Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sol. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 lutego 2013

13/2013 Dziewczyna z aniołem - Agnieszka Krawczyk

Wydawnictwo Sol
Seria z kilerem
Warszawa 2012
284 strony
Literatura polska
Gatunek: kryminał

Agnieszka Krawczyk po raz drugi. Pierwsze było Magiczne miejsce przeczytane dzięki Włóczykijce. Książka wypadła całkiem pozytywnie, więc skusiłam się na kolejną książkę tej autorki Dziewczyna z aniołem. Magia tytułu zrobiła swoje. ;-)

Jest to powieść kryminalna wydana w serii „Z kilerem” przez wydawnictwo Sol o morderstwie i śledztwie z przeszłości, a dokładnie z końca lat pięćdziesiątych XX wieku, czyli mrocznych czasów, kiedy ‘ściany miały uszy’ i lepiej było nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić... A już na pewno nie prowadzić śledztwo we własnym zakresie. Tymczasem kolega Iwony, Filip Dobrowolski, wplątuje się jednak w prywatne dochodzenie prawdy. No bo to śmierć dziwna, zastanawiająca, tajemnicza... Dla znajomych ugodzonej nożem Iwony Horn, pełnej życia siedemnastolatki, niedorzeczna i niewytłumaczalna. Śledztwo się rozkręca, pojawia się wiele wątków, wielu bohaterów, wiele niewiadomych.


Muszę przyznać, że autorce udało się stworzyć specyficzny nastrój Krakowa i oddać niepewną atmosferę tamtych czasów. Tamtejsza rzeczywistość wydaje się bardzo realna. Nie jest to banalny kryminał napisany „na kolanie” – widać ogrom pracy i rzetelne przygotowanie autorki, tym bardziej że wątek kryminalny powstał na bazie autentycznych wydarzeń z tamtych czasów. Jednakże praca i rzetelność autora to jedno, a produkt końcowy to drugie. Zagłębiając się w wydarzenia, miałam wrażenie, że przez spory kawał powieści wydarzenia mnożą się i mnożą, ale w sumie wnoszą niewiele; że jakoś się to wszystko kręci, ale w sumie bardziej zapętla niż odkręca. A zakończenie rozczarowuje. Mnie rozczarowało totalnie. 


Generalnie miałam wrażenie, że czegoś zabrakło, jakiegoś końcowego szlifu, poukładania. Część wątków wydała się wpleciona tylko po to, żeby zaciemnić obraz. No, niby w sumie jak na kryminał przystało, tyle że tu jakoś tak na siłę. No i tego anioła mi było mało... Wątek z Brygadą Światła i Mroku nieźle się zapowiadał... Leon mnie zaintrygował... I co z tego? Pourywane to wszystko. Ambitne podejście, ale książka średnia.


Bardzo dziękuję wydawnictwu Sol za egzemplarz recenzencki.
 

wtorek, 4 września 2012

Miłość, szkielet i spaghetti – Marta Obuch

Wydawnictwo Sol
Premiera: lipiec 2012
234 strony
Literatura polska
Gatunek: komedia kryminalna


AUTOR: Marta Obuch

O autorce można przeczytać na stronie Wydawnictwa Sol - KLIK.

Oficjalna strona autorki - KLIK
Strona autorki n FB - KLIK

Inne książki autorki
:
Precz z brunetami! (2007)
Odrobina fałszerstwa (2008)
Diabelska ewolucja (2009)


MIEJSCE akcji:
Częstochowa

CZAS akcji:
czasy współczesne

BOHATEROWIE:
Dorota, Ewelina, Julianna, Aldente, komisarz Niecko, Cezary Trębacz

TEMATYKA:
Tematyka kryminalno-romantyczna, a nawet z lekka kulinarna ;-)


MOJE ODCZUCIA:
Z czym Wam się kojarzy Jasna Góra? Pewnie nie ze spadającymi z klasztornej wieży trupami. I pewnie wcale nie z wykopaliskami czy podziemnymi tunelami. A już na pewno nie z mafią, zwłaszcza włoską. ;-)

Akcja powieści Marty Obuch Miłość, szkielet i spaghetti rozgrywa się w Częstochowie. Mimo że wśród bohaterów są między innymi zakonnicy, nie spodziewajcie się zadumy czy rozmodlenia. Książka jest pełna zwariowanych wydarzeń i zakręconych bohaterów, całego mnóstwa śmiesznych dialogów i ciętych ripost. Na wielu blogach czytałam już recenzje tej powieści i wiem, że wiele, czasem nawet zbyt wiele, zostało już powiedziane o przebiegu wydarzeń. Nie będę się więc powtarzać. Wspomnę jedynie, że przedziwne zdarzenia losowe, w które zostają wplątane trzy siostry – Dorota, Ewelina i Julianna – mają ze sobą pewien związek. A jaki? Jeśli macie ochotę, sprawdźcie sami.


Szemrane towarzystwo w postaci włoskiego mafioso z kumplami, porwanie lub kradzież tudzież zaginięcie  kościotrupa, kucharka, która nie potrafi gotować, archeolog i spółka, zakonnicy plus dwie zabawne paniusie próbujące pokazać, że racja jest po stronie każdej z nich – oto towarzystwo, na jakie traficie w tej kryminalnej opowiastce. I niby pomieszanie z poplątaniem, a świat jak zwykle okazuje się bardzo mały. ;-)


Bardzo ogólnie rzecz ujmując, niczego tej książce nie brakuje. Nie można autorce odmówić inteligentnego humoru i trafności spostrzeżeń oraz zręcznie wplecionej ironii. Jednak na książkę tego typu trzeba mieć nastrój... Ja chyba nie miałam, bo książka niespecjalnie przypadła mi do gustu. Nie wiem, czy to przez to, że czytałam ją w niesprzyjających warunkach, kiedy ciągle coś odrywało mnie od czytania, czy może nadmiar wszelkiego rodzaju niedociągnięć redaktorskich i korektorskich. Owszem, czytając niektóre dialogi, pękałam ze śmiechu, ale moje ogólne wrażenie jest średnie.


POLECAM:
- miłośnikom zwariowanych, nieprawdopodobnych historii i szalonych bohaterów,
- miłośnikom kryminałów zawierających dużą dawką humoru.


Krótko mówiąc:
śmiesznie, z mocnym zakręceniem, optymistycznie



Bardzo dziękuję Wydawnictwu Sol za egzemplarz recenzyjny.



środa, 1 sierpnia 2012

Magiczne miejsce – Agnieszka Krawczyk

Wydawnictwo SOL
Wydano w czerwcu 2010
286 stron
Literatura polska
Gatunek: literatura popularna, romantyczno-przygodowa

AUTOR: Agnieszka Krawczyk
O autorce można poczytać na oficjalnej stronie, czyli TUTAJ.

Inne książki:
Napisz na priv
Morderstwo niedoskonałe
Dziewczyna z aniołem - ukaże się za parę dni :-)

MIEJSCE akcji: wioska Ida
CZAS akcji: czasy współczesne

BOHATEROWIE:
Witold Mossakowski, Mila Bielak, Tekla Tyczyńska

TEMATYKA:
ucieczka od zgiełku świata; poszukiwanie swojego miejsca na ziemi; poszukiwanie skarbu ;-)

PRZESŁANIE:
Pozory mylą.

MOJE ODCZUCIA:
Był taki moment, kiedy na wielu blogach pojawiły się recenzje książki Morderstwo niedoskonałe autorstwa Agnieszki Krawczyk. Na ogół były to opinie bardzo pozytywne. Co zabawne – mam znajomą, która nazywa się tak samo, więc tym bardziej mnie kusiło, aby sprawdzić tę książkę. Nie miałam jednak okazji, aby zapoznać się ze stylem Agnieszki Krawczyk, aż do momentu, gdy parę dni temu zawitała do mnie wakacyjna włóczykijka. I choć nie było to Morderstwo niedoskonałe, to i tak jej przybycie sprawiło mi jak zwykle wielką przyjemność.

W pierwszej kolejności skomentuję okładkę, ponieważ nie spotkałam lepszego przykładu na potwierdzenie przysłowia „Nie szata zdobi człowieka”, co w odniesieniu do książki w wolnej interpretacji może brzmieć: „Nie okładka świadczy o jakości książki”, czyli jeśli ktoś woli „Nie oceniaj książki po okładce”. Magiczne miejsce potwierdza to w każdym calu. Mężczyzna z okładki −niestety −przywiódł mi na myśl pewnego popularnego (również niestety!) kawalera wykrzykującego swoje racje w TVN. Mam na tego pana alergię, więc samo podobieństwo już mnie odstręczyło od tej książki i wyłącznie głęboka niechęć  i przerażenie, że będę musiała patrzeć na jego podobiznę, sprawiło, że zaczęłam czytać tę powieść od razu. Dziwna motywacja – wiem ;-)

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy od pierwszego rozdziału okazało się, że książka jest świetna – inteligentne żarty, świetna polszczyzna, zabawa słowem, czyli to, co uwielbiam. A im dalej, tym było lepiej. Doszedł wątek przygodowy (poszukiwanie wraku statku) i delikatny wątek miłosny. Mimo sugerowanego odstraszającego schematu „ucieczka na odludzie-dom z duszą-remont-pensjonat” to tak naprawdę nie ma tu zbyt wiele na ten temat. Dzieje się to gdzieś w tle i nie przytłacza, nie jest to wątek najważniejszy. Autorka koncentruje się na tym, aby pokazać dobro, które tkwi w ludziach i podkreśla, jak trudno odgadnąć, co skrywa wnętrze każdego człowieka. Może więc – biorąc pod uwagę również tę nietrafioną okładkę – głównym przesłaniem książki jest to, że pozory mylą? Witold – facet na wysokim stanowisku nie okazuje się nadętym ważniakiem, ale całkiem sympatycznym człowiekiem; Mila, pani sołtys, którą z pozoru wszyscy w wiosce znają, zaskakuje na każdym kroku; arystokratka Tekla, która z racji swojego zaawansowanego wieku nie wygląda na osobę, która mogłaby czymś zaskoczyć, ma dość osobliwe i zaskakujące hobby. I jeszcze na dodatek niesamowita liczba odnośników do literatury, filmów i nie tylko – to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Chciałabym w rzeczywistości trafić na takie magiczne miejsce. :-)

Powieść ta nie ma nic wspólnego z opowieścią typu „ona go kocha, a on jej nie, a właściwie tak, ale ona  ma innego, a on właściwie też, i nie wiedzą, co teraz będzie...” , czyli nuda i banał w jednym. W Magicznym miejscu ani śladu nudy, ani śladu banału. Agnieszka Krawczyk trafia więc na listę polskich autorów, których twórczość na pewno chcę dalej poznawać. Niech sobie dalej włóczykijkuje i niesie optymizm.

POLECAM:
- jako doskonałą książkę na lato
- tym, którzy szukają czegoś na poprawienie humoru

Krótko mówiąc:
lektura wakacyjna z wyższej półki; w kategorii literatury popularnej wypada celująco

Książkę przeczytała w ramach akcji Włóczykijka. Bardzo dziękuję :-) 

wtorek, 10 lipca 2012

Kręgi albo kolejność zdarzeń - Jan Antoni Homa

Wydawnictwo SOL
Wydana w 2010
366 stron
Literatura polska
Akcja Włóczykijka
Gatunek: trudno powiedzieć – swego rodzaju układanka z różnych gatunków powieści: filozoficznej, psychologicznej, fantastycznej, obyczajowej, symbolicznej

