Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Naukowe PWN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Naukowe PWN. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2013

44/2013 Planeta według Kreta - Jarosław Kret

Wydawnictwo Naukowe PWN
Warszawa 2011
280 stron
Literatura polska
Gatunek: literatura podróżnicza

Po zwiedzeniu Polski z Jarosławem Kretem przyszedł czas na zwiedzenie całej planety ;-)
Przeczytałam Planetę według Kreta i mam wrażenie, że przejechałam kawał świata.

Jarosław Kret, znany dziennikarz, który zwiedził mnóstwo przeróżnych zakątków naszej planety, podzielił się swoimi wrażeniami z licznych podróży nie tylko "na wizji" w programie pod tym samym tytułem, ale również na kartach książki. I bardzo dobrze. Dzięki tej podróży (szkoda że tylko palcem po mapie) ;-) mogłam odwiedzić takie miejsca, w których prawdopodobnie nigdy się nie znajdę. Ot, taki Mauritius na przykład... O ile Austria i Włochy, wspomniane na początku książki, są osiągalne, o tyle prawdopodobieństwo zwiedzenia takich miejsc jak Izrael, Jordania, Syria
, Liban, Tunezja, Maroko, Malediwy, Madagaskar, Argentyna, Chile, Brazylia czy wspomniany Mauritius, maleje wraz z odległością. Dlatego takie wspomnienia są dla mnie niezwykle interesujące

Spokojnie więc przełknęłam wszelkie niedociągnięcia stylu wypowiedzi autora, przepuszczone błędy korektorskie, brak bibliografii mimo zawarcia cytatów z książek (książki?) Arkadego Fiedlera, ponieważ ilość informacji oraz staranne wydanie uzupełnione mnóstwem zdjęć wszystko zrekompensowały i sprawiły, że ogólne wrażenie mam całkiem dobre. Czytałam już wcześniej Polskę według Kreta, więc gawędziarski ton (a raczej język zbliżony do języka mówionego), jakim posługuje się autor, już mnie nie zaskoczył. Opowiastki są nawet ciekawe i w niektórych miejscach zabawne, przedstawione z dystansem do samego siebie i bez większego nadęcia.  

Jeśli jednak szukacie czegoś „naukowego”, co sugerowałaby nazwa wydawnictwa, to w tej książce tego nie znajdziecie, bo jest to po prostu zbiór luźnych, osobistych odczuć i przeżyć z podróży w egzotyczne miejsca, do których większość z nas – przeciętnych ludzi – nigdy nie pojedzie. Gdyby jednak los kogoś zaprowadził do któregoś z tych krajów, to jak najbardziej można skorzystać z informacji o miejscach polecanych do zwiedzenia, o panujących zwyczajach, o mieszkańcach, tym bardziej że często są tam wskazówki, jakich nie znajdziemy w klasycznych przewodnikach.


Książkę zaliczam do wyzwania W prezencie - litera P.


Dziękuję za książkę Wydawnictwu naukowemu PWN.

wtorek, 12 lutego 2013

18/2013 Pocztówki z Kresów przedwojennej Polski - Piotr Jacek Jamski

Wydawnictwo Naukowe PWN
Warszawa 2012
272 strony
Literatura polska
Gatunek: wspomnienia, historia

Wyobraźcie sobie, że przez kilkanaście ostatnich dni podróżowałam po świecie, który już nie istnieje... Podróżowałam po Kresach, po obszarze należącym kiedyś do Polski. Była to też podróż w czasie, bo dotyczyła czasów przed drugą wojną światową.

Ta niesamowita podróż stała się to możliwa dzięki pięknie wydanej publikacji albumowej PWNu Pocztówki z Kresów przedwojennej Polski. Autor Piotr Jacek Jamski, zebrał i ułożył w całość pocztówki, które przebywający na Kresach polski inżynier przesyłał swojej córce w latach 1932-1939. Odwiedzane miejscowości, panujące w nich zwyczaje, poznani ludzie, zabawne sytuacje, zapisują się w pamięci dzięki zapiskom na pocztówkach ułożonych w zgrabny, klimatyczny kolaż. Ubogacone trafnymi życiowymi spostrzeżeniami pocztówki są wyrazem troski, pamięci i miłości ojcowskiej. Dla nas to okazja do bliższego przyjrzenia się miejscom znanym z polskiej klasyki - Jezioro Świteź, Bohatyrowicze, Żółkiew, Nowogródek. 


Jedyne, co kompletnie nie pasowało do całości to wstęp mniej niż miernej jakości. Pokuszę się o to, by namówić kolejnych czytelników do barbarzyńskiego czynu, czyli pozbycia się owego wstępu. Odstrasza nadęciem i błędami zarówno językowymi, jak i korektorskimi. Sprawia wrażenie napisanego na kolanie i doczepionego w ostatniej chwili. Po usunięciu tego dobrodziejstwa książka znacznie zyska na jakości – gwarantuję :-)


A tak poza tym to jak najbardziej polecam tę piękną publikację nie tylko osobom zafascynowanym Kresami czy związanym z nimi, ale i tym, dla których byłoby to pierwsze zetknięcie z tym obszarem i rzeczywistością przedwojenną. Temat podany jest w sposób niezwykle oryginalny i przystępny. Warto skorzystać.

Dziękuję bardzo Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzencki.


czwartek, 10 stycznia 2013

2/2013 Smaki dwudziestolecia – Maja Łozińska

Wydawnictwo Naukowe PWN
Wydano w 2011
184 strony
Literatura polska
Gatunek: popularno-naukowe

Jakiś czas temu rozpływałam się z zachwytu nad publikacją Wydawnictwa Naukowego PWN Dobre maniery w przedwojennej Polsce Marii Barbasiewicz. Teraz przyszedł czas na zachwyt nad dwiema kolejnymi książkami, wydanymi z podobną starannością przez Wydawnictwo Naukowe PWN, opatrzonych wieloma zdjęciami, które sprawiają, że spokojnie można zakwalifikować te publikacje do albumów.  To Smaki dwudziestolecia. Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety Mai Łozińskiej oraz Pocztówki z Kresów Piotra Jacka Jamskiego. 

Dzisiaj będzie o Smakach. O Kresach w niedalekiej przyszłości. 

Doskonały smak miała dla mnie już sama myśl, że znów mam okazję poczytać o dwudziestoleciu międzywojennym, które wyjątkowo lubię. Smaki dwudziestolecia to, oparte na bogatej bibliografii, ciekawe opracowanie dotyczące obyczajów kulinarnych ówczesnego społeczeństwa

Autorka wskazuje na zmiany, jakie zachodziły nie tylko w samym sposobie żywienia, prowadzenia domu, ale i w podejściu do życia towarzyskiego, które w ówczesnych czasach cechowało się coraz większą otwartością. Jest tu więc mowa zarówno o „przyziemnych” sprawach, jak na przykład robienie zakupów na targu czy bazarze, jak i o eleganckich przyjęciach, klubach brydżowych czy spotkaniach na herbatce. Autorka wskazuje zarówno na coraz większą nowoczesność mieszkańców miast, jak i na pielęgnujących tradycję ziemian. 


Jeśli ktoś lubi dwudziestolecie, to na pewno znajdzie wiele przyjemności w przeczytaniu tej pięknej książki. Ci zaś, którzy jeszcze nie znają smaku dwudziestolecia, mają szansę się w nim rozsmakować. Na przykład możecie się dowiedzieć, do czego służyła maszynka karlsbadzka, co to były fajfy, co można było kupić w sodówce i czy pieczony paw w sosie anyżkowym zawsze wszystkim smakował. Klimat tamtych czasów ukazany na licznych zdjęciach, plakatach, reprodukcjach obrazów, szczegółowe opisy ubogacone anegdotkami, liczne cytaty – to elementy dzięki którym autorce udało się bardzo wyraźnie pokazać charakter dwudziestolecia międzywojennego. Polecam.


Krótko mówiąc: 

ciekawie napisane, ładnie wydane

Dziękuję bardzo wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzyjny.
  

środa, 14 listopada 2012

Zdarzyło się w Marienbadzie - Krystyna Kaplan


Tytuł oryginału: The Marienbad Affair
Tłumaczenie: Marta Suruło
Wydawnictwo Naukowe PWN
Wydano w 2012
344 strony
Literatura angielska
Gatunek: powieść historyczno-obyczajowa z kryminalnym 'posmakiem'

AUTOR: Krystyna Kaplan
parę słów o autorze
Oficjalna strona lub blog autora - link

INNE KSIĄŻKI tej autorki:
Londyn po polsku - napisana w języku polskim


MIEJSCE akcji:
Czechy - Marienbad (obecnie Mariańskie Łaźnie) - "modny" cel turystycznych wypadów w czasach międzywojennych, kurort często odwiedzany przez europejskich monarchów.

CZAS akcji:
1906 rok

BOHATEROWIE:
król Anglii Edward VII, detektyw Joseph Hepner, Mitzi, Betty

TEMATYKA:
Jak sugeruje podtytuł: miłość, polityka, intryga

MOJE ODCZUCIA:

Co takiego zdarzyło się w Marienbadzie, że warto było napisać o tym powieść? 

Otóż, powieść Zdarzyło się w Marienbadzie odnosi się do krótkiego okresu z życia angielskiego króla Edwarda VII, syna królowej Wiktorii, a konkretnie do jednego z jego wyjazdów do popularnego wówczas kurortu zwanego Marienbadem (obecnie Mariańskie Łaźnie w Czechach). Zważywszy na to, że czytelnik już z podtytułu dowiaduje się, że to, co odnajdzie w powieści to "miłość, polityka, intryga", nie będę mnożyć słów. Powiem tylko, że to szczera prawda. Wątki zawierające te trzy elementy przeplatają się w powieści i tworzą spójną całość. Dla wielu kobiet obecność samego króla w ich mieście była już wystarczająco ekscytująca, a co dopiero, gdy okazuje się, że sam król, człowiek towarzyski, nowoczesny, dbający o wygląd, zaszczycił swą obecnością salon krawiecki jednej z nich, czyż można się nie zakochać?  Dla intrygantów i anarchistów z kolei pobyt głowy państwa jednego z mocarstw była doskonałą okazją do pomieszania szyków, a tym samym do wpłynięcia na losy Europy. Dla detektywa Hepnera zaś oznaczało to wzmożoną czujność i ostrożność, aby zapobiec nieszczęściom... A jak to wszystko wiązało się ze sobą? Przekonajcie się sami - zachęcam.

Ksiażkę czyta się lekko mimo że są w niej elementy historyczne i polityczne, co nie każdy lubi. Mnie bardzo odpowiada taki typ książek. Dzięki nim postać historyczna nabiera kształu i charakteru, lepiej się ją kojarzy i pamięta. "Włożenie" znanych postaci w życiowe sytuacje sprawia, że personalizujemy ją, wiemy, jaka była, przez co staje się bliższa - przyynajmniej ja tak mam. :-) Powieść Krystyny Kaplan spełnia więc ważną rolę - dzięki niej jeden z "encyklopedycznych" władców brytyjskich staje się człowiekiem z krwi i kości. Poznawszy Edwarda VII, zapamiętam już, że wiktoriańska sztywność "puściła" właśnie dzięki jego osobowości.

Powieść Zdarzyło się w Marienbadzie zasługuje na uwagę jeszcze z jednego powodu - jest tak ładnie wydana, że na początku myślałam, że to coś w rodzaju pamiętnika czy wspomnień, bo wygląda jak mały album. Oprawiona w twardą okładkę, uzupełniona zdjęciami, przygotowana z wielką dbałością o szczegóły, wygląda naprawdę zachęcająco. Przeszkadzały mi jedynie przypisy umieszczone na końcu książki, bo czasem rzeczywiście zawierały znaczące informacje.

Krystynie Kaplan doskonale się udało przekazać nastroje panujące u schyłku XIX wieku i oddać klimat Marienbadu na tyle, że chętnie zwiedziłabym to miasto i przeszłabym się chętnie śladami Edwarda. :-)

POLECAM:
- zainteresowanym historią, zwłaszcza historią Anglii
- miłośnikom powieści łączących w sobie kilka gatunków
- bibliofilom kochającym piękne wydania książek.

Krótko mówiąc: 
przystępnie, interesująco, barwnie


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzencki.



czwartek, 23 sierpnia 2012

Dobra krew – Magdalena Skopek

Wydawnictwo Naukowe PWN
Premiera: 19.09.2012
380 stron
Literatura polska
Gatunek: literatura podróżnicza

AUTOR: Magdalena Skopek
- absolwentka Politechniki Gdańskiej, doktor fizyki.
Jest laureatką prestiżowej w środowisku podróżników nagrody zwanej Kolosem. Jej prezentacji i zdjęciu na wystawie FotoGlob została przyznana Nagroda Publiczności.

Więcej o autorce i jej podróżach TUTAJ
i TUTAJ.

Strona autorki na FB - LINK.

MIEJSCE akcji:
tundra północno-zachodniego Półwyspu Jamał

CZAS akcji:
2010 rok

BOHATEROWIE:
autorka i Nieńcy

TEMATYKA:
podróż na Półwysep Jamał i życie w nienieckiej rodzinie

CYTATY:
Za dwa, trzy dni, a może za pięć dokładnie to samo. I w koło, i dokoła, bez oddechu, bez wyjątku, bez przerwy: przyjechać, rozpakować, postawić czum, rozebrać czum, spakować, odjechać, przyjechać, złapać renifery, zima , wiosna, lato, jesień... Ale czy u nas jest inaczej? Chyba nie... Tak samo: wkoło, dokoła, bez przerwy, do rana, do wieczora, od rana, do weekendu, życie – czy jest jakaś różnica? [str. 214]

