Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 września 2012

Nowe wyzwanie

Naprawdę chciałam się powstrzymać, ale nie mogłam...

Książkówka i Leger postawili przed nami nowe wyzwanie, w którym głównym zadaniem jest powrót do lektur z dzieciństwa. Już dawno miałam ochotę wrócić do przygód Plastusia, Psa, który jeździł koleją czy Karolci. Takie wyzwanie to idealna okazja.

Czas się co prawda kurczy, bo nowych obowiązków wciąż przybywa, ale przecież spróbować można... Do czego i Was gorąco zachęcam :-)

A to pierwsza lista lektur - z niej należy wybrać coś na wrzesień:

1. "Wiersze dla dzieci" Julian Tuwim
2. "Pilot i ja" - Adam Bahdaj
3. "Jak Wojtek został strażakiem" - Czesław Janczarski
4. "Nasza mama czarodziejka" - Joanna Papuzińska
5. "Cudaczek-Wyśmiewaczek" - Julia Puszyńska
6. "Czarna owieczka" - Jan Grabowski
7. "Jacek, Wacek i Pankracek" - Mira Jaworowicz
8. "Kopciuszek" Hanna Januszewska
9. "Plastusiowy pamiętnik" Maria Kownacka





czwartek, 19 maja 2011

Świat według reportera

USA - Świat według reportera - Piotr Kraśko
Bliski Wschód - Świat według reportera - Piotr Kraśko


Warszawa 2011
96 stron

Piotr Kraśko to dziennikarz, którego nie trzeba przedstawiać. Wielokrotnie relacjonował najważniejsze wydarzenia z wielu miejsc na świecie. Na ten rok Wydawnictwo G+J zaplanowało wydanie serii National Geographic Świat według reportera, w skład której wchodzą książki z relacjami Piotra Kraśki z pobytu na Alasce, w USA, w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej oraz we Włoszech.

Seria ta jest wydana w małym formacie, ale mimo to zawiera dwie wkładki z niepowtarzalnymi zdjęciami, które przybliżają opisywane wydarzenia. 

Opowieści Piotra Kraśki są reporterskimi zapiskami, które można wykorzystać do zrelacjonowania wydarzeń w Wiadomościach ;-) Pisane są lekkim, oszczędnym językiem. Czyta się je szybko i lekko. Zdecydowanie nie są to suche relacje. Są tam ciekawostki, których w wiadomościach podać nie można, zabawne momenty, trafne spostrzeżenia, opinie poznanych osób. Piotr Kraśko dzieli się z czytelnikami informacjami o swoich ulubionych miejscach.

Bliski Wschód - Hezbollah, Nasrallah, Al-Dżazira, maronici, druzowie, szyici, sunnici - po przeczytaniu książki Bliski Wschód ułożenie mozaiki z tych pojęć nie byłoby już dla mnie aż takim wyzwaniem jak dotychczas. Kraśko w bardzo przystępny sposób wyjaśnia sytuację panującą w tym "gorącym" rejonie. Wszechobecna niepewność i nieuniknione cierpienie to dla mieszkańców Bliskiego Wschodu to chleb powszedni. Można tam żyć, z tym że to życie jest zupełnie inne niż to, które znamy.

USA - kraj, którego nie da się opisać w kilku słowach. Nie pozwalają na to różnorodność i rozległość. Biały Dom, teksańskie rancza, ogrom Gór Skalistych, natchniony Nowy Orlean - o tym można tu poczytać.

Odniosę się jeszcze do niepochlebnej recenzji książki o USA, którą znalazłam na stronie jednego z internetowych czasopism o turystyce (oszczędzę podawania nazwiska i tytułu). Autorka sugeruje, że znane postacie nie powinny brać się za to, czego robić nie potrafią i podkreśla, że książka Piotrowi Kraśce nie wyszła, że jest to "stos banałów podany jest w aurze sensacyjności" i że zawiera jedynie "to wszystko, co każdy z interesujących się światem wokół siebie i tak już wie. Jakichkolwiek nieznanych wcześniej szerokiemu ogółowi informacji na temat Stanów Zjednoczonych próżno w książce Kraśki szukać – może poza tym, że w jednym z barów w Teksasie pod sufitem wisi parę tysięcy biustonoszy." No cóż, tylko pogratulować wiedzy, skoro autorka twierdzi, że nie ma tam niczego nowego. Przyznam, że o Marie Leveau, Kennesaw, czy Guantanamo nie umiałabym wiele powiedzieć i nie sądzę, że jestem jedyna. Myślę, że wiele osób chętnie też sobie przypomni (a może po prostu się dowie), co to jest Mardi Gras i kto to był Korczak Ziółkowski. A to tylko niektóre "hasła"... Informacja o tym, że  w Teksasie w ulubionym barze pana Kraśki "na suficie wiszą setki staników" pojawia się na okładce książki. Może recenzja, o której wspominam to recenzja tego opisu? Bo w książce jest wiele szczegółów i ciekawostek, które dla bardzo wielu osób będą nowością. A nawet jeśli już ktoś kiedyś o nich słyszał, to czy nie warto sobie przypomnieć?  

Sądzę, że wobec książek podróżniczych czytelnicy mają rożne oczekiwania. Książeczka ta bowiem nie trafi w gust osób, które wybierają się do USA, bo nie jest ona przewodnikiem. Nie skorzystają z niej też ci, którzy chcą dogłębnie poznać historię i kulturę Stanów Zjednoczonych, bo nie jest to encyklopedia. Książka nie nadaje się też dla purystów językowych, bo błędy po prostu wkurzają. Zadowoli natomiast tych, którzy gustują w napisanych przystępnym językiem osobistych doświadczeniach. To samo mogłabym napisać o książce Bliski Wschód. Obie zdecydowanie polecam :-)  Czyta się migiem. Zapamiętuje tak samo szybko ;-) Nie nudziłam się ani przez chwilę. Na pewno sięgnę po pozostałe książki z tej serii. Jeśli miałabym cokolwiek komuś zarzucić (autorowi? redakcji? korektorce?), to niedopatrzenia językowe, które są bardzo wyraźne i niestety dość liczne. Na pewno do poprawienia przy kolejnym wydaniu :-)

Moja ocena: 
USA - 4/6
Bliski Wschód - 5/6

Dziękuję uprzejmie wydawnictwu G+J za egzemplarze recenzyjne.

wtorek, 10 maja 2011

Przeplatanka

1Q84 Tom 1. - Haruki Murakami
Literatura japońska
Tytuł oryginału: 1Q84 ichi-kew-hachi-yon
Tłumaczenie z japońskiego: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2010
Okładka twarda
Ilość stron: 480
ISBN: 978-83-7495-872-1
Książka z biblioteki (P)

Wyzwanie: Haruki Murakami
**********
**********
Natura obdarzyła mnie wieloma przeróżnymi cechami - za niektóre z nich jestem jej wdzięczna, a niektórych po prostu nie rozumiem. Taka przeplatanka. Wśród tych, których nie rozumiem, jest dziwny rodzaj przekory, która objawia się na przykład tym, że jak wszyscy czytają Murakamiego i się nim zachwycają, to ja się przed nim stanowczo wzbraniam, choć gdzieś w głębi duszy czekam, aż mnie sam dopadnie :-) I dopadł mnie Murakami w postaci wyzwania czytelniczego. Zgłosiłam się, żeby mieć jakiś czynnik motywujący i sięgnąć wreszcie po książkę japońskiego pisarza, który cieszy się coraz większą popularnością. Stwierdziłam, że już najwyższy czas nadrobić zaległości, bo wśród książkoholików jestem chyba jedyną osobą, która jeszcze go nie poznała. Trafiłam w bibliotece na 1Q84. Wypożyczyłam, choć obiecałam sobie, że tylko oddam książki...
Długo nie mogłam się zabrać za czytanie - odstraszała mnie twarda okładka i 480 stron, czyli dodatkowy kilogram w torebce. Jednak na leżaku w pełnym  słońcu sprawa wyglądała zupełnie inaczej :-)

Powieść 1Q84 jest jedną wielką przeplatanką. Na pierwszy rzut oka widać to po układzie rozdziałów - Aomame, Tengo, Aomame, Tengo. Następny element przeplatanki to narracja - trzecioosobowa i pierwszoosobowa. A cała reszta to przeplatanka zdarzeń i emocji, które owe zdarzenia wywołują. Przeplata się też dobro ze złem, rzeczywistość z tym, co nierealne, przeszłość z teraźniejszością. Przeplatanką są też zajęcia bohaterów - Tengo jest czasem nauczycielem, czasem początkującym pisarzem; Aomame  - czasem masażystką, czasem morderczynią. Oboje grają w ryzykowną grę i oboje nie do końca wiedzą, o co tak naprawdę w tej grze chodzi. Gdzieś między tymi dwoma światami są dwa księżyce, szpilkulec, Powietrzna poczwarka, Little People i Sinfonietta Janacka. 

Książka jest oryginalna, fabuła niebanalna, a sposób prowadzenia akcji stopniowo rozbudza ciekawość czytelnika. Przy każdym rozdziale jest symbol księżyca, którego "nasycenie" zmienia się od tzw. rogalika do pełni, a potem w druga stronę. Drobny element graficzny, ale jak doskonale dopasowany do klimatu książki!

Moim jedynym rozczarowaniem było to, że rozbudzona ciekawość nie zostaje zaspokojona na koniec pierwszego tomu. Oczekiwałam rozwiązania zagadki, nad którą zastanawiałam się przez ponad czterysta stron; oczekiwałam, że przeplatanka doprowadzi przynajmniej niektóre nitki do punktu stycznego. Nie wystarczyło mi tyle, ile zaproponował autor, abym czuła się usatysfakcjonowana. Panie Murakami, tak się nie robi. Biblioteka jest teraz zamknięta, a ja chcę wiedzieć więcej...
***********
Pierwsze zdanie:
Z radia płynęły dźwięki muzyki klasycznej.
Ostatnie zdanie:
Kiedy zamknął oczy, nie był już pewien, w którym świecie się znajduje.

sobota, 30 kwietnia 2011

Klub filmowy - David Gilmour


Literatura kanadyjska
Tytuł oryginału: The Film Club: A True Story of a Father and Son
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Wydawnictwo Dobra Literatura, marzec 2011
Okładka: miękka
Ilość stron:  230
ISBN: 978-83-930559-9-9
Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wydawnictwa Dobra Literatura.


***************

David Gilmour (ur. 1949 w Londynie, Ontario w Kanadzie) kanadyjski pisarz, dziennikarz telewizyjny, krytyk filmowy. Na wszelki wypadek dodam, że nie ma on nic wspólnego poza imieniem i nazwiskiem z gitarzystą i wokalistą Pink Floydów :-)

David Gilmour ma na koncie sześć powieści oraz książkę Klub filmowy, którą Gilmour napisał na podstawie własnych doświadczeń jako ojca nastolatka i w której dzieli się swoimi ojcowskimi doświadczeniami.
Nagrody:

2005 - kanadyjska nagroda z serii Governor General’s Awards za powieść A Perfect Night to Go to China [Doskonała noc na podróż do Chin]

2007 - dwie złote nagrody w ramach amerykańskiej nagrody National Magazine Awards za opowiadanie  My Life with Tolstoy [Moje życie z Tołstojem].

Inne książki Davida Gilmoura:
Back on Tuesday (1986)
How Boys See Girls (1991)
An Affair with the Moon (1993)
Lost Between Houses (1999)
Sparrow Nights (2001)
A Perfect Night to Go to China (2005)
****************
Czas i miejsce akcji: współczesna Kanada

Bohaterowie: David Gilmour oraz jego syn Jesse

****************
Pewnie każdy z nas słyszał lub dopiero usłyszy okrzyk kogoś starszego od siebie: 'Ach, ta dzisiejsza młodzież!'. To nieśmiertelne zjawisko zwane różnicą pokoleń jest czymś co zawsze było, jest i będzie. Trzeba je tylko jakoś przeżyć. 

Jakość tych przeżyć zależy nie tylko od dorastającego nastolatka, ale przede wszystkim od relacji w rodzinie i w szkole. Trudno powiedzieć, co jest trudniejsze - być nastolatkiem, czy rodzicem nastolatka. Co obie strony mogą zrobić, aby wzajemnie sobie pomóc? Jak pomóc młodemu człowiekowi uporać się z rozterkami wieku młodzieńczego? Jak nie utracić wzajemnego zaufania? 

Pewnie nie każdy ma tyle odwagi, albo - jak kto woli - nie każdy cierpi na taki brak rozsądku, aby zdecydować się na eksperymentalne rozwiązanie, jakie David Gilmour zastosował wobec swojego piętnastoletniego syna Jessego. Otóż, bohaterowie założyli dwuosobowy klub filmowy, którego działalność polegała na wspólnym cotygodniowym oglądaniu trzech filmów w zamian za zwolnienie młodzieńca z obowiązku uczestniczenia w zajęciach szkolnych plus obietnicę ze strony Jessego, że nie sięgnie po narkotyki. Warto samemu przekonać się o tym, czy ojcu uda się zainteresować syna tym, co jego samego kształtowało i było dla niego ważne oraz czy pomysł ojca okaże się nie tylko oryginalny, ale i skuteczny. 

Jestem przekonana, że wśród polskiej młodzieży znalazłby się niejeden Jesse, a wśród ojców niejeden David. Polecam więc książkę zarówno dorosłym, którzy utracili wiarę w mądrość i dobroć młodych ludzi i którzy w każdym młodzieńcu w bluzie z kapturem widzą potencjalnego przestępcę (nauczycielom, wychowawcom, rodzicom, dziadkom), jak i nastolatkom, którzy w dorosłych widzą jedynie wrogów i nadzwyczaj kreatywnych twórców zakazów i nakazów. 

Dostrzegam jeszcze jedną niewątpliwą zaletę tej książki - jest tam wykaz filmów, które warto obejrzeć, przy założeniu, że jako były krytyk filmowy Gilmour wie, które filmy są godne polecenia. 


Moja ocena: 4,5/6

****************
Special bonus 1:

Lista filmów wymienionych w Klubie filmowym (po angielsku co prawda) jest tutaj.


Special bonus 2:

Father and Son - Cat Stevens


czwartek, 21 kwietnia 2011

Uratować Sprite'a - Mark R. Levin

Pełny tytuł: Uratować Sprite'a. Opowieść miłośnika psów o psich radościach i tragediach
Tytuł oryginału: Rescuing Sprite. A Dog Lover's Story of Joy and Anguish
Tłumaczenie: Ryszard Zajączkowski
Wydawnictwo: Esprit
Dziękuję bardzo :-)
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 200
ISBN: 978-83-60040-63-8
*******************************
Uratować Sprite'a to pierwsza książka Marka R. Levina wychodząca poza tematykę polityczną i prawniczą. Ten popularny wśród Amerykanów prawnik i komentator polityczny, pracujący dla znanych stacji radiowych i telewizyjnych, postanowił uchylić drzwi swojego domu i zaprosić czytelników do spędzenia czasu towarzystwie swojej rodziny i dwóch psów - Pepsi i przygarniętego ze schroniska psa-staruszka Sprite'a. Ten inteligentny, oddany swej nowej rodzinie pies, dał wszystkim, których spotkał dużo więcej radości niż ktokolwiek z nich mógł się spodziewać. Książka ta jest czymś w rodzaju 'pomnika pamięci' Sprite'a. Jest to swego rodzaju pamiętnik z pobytu Sprite'a w domu Levinów, pamiętnik pełen emocji i uczuć dzielonych z czytelnikiem. Jest to książka dla określonej grupy czytelników, a dokładnie dla właścicieli i miłośników psów, którzy zrozumieją, jak bolesne może być rozstanie z czworonożnym przyjacielem. Zdecydowanie odradzam czytanie tej książki tym, którzy uważają za wariatów osoby rozmawiające ze swoimi czworonogami i traktujące ich jak członków rodziny. Oni nie zrozumieją.

Mimo że książka ma drobne niedociągnięcia korektorskie oraz poważne niedociągnięcia tłumaczeniowe, jej emocjonalny ładunek sprawił, że wybaczyłam tłumaczowi część uchybień. Nie zmieniłam jednak zdania - uważam, że tłumaczenie tak dosłowne, że czytelnik może odtworzyć treść książki w oryginale, nie jest dobrym tłumaczeniem.

Jednak mimo to zachęcam  do przeczytania tej książki wszystkich miłośników futrzaków, dla których ich pupil jest nie tylko psem, ale wiernym, kochającym przyjacielem.

*******************************
Moja ocena: 4+/6

*******************************
Special bonus:
Zdjęcia z niedzielnego spaceru z psami
Miejsce akcji: łączka nad rzeczką
Bohaterowie: dwa hovawarty

Czysta suczka

Szczęśliwa suczka

Dwie szczęśliwe suczki :-)

środa, 30 marca 2011

Krótko mówiąc - Mikołaj Bułhakow

Podtytuł: Ironiczne opowiadania, opowiadanka i to co całkiem krótkie
Tytuł oryginału: Ja idu gulat
Tłumaczenie: Anna Węgrzyn
Ilustracje: Zbigniew Jujka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1985
Ilość stron: 150
ISBN: 83-10-08780-2

Wielkie nazwisko, choć to nie TEN Bułhakow, a jednak wart poznania. Przypuszczam, że mało kto wie, że oprócz słynnego Michaiła Bułhakowa, wśród pisarzy rosyjskich można wymienić jeszcze jednego pisarza o tym nazwisku.

Zamieszczam notkę o autorze, która jest na okładce książki, ponieważ trudno o informacje o tym autorze nawet we wszechwiedzącym Internecie :-)

"Mikołaj Bułhakow urodził się w Moskwie w r. 1950. Debiutował bardzo wcześnie - bo już w r. 1965 - opowiadaniem zamieszczonym w tygodniku satyrycznym "Krokodil". Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Moskiewskim, pracował w redakcjach różnych gazet i czasopism, pisał artykuły i felietony, scenariusze radiowe i telewizyjne. W r. 1976 opublikował swoja pierwszą książkę Krótko mówiąc."
Jest to zbiorek króciutkich, zabawnych opowiadań o dzieciństwie i latach szkolnych, o zabawach na podwórku, o pierwszych przyjaźniach, pierwszej miłości... Opowiadanka nie są też pozbawione refleksji. Każdą z czterech części (Będziemy weseli, Kim jesteś, Wszystko tak, jak było, Bliscy ludzie) jest opatrzona trafnym wstępem zawierającym mądre, życiowe spostrzeżenia. Dla przykładu niektóre z nich:
Humor pomaga zobaczyć to, co kryje się za fasadą, ujawnia, że czasem coś tylko wydaje się dobre, ważne, rozumne, potrzebne; pomaga zobaczyć to, co rzeczywiście mądre i ważne.

Jesteś niepowtarzalny - i dlatego możesz w jakiejś ważnej sprawie powiedzieć swoje 'tak' albo 'nie' - zgodnie z własną oceną sprawy, a nie zależnie od okoliczności.

Kochać życie - to znaczy być uczciwym. Kto wie, że nie istnieje nic piękniejszego od życia, ten nie będzie go przystrajał, retuszował, podrabiał.

To bardzo ważne - poznać swoją osobowość. trzeba znać siebie samego. Ale nigdy nie poznasz samego siebie, jeżeli będziesz nieuważny w stosunku do innych ludzi, jeśli nie będziesz starał się ich zrozumieć i poznać.
Krótko mówiąc - Sympatyczna, mała książeczka :-)



Moja ocena: 4,5/6


wtorek, 29 marca 2011

Bez sentymentów - Erich Segal

Tytuł oryginału: No Love Lost
Tłumaczenie: Witold Nowakowski
Wydawnictwo Albatros
Seria Pi
Rok wydania: 2001
Ilość stron: 240
ISBN: 83-88087-75-4
***************************************************************
Czas akcji: początek lat 50. XX wieku
Miejsce akcji: Nowy York, Waszyngton, Los Angeles
Bohaterowie: Nina Porter, Elliott Snyder, Danny, Charles, Victoria

Pierwsze i ostatnie zdania:
"Zżerają się nawzajem. (...) Padli sobie w objęcia."
********************************************************************
Do tej pory Erich Segal kojarzył mi się tylko z nieśmiertelną Love Story, nad którą wylałam kałużę łez w pierwszej młodości :-) Powieść Bez sentymentów to ponowne spotkanie po latach. To ostatnia z powieści zmarłego w ubiegłym roku pisarza amerykańskiego.

Trudno mi powiedzieć jednoznacznie, o czym jest ta książka. Nie mam kłopotów ze zrozumieniem treści, jednak mam wrażenie, że autor nie skupił się dostatecznie na żadnym z poruszonych problemów. Ale może o to chodziło? 

Możliwe, że świadomym działaniem autora było przedstawienie czytelnikom różnych płaszczyzn, gdzie mają miejsce rozgrywki 'bez sentymentów'. Poznajemy więc środowisko teatralne - wielkie gwiazdy teatru, świetnych scenarzystów, niepospolitych autorów sztuk, agentów teatralnych, gdzie toczą się rozgrywki 'bez sentymentów'. Główna bohaterka Nina Porter doskonale sprawdza się jako agent teatralny i świetnie radzi sobie z rywalami ze swojej branży, w której nikt na nikogo nie zważa. Aby dobrze wykonywać swą pracę musi przybrać postawę 'bez sentymentów'. Poznajemy też życie prywatne Niny, jej męża Elliotta, a później syna Dana. Na tej płaszczyźnie w pierwszej kolejności Elliott jawi się jako osoba działająca bez sentymentów i jako mężczyzna, który nie dorósł do roli ojca. Jednak mam wrażenie, że Nina również ponosi odpowiedzialność za decyzje Elliotta. Po głębszym zastanowieniu się nad tym, co sprawiło jej kłamstwo, można stwierdzić, że to też było działanie 'bez sentymentów'. Jest jeszcze drugoplanowa postać kobieca - Victoria, która postępuje zdecydowanie "bez sentymentów". Z kolei drugoplanowy bohater Charles brak sentymentów wykazuje jedynie wobec swojej niefortunnej przeszłości. I wydawałoby się, że rzeczywiście hasło 'bez sentymentów' pasuje do większości decyzji i zachowań bohaterów. Jednak Danny - adoptowany chłopiec, który okazuje się trudnym do opanowania dzieckiem z ADHD - okazuje się tym, który przełamie takie działania. A w jaki sposób to zrobi, to już przekonajcie się sami :-) 

Nie jest to powieść, która rzuciła mnie na kolana, ale problemy, z którymi borykają się bohaterowie, odzywają się we mnie z prośbą o przemyślenie. Kto postąpił słusznie? Co by było gdyby...? Oznacza to, że książka zmusza do myślenia. O ile wydarzenia są mocno przewidywalne, o tyle decyzja o słuszności postępowania bohaterów niezupełnie.
Myślę, że książka pasuje do wyzwania Bracie, siostro, rodzino. Akcja opiera się bowiem na relacjach w rodzinie: mąż-żona, matka-syn, ojciec-syn. Dopisuję więc do wyzwania :-)


Moja ocena: 4/6

Łąka umarłych - Marcin Pilis

Wydawnictwo Sol
Seria autorska
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 382
ISBN: 978-83-62405-13-8
******************
Miejsce akcji: Wielkie Lipy
Czas akcji: Akcja przedstawiona jest w trzech wymiarach czasowych - 1996 i 1997, 1970 i 1942.