AUTOR: Jan Antoni Homa
Ciekawa historia - autor jest profesjonalnym muzykiem, skrzypkiem udzielającym się w wielu "formacjach kameralnych i symfonicznych w kraju i za granicą" [sformułowanie z okładki]. Niesamowite, że mając w ręku narzędzie umożliwiające wyrażenie siebie i swoich przekonań poprzez muzykę, sięga również po przysłowiowe pióro. I dobrze, że sięga :-)
Blog autora

Inne książki tego autora:
Altowiolista
Ostatni koncert

Nie mogłam się powstrzymać od zaprezentowania niezwykle spójnych okładek:

Główne MIEJSCE akcji:
Zabijany Krochmalne, tajemnicze Białe Bagna

CZAS akcji:
czasy współczesne

BOHATEROWIE:
nauczyciel polskiego Marcin, dyrektorka szkoły Aneta, właścicielka stadniny Aurelia, dziennikarz Rafał, uczeń Kuba, gospodyni Genowefa, Indianka Nuttah, matematyk Zenobiusz

TEMATYKA:
życie i jego złożona natura; zamyślenie nad wartością życia; kolejność zdarzeń czyli porządek życiowych zjawisk; co decyduje o tym, jacy jesteśmy

PRZESŁANIE:
wołanie o szacunek dla wszelkiego istnienia

CYTATY:
Słyszymy nie tylko uszami, widzimy nie tylko oczami, a czujemy nie wyłącznie dotykiem. [str. 346]
Wiemy za dużo rzeczy niepotrzebnych, a na rzeczywiście istotne brakuje nam czasu i miejsca ... Wmawia się nam, że bycie poinformowanym jest naszym obowiązkiem. A to nieprawda; jest co najwyżej wyborem. [str. 153]
Według indiańskiej legendy dusze zabitych zwierząt nie opuszczają ziemi, dopóki nie upamiętnią się na niej w postaci czerwonych kwiatów. [str. 325]

MOJE ODCZUCIA:
- Książkę wyróżnia nieskazitelny język pełen poetyckich sformułowań i wrażliwości; delikatna symbolika elementów fantastycznych, magicznych; kompozycja pewnego rodzaju złotych myśli; głęboka zaduma nad rzeczywistością; nieodzowne oddziaływanie ludzi na siebie nawzajem; nieprzypadkowość.
- Powieść tę czytało mi się bardzo powoli, bo nie sposób w jednej chwili wchłonąć tego, co przeżywają bohaterowie, zrozumieć ich niepokoje i emocje i zrozumieć sens fantastyczno-metafizycznych wstawek. Nie zawsze byłam gotowa, aby przeobrazić się w zadumanego i uważnego czytelnika, więc przetrzymałam tę książkę-włóczykijkę ponad termin, za co przepraszam bardzo współuczestników tej akcji.
- Książka ta jest niezwykle wartościowa i myślę, że warto poświęcić czas jej i sobie samemu :-)

POLECAM:
- wielbicielom książek niosących przesłanie, oryginalnych, trudniejszych;
- szukającym zamyślenia nad książką, nad życiem, nad sobą;
- gustującym w umiarkowanych eksperymentach literackich.

Krótko mówiąc:
mądrze, nieszablonowo, metafizycznie, symbolicznie

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.