MOJE ODCZUCIA:
Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze marzyłam o wyprawie w rejony, gdzie rzadko komu udaje się dotrzeć. Marzenie mało oryginalne, bo takich miejsc jest coraz mniej, a ciekawych świata podróżników coraz więcej. :-) I bardzo dobrze, bo dzięki nim możemy zobaczyć miejsca i poznać ludzi i ich zwyczaje, o jakich nawet nam się nie śniło. Ciekawe, ile ludzi w Polsce wie, kim są Nieńcy. :-)

Magdalenie Skopek, autorce książki podróżniczej Dobra krew, udało się dotrzeć na syberyjski półwysep Jamał (co znaczy „koniec ziemi”) za koło podbiegunowe czyli jeszcze dalej niż bardzo daleko.  Trzeba mieć naprawdę dużo odwagi, żeby zdecydować się na spędzenie dwóch miesięcy w rodzinie nienieckich koczowników, w warunkach, gdzie hasło ‘hotel pięciogwiazdkowy’ oznaczać by mogło jedynie miękkie legowisko ze skór w czumie (czyli namiocie), ‘szybki transport’ z kolei – zaprzęg żwawych reniferów, ‘pyszne jedzenie’ to ryba lub renifer w dowolnej postaci – surowej, wędzonej, gotowanej czy kilkudniowa surowa wątróbka, ‘doskonałe warunki sanitarne’ równoznaczne są z wystarczającą ilością mchu, którego można używać jako papieru toaletowego, i piekielnie zimną wodą, a ‘markowa odzież’ to nic innego jak malica (=futro) ze skóry reniferów... Podałam to wszystko w sporym uproszczeniu i w wersji optymistycznej, bo lato w tundrze naprawdę może zaskoczyć.

To, co przeżyła Magdalena Skopek, mieszkając przez dwa miesiące w czumie z nieniecką rodziną Akatteto, jest niewyobrażalne dla ludzi przyzwyczajonych do wygód. To, czego tam można doświadczyć, nie da się streścić w kilku słowach recenzji. Jeśli chce się rzeczywiście poznać realia życia koczowniczego ludu życzącego w skrajnych warunkach, to relacja z podróży Magdaleny Skopek jest doskonałą okazją. Dzięki tej barwnej relacji możemy się naprawdę wiele dowiedzieć o codzienności Nieńców, rdzennych mieszkańców północnej Syberii, koczujących w tundrze, żyjących wśród reniferów, bez których człowiek nie mógłby tam istnieć.

Książka Dobra krew jest swego rodzaju pamiętnikiem, w którym autorka skrupulatnie opisała każdy aspekt życia na dalekiej północy, ilustrując go nie tylko słowem, ale i obrazem – książka zawiera mnóstwo pięknych zdjęć wykonanych przez autorkę. Bardzo mi odpowiada sposób, w jaki Magdalena Skopek opisuje swoje doświadczenia, przygody i to, czego nauczyła się od Nieńców. Tak proste, a tak bardzo wzbogacające. W pamiętniku tym znalazło się też miejsce na rozmaite życiowe przemyślenia, które również okazują się całkiem mi bliskie.

Generalnie jestem książką zachwycona, a niektórych członków rodziny Akatteto polubiłam do tego stopnia, że trochę już za nimi tęsknię. :-) Czekam więc na kolejną relację.

POLECAM:
- wszystkim ciekawym świata, innych kultur i tradycji
- miłośnikom reportaży

Krótko mówiąc:
niesamowite, niewyobrażalne, prawdziwe

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzyjny.

środa, 8 sierpnia 2012

Bluźnierstwo - Asia Bibi, Anne-Isabelle Tollet

Tytuł oryginału: Blasphème
Tłumaczenie: Piotr Bachtin
Wydawnictwo Naukowe PWN
Premiera 10 sierpnia 2012
184 strony
Literatura francuska
Gatunek: dokument

AUTOR: Asia Bibi, Anne-Isabelle Tollet
Asia Bibi to uboga pakistańska chrześcijanka, która nie umie czytać ani pisać. Nie może więc być autorką tej książki, choć jej nazwisko figuruje w miejscu nazwiska autora. Jest to bowiem jej historia, którą napisało dla niej życie. Francuska dziennikarka Anne-Isabelle Tollet, która w latach 20092011 pracowała w Islamabadzie jako korespondent, spisała tę historię z nadzieją, że o niesprawiedliwości wobec Asii usłyszy cały świat.