Bohaterowie: Andrzej Hołotyński, Hania Pakuła,  Karl Strauch, ojciec Jan, ojciec Julian, Skwara, Kuśtyk, Stanisław Jagoda, Młody, Krysia - matka Hani, Jerzy Hołotyński, Heinz i Martha Strauch

Pierwsze i ostatnie zdanie:
 Kiedy Karl Strauch skończył osiemdziesiąt lat, przywołał swego jedynego syna i oznajmił, że wyrusza do Polski, aby tam umrzeć. (...) Andrzej nadal wodził dłonią po powierzchni płyty.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.

Wreszcie!
Bynajmniej nie jest to mój okrzyk, który wyrażałby ulgę, że skończyłam czytać Łąkę umarłych. Jest to okrzyk zadowolenia z tego, że trafiłam wreszcie na książkę, która dała mi to, czego oczekuję od literatury. 

Wreszcie ktoś odważył się podjąć temat, który - mimo że niełatwy - nie powinien nadal być przemilczany. Wreszcie ktoś napisał powieść uniwersalną - taką, która ma szanse porwać zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Wreszcie ktoś wyszedł poza płytką powiastkę o trzydziestolatce, która chciała, a nie mogła. Wreszcie ktoś uczy czegoś wartościowego. Wreszcie ktoś w ciekawy sposób daje lekcję historii. Wreszcie ktoś odważył się połączyć niestandardowo różne typy powieści - thriller, powieść z elementami historycznymi i romans. Wreszcie ktoś zmusza do myślenia. Tym kimś jest Marcin Pilis. Nawet przez chwilę nie czułam zmagania autora z własnym tekstem czy wymyślania czegoś na siłę. Miałam wrażenie, że wszystko zostało przemyślane w najdrobniejszych szczegółach, bowiem kolejne tajemnice są uchylane w najbardziej odpowiednich momentach i są podawane maleńkimi porcjami. Tę książkę po prostu się smakuje - i treść, i sposób pisania. Mimo trudnej tematyki. Mimo stawianych pytań; pytań, na które naprawdę trudno odpowiedzieć.
Mogłabym jedynie powiedzieć, że żałuję, że dopiero teraz dane mi było odkryć pisarstwo Marcina Pilisa. Jednak zamiast żałować, cieszę się ogromnie, że tak się stało.

poniedziałek, 21 marca 2011

Dom sióstr Eliott - Jean Marsh

Tytuł oryginału: The House of Eliott
Tłumaczenie: Józefina Dinar
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1996
Ilość stron: 300
ISBN: 83-7180-096-7
*****************
Miejsce akcji: Londyn
Czas akcji: lata dwudzieste XX wieku
Bohaterowie: Beatrice i Evangeline Eliott, ich pomoc domowa - Molly, Jack Maddox, Hugo Bunting, Arthur, Penelope, Titty, Letty
******************
Sytuacja życiowa sióstr Elliott po śmierci ich ojca nie wygląda za ciekawie. Zostają praktycznie bez środków do życia i muszą znaleźć sposób na przetrwanie. Ale czym mogą się zajmować dwie młode damy? Mogłyby wynająć część domu i żyć z pieniędzy otrzymanych od lokatorów. Jednak takie rozwiązanie ich nie satysfakcjonuje. Chcą spróbować własnych sił. W latach dwudziestych XX wieku znalezienie odpowiedniej pracy nie był proste. Według ówczesnej teorii miejsce kobiety było w domu, przy dzieciach i przy mężu. Dziewczyny są jednak całkiem zaradne. Na dodatek mają niezwykłą smykałkę do wymyślania niebanalnych ubiorów, które w krótkim czasie stają się marzeniem wielu londyńskich pań. I tak krok po kroczku Bea i Evi Eliott rozkręcają własny biznes czyli własny zakład, gdzie projektują i szyją ubrania dla klientek. 
O ile panie są zdecydowanie zainteresowane strojami, o tyle panów dużo bardziej interesują same siostrzyczki. Nie brak więc również wątków miłosnych.
Czytając tę książkę, starałam się zwrócić największą uwagę na relacje między siostrami, ponieważ przeczytałam tę książkę w ramach wyzwania Bracie, siostro, rodzino. Siostry Eliott były ze sobą bardzo mocno związane. Matka Bei zmarła przy porodzie drugiej córki. Bea całą swą miłość, jaką miała dla matki, skierowała na maleńką istotkę, która pojawiła się w jej życiu. Była przy Evangeline i starała się chronić ją nawet wtedy, gdy młodsza siostra stała się już dorosła. Mimo że dorosłym życiu siostry mają już swoje sprawy i swoje tajemnice, a pewne rzeczy widzą inaczej, są sobie nadal bardzo, bardzo bliskie. Czy tak zostanie? Mam nadzieję, że można się tego dowiedzieć z kolejnej książki o losach sióstr Eliott W cieniu wojny napisanej przez Elizabeth O'Leary. Ciekawe, jak poradzi sobie z tematem inna autorka. Domyślam się, że taka kombinacja wynika z tego, że książka Jean Marsh została napisana na podstawie serialu, o czym nie miałam pojęcia, kiedy ją wypożyczałam. Nie oglądałam ani jednego odcinka, a trochę tego jest :-)

Moja ocena: 4/6

Opowieści galicyjskie - Andrzej Stasiuk

Wydawnictwo Czarne 
Rok Wydania: 2006
ISBN: 83-89755-73-4
Ilość stron: 128

*****************

Czytając Opowieści galicyjskie miałam wrażenie, że jestem w galerii malarstwa i oglądam obrazy, serię obrazów, które - mimo że namalowane jako każdy z osobna - tworzą całość. Są tam pejzaże przedstawiające Beskid Niski, portrety mieszkańców polskiej wsi z przełomu XX i XIX wieku i obrazy pokazujące codzienne życie mieszkańców. Choć rzecz dzieje się na wsi, gdzie nie ma pogoni za wszystkim, co się da, literackie obrazy Stasiuka są jednak całkiem dynamiczne. O szare wsie popegeerowskie zahaczają bowiem elementy współczesności. Jaki jest ich wpływ na mieszkańców? Czy nie zmącą tradycyjnego widoku? Czy wniosą ze sobą dobro czy zło?