wtorek, 22 maja 2012

Panny roztropne - Magdalena Witkiewicz


Wydawnictwo SOL
Grójec 2010
254 strony
****************
 Na tegoroczne wakacje, które mam już za sobą, pojechała ze mną między innymi książka Magdaleny Witkiewicz Panny roztropne, która ‘przywłóczykijkowała’ do mnie na dzień przed wyjazdem. Dobrze, że trafiła na czas relaksu, bo w innych warunkach pewnie byłoby mi trudno odebrać ją pozytywnie, gdyż jest to typowa książka wakacyjna. W warunkach „leżak, trawka, słońce, ciepełko i ogólny luzik” przeczytałam ją bez mrugnięcia okiem i nawet trochę się pośmiałam.  Jednak zanim wróciłam z wakacji, nie pamiętałam zbyt wiele, bo książka niczym szczególnym się nie wyróżnia – jest przewidywalna i mało oryginalna. Drażniły mnie „ksywki” bohaterek – Milaczka i Bachora czyli nieco szurniętej Mileny i z lekka przemądrzałej Zuzy. Jedyną osobą spośród bohaterów, na którą ewentualnie chciałabym się natknąć w rzeczywistości to Zofia Kruk, wiecznie młoda sześćdziesięciolatka, której nie brakuje ani werwy, ani humoru. Pomieszanie z poplątaniem oraz domieszka absurdu sprawiają, że można się pośmiać. Nie ma jednak co liczyć na to, że coś mądrego w tej powieści znajdziemy, mimo że tytuł sugeruje więcej niż książka oferuje – ot, chwila relaksu z książką. I tyle.

Myślę, że książka może sobie dalej krążyć, bo jak na „literaturę leżaczkową” to jest w porządkujęzyk prosty, ale poprawny, zabawne sytuacje, miłosne zawirowania, rozmaite postacie. Jest też czarny charakter oraz pies czyli wszelka poprawność zachowana. Na pewno znajdzie wiele zwolenniczek, które potrafią ją docenić, i pewnie poprawi humor niejednej czytelniczce (na czytelników nie liczyłabym). I choć do moich ulubionych książek na pewno nie trafi, cieszę się, że ją przeczytałam, bo dobrze było poznać kolejną polską autorkę.


Krótko mówiąc:
przewidywalna, niewyróżniająca się, ale poprawna i miejscami zabawna

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka. Bardzo dziękuję :-)


sobota, 5 listopada 2011

Rzeka zimna - Magdalena Kawka


Rzeka zimna
Magdalena Kawka

Wydawnictwo Sol
Warszawa 2011
318 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
Za każdym razem, kiedy wstaję od komputera, ogarnia mnie uczucie, że to już koniec.
Ostatnie zdanie:
Albo przeżyć życie jeszcze raz.
******************
Miejsce akcji:
Polska - Pomorze - Grzmoty
Francja -Paryż
******************
Od paru dni zbierałam się do napisania recenzji książki Magdaleny Kawki „Rzeka zimna”, choć przeczytałam ją półtora tygodnia temu, a to dlatego, że chciałam starannie przemyśleć, jak napisać tę recenzję, żeby nie zepsuć osobom, które ją przeczytają, przyjemności samodzielnego odgadywania tajemnic skrywanych przez mieszkańców miejscowości Grzmoty, niedaleko Szczecina. Kilkukrotnie trafiłam już na recenzje tej książki, które są spoilerami. Utwierdziłam się w przekonaniu, że trzeba naprawdę bardzo uważać, co się pisze, jeśli nie chce się odbierać przyjemności czytania innym – niezależnie od tego, czy wyraża się opinię pozytywną, czy negatywną. A w przypadku powieści Magdaleny Kawki „Rzeka zimna” wcale nietrudno tę przyjemność zepsuć. Cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę, zanim dowiedziałam się szczegółów, bo pewnie nie byłoby już aż takiej frajdy w trakcie czytania i samodzielnego odgadywania, o co chodzi. A jest co odgadywać :-)