MIEJSCE akcji:
wioska Ittan Wali, Pendżab, Pakistan;
więzienie w Sechupurze

CZAS akcji:
czasy współczesne - czerwiec 2009–kwiecień 2011

BOHATEROWIE:
Asia Bibi, jej mąż Ashiq, sąsiadka-muzułmanka Musarat, minister Shahbaz Bhatti, gubernator Pendżabu Salman Taseer

TEMATYKA:
wołanie o pomoc dla Pakistanki skazanej na karę śmierci ze względu na wyznanie;
mniejszości religijne

PRZESŁANIE i CYTAT::


Skoro już mnie poznaliście, opowiedzcie innym moją historię. Przekażcie ją dalej. Wierzę, że to jedyna szansa, bym nie sczezła w tym więzieniu.
Potrzebuję was!
Ocalcie mnie! [str. 181]
Zdjęcie córek Asii pochodzi ze strony The Express Tribune.

CYTAT:
Nie rozumiem, dlaczego ludzie wykorzystują religie do czynienia zła. Chciałabym wierzyć, że przede wszystkim jesteśmy mężczyznami i kobietami, a dopiero w dalszej kolejności reprezentantami jakiejś religii. [str. 16] 

MOJE ODCZUCIA:
Przeczytałam tę krótką książkę z zapartym tchem, a słowem, które cały czas przewijało mi się przed oczami, to słowo "NIEMOŻLIWE". 

Nie słyszałam wcześniej o Pakistance, która została skazana na karę śmierci za czyn, który tamtejszy sąd uznał za bluźnierstwo. Na czym ono polegało? Otóż, Asia, zmęczona ciężką pracą przy zbieraniu owoców w upale, napiła się wody ze studni. Pech chciał, że oprócz niej w polu pracowały też muzułmanki, a dla nich woda, z której skorzystała chrześcijanka, stała się haram - nieczysta. Kiedy muzułmanka Musarat zasugerowała jej, że jedynym wyjściem jest przejście na islam, Asia broniła swoich racji, tłumacząc, że nie chce zmieniać wyznania. "Jestem wierna swojej religii i Jezusowi Chrystusowi, który umierając na krzyżu, poświęcił się za grzechy ludzkości. Co zrobił wasz Prorok, by uratować ludzi? I dlaczego to ja powinnam zmienić wyznanie? [str. 36]" To te słowa dolewają oliwy do ognia. Chwilę później Asia zostaje wtrącona do więzienia, a wkrótce skazana na karę śmierci przez powieszenie. Asia pozostaje w więzieniu do dziś, mimo że wstawiali się za nią ważni urzędnicy państwowi oraz papież Benedykt XVI. Gubernator Pendżabu Salman Taseer i minister zajmujący się sprawami mniejszości Shahbaz Bhatti przypłacili życiem to, że stanęli w obronie Asii. Obaj zgnięli z rąk fanatyków religijnych. I choć o życie i wolność Asii upominają się ludzie na całym świecie, muzułmańscy fundamentaliści są nieprzejednani. 


Anne-Isabelle Tollet, reporterka pracująca dla France24 i obserwująca na bieżąco wydarzenia, podjęła się napisania książki w imieniu Asii Bibi. Książka ta została już przetłumaczona na kilka najpopularniejszych języków - informacje z pierwszej ręki TUTAJ
Polecam również fragment wiadomości dotyczących sytuacji Asii oraz mniejszości chrześcijańskiej w Pakistanie.



Książki komentować nie będę, bo nic dodać, nic ująć. Jedyne, co mi nie pasuje to okładka polskiego wydania, na której widać kobietę z zegarkiem na ręku, z pomalowanymi paznokciami... Ale to takie moje małe "ale". Książka naprawdę powinna trafić do każdego, kto potrafi czytać, bo uzmysławia nam, że na świecie nadal są miejsca, gdzie wolność jest czystą fikcją. A co najgorsze nikt z żyjących w tej "wolnej części świata" nie może wiele zrobić. Zróbmy więc choćby niewiele: oto link do specjalnej strony, gdzie można wstawić się za Asię Bibi, podpisując petycję w jej obronie.

POLECAM:
- To książka, która powinna trafić do wszystkich.

Krótko mówiąc: 
przerażająca i niestety prawdziwa historia, poruszająca do głębi

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN 
za egzemplarz recenzyjny.

sobota, 21 lipca 2012

Polska według Kreta - Jarosław Kret

Wydawnictwo Naukowe PWN
Wydano w 2012
352 strony
Literatura polska
Gatunek: podróże, wspomnienia, reportaże

AUTOR: Jarosław Kret
Tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, bo znamy go z telewizyjnych wiadomości, w których przekazuje nam lepsze i gorsze wieści o pogodzie, zawsze jednak robi to w oryginalny sposób i z pasją. Z wykształcenia jest egiptologiem. Spokojnie można go jednak uznać za dziennikarza, reportera czy podróżnika - kolejność dowolna. Jarosław Kret brał również udział w tworzeniu wielu telewizyjnych programów podróżniczych i popularnonaukowych Od słów do głów, Podróże z barometrem, Planeta według Kreta.
Strona autora na Facebooku

Zdjęcie pochodzi z TEJ strony.
 
Inne książki tego autora:
Kret na Pogodę
(2005)
Ziemia Święta (2007)
Madagaskar (2008)
Moja Ziemia Święta (2006)
Moje Indie (2009)
Planeta według Kreta (2011)
Mój Egipt (2011)

MIEJSCE akcji:
ogólnie rzecz ujmując - Polska

CZAS akcji:
Czasy współczesne

BOHATEROWIE:
Jarosław Kret and co.

TEMATYKA:
Podróże w znane i nieznane miejsca w Polsce; odkrywanie interesujących miejsc

PRZESŁANIE:
Nasz kraj jest ciekawy i wartościowy i warto go poznawać.

CYTATY:
Najchętniej przepisałabym tu większość przepisów kulinarnych, ale jest ich za dużo :-)

MOJE ODCZUCIA:
Bardzo lubię książki podróżnicze. Nie jest więc zaskakujące, że książka Jarosława Kreta bardzo mi przypadła do gustu, zwłaszcza że nie jest to przewodnik z suchymi faktami, a raczej bardzo osobista relacja z krótkich wypadów po Polsce oraz zbiorek wspomnień w jednym. Celem tych podróży w towarzystwie kamery i ekipy telewizyjnej, było nakręcenie materiału do programu Polska według Kreta emitowanego przez TVP INFO.

- Dla mnie książka ta stała się bardzo cennym zbiorem informacji i ciekawostek o Polsce. Dotyczą one miejsc, które nie cieszą się największą popularnością, a w pełni na nią zasługują. Autorowi chodzi o to, żeby takie miejsca pokazać, bo jest ich w Polsce bardzo wiele, i aby zwrócić na nie naszą uwagę. Rzadko który Polak wie, jaka miejscowość w Polsce znana jest z przemysłu guzikarskiego i że wyrabiano tam guziki z  muszli małży rzecznych; gdzie jest muzeum siekier; która wieś jest największą i najdłuższą wsią w Polsce. Takie hasła jak szałamaje, dymarki, rejbak czy moskole może i z czymś się kojarzą, ale czy na tyle dobrze, żeby je dokładnie wyjaśnić i jeszcze wskazać region, z którym należy je powiązać? I same regiony Polski również - o ile każdy mniej lub bardziej precyzyjnie określi położenie Jeziora Solińskiego czy Doliny Rospudy, to nie jestem przekonana, czy równie dokładnie będzie umiał wskazać na Region Kozła, Pogórze Strzyżowskie czy Dolinę Karpia.

- Książka zawiera mnóstwo zdjęć - nie są to "wypięknione" widoczki i portreciki, ale zwykłe, codzienne ujęcia, które zmniejszają dystans między autorem a czytelnikiem. Zresztą styl, jakim posługuje się Jarosław Kret, to prosty, gawędziarski język. Autor pisze tak, jakby sobie wygodnie siedział i opowiadał – musiałam się przez chwilę przyzwyczajać do formy, ale dzięki temu książkę czytało mi się bardzo szybko, a sporo informacji łatwiej było w ten sposób przyswoić.

- Każdy rozdział został "okraszony" stosownym przepisem kulinarnym na potrawę typową dla opisanego w danym rozdziale regionu Polski. Ślinka leci ;-)

- Rewelacyjne jest to, że znajdziemy tu sporą dawkę humoru - są tu opisy śmiesznych sytuacji, czasem z Jarosławem Kretem w roli głównej, a czasem w wykonaniu kolegów z ekipy; zabawne komentarze; miłe 'zwierzęce' akcenty. Widać, że autor ma dystans swojego znaczącego nazwiska i do samego siebie, nie ma problemu z tym, żeby siebie pokazać w zabawnej sytuacji czy przyznać, że w czymś nie czuje się pewnie, np. w jeździe na nartach.

- Podobało mi się to, że autor wymienił bardzo konkretnie, tzn. z nazwiska, wiele osób, z którymi się spotykał i które miały wkład w powstanie programu, a tym samym i książki. To na pewno bardzo miłe dla osób współpracujących, gdy wiadomo, że się ich współpraca jest doceniana.

POLECAM:
- wielbicielom reportażu,
- tym, którzy lubią poszerzać swoją wiedzę o ojczystym kraju,
- tym, którzy lubią i planują  wypady po Polsce – są tu świetne podpowiedzi, które miejsca zasługują na uwagę i czego nie przegapić w danym regionie,
- tym, którzy lubią książki z kulinarnymi akcentami.