Dla mnie Opowiadania galicyjskie to przenikające się przeciwieństwa: realizm-magia, dobro-zło, brzydota-piękno, brutalność-czułość, tradycja-nowoczesność, które - umieszczone obok siebie - tworzą szczególny, niepowtarzalny klimat. Warto go posmakować.
******************

Moja ocena: 4+/6

sobota, 19 lutego 2011

Trzy tygodnie z moim bratem - Nicholas Sparks

Tytuł oryginału: Three Weeks with My Brother
Tłumaczenie: Elżbieta Zychowicz
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2005
ISBN: 83-7359-197-4
Ilość stron: 384

*************************
Bohaterowie: bracia - Nicholas i Micah Sparks, ich siostra Dana, Żona Nicholasa - Cathy, żona Micah'a - Christine, dzieci Nicholasa i Cathy - Miles, Ryan, Landon, Lexie i Savannah

Miejsce akcji: kilka miejsc w Stanach - Minnesota, Los Angeles (Kalifornia), Sacramento (Kalifornia), New Bern (Karolina Północna) oraz znane miejsca odwiedzone w trakcie podróży dookoła świata:
Fort Lauderdale, Floryda
Yaxha i Tikal, Gwatemala
Lima, Peru
Cuzco, Machu Picchu, Peru
Wyspa Wielkanocna, Chile
Rarotonga, Wyspy Cooka
Ayers Rock, Australia
Angkor i Phnom Penn, Kambodża
Dżajpur i Agra, Indie
Lalibela, Etiopia
Valetta, Malta
Tromso, Norwegia

*************************
Książka Sparksa Trzy tygodnie z moim bratem jest rodzajem pamiętnika, zawierającego dwojakiego rodzaju wspomnienia, które wzajemnie się przeplatają. Są to wspomnienia z dzieciństwa, młodości i dalszego życia autora oraz wspomnienia z wymarzonej podróży dookoła świata, na którą Nicholas Sparks wybrał się razem ze swoim bratem Micah'em. Celem podróży było nie tylko zwiedzanie, ale także odświeżenie braterskiej relacji, która w obliczu różnych zdarzeń życiowych - chcąc nie chcąc - uległa osłabieniu. Był to też czas powrotu do wspólnych przeżyć i przypomnienia sobie, jak wyglądały relacje w rodzinie. Prawdziwe wydarzenia w bardzo dużym stopniu kształtują twórczość Sparksa. Nie sądziłam, że aż tyle własnych przeżyć znalazło odzwierciedlenie w jego powieściach. A książkę jak najbardziej polecam - zarówno miłośnikom opowieści biograficznych, jak i tym, którzy potrzebują zaczerpnąć skądś optymizmu i przekonać się, że mimo przeciwności losu, można być szczęśliwym.

Moja ocena: 5/6

*****************************
A to trzy życiowe mądrości, przekazywane nie tylko w rodzinie Sparksów :-)
To twoje życie.

Nikt nigdy nie twierdził, że życie jest sprawiedliwe.

To, czego pragniesz, i to, co otrzymujesz, to zwykle dwie całkiem różne rzeczy.

środa, 5 stycznia 2011

Wyspa - Dmitrij Strelnikoff

Wydawnictwo W.A.B.
Rok wydania: 2010
ISBN: 978-83-7414-863-4
Ilość stron: 120

*********
Mały chłopiec, plaża, woda, zdjęcie, wyspa - jaka?
Pociąg, podróż - dokąd?
Przeszłość, teraźniejszość, brak przyszłości?
Kobieta - cy ktoś ją odgadnie?
Fikcja czy rzeczywistość?

Nie jest to pierwsza powieść, w której pojawia się wyspa, jednak sposób, w jaki się pojawia u Strelnikoffa sprawia, że książka staje się niezwykła. Wyspa ma bardzo symboliczny wymiar. Pojawia się jako element na zdjęciu, zrobionym małemu chłopcu przez jego ojca. Bohater powieści powraca do zdjęcia z dzieciństwa, aby dopatrzeć się na starej fotografii czegoś nowego. Czy to w ogóle możliwe?

Książka jest doskonała. Nie ma w niej zbędnych słów. Można by co najwyżej powiedzieć, że jest ich  za mało, bo do budowania napięcia nie służą tu opisy czy wyjaśnienia, ale niedopowiedzenia i emocje i tak naprawdę nie wiadomo do końca, co jest rzeczywistością, a co wymysłem wyobraźni; co opowieścią z przeszłości, a co teraźniejszością.
Jeśli kogoś ciekawi, o kim autor napisze w ostatnim zdaniu powieści: "Została dla mnie wyspą, do której nie dotarłem i już nigdy nie dotrę", niech sięga czym prędzej po niepozorną pod względem rozmiaru, ale jakże bogatą w nastroje powieść Dmitrija Strelnikoffa.

Warto podkreślić, że niesamowicie spójne z treścią jest opracowanie graficzne. Numeracja stron jest stylizowana na oznaczenia miejscówek w pociągu. Nastroju dodają też obrazy stylizowane na stare fotografie.
***********

"Czy podatność na wzruszenie jest miarą dojrzałości? - Im jestem straszy, tym łatwiej się rozklejam. Zadziwiają mnie rzeczy, które nigdy mnie nie interesowały. Kiedyś w ogóle ich nie dostrzegałem."




"Nie jesteśmy już nikim dla siebie. Jesteśmy obcy nawet sobie samym sprzed lat. Tamtych ludzi już nie ma. To oni się całowali i trzymali za ręce. Nie my. Dopiero gdy dowiedzieliśmy się, kim jesteśmy naprawdę, staliśmy się sobą. Takimi, jakimi jesteśmy teraz. Kimś innym."

Cicha noc - Mary Higgins Clark

Tytuł oryginału: Silent Night
Tłumaczenie: Ewa Grządek
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1996
Seria z diamentem
ISBN: 83-7180-136-X
**********
Czas akcji: Wigilia Bożego Narodzenia

Miejsce akcji: Nowy Jork - Manhattan

Bohaterowie: Catherine Dornan - mama; Tom Dornan - ciężko chory ojciec, Micheal i Brian - dwaj bracia; Barbara - babcia chłopców;
Cally, jej córeczka Gigi, Jimmy - brat Cally, zbiegły więzień;
detektyw Mort Levy; Chris McNally

Znaczące przedmioty: portfel Catherine, medalion ze świętym Krzysztofem, prezent dla świętego Mikołaja, brązowa toyota

*******

Wigilijny wieczór. Dla jednych miły i spokojny, dla innych pełen zmartwień. Catherine Dornan przyjeżdża z synkami - Michaelem i Brianem - na Piątą Aleję na Manhattanie. Idą przed Rockefeller Centre, aby choć na chwilę zapomnieć, co tak naprawdę ich tu sprowadza i aby poczuć magię świąt, patrząc na przeogromną choinkę. Wystarczyła chwila nieuwagi, aby stało się coś, co zadecydowało o reszcie wieczoru. Cally Hunter, kobieta zmagająca się z codziennością oraz z nieciekawą przeszłością, również trafia w to miejsce. Los Cally i Catherine splatają się w pewien sposób. Żadna z nich nie zazna spokoju tego wieczora. A dlaczego - tego zdradzać nie będę.
Książeczka nie jest długa. Przeczytałam ją całą od razu, bo nie mogłam czekać na rozwiązanie do następnego dnia. Liczyłam na to, że wszystko skończy się dobrze i chciałam sprawdzić, czy na pewno.

To było moje pierwsze zetknięcie z Mary Higgins Clark - jakoś nie mogłam trafić w bibliotece na żadną jej książkę. Może nie jest to powieść najwyższych lotów, ale jest w niej coś, co sprawia, że nasze codzienne problemy wydają się dużo mniejsze.

Moja ocena: 5/6

Morderstwo w Boże Narodzenie - Agatha Christie

Tytuł oryginału: Hercule Poirot's Christmas
Tłumaczenie: Andrzej Milcarz
Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania:1995
Ilość stron: 228
ISBN: 83-7023-486-0

*********
Miejsce akcji: rezydencja Gorston Hall, Longdale, Addlesield;

*********

Czas akcji: 22-27 grudnia

 *********

Główni bohaterowie:
rodzina Lee: Simeon Lee - ojciec; Alfred Lee + Lydia; David Lee + Hilda; George Lee + Magdalena; Harry Lee;
służba - Horbury, Tressilian;
Stephen Farr (Brytyjczyk z Afryki Południowej), Pilar Estravados (Hiszpanka, wnuczka);
policjant Sugden;
Hercules Poirot

**********

Najciekawsza postać: Pilar, Harry


*************


Oprócz tego, że akcja książki rozgrywa się na przestrzeni kilku dni, a dokładnie od 22 do 27 grudnia, i tego, że w tutule jest Boże Narodzenie, to świąt jako takich ów kryminał nie dotyczy. Jak to w kryminałach, fabuła krąży wokół zamordowanego, detektywów i potencjalnych potencjalnych morderców. Jest to klasyka w swoim rodzaju - klasyczny twór kryminalny Agathy Christie. Jest tu ojciec-staruszek, którego ktoś morduje i jego rodzina zebrana w ogromnym domu z okazji Świąt Bożego Narodzenia. A no właśnie! Święta posłużyły tu jako czynnik spajający rodzinę. Aby zebrać rodzinę rozsianą po całym świecie, przecież najlepiej zaprosić wszystkich na święta :-) Rodzinka stopniowo się zjeżdża do rodzinnego domu. Jak już wszyscy są, to ktoś oczywiście zabija ojca-staruszka, wielbiciela i posiadacza diamentów. A dalej to już Hercules, policja, śledztwo, zeznania, poszlaki,dowody... Większych problemów z częściowym rozwiązaniem zagadki nie miałam, a słynny Hercules rozwiązał ją bez mrugnięcia okiem.

Bardzo mile spędziłam czas nad tą książką - nie wiem, czy dlatego, że nieźle mi szło rozwiązywanie zagadki, czy przypominały mi się wakacje, bo zwykle wtedy sięgam po kryminały Christie, czy książka rzeczywiście nie pozwala czytelnikowi odłożyć rozwiązania zagadki na później. Przeczytałam tzw. jednym haustem :-)

Moja ocena: 5/6

wtorek, 4 stycznia 2011

Reporterskim okiem

Stało się. Jakby tego wszystkiego było mało, przyłączyłam się do wyzwania "Reporterskim okiem". Chyba powinnam jednak sporządzić listę książek, które chcę w tym roku przeczytać i nie wychodzić poza nią, bo trochę wyzwań przede mną. Zauważyłam co prawda, że z czytaniem mam mniejszy problem niż z systematycznym wpisywaniem notek na blogu :-) Ale będę się starać.


O warunkach uczestnictwa można poczytać na BLOGU tego wyzwania.

sobota, 1 stycznia 2011

Rosja w literaturze

A to nie nowe wyzwanie, tylko nowy wpis.



Rosyjskie wyzwanie podjęłam z nadzieją na to, że dokończę dwie rozpoczęte a niedokończone powieści - Mistrza i Małgorzatę i Annę Kareninę. Jak dotąd nie zabrałam się za żadną z nich. Za to przeczytałam bardzo dobrą - moim zdaniem - książkę Strelnikoffa "Wyspa", a w kolejce czaka Marinina.

Nie jest to też wyścig z czasem, bo teoretycznie jest to wyzwanie bezterminowe.
Nowe warunki są bardzo sensowne:

Nowe warunki
"1) Blog "Rosja w literaturze" staje się miejscem do gromadzenia informacji o literaturze rosyjskiej, literaturze o Rosji oraz przedstawiania sylwetek pisarzy rosyjskich.
2) Rezygnujemy z daty kończącej zamieszczanie w/w tekstów.
3) Zobowiązujemy się do zamieszczenia 8 tekstów w ciągu roku.
4) Na przełomie lipca i sierpnia dokonujemy podsumowania mijającego roku (to dla zdyscyplinowania samych siebie).
[dopisek]
5) Format etykiety: nazwisko i imię autora opisywanej książki, uczestnik - swój nick, Rosja w literaturze obcej/literatura rosyjska (+ określniki, które uważacie za pomocne)."

No to mam nadzieję, że nie porzucę...

Czy mogę więcej w 2011?


Tak jak już napisałam na blogu wyzwania 'Możesz więcej!' - nie będę się konkretnie deklarować, bo różnie to wychodzi. Nie oznacza to jednak, że nie podejdę do wyzwania ambitnie :-) W 2010 roku przeczytałam ponad 60 książek. Nie sądzę, abym dała radę dużo więcej przeczytać. Wyzwania są świetne i bardzo mobilizujące, ale przecież tak naprawdę w czytaniu nie chodzi przecież o ilość, tylko o posmakowanie, przeżycie, zastanowienie się, zapamiętanie, wyciągnięcie czegoś dla siebie. Postanowiłam raczej tak czytać, żeby więcej zostawiać w pamięci i na blogu. Poziom 1 będzie dla mnie potwierdzeniem, że mogę osiągnąć więcej. Jeśli to będzie poziom drugi, to będę bardzo zadowolona. Jeśli poziom trzeci - to trudno mi będzie uwierzyć... A jeśli poziom czwarty - to będzie znaczyć, że mogę wszystko :-)

No i przypomniała mi się piosenka z musicalu "Man of La Mancha" - The Impossible Dream. (muzyka: Mitch Leigh, słowa: Joe Darion). Jest cudna. Dobra na pierwszy dzień Nowego Roku :-)

To dream the impossible dream
To fight the unbeatable foe
To bear with unbearable sorrow
To run where the brave dare not go

To right the unrightable wrong
To love pure and chaste from afar
To try when your arms are too weary
To reach the unreachable star

This is my quest
To follow that star
No matter how hopeless
No matter how far

To fight for the right
Without question or pause
To be willing to march into Hell
For a heavenly cause

And I know if I'll only be true
To this glorious quest
That my heart will lie peaceful and calm
When I'm laid to my rest

And the world will be better for this
That one man, scorned and covered with scars
Still strove with his last ounce of courage
To reach the unreachable star

niedziela, 15 sierpnia 2010

Uśmiech

Henning Mankell - Mężczyzna, który się uśmiechał

Tytuł oryginału: Mannen som log
Tłumaczenie: Irena Kowadło-Przedmojska
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2007
Seria: Mroczna seria
ISBN: 978-83-7414-291-5
Ilość stron: 384


*******************
Na bezdrożach Skanii ma miejsca tragiczny wypadek samochodowy, w którym ginie znany prawnik. Jego syn, Sten Torstensson, jest przekonany, że doszło do morderstwa, i opowiada o swoich przypuszczeniach komisarzowi Wallanderowi. Ten jednak nie chce mu pomóc, pogrążony w depresji po tym, jak na służbie zabił człowieka. Kiedy Torstensson zostaje zastrzelony, Wallander decyduje się poprowadzić śledztwo. Wkrótce wychodzi na jaw, że ze sprawą wiążą się inne zagadkowe zabójstwa, a każdy krok komisarza śledzi tajemniczy potentat finansowy. Podobnie jak w swoich wcześniejszych powieściach, szwedzki mistrz kryminału stopniowo buduje napięcie, perfekcyjnie kreśląc narodziny zła.  
opis ze strony merlina
*******************
Moja ocena: 6/6

Skrajny głód

Knut Hamsun - Głód

Tytuł oryginału: Sult
Tłumaczenie z norweskiego: Franciszek Mirandola
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: 1966
Seria: Biblioteka arcydzieł - Najsławniejsze powieści świata
Ilość stron: 180

Głód należy do najważniejszych dwudziestowiecznych utworów powieściowych. W prekursorski sposób analizuje charakter, siły życiowe i energię psychiczną człowieka, dzięki której potrafi on pokonać skrajne przeciwności losu i mimo wszystko przetrwać. Bohaterem powieści jest poszukujący swego miejsca w świecie młody inteligent, nieprzystosowany do życia w bezdusznym społeczeństwie. Głód zawiera wątki autobiograficzne, nawiązuje do przeżyć z niełatwej młodości samego Hamsuna, łącząc walory dokumentu epoki i ponadczasowego, wielkiej rangi dzieła literackiego.
 ******************
Knut Hamsun (Knud Petersen) to noblista norweski. Został odznaczony nagrodą Noble w 1920 roku za powieść Błogosławieństwo ziemi.
******************
Miejsce akcji: Christiania (dzisiejsze Oslo) 

Czas akcji: koniec XIX wieku

Bohaterowie: młody człowiek pozbawiony pracy, pieniędzy, mieszkania

Powieść Hamsuna to powieść psychologiczno-egzystencjalna, bo w centrum powieści jest człowiek, który doświadcza skrajnych problemów egzystencjalnych (ciągły głód); opisana jest jego walka o przetrwanie i opis tego, co się w nim dzieje, co przeżywa, co odczuwa, jak to znosi. Bohater doświadcza głodu zarówno duchowego jak i fizycznego. Który z nich jest gorszy? Ciężko powiedzieć... Obyśmy nigdy nie doświadczyli tak skrajnego głodu.

Moja ocena: 4,5/6

wtorek, 3 sierpnia 2010

Kolejne wyzwanie - Rosja w literaturze

Szkoda mi pominąć takie kuszące wyzwanie, choć pracy mam od groma i ciut ciut i nie mam zbyt wiele czasu na czytanie.

Pomyślałam sobie, że przyłączę się, choćby miało być bardzo skromnie. Chciałabym nadrobić zaległości czyli dokończyć książki, które kiedyś zaczęłam, ale nie dokończyłam czyli Annę Kareninę (1) oraz Mistrza i Małgorzatę (2). Trzecia rzecz to poezja rosyjska do poczytania (Achmatowa, Brodski, a kto wie - może nawet Puszkin i Lermontow), a czwarta poezja rosyjska do posłuchania (Okudżawa i Wysocki).

Rosja w literaturze