Akcja powieści jest poprowadzona bardzo umiejętnie – informacje prowadzące bohaterów (oraz czytelników!) ku rozwikłaniu tajemnicy zniknięcia znanej pisarki Małgorzaty Zawistowskiej dawkowane są stopniowo. Autorka zostawia czytelnikowi naprawdę sporo miejsca na domysły i samodzielne „kombinowanie”, jak na świetny kryminał przystało. Kryminał, ale nie w czystej formie, gdyż równie ważny jest tu wątek społeczno-obyczajowy, a właściwie kilka wątków, z którymi Magdalena Kawka poradziła sobie doskonale, pokazując wagę każdego z nich dla stworzenia logicznej i spójnej całości.
W małomiasteczkowej atmosferze, gdzie wieści rozchodzą się z prędkością światła, córka Małgorzaty – Tamara – z pomocą Weroniki, przyjaciółki swej matki, próbuje odnaleźć przyczynę tajemniczego zniknięcia Małgorzaty. Idąc krok po kroku jej śladem, trafiają na tajemnice większego kalibru… Czy kobietom uda się odkryć powód zniknięcia pisarki? Czy są jeszcze szanse na to, aby zapobiec nieszczęściom?

„Rzeka zimna” – bardzo mi się spodobał ten wielowymiarowy tytuł, który pasuje do całej opisanej sytuacji zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Miejscowość Grzmoty położona jest nad niewielką rzeką Regą, w Grzmotach zaś cała rzeka wydarzeń, rzeka kłamstw, rzeka nieuczciwości. I do tego wszechobecne zimno. Akcja rozgrywa się zimą, która mocno daje się we znaki mieszkańcom. Jest też szklanka z zimną, niedopitą herbatą; zmarznięty, głodny kotek; na śniegu tajemnicze ślady – być może ducha myśliwego i jego psa; zmarznięta nastolatka znaleziona na skraju lasu… I mniej dosłowne, ale w zasadzie najważniejsze – trudne, z pozoru zimne, relacje matki i córki. Są też zimne relacje w małżeństwie i francuskiej rodzinie Tamary. Jest też zimna nieufność, sprawiająca, że do końca nie wiadomo, kto jest bohaterem pozytywnym, a komu nie należy ufać. A morderstwo z zimną krwią? 

„Rzekę zimna” czyta się z wypiekami na twarzy. Gorąco polecam.
*******************
Moja ocena: 5+/6
Dziękuję bardzo Wydawnictwu Sol za egzemplarz recenzyjny.



niedziela, 23 października 2011

Okno z widokiem – Magdalena Kordel


Okno z widokiem
Magdalena Kordel
Wydawnictwo Sol
Warszawa 2011
302 strony

*****************
Pierwsze zdanie:
Właściwie nie powinno mnie dziwić, że kiedy życie mi dopiekło, z miejsca pognało mnie do babki.
Ostatnie zdanie:
 Ale to już zupełnie inna historia i zupełnie nowa opowieść...
******************
Miejsce akcji:
Polska - Sudety - Malownicze
******************
Wątek z lekka romantyczny, wątek całkiem archeologiczny, wątek minimalnie kryminalny, wątek delikatnie turystyczny, ciepły wątek familijny, wątek odrobinę ludowy, a nawet wątek z lekka muzyczny ;-) – zdawać by się mogło, że to mieszanka piorunująca. Otóż – okazuje się, że po umiejętnym uporządkowaniu i poukładaniu wątków w odpowiedni sposób, okraszenie rzeczywistości nadprzyrodzonym działaniem anioła i świętego Antoniego, którego figurka stoi w przydrożnej kapliczce w Sudetach, oraz nadanie bohaterom wyrazistych charakterów to doskonały zestaw, który może zapewnić doskonałą zabawę. Przynajmniej mnie zapewnił :-)

Książka Magdaleny Kordel „Okno z widokiem” to pierwsza książka tej autorki, którą czytałam i zapewne nie ostatnia. Pani Magdalena ujęła mnie stylem, jakim się posługuje. Dialogi są genialne – inteligentne i zabawne. Z drugiej strony - tak sobie myślę, że pewnie wiele osób uzna tę książkę za tzw. czytadło, bo znajdzie się w niej i romansik, i dreszczyk emocji, i kłopoty, z którymi szybko trzeba sobie poradzić. Jest tam Róża - archeolog-naukowiec - twardo stąpająca po ziemi, Rysiek – całuśny mięśniak, Profesor Rajtczak i jego żona Lila, babcia Matylda i jej chłopak Juliusz, ksiądz proboszcz, z którym bez problemu można się dogadać, oraz grupa studentów archeologii z głowami pełnymi pomysłów właściwych wiekowi, a przez innych postrzeganych jako młodzieńcze wybryki. Galerię postaci ubogaca kilku panów policjantów, uwodzicielska Patrycja i niejaki Honoriusz.

Jedyne co na początku wydawało mi się nietrafione i mało oryginalne to tytuł książki. Był już bowiem „Pokój z widokiem” Edwarda Morgana Forstera w literaturze angielskiej i całkiem niedawno „Widok z mojego okna” Małgorzaty Kalicińskiej, dlatego zastanowiło mnie, czy jakiś inny element dałoby się wpasować w tytuł. Jednak po przeczytaniu wiem, że tytuł został dobrze dobrany, bo jest ściśle związany z optymistycznym przesłaniem tej książki.

Najsmutniejsze jest to, że nie ustrzeżono się przed błędami – jest parę błędów redaktorsko-korektorskich, które mnie akurat przeszkadzają, zwłaszcza że jest wśród nich również błąd ortograficzny. 

Całe szczęście jestem całkowicie oczarowana historią opowiedzianą przez Magdalenę Kordel i chętnie sięgnę po „Sezon na cuda” i „Uroczysko”. Dwie godziny doskonałej zabawy czyli krótko mówiąc – MALOWNICZO ;-)

*******************
Moja ocena: 5/6
Dziękuję bardzo wydawnictwu SOL za egzemplarz recenzyjny.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Pod dwiema kosami - Danuta Noszczyńska




Pod dwiema kosami
czyli przedśmiertne zapiski
Żywotnego Mariana

Danuta Noszczyńska

Wydawnictwo Sol
Grójec 2011
316 stron

*****************

Pierwsze zdanie:
       W pierwszych słowach zapisków moich raczej wypada mi przedstawić się wraz z najbliższym otoczeniem moim, co niniejszym czynię: ja nazywam się Żywotny Marian, żona moja Żywotna Apolonia.

Ostatnie zdanie:
      I niech się dzieje Wola Nieba, ament.

******************

Od debiutu Danuty Noszczyńskiej w 2007 roku Historią nie Magdaleny w dorobku autorki pojawiło się już kilka kolejnych powieści: Blondynka moralnego niepokoju, Hormon nieszczęścia, Mogło być gorzej, Kufer babki Alicji, Luizę pilnie sprzedam. Książka Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana to moje pierwsze spotkania z prozą tej pisarki – spotkanie bardzo udane. Wnikliwość i trafność spojrzenia, doskonały zmysł obserwacyjny, poczucie humoru to cechy, które pozwoliły autorce na przedstawienie czytelnikom Mariana Żywotnego, przeciętnego przedstawiciela polskiego społeczeństwa.

Ów blisko osiemdziesięcioletni mężczyzna, spodziewający się śmierci lada dzień, spisuje swoje przeżycia, chcąc zostawić po sobie coś dla potomnych.Jak przeżył swoje życie? Przeżył je tak, jak umiał najlepiej – był wzorowym, wiernym mężem, dobrym ojcem, który chce dla swoich dzieci tego, co najlepsze. Był pracowitym człowiekiem, który starał się, aby jego rodzinie żyło się jak najlepiej. Był człowiekiem szczerym, wiernym tradycjom rodzinnym i kulturowym, pobożnym katolikiem, lojalnym pracownikiem. Marian nigdy nikogo nie mógłby skrzywdzić. Jednym słowem – ideał jakich mało. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że taki obraz samego siebie widzi Marian Żywotny.

Gdyby zapytać bliskich Mariana, jak postrzegają swojego męża, ojca, sąsiada, biedny Marian pewnie by się zdziwił. Przekonany o tym, że zawsze ma rację, na pewno pomyślałby, że ktoś się pomylił, mówiąc o nim, że jest nieczułym mężczyzną bez odrobiny wrażliwości i zrozumienia, fałszywie pobożnym, a pod pozorem religijności kryjącym swoją zazdrość, zawiść, zakłamanie. Marian to ktoś, kto dobro widzi tylko w sobie. Doskonale mu się udaje tak manipulować innymi, aby wszystko szło po jego myśli.

Przyznam, że Danuta Noszczyńska bardzo mi zaimponowała. Pozornie zabawna książka (przy scenie z pietruszką prawie padłam ze śmiechu :-)) niesie w sobie wiele mądrości podanej w niezwykle przystępny. Myślę, że dzięki Marianowi Żywotnemu będziemy nie tylko uważać na to, by takich Marianów z naszej rzeczywistości omijać szerokim łukiem, ale również zatrzymamy się, by przyjrzeć się sobie i zadbać o to, aby nasze przedśmiertne zapiski – jeśli w siedemdziesiątym siódmym roku życia będziemy chcieli spisać – nie byłyby podobne do pamiętnika Mariana Żywotnego :-)

*******************

Moja ocena: 5+/6 

Dziękuję bardzo Wydawnictwu Sol za egzemplarz recenzencki.

wtorek, 29 marca 2011

Łąka umarłych - Marcin Pilis

Wydawnictwo Sol
Seria autorska
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 382
ISBN: 978-83-62405-13-8
******************
Miejsce akcji: Wielkie Lipy
Czas akcji: Akcja przedstawiona jest w trzech wymiarach czasowych - 1996 i 1997, 1970 i 1942.

Bohaterowie: Andrzej Hołotyński, Hania Pakuła,  Karl Strauch, ojciec Jan, ojciec Julian, Skwara, Kuśtyk, Stanisław Jagoda, Młody, Krysia - matka Hani, Jerzy Hołotyński, Heinz i Martha Strauch

Pierwsze i ostatnie zdanie:
 Kiedy Karl Strauch skończył osiemdziesiąt lat, przywołał swego jedynego syna i oznajmił, że wyrusza do Polski, aby tam umrzeć. (...) Andrzej nadal wodził dłonią po powierzchni płyty.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.

Wreszcie!
Bynajmniej nie jest to mój okrzyk, który wyrażałby ulgę, że skończyłam czytać Łąkę umarłych. Jest to okrzyk zadowolenia z tego, że trafiłam wreszcie na książkę, która dała mi to, czego oczekuję od literatury. 

Wreszcie ktoś odważył się podjąć temat, który - mimo że niełatwy - nie powinien nadal być przemilczany. Wreszcie ktoś napisał powieść uniwersalną - taką, która ma szanse porwać zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Wreszcie ktoś wyszedł poza płytką powiastkę o trzydziestolatce, która chciała, a nie mogła. Wreszcie ktoś uczy czegoś wartościowego. Wreszcie ktoś w ciekawy sposób daje lekcję historii. Wreszcie ktoś odważył się połączyć niestandardowo różne typy powieści - thriller, powieść z elementami historycznymi i romans. Wreszcie ktoś zmusza do myślenia. Tym kimś jest Marcin Pilis. Nawet przez chwilę nie czułam zmagania autora z własnym tekstem czy wymyślania czegoś na siłę. Miałam wrażenie, że wszystko zostało przemyślane w najdrobniejszych szczegółach, bowiem kolejne tajemnice są uchylane w najbardziej odpowiednich momentach i są podawane maleńkimi porcjami. Tę książkę po prostu się smakuje - i treść, i sposób pisania. Mimo trudnej tematyki. Mimo stawianych pytań; pytań, na które naprawdę trudno odpowiedzieć.
Mogłabym jedynie powiedzieć, że żałuję, że dopiero teraz dane mi było odkryć pisarstwo Marcina Pilisa. Jednak zamiast żałować, cieszę się ogromnie, że tak się stało.