Krótko mówiąc:
lekko, ciekawie, smacznie, pogodnie ;-)


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzencki.


czwartek, 24 maja 2012

Dobre maniery w przedwojennej Polsce. Savoir-vivre, zasady, gafy – Maria Barbasiewicz

Wydawnictwo Naukowe PWN
Premiera: 29 maja 2012
336 stron

Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna – te słowa Sędziego z Pana Tadeusza wykorzystano jako tytuł pierwszego rozdziału świetnej publikacji Wydawnictwa Naukowego PWN Dobre maniery w przedwojennej Polsce Marii Barbasiewicz. Równie dobrze mogłyby posłużyć jako motto całej książki, w której autorka zebrała i przedstawiła różne środowiska i sytuacje, które wymagały określonych zachowania w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Dzisiejszy czytelnik – zwłaszcza młody – może odnieść wrażenie, że zarysowany w książce Dobre maniery... sposób życia to zamierzchła przeszłość, czasy dinozaurów, coś co przestało istnieć na zawsze itp. :-) Rzeczywiście obowiązujące w poprzednim stuleciu maniery nie zdołały przetrwać w pełnym wymiarze, a to co przetrwało ma tendencję zanikającą. Niestety? A może dobrze, bo było zbyt sztywno? 

 O ile niekoniecznie odpowiada mi następujące spojrzenie na rzeczywistość związane z rolą kobiety:  
Dom - to państwo kobiety. Jej władza nad garstką poddanych, któremi rządzi, jest despotyczna. Wszyscy zwracają się do nie w najmniejszej sprawie. Ona jest wzorem i przykładem, stale znajdującym się przed ich oczyma; ją bezwiednie śledzą oni i naśladują. [str. 83] (Mieczysław Rościszewski), 
o tyle na przykład zasady zachowania na spacerze aż się proszą, aby je choć trochę zastosować: 
Z domu wychodzić zawsze trzeba w ubraniu przyzwoitem i schludnem, na ulicy nie iść ani za prędko, ani za wolno, nie przybierać pozy wyniosłej, ani rozkazującej, trzeba ludziom ustępować z drogi, nikogo nie potrącać, tłumu nie rozpychać, paniom w oczy nie zaglądać, i między innemi pamiętać, że prawa strona uważana jest za miejsce honorowe. [str. 252] (też Mieczysław Rościszewski).

Maria Barbasiewicz cytuje nie tylko Mieczysława Rościszewskiego, ale wykorzystuje obszerną bibliografię. Dla mnie jednak absolutnym hitem jest właśnie Mieczysław Rościszewski – wszystkie cytaty, które zaznaczyłam sobie w trakcie czytania są jego autorstwa. Mam nawet zamiar rozejrzeć się za dwiema książkami Rościszewskiego: Księga obyczajów towarzyskich i Zwyczaje towarzyskie. Podręcznik praktyczny dla pań i panów

W książce Dobre maniery... znalazły się też opisy określonych wzorców zachowania, maniery przystojące wojskowym, zasady, do których powinny stosować się kobiety, zasady obowiązujące przy stole, w kawiarni, na balu, w środowisku biznesowym, na spacerze. Ponadto autorka przytacza takie ciekawostki jak popełniane gafy, zasady kulturalnego pojedynkowania się, i wspomina, jak odnoszono się do tzw. 'innych kłopotów' czyli romansów, rozwodów i ślubów. Wspomina też, co można było znaleźć w ówczesnej prasie kobiecej, pisze o początkach radia i kina oraz ich oddziaływaniu na mentalność, obyczaje, modę. Nie zabrakło też rozdziału o tym, jak ważne jest wpajanie dobrych manier oraz uczenie obowiązkowości, punktualności, uprzejmości przedstawicielom młodego pokolenia.  Rościszewski twierdzi, że „Dzieci przy stole już od lat siedmiu powinny zachowywać się jak najgrzeczniej, nie kłaść się na stole, nie podpierać się, nie rozwalać się na krześle, nie zakładać nogi na nogę, nie pluć, nie chrząkać, nie śpiewać, nie gaworzyć zbyt głośno i śmiało.” [str. 300]

Na unikalność tej publikacji wpływają przepiękne ilustracje, cytaty z pamiętników i wspomnień, z gazet i z literatury pięknej. W ogóle książka ta jest prześlicznie wydana – zakwalifikowałbym to wydanie do albumów.

