapać, i wtedy orientuje się, że to łza.’ [str. 218]
Cytra - symbol tego, co w życiu cenne – rodzinnych wspomnień , miłości, historii, tradycji, ale też tego co w życiu nieuchronne - bólu i samotności, przyciąga i czaruje. Dałam jej się zaczarować kompletnie. Wam proponuję to samo. 

A dla zainteresowanych linki do stron, na których można poczytać więcej o tej zdolnej autorce:

Strona autorki

Informacje na wp


*******************
Moja ocena: 5,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzyjny.