Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura chińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura chińska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2013

49/2013 Kraina wódki - Mo Yan

Tytuł oryginału: Jiu guo
Tłumaczenie: Katarzyna Kulpa
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2012
Seria Don Kichot i Sancho Pansa
496 stron
Literatura chińska

Na ogół nie piszę o książkach, których nie skończyłam czytać, ale stwierdziłam, że warto napisać parę słów ku przestrodze.

Mo Yan, czyli Guan Moye, to noblista z 2012 roku. Chciałam być na bieżąco... Kiedy na bibliotecznej półce dostrzegłam nazwisko „Mo Yan”, nie odstraszył mnie nawet tytuł Kraina wódki. Ponadto, książka idealnie pasowała do majowej Trójki e-pik jako powieść nagrodzonego autora. Odrzuciło mnie jednak już po kilkunastu stronach, ale dotrwałam do czterdziestej. To, co przeczytałam, wydało mi się odrażające, absurdalne, bezsensowne. Przejrzałam jeszcze jednym okiem dalszą część książki, ale stwierdziłam , że nie ma sobie co zaprzątać nią głowy, bo nie zanosi się na nic wartościowego. Nawet mi się nie chce wymieniać obrzydliwości zaserwowanych przez chińskiego pisarza, aby pokazać, co mnie tak zniesmaczyło. Nie byłam w stanie doszukać się tam ani współczesnych Chin, ani realizmu magicznego – czyli tego, pod co podciąga się tę książkę. Dla mnie to przykład klasycznego bełkotu, zapis tego, co – jak sobie wyobrażam – może przyjść do głowy w stanie mocnego upojenia i zamroczenia umysłu.

Zdecydowanie odradzam lekturę, chyba że jesteście miłośnikami turpizmu...

wtorek, 2 kwietnia 2013

32/2013 Na Złotej Górze - Lisa See

Tytuł oryginału: On Gold Mountain
Tłumaczenie: Dorota Kozińska
Świat Książki
Warszawa 2012 
528 stron
Literatura amerykańska, literatura chińska
Gatunek: opowieść autobiograficzna 
To już moje czwarte spotkanie z  Lisą See, czytałam wcześniej Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz, Dziewczęta z Szanghaju i Marzenia Joy. Wszystkie trzy książki bardzo mi się podobały, więc uznałam, że sięgnięcie po debiutancki utwór amerykańskiej autorki chińskiego pochodzenia będzie doskonałym uzupełnieniem obrazu Chin, jaki udało mi się wyobrazić sobie właśnie dzięki Lisie See. Tymczasem - niespodzianka. Mogłam się co prawda spodziewać już po tytule, że oparta na faktach księga rodziny See Na Złotej Górze będzie raczej obrazem Ameryki w chińskim wydaniu, a nie, jak sądziłam, opowieścią zarówno o Chinach, jak i o Ameryce. Zdecydowanie jednak jest to opowieść o Ameryce widzianej oczami chińskich imigrantów, których los rzucił na Złotą Górę już w dziewiętnastym wieku. Lisa See postanowiła ocalić od zapomnienia historię swoich przodków, ich opowieści i wspomnienia. Napisanie tej biografii zajęło jej pięć lat i widać, że niemało się przy tym natrudziła, korzystając z licznych źródeł i konsultując z wieloma członkami bliższej i dalszej rodziny. 

Dzięki bardzo wnikliwemu podejściu obraz rzeczywistości stworzony przez Lisę See jest niezwykle bogaty i pełen szczegółów. Czasem miałam nawet wrażenie, że wspomnienia te są zbyt szczegółowe, co nie znaczy, że książka mnie jakoś specjalnie nudziła. Losy tej rodziny są na tyle niesamowite, że czytając, miałam wrażenie, że czytam nie biografię rodu, ale powieść pełną przygód. Spojrzenie na Amerykę z innej niż zwykle perspektywy, mianowicie z perspektywy ludzi dyskryminowanych ze względu na pochodzenie, obala mit o amerykańskiej „krainie szczęśliwości”. Ci, którym przyszło tam żyć, doznali wielu trudności i upokorzeń. To dzięki wytrwałości i determinacji przodków kolejne pokolenia żyją w innej rzeczywistości. Warto pamiętać o tych, którym to zawdzięczają. I po to jest ta książka.


Choć drzewo genealogiczne rodziny See jest mocno rozgałęzione i czasem ciężko się połapać, kto jest kim, i w jakim celu wspomniani są niektórzy członkowie rodziny, warto się zagłębić w opowieść rozpoczynającą się w 1871 roku, a trwającą do końca XX wieku, dzięki której zostały przybliżone zachodzące przez wiele lat zmiany polityczne i społeczne w Stanach Zjednoczonych. Polecam.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Świat Książki - dziękuję.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania osobistego - lista nr 3:  Posmakowałam, chcę więcej...
oraz
wyzwania Booktrotter : marzec/literatura chińska



wtorek, 3 stycznia 2012

Naga cytra - Shan Sa

Wkraczam w Nowy Rok z nadzieją, że Nowy Rok będzie równie obfity w czytelnicze doznania jak rok 2011 (przeczytałam 111 książek). Życzę tego wszystkim molom książkowym i sobie też. :-)

O ile grudzień jako tako sprzyjał czytaniu i książek i Waszych blogowych wpisów (ach, te długie zimowe...? wieczory!), o tyle z pisaniem było u mnie naprawdę marnie. W Nowy Rok wkroczyłam więc ze zobowiązaniami i zaległościami jeszcze z zeszłego roku. Przesądna nie jestem, ale mam poczucie, że czegoś nie dokończyłam. Przystępuję więc do dzieła, aby nadrobić zaległości.


Naga cytra
Shan Sa
Tytuł oryginału: La cithare nue
Tłumaczenie: Krystyna Sławińska
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2011
272 strony
*****************
 Pierwsze zdanie:
Wielkie, barbarzyńskie najazdy zaczęły się w III wieku.
Ostatnie zdanie:
Pisz dla nas!
*****************
Miejsca: 
Azja - Chiny
*****************

‘Szum gór’ czyli Shan Sa to imię, jakie przyjęła chińska pisarka i malarka Yan Ni-Ni, zamieniając swe pełne prostoty imię oznaczające ‘chińską dziewczynkę’. Przyznam, że w trakcie czytania Nagiej cytry stopniowo rosło moje zainteresowanie autorką.
Nieprawdopodobne wydawało mi się to, że Shan Sa w Nagiej cytrze jednocześnie pisze, maluje, gra, czym porusza wszystkie zmysły czytelnika. A przynajmniej moje. :-) Niesamowicie zaintrygowała mnie jej osoba. Dowiedziałam się, że Shan Sa mieszka w Paryżu, pisze po francusku, a jej książki były już kilkukrotnie nagradzane. W Polsce wydano już niektóre z nich, ale dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą autorką. Jestem pewna, że nie ostatnie.

Daleki Wschód, a dokładnie Chiny, tajemniczy tytuł z cytrą - niecodziennym instrumentem, piękna okładka – oto co sprawiło, że uznałam to zestawienie idealne dla mnie. W trakcie czytania trafność wyboru potwierdzała się strona po stronie. Ta niebanalna powieść trudnego do określenia gatunku przesycona jest poetyką, barwnym, obrazowym językiem, plastycznymi obrazkami stworzonymi ze słów, z subtelnością i delikatnością, jakich mało. Oprócz elementów fantastyki i magii Shan Sa wprowadza tło historyczne i kulturowe dawnych Chin oraz pokazuje bogactwo zwyczajów i tradycji. Tworzy ciekawą przeplatankę składającą się z dwóch opowieści, z których każda ma swojego głównego bohatera: jedna Młodą Matkę, druga lutnika Shen Fenga. Opowieści te są umiejscowione w czasie dzielącym je o około dwieście lat. 

Szczerze powiedziawszy, na początku trochę trudno mi było skoncentrować się na długich opisach i nadążać za zmieniającym się czasem akcji, bo bardziej chłonęłam piękno języka niż bieg wydarzeń. Teraz – kiedy patrzę na tę powieść jako całość - mogę śmiało stwierdzić, że jest niezwykła: przemyślana i bliska doskonałości. Nie będę streszczać tych historii, bo najciekawsze jest to, co je łączy - to coś niewypowiedzianego, magicznego, zmysłowego, nierealnego. Świetne jest również zakończenie - dawno żadna z przeczytanych książek tak mnie nie zaskoczyła.

Ujął mnie bardzo świat herbaty „z ziarenkami lotosu, o zapachu hortensji, palonego sezamu, pigwy, kwiatów wiśni” [str. 12], jedwabiu o nazwach „Spóźniony śnieg kwitnącej gruszy”, „Sen na kameliowym moście”, „Śpiew wilgi w zielonej mgle” czy „Leniwe orchidee” [str. 17]. Język, jakim pisana jest ta powieść, to czysta poezja. Dla przykładu:

‘Feng szeroko otwiera oczy, aż do bólu,  aby uchwycić te kojącą wizję. Gdzieś daleko odzywa się ptak. Długi samotny trel, wahający się pomiędzy radością a smutkiem. Biedronka pełznie mu po skroni. Unosi rękę, żeby ją złapać, i wtedy orientuje się, że to łza.’ [str. 218]
Cytra - symbol tego, co w życiu cenne – rodzinnych wspomnień , miłości, historii, tradycji, ale też tego co w życiu nieuchronne - bólu i samotności, przyciąga i czaruje. Dałam jej się zaczarować kompletnie. Wam proponuję to samo. 

A dla zainteresowanych linki do stron, na których można poczytać więcej o tej zdolnej autorce:

Strona autorki

Informacje na wp


*******************
Moja ocena: 5,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzyjny.

środa, 23 lutego 2011

Papierowy motyl - Diane Wei Liang

Tytuł oryginału: Paper Butterfly
Tłumaczenie: Ewa Wierzbicka
Wydawnictwo: Philip Wilson
Rok wydania: 2008
ISBN: 978-83-60697-26-9
Ilość stron: 296

Książkę tę przeczytałam w ramach wyzwania Papierowy zwierzyniec.
********************

Bohaterowie: detektyw Mei Wang,  potentat pan Peng, zaginiona dziewczyna Kaili Kang, Lin, Manyu, Dziadek Wu, Gupin, Gliniarz Chen, Wielki Papa Liu, Mały Kwiat

Główne miejsce akcji: Pekin

*********************
Serię o detektyw Mei Wang współczesna chińska autorka Diane Wei Liang rozpoczęła powieścią Oko jadeitu, a Papierowy motyl to druga z kolei powieść.

Fabuła sugeruje, że można zaliczyć tę książkę do kryminału - znika znana młoda piosenkarka Kaili, a  detektyw Mei zostaje wynajęta przez bogatego pana Penga i jej zadaniem jest odnalezienie Kaili. Jest  zbrodnia, jest śledztwo, są detektywi, ale nie ma poczucia, że czyta się klasyczny kryminał. Mam wrażenie, że zbrodnia nie jest tu najważniejszym elementem. Posłużyła raczej jako przyczyna wędrówki detektyw Mei Wang po Pekinie; wędrówki nie tylko po miejscach, które warte są pokazania, bo są piękne i ekskluzywne, lecz także po starych, zaniedbanych hutongach. Pokazane są nie tylko współczesne Chiny, ale również Chiny z czasów demonstracji, które miały miejsce na placu Tiananmen w 1989 roku i w których autorka brała udział. Zostały więc 'przemycone' wydarzenia historyczne oraz chińskie zwyczaje i tradycje. Są więc nie tylko hutongi, ale również muzyka erhu, wino ryżowe, gry - go i mahjong, herbata Ulung - Mnich lub Biała Małpa, lampiony - czerwone lub białe oraz ciekawe nazwy - Wieża Bębnów, restauracja Pawilon Wschodniego Wiatru, dokument Deklaracja o Czystości Ducha, Rzeka Bystrego Konia, a sama detektyw Wang swoją działalność - nielegalną w komunistycznych Chinach - kamufluje pod nazwą Agencja Konsultacyjna Kwiat Lotosu.

Książka raczej nie zadowoli miłośników wartkiej akcji i sprawnego śledztwa, natomiast czytelnicy zainteresowani kulturą Wschodu i ludźmi, którzy tam żyją, powinni przeczytać książkę z zainteresowaniem.

Moja ocena: 5/6

**************
Tytułowy papierowy motyl jest tajemniczym elementem, który okaże się spoiwem łączącym przeszłość z teraźniejszością. Dziś powiedzielibyśmy, że to motyl zrobiony techniką origami. Wszystko się zgadza, bo origami to sztuka składania przedmiotów z papieru, która stanowiła starożytną chińską tradycję. Papierowe figurki - nie tylko motyli - wykorzystywano w obrzędach pogrzebowych. Składano je do grobu wraz z ciałem zmarłego albo palono wraz ze zmarłymi.

Link do galerii Nancy Newman

(Papierowy motyl) Wykonany był z białego ryżowego papieru, tak delikatnego, że niemal przezroczystego. Miał skrzydła uformowane na cienkich jak włos bambusowych ramkach i pomalowane na nich złote żyłki.
- opis papierowego motyla z powieści Diane Wei Liang - 


The butterfly counts not months but moments, and has time enough. 
Motyl nie liczy miesięcy, lecz chwile, i zawsze ma wystarczająco dużo czasu.
- Rabindranath Tagore -