Opracowanie to jest bardzo uniwersalne i powinno przypaść do gustu szerokim kręgom czytelników – nie jest to przytłaczający język naukowy, ale prosty i swobodny. Dałabym też tę książkę do przeczytania każdemu gimnazjaliście, licealiście, a obowiązkowo... dorosłemu. Jeśli zostałoby w każdym z nas choć 5 procent i wcielilibyśmy to w życie, przypuszczam, że większości z nas dużo łatwiej by się żyło. Zasadnicza różnica, jaką dostrzegam w zachowaniu z dwudziestolecia międzywojennego a dzisiejszymi czasami to fakt, że wówczas zwracano uwagę na innych i liczono się z drugim człowiekiem.

Namawiam Was szczerze do zapoznania się z tą publikacją – bardzo wiele się można nauczyć.

Krótko mówiąc:
przepięknie wydana, niezwykle pouczająca, stylowa, „ze smaczkiem”

I jeszcze kilka doskonałych cytatów:

Z broszury ze zbiorów Haliny Ostrowskiej-Grabskiej:
Jak grzecznie odmówić tańca zbyt natrętnemu kawalerowi?
Panna powinna poważnie patrząc mu w oczy powiedzieć: 'Odejdź ode mnie, pokuso szatańska, potrawo śmierci wiecznej'. [str. 107]

Cytaty z Kodeksu towarzyskiego Konstancji Chojnackiej:
Nie bez znaczenia dla wartości rozmowy jest opanowanie głosu i wybujałej gestykulacji, która bardzo razi, oraz wyraźna wymowa bez połykania końcówek, bez dzielnicowych nalotów. Głośne mówienie daje się nieznośnie we znaki słuchaczom, ale zbyt ciche nuży z powodu konieczności nieustannego nasłuchiwania. Nie tylko to co mówimy, lecz także jak mówimy sugestionuje ludzi. Podczas rozmowy patrzymy w twarz rozmówcy, ale nie bez przerwy w same oczy. Nie można przysuwać się za blisko, żeby aż oddech owiewał twarz naszego vis-à-vis, ani wymachiwać rękami dotykając czyichś rąk lub ubrania itp. [str. 39]

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzencki.







poniedziałek, 10 października 2011

Matematyka. Daj się uwieść! - Christoph Drösser


Matematyka. Daj się uwieść! 
Christoph Drösser
Warszawa 2011
242 strony

*****************
Wielu pała do niej żywą niechęcią. Wielu chronicznie jej nie cierpi. Dla wielu jest udręką. Niejeden z jej powodu wylał tony łez. Zmora większości uczniów. A jednak – obecna na każdym kroku, niezwykle przydatna, królowa nauk… Chyba nietrudno odgadnąć, że chodzi o matematykę. To właśnie ona jest główną bohaterką książki Christopha Drössera, który stara się pokazać ją od takiej strony, abyśmy ulegli jej urokowi. 

„Matematyka. Daj się uwieść!” to książka składająca się z kilkunastu rozdziałów, z których każdy jest poświęcony jakiemuś zagadnieniu matematycznemu. Nie jest to jednak seria wyjaśnień i obliczeń, ale niezwykle ciekawa prezentacja i opowiastka, najczęściej humorystyczna, oparta na wziętych z życia przykładach, w którą zostały wplecione wyjaśnienia, wzory i obliczenia. Możemy się więc ‘bezboleśnie’ zapoznać z matematycznymi ‘mechanizmami’ jak na przykład zasada proporcjonalności, obliczanie prawdopodobieństwa czy prawo wielkich liczb. Co ciekawe, autor zwraca uwagę na mechanizmy, które powodują, że wszystko wygląda inaczej niż podpowiada rozsądek.
Miejsca, gdzie czystej matematyki jest więcej, autor oznaczył jako ‘nie każdy mysi to czytać’. Z kolei zamieszczona na końcu każdego rozdziału obliczanka, to sytuacja życiowa, do której trzeba sporządzić obliczenia. Nie sądziłam, że jeszcze komuś uda się nakłonić mnie do tego, żebym coś policzyła z własnej, nieprzymuszonej woli, a na dodatek upatrując w tym przyjemności. Christophowi Drösserowi całkiem się to udało – przyłapałam się bowiem na tym, że próbuję zliczyć uściski i pocałunki, jakimi grupa znajomych obdarowała się przy pożegnaniu…

Skłamałabym, gdybym napisała, że książka Christopha Drössera sprawiła, że pokochałam matematykę. Jednak, choć tak się nie stało, nie żałuję ani chwili spędzonej nad tą książką – były to najmilsze matematyczne chwile, jakie miałam. Dowcipne wyjaśnienia, świetnie dobrane przykłady, odniesienie do życiowych sytuacji – wszystko to sprawia, że matematyka ożywa i przestaje jawić się jako potwór, ale jako część naszego życia. Szkoda, że nikt wcześniej zaprezentował mi matematyki w ten sposób.
*******************
 Moja ocena: 5,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzencki.