Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hachette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hachette. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2012

Serce pełne kłamstw - Ann Rule

Tytuł oryginału: Heart Full of Lies
Tłumaczenie: Katarzyna Gącerz
Wydawnictwo Hachette
Warszawa 2012
392 strony
*****************
"Mało kto jest całkowicie dobry lub całkowicie zły." [str. 5]

*****************
Z czterech książek z serii true crime, jakie przeczytałam, Serce pełne kłamstw zajmuje zdecydowanie pierwsze miejsce. Autorka książki Ann Rule, uważana przez mistrzynię tego gatunku, rzeczywiście kreśli doskonałe portrety psychologiczne bohaterów.

Sprawa, której dotyczy książka, to oskarżenie Liysy Northon o zamordowanie swojego męża Chrisa Northona. Zdania w tej sprawie były mocno podzielone – oskarżona miała mniej więcej tylu zwolenników, co przeciwników. Ann Rule wnikliwie opisuje zarówno oskarżoną Liysę Northon, jak i poszkodowanego Chrisa. Liysa została przedstawiona jako kobieta, która od dzieciństwa miała nadzwyczaj wybujałą wyobraźnię oraz niesamowite upodobanie do pisania pamiętników. Zresztą później w swym życiu zawodowym próbowała wykorzystać tę cechę – zajmowała się m.in. pisaniem scenariuszy. Oprócz tego uwielbiała podróże oraz fotografowanie. Łatwo nawiązywała kontakty z ludźmi i wiele osób umiała na tyle oczarować swoim wdziękiem, że nie mogły powiedzieć o niej złego słowa. Chris, przystojny pilot, to z kolei uosobienie spokoju i opanowania, odpowiedzialny, wierny. Jego znajomi również nie mogli powiedzieć o nim złego słowa. Komu więc wierzyć? Co mogło sprawić, że małżeństwo dwojga kochających się ludzi zakończyło się w dramatycznych okolicznościach?

Ann Rule przedstawia jednak sprawę jednoznacznie. O ile w trakcie śledztwa i procesu fachowcy, którzy się zajmowali dochodzeniem, mieli mnóstwo wątpliwości, ja – jako czytelnik – wiedziałam, komu wierzyć. Zadziwiające jest to, że istnieją ludzie, dla których tak wielkim problemem jest rozróżnienie fikcji od rzeczywistości, że zaczynają wierzyć w swoje wyobrażenia. Co gorsze, przekazują je dalej i sprawiają, że inni zaczynają wierzyć, że wymyślony obraz człowieka to jednak obraz prawdziwy. Ale czy wszystko można wmówić drugiemu człowiekowi? Niesamowite, że bohaterce książki udało się przenieść w rzeczywistość tak wiele kłamstw, które powstały w jej chorej wyobraźni.

Moim zdaniem książka ta zasługuje na uwagę –  Ann Rule w mistrzowski sposób nie tylko przedstawia postacie, ale również precyzyjnie prowadzi czytelnika przez śledztwo i proces. Miałam wrażenie, że razem ze śledczymi zbieram i analizuję dowody, prowadzę rozmowy, a potem siedzę na sali sądowej. W lekarza psychiatrę jednak nie bardzo umiałam się wcielić, bo kompletnie się na tym nie znam. Czułam jednak, że Liysa z takiej pomocy powinna była korzystać. Zdefiniowano u niej kilka objawów zaburzeń osobowości – "antyspołeczne i histrioniczne zaburzenie osobowości (osoby chore chcą być w centrum zainteresowania bez względu na to, czy wzbudzają negatywne, czy pozytywne odczucia)", a przede wszystkim "zaburzenie afektywne dwubiegunowe (faza maniakalna na przemian z fazą depresyjną)". Szkoda tylko, że nikt wcześniej nie zorientował się, że kobieta nadaje się do zaawansowanego leczenia psychiatrycznego, a w rezultacie niewinny człowiek przypłacił życiem wejściem w taki związek.
 
Polecam nie tylko miłośnikom true crime.


*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - zupełnie w porządku
C - ciekawa? - tym razem bardzo
E - emocje? - ogrom
N - negatywy? - w porównaniu z innymi książkami z tej serii tę uważam za najlepszą, więc negatywów nie będzie ;-)
A - ambitna? -bez oceny

*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Hachette.

*****************

A tak poza tym to wszystko OK ;-) oprócz tego, że nie podoba mi się to nowe wcielenie edycyjne bloggera. Niby wygodniej, ale jakieś psikusy mi serwuje. I nie wiem jak Wam, ale mnie dzisiaj potwornie wolno działa. No nic, pewnie niedługo się przyzwyczaję i nie będę się skarżyć, ale póki co średnio mi się to podoba.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Za młoda na śmierć - M. William Phelps

Wydawnictwo Hachette
Seria Prawdziwe zbrodnie

Warszawa 2012
346 stron
Tytuł oryginału: To Young to Kill
Tłumaczenie: Paweł Rojewski
*****************
Pierwsze zdanie:
Opisywanie przemocy wśród nieletnich to nie praca, którą można wykonać z lekkim sercem.
Ostatnie zdanie:
Rodzina Reynoldsów ma stronę: http://www.caringbridgr.org/il/adrianne/index.htm. Można na niej przeczytać dodatkowe wiersze, napisać do rodziny, wpisać się do księgi gości, obejrzeć zdjęcia Adrianne...
*************

Za młoda na śmierć – już sam tytuł podpowiada, że tym razem książka z serii Prawdziwe zbrodnie będzie dotyczyła młodej dziewczyny, której życie zakończyło się przedwcześnie. Wizerunek dziewczęcej twarzy oraz ostrze noża na okładce sugerują, że historia może okazać się niezwykle dramatyczna. Mimo to nie sądziłam, że aż do tego stopnia...

M. William Phelps poświęcił tę książkę zabójstwu szesnastolatki Adrianne Reynolds, zwyczajnej dziewczyny, nastolatki zmagającej się z problemami typowymi dla tego wieku, choć już doświadczonej przez los dużo bardziej niż większość jej rówieśników. Jak każda młoda dziewczyna – a może dużo bardziej – potrzebowała miłości, uznania, zainteresowania, przyjaciół, akceptacji. Szukała jednak wśród niewłaściwych osób, a odnajdywane pozory tych wartości niesłusznie uznawała za prawdziwe. Ta pomyłka kosztowała ją życie.

Adrianne dołączyła do grupy Juggalos, weszła w bliskie relacje z przywódczynią tej grupy, robiła przeróżne rzeczy, aby przestano ją nękać i aby zamiast tego okazano jej szacunek i przyjaźń. Czy nie wiedziała, że do przyjaźni i szacunku nie prowadzi droga przez upokarzanie samego siebie? Że seks na prawo i lewo nie zagwarantuje jej przyjaźni i uznania? Że zasady obowiązujące w rodzinie nie są skierowane przeciwko niej, a buntowanie się przeciwko rodzinie nie ma sensu? Możliwe, że nie wiedziała, bo ludzie, wśród których się wychowywała zmieniali się – dziewczynka, porzucona przez małoletnią matkę, była wychowywana przez swą babcię i jej męża Tony’ego, który potem też z różnych przyczyn nie był na stałe obecny w życiu adoptowanej córki. Trudno się dziwić, że postępowanie tej dziewczyny było jednym wielkim wołaniem o miłość. A że nie zorientowała się, że kumple z tatuażami diabła na ciele, z kolczykami w brwiach, języku i nie wiadomo gdzie jeszcze, malujący sobie twarze na czarno-biało i karmiący swoje umysły „ohydnymi, seksistowskimi, pełnych przemocy, profanacji i wulgaryzmów” [str.17] piosenkami nie są najlepszym środowiskiem do poszukiwania miłości, to jej życie zakończyło się tragicznie.

Trudno porównywać poziom bestialstwa morderców, ale tu osoby winne popełnionej zbrodni to nastolatkowie, rówieśnicy i znajomi Adrianne, którzy nie dość że popełnili zbrodnię, sprofanowali jeszcze ciało koleżanki – jak to delikatnie ujął autor – „rozczłonkowali” je.

Dla mnie historia Adrianne jest potwierdzeniem na to, że większa część naszej osobowości, naszych potrzeb, odporności emocjonalnej, kształtuje się w rodzinie. Jeśli to pierwsze, naturalne środowisko człowieka nie funkcjonuje prawidłowo, to młodemu człowiekowi potem trudno sobie wszystko poustawiać. Autor ujął to w takie słowa:

Była to trzecia rysa (rozwód biologicznej matki Adrienne z mężem) na obrazie normalnej rodziny kształtującym się w umyśle dziewczynki. Zaczęła uważać, że co kilka lat bierze się rozwód, przeprowadza albo opuszcza dom. Musiało to być niszczące dla młodego umysłu. Wizja rodziny ciągle się dla niej zmieniała. [str. 63]
A co na to amerykański wymiar sprawiedliwości? Chyba wolałabym nie wiedzieć, z jaka pobłażliwością traktuje się tam morderców...

Nie wiem, jak wyjaśnić sobie to, że są ludzie, których stać na takie bestialstwo. Przyznam, że ominęłam spore fragmenty tej książki, bo nie byłam w stanie przeczytać opisu tego wszystkiego, co spotkało Adrianne. Opisy, wspomnienia, zdjęcia – to wszystko jest bardzo realne i nie byłam w stanie tego znieść. Ostrzegam więc wszystkie nieodporne dusze...


Krótko mówiąc:

szokujące, przerażające do granic, nie dla wszystkich
*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka -przerażająca czyli dobrze dopasowana do tematu
C - ciekawa? -owszem, ale wolałabym chyba tego nie wiedzieć...
E - emocje? - maksymalnie porusza, wstrząsa, przeraża
N - negatywy? - chciałabym napisać "zbytni realizm", ale trudno o brak realizmu w książce opartej na faktach; sporo niezręczności w tłumaczeniu - są kalki językowe z angielskiego i błędy stylistyczne
A - ambitna? - bez oceny

POLECAM:
- wyłącznie tym, którzy – tak jak Adrianne – na pytanie „Jakie książki lubisz czytać?”, odpowiedzieliby „O morderstwach”
- odpornym czytelnikom,
- tym, którzy potrzebują czegoś "ku przestrodze".

*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Hachette.

Cicha śmierć – Ann Rule

Wydawnictwo Hachette
Seria Prawdziwe zbrodnie
Warszawa 2011
Tytuł oryginału: In the Still of the Night
Tłumaczenie: Katarzyna Gącerz
366 stron
*****************
Pierwsze zdanie:
Hrabstwo Lewis w stanie Waszyngton leży w połowie drogi pomiędzy Seattle a Portland.
Ostatnie zdanie:
Jesteśmy już o krok od schwytania mordercy... lub morderców.
*************
Cicha śmierć to kolejna przeczytana książka z serii Prawdziwe zbrodnie Wydawnictwa Hachette. Wcześniej czytałam z tej serii książkę Skoro nie mogę cię mieć... , ale nie odebrałam jej zbyt dobrze. Pamiętam, że miałam zastrzeżenia do języka. Nie wiedziałam, czy wynika on z dokumentalnego charakteru książki, czy jest wynikiem niezręczności w tłumaczeniu, czy po prostu średnio odpowiada mi język autora. Po przeczytaniu książki Ann Rule widzę, że z językiem i z tłumaczeniem w książce dokumentalnej można sobie poradzić. Tę książkę czytało mi się o niebo lepiej. 

Tematyka jest bardzo trudna - dotyczy tajemniczej śmierci młodej amerykańskiej policjantki Rondy Reynolds. W wyniku zaniedbań policji, do których dopuszczono na początku śledztwa, nie mogło ono przebiegać sprawnie i jednoznacznie. Śledczy wielokrotnie zmieniali orzeczenie o tym, czy było to samobójstwo, czy zabójstwo. Matka Rondy Barb Thompson, która nigdy nie uwierzyła w to, że jej córka mogłaby uciec się do takiego rozwiązania swych problemów jak samobójstwo, od lat nie ustaje w dążeniu do odnalezienia prawdy. Jest to więc dokument o wytrwałości w poszukiwaniu prawdy; o determinacji w walce o tę prawdę. A walka nie jest łatwa. Od początku śledztwa z nieznanych przyczyn obfitowało w zaniedbania, pomyłki, nieścisłości, brak konsekwencji i jednoznaczności. Prowadzący śledztwo dopuścili do zaniedbania podstawowych zasad obowiązujących w śledztwie – na miejscu zbrodni nie zastosowano standardowych procedur, zniknęło też wiele dowodów. Po jedenastu latach od tragedii w sprawie tej jest zbyt wiele niewiadomych, by można było jednoznacznie stwierdzić, jak do niej doszło. Czy można jednak odpuścić, skoro chodzi o śmierć ukochanej osoby, a ma się pewność, że policja się myli? Barbara Thompson nie odpuszcza od jedenastu lat...

Powiem szczere, że książka to wywołała u mnie tyle zainteresowania co rozczarowania. Nie jest dla mnie rozczarowaniem to, że matka za wszelką cenę chce się dowiedzieć, co się stało w tę tragiczną noc. Rozczarowało mnie to, że po przeczytaniu opisu naprawdę bohaterskich zmagań matki z prowadzącymi śledztwo, tajemnica śmierci Rondy nie została rozwiązana, a czytelnik spodziewający się wyjaśnienia i zakończenia zostaje porzucony w połowie ‘rozgrzebanej’ historii. To tak, jakby książka została napisana za wcześnie... Sprawa Rondy jest nadal w toku, a pytanie zasadnicze pozostaje bez odpowiedzi. A może trzeba cierpliwie poczekać na dalszy ciąg, który Ann Rule dopisze, jak tylko zagadka śmierci Rondy Reynolds zostanie rozwiązana?


Krótko mówiąc:
prawdziwe, przerażające, karygodne
*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - średnio oryginalna
C - ciekawa? - ciekawe zjawisko - tyle zaniedbań w śledztwie
E - emocje? - umiarkowane
N - negatywy? - niektóre informacje są wielokrotnie powtarzane
A - ambitna? - bez oceny

POLECAM:
- miłośnikom gatunku true crime

*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Hachette.

poniedziałek, 12 marca 2012

Czekając na anioły - Cathy Glass

Wydawnictwo Hachette
Seria Pisane przez życie
Tytuł oryginału: The night the angels came
Tłumaczenie: Violetta Karkucińska
Warszawa 2012
352 strony
*****************
Bohaterowie:
Cathy, Adrian i Paula - jej dzieci, Patrick i jego syn Michael, Stella i Jill - pracownice socjalne, Colleen i Eamon, Nora i Jack
*****************
Pierwsze zdanie:
- Cathy - powiedziała cicho Jill - muszę cię o coś prosić i chcę, żebyś wiedziała, że możesz powiedzieć "nie".
Znaczące zdanie:
Spójrz na gwiazdy, Cathy, i nie smuć się.
**************
Na pewno każdy z nas zna kogoś, kto dźwiga na co dzień więcej problemów niż inni, a ludzie wokół tylko zadają pytanie „Dlaczego? Dlaczego spotyka ją/go/ich aż tyle ciężkich doświadczeń? Czy to nie za dużo jak na jednego człowieka/jedną rodzinę?”. Takie pytanie nasuwa się też, gdy w książce Czekając na anioły Cathy Glass poznajemy historię ośmioletniego Michaela, któremu wali się świat – jego mama umarła, gdy był dwulatkiem, a jego ojciec i jedyny opiekun stoi na granicy życia i śmierci.

Chory na raka Patrick doskonale zajmował się wychowaniem syna – wpoił mu zasady, które dla niego samego były wielką wartością – uprzejmość i uczynność, posłuszeństwo, szacunek do innych ludzi, wiarę katolicką. Michael i Patrick byli naprawdę ze sobą bardzo zżyci. Trudno wyobrazić sobie co mógł czuć mały Michael, kiedy dowiedział się, że jego tata jest śmiertelnie chory, a lekarze nie są w stanie już nic zrobić. Michael wierzy, że życie nie kończy się w momencie śmierci i że jego mama czeka na tatę w niebie. Modli się jednak o to, aby anioły jeszcze nie przychodziły... Trudno też wyobrazić sobie uczucia ojca, który wie, że jego syn zostanie na świecie sam. Patrick robi więc wszystko, aby znaleźć dla chłopca dobrą opiekę. I tak Michael i Patrick poznają Cathy Glass, która pracuje jako opiekunka zastępcza. Cathy ma dwoje dzieci – kilkuletnią Paulę i Adriana, który jest dokładnie w wieku Michaela, rodzinom nie jest więc trudno zaprzyjaźnić się ze sobą. Patrick wychował swego syna na bardzo mądrego chłopca, Cathy udaje się bez problemu nawiązać świetny kontakt ze swoim podopiecznym, Adrian i Paula, którzy wiedzą, czym jest utrata rodzica, umieją wspierać Michaela – wszystko wydaje się więc ‘pod kontrolą’. Ale czy uda się przeprowadzić Michaela przez to trudne doświadczenie tak, aby jak najmniej cierpiał? Czy zdąży pożegnać się z tatą?

Mimo trudnej tematyki książka jest niezwykle pozytywna. Ukazuje proces godzenia się z tym, co nieuchronne. Przypomina, że wokół jest wielu dobrych ludzi, gotowych do największych poświęceń. Udowadnia, że człowiek nie jest sam.


Krótko mówiąc:
poruszająca do głębi, optymistyczna choć porusza smutny temat, mądra

*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - według mnie niezbyt udana - dzieciaczek niedobrany wiekowo, pewnie ze względy na blond włosy i niebieskie oczy, ale całkiem nie tak wyobrażam sobie Michaela
C - ciekawa? - bardzo
E - emocje? - przeogromne
N - negatywy? - nie zauważyłam
A - ambitna? - życiowa i prosta, ale uczy, jak poradzić sobie ze stratą ukochanej osoby

POLECAM:
- lubiącym czytać trudne, życiowe historie,
- borykającym się z uczuciami po stracie bliskich,
- tym, którzy chcą popracować nad własną wrażliwością na innych,
- rodzicom – doskonały przykład, jak rozmawiać z dziećmi o trudnych sprawach.

*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Hachette.

sobota, 10 marca 2012

Pozwól mi odejść – Sarah Jones

Tytuł oryginału: Call me evil, let me go
Tłumaczenie: Piotr Kleszcz
Warszawa 2012
260 stron
*****************
Miejsce akcji:
Wielka Brytania
*****************
Pierwsze zdanie:
Telefon zadzwonił w chwili, kiedy zaczynałam gotować dzieciom na obiad spaghetti.
Ostatnie zdanie:
Problem pojawia się wtedy, kiedy ludzie obdarzeni autorytetem nadużywają swojej władzy i zaczynają wykorzystywać innych.
**************

Pozwól mi odejść to kolejna opowieść z serii Pisane przez życie Wydawnictwa Hachette. Tym razem autorką jest Sarah Jones, która dzieli się swoimi przeżyciami związanymi z przynależnością do sekty. Opisuje proces dojrzewania do decyzji, aby przeciwstawić się przywódcy sekty i wyrwać się ze środowiska, w którym się znalazła. Przeciwstawienie się człowiekowi, który przez lata różnymi sposobami zyskiwał uznanie wielu ludzi i uchodził za autorytet, nie było łatwym przedsięwzięciem. Motywację do działania czerpała z poczucia niesprawiedliwości wobec jej dzieci – to ze względu na nie stanęła do walki. 

Dzięki opowieści Sary Jones możemy zapoznać się z mechanizmami wykorzystywanymi przez osoby żądne władzy do podporządkowania sobie ludzi. Widzimy ich bezwzględność, zakłamanie, manipulację i inne sposoby, jakimi posługują się, aby zyskać autorytet. Autorka przytacza też wspomnienia domu rodzinnego, które miały ogromny wpływ na decyzję jej rodziców. Po bolesnych doświadczeniach ze swym najstarszym synem, którego zachowania niejednokrotnie wywoływały przerażenie u wszystkich członków rodziny, zanim okazało się, że są wynikiem choroby psychicznej zwanej cyklofrenią, rodzice Sary byli mocno przewrażliwieni. W Tadford Charsmatic Church widzieli azyl, w którym ich córka mogłaby się uchronić przed złem tego świata. Nie byli świadomi tego, że pozbawią córkę wielu lat młodości. Kiedy dziewczyna przeżywała okres nastoletniego buntu i dopuściła się nieciekawych „wybryków młodości”, rodzice nie zastanowili się ani chwili i - nie chcąc dopuścić do tego, aby ich córka obracała się w złym towarzystwie - podjeli decyzję, która zaważyła na znacznej części życia ich córki. Sarah trafiła więc na ponad dziesięć lat do instytucji, która - mimo słowa ‘church’ w nazwie - z kościołem niewiele miała wspólnego, a ludzie podający się za autorytety i teoretycznie działający w imię Boga, to bezwzględni hipokryci, czyniący wiele zła. 

Przeciwstawienie się liderowi, stanięcie wbrew grupie, mówienie o niesprawiedliwości to nie były proste sprawy. Sarah przytłoczona do granic możliwości, z malutkim okruchem nadziei , prawie bez sił, podejmuje walkę ze względu na dzieci. Chce wyrywać je ze świata, w którym tkwiła przez ponad dziesięć lat, ze świata, do którego została brutalnie i bezmyślnie wrzucona przez rodziców. Sarah stopniowo zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że właściwie traktuje swoje dzieci tak, jak sama jest traktowana przez członków sekty – wymaga bezwzględnego posłuszeństwa, nie pozwala im samodzielnie myśleć, nie umie stanąć w ich obronie, pozwala, by doznawały niesprawiedliwości. Wie, że jedyną drogą, aby uchronić je przed dalszym cierpieniem jest wyrwanie je z sekty. Ale czy jest to możliwe? Warto sprawdzić.

Krótko mówiąc:
poruszająca, przejmująca, przerażająca
*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - bardzo dobra
C - ciekawa? - niezwykle poruszająca, przerażająca
E - emocje? - bardzo emocjonująca
N - negatywy? - gdybym nie była przewrażliwiona na punkcie poprawności językowej oraz tłumaczenia, to powiedziałbym, że wszystko jest w największym porządku. Jestem jednak przewrażliwiona i mogę powiedzieć, że pod tym względem jest zadowalająco, ale na pewno nie idealnie.
A - ambitna? - życiowa; autorka chce uchronić innych przed tym, co ją spotkało

POLECAM:
- lubiącym prawdziwe historie, dotyczące tego, co trudne,
- młodzieży,
- zainteresowanym tematyką sekt.

*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Hachette.

piątek, 24 lutego 2012

Psia odwaga – Isabel George

Psia odwaga
Niezwykłe opowieści o poświęceniu i bohaterstwie czworonogów
Isabel George
Tytuł oryginału: Beyond the Call of Duty
Tłumaczenie: Michał Zacharzewski
Wydawnictwo Hachette
Warszawa 2011
276 stron
*****************
Seria Niesamowite historie:
Anioły wokół nas
Cudownie ocalona
Pies, który uratował mi życie
Małe anioły
Prawdziwa odwaga
Ocaleni przez anioły
Mała wielka podróż
Endal
Na przekór losowi
****************
Z posłowia:
Rzeczy wielkich nie osiąga się bez wysiłku – powiedział kapitan Matthew Webb, kiedy w 1875 roku udało mu się jako pierwszemu człowiekowi na świecie przepłynąć kanał La Manche. Psy, które towarzyszyły żołnierzom podczas licznych wojen, z pewnością potwierdziłyby jego opinię – oczywiście gdyby potrafiły mówić...
I zawsze dają z siebie więcej, niż można by się spodziewać. Nie ma w tym nic dziwnego – kieruje nimi przecież coś więcej niż poczcie obowiązku. Do najważniejszych poświęceń i narażania życia skłaniają je odwaga, lojalność i miłość. [str. 273-274]
*****************
Bohaterowie:
Treo – czarny labrador, saper, który pracował w Afganistanie, uratował wielu ludzi, patrolował okolice w poszukiwaniu ładunków wybuchowych
Smoky – suczka york, lotnik, ocalona cudem przez żołnierzy, znaleziona w tak koszmarnym stanie, że nie było wiadomo, jakim jest zwierzęciem
Antis – owczarek niemiecki, lotnik, pies który pracował dla RAF-u w bazach lotniczych w Anglii i we Francji
Tangye – labrador, służył w Afganistanie, od małego był z żołnierzami, rozpoznawał dźwięk nadlatującej bomby i dawał znać zanim człowiek zdołał cokolwiek usłyszeć
Stubby – bulterier, sierżant, pies nagrodzony medalami, potrafi ł odnaleźć rannego na polu bitwy, lizał rany, przynosił ulgę aż do nadejścia pomocy, szczekaniem ułatwiał odnalezienie rannego
*******************
Nie od dziś wiadomo, że zwierzęta odgrywają ogromną rolę w życiu człowieka. Czasem niejednego człowieka. Na ile zdają sobie sprawę z tego, że to, co robią, jest nie tylko wykonaniem polecenia po to, by zdobyć upragnioną smakołyk, czy wyrazić swą wdzięczność swojemu panu, lecz ogromną zasługą dla wielu ludzi? Czy mają świadomość, że ratują ludzkie życie?

Książka Psia odwaga to – jak wyjaśnia podtytuł – to pięć ‘niezwykłych opowieści o poświęceniu i bohaterstwie czworonogów’, które w czasach wojen i podwyższonego zagrożenia życia pomagały człowiekowi zapobiegać nieszczęściu większemu niż śmierć jednej osoby. „To historie psów żołnierzy, które zasłużyły na miano wojennych bohaterów”.

Pięć historii o psach i ich właścicielach, a może lepiej byłoby powiedzieć – i o ich przyjaciołach - którym przyszło żyć w niespokojnych czasach wojen, a zadanie, które przyniosło im spełnić w życiu różniło się od prostego zrobienia dobrego uczynku.
*****************

PODSUMOWANIE
O - okładka - imponująca - z dostojnym przedstawicielem szlachetnej rasy
C - ciekawa? - całkiem ciekawa
E - emocje? - chwytające za serce, rzeczywiście niesamowita
N - negatywy? - nie jest to doskonała literatura faktu, ale czyta się dobrze; język raczej prosty
A - ambitna? - warto wspominać takich bohaterów; książka dobra w swej prostocie

 *****************
 POLECAM:
- tym, którzy wierzą w psią mądrość 
- tym, którzy nie wierzą w psią mądrość
- miłośnikom psów - lektura obowiązkowa
- tym, którzy lubią naprawdę niesamowite historie

*****************
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Hachette za egzemplarz recenzencki.

czwartek, 8 grudnia 2011

Skoro nie mogę cię mieć... – Don Lasseter



Skoro nie mogę cię mieć... 

Don Lasseter
Tytuł oryginału: If I Can't Have You, No One Can
Tłumaczenie: Piotr Klinger

Wydawnictwo Hachette
Seria Prawdziwe zbrodnie
Warszawa 2011
358 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Nie ma groźniejszego uczucia niż miłość.
Ostatnie zdanie:
Już nigdy nie będzie się bawił w miłość według swoich pokrętnych zasad opartych na posiadaniu i zemście.
*****************
Miejsce: 
Stany Zjednoczone
*****************
„Skoro nie mogę cię mieć...” – to co? – chciałoby się zapytać... Jeśli dodam do tego informację, że jest to tytuł książki z serii „Prawdziwe zbrodnie”, oraz jeśli przytoczę podtytuł „Szalona namiętność... Chorobliwa zazdrość... Zabójstwo z premedytacją...”, to tytułowe zdanie będzie można dokończyć na wiele sposobów. Dotyczy to jednak wyłącznie polskiej wersji książki, bo w oryginale tytuł jest kompletny: "... No One Can". Ci, którzy przekonali się jak dramatycznie może zakończyć się związek młodej kobiety (Sarah Rodriguez) z chorobliwie zazdrosnym mężczyzną (Rick Namey), pewnie wiele by dali, aby móc odwrócić los. Dwudziestoletnia dziewczyna i jej chłopak Matt Corbett padli ofiarą Nameya. Sarah zginęła na miejscu, a zdrowie Matta znacznie ucierpiało.

Czytelnik uczestniczy więc w dramacie rodzinnym, a później w przesłuchaniach mordercy i jego procesie. Szkoda tylko, że bezsensowne wyjaśnienia Nameya „nie wiedziałem, co robię. Nie myślałem, nie byłem sobą” nie przywrócą życia Sarze ani zdrowia Mattowi. Jeśli chodzi o sam proces, to niesamowicie wciągające są opisy przygotowań prokuratora do procesu, gromadzenie dowodów, współpraca ze śledczymi, przesłuchania świadków, czyli wszystko to, co prowadzi do poskładania układanki w jedną całość. Po długim procesie prokurator Dennis Conway przedstawia ławie przysięgłych ciąg wydarzeń. Do tego, że doszło do morderstwa, nietrudno było wszystkich przekonać. Jednak orzeczenie, czy Namey działał z premedytacją, czy było to zabójstwo w afekcie, było zasadniczą decyzją, jaką musieli podjąć ławnicy. Z niecierpliwością oczekiwałam na werdykt...

Don Lasseter jest autorem wielu książek zaliczanych do gatunku t.c. (true crime). Po przeczytaniu jedynej jak na razie książki zaliczanej do tego gatunku zastanawiam się, komu i czemu właściwie ma służyć tak wnikliwe opisanie śledztwa, procesu, itp. Niczego to przecież nie zmieni, a przynosi ból rodzinie, która jeszcze raz przeżywa tamte wydarzenia w trakcie rozmów z autorem. Owszem, ciekawe jest obserwowanie rozwoju śledztwa, ale czy to potrzebne? Sama nie wiem... Może ku przestrodze?

Dodam jeszcze parę słów o języku - niektóre sformułowania i sposób budowania zdań, drażniły mnie. Nie wiem, czy to wynika z tłumaczenia, ale trochę tu jest różnych niezręczności językowych... też ku przestrodze :-)

*******************
Moja ocena: 3,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Hachette za egzemplarz recenzyjny.

wtorek, 25 października 2011

Zew pustyni - Teresa Fortis


Zew pustyni
Teresa Fortis
Lockruf saudia
Tłumaczenie: Aldona Zaniewska
Wydawnictwo Hachette
Warszawa 2011
342 strony

*****************
Pierwsze zdanie:
Droga kandydatko na stewardessę, rozmowy kwalifikacyjne dla przyszłych stewardes Saudyjskich Linii Lotniczych odbywać się będą od 3 listopada 1981 w hotelu Sheraton w Stambule.
Przedostatnie zdanie:
Bez zwłoki napisałam: "Nie".
******************
Miejsce akcji:
Turcja - Stambuł
Arabia Saudyjska - Rijad, Dżudda
Tajlandia - Bangkok
******************

Zawsze kiedy czytam o pozycji (a raczej jej braku!) kobiet w państwach arabskich, wydaje mi się, że jest to niemożliwe, żeby tak naprawdę było. Bo czy to możliwe, aby w dzisiejszych czasach istniał jeszcze kraj, w którym z punktu widzenia prawa kobieta jest własnością mężczyzny, nie może opuścić domu - a co dopiero miejscowości czy kraju - bez jego zgody, nie może głosować, musi zakrywać swoje ciało. Teresa Fortis, Szwajcarka, opowiada prawdziwą historię, jaka jej się w życiu przytrafiła - więzienie na życzenie czyli kilkuletnia praca w Saudyjskich Liniach Lotniczych jako stewardessa.

Nie wiem, co skłania Europejki do podejmowania takich decyzji. Czy naprawdę zrealizowanie marzenia o podróżach czy lepsze warunki finansowe to wystarczające powody, aby spędzić część życia w miejscu, gdzie rola kobiety sprowadza się do służenia mężczyźnie i zaspokajaniu jego potrzeb? Czy jest możliwe, aby związek dwojga ludzi wychowanych w tak odmiennych kulturach miał jakiekolwiek szanse na przetrwanie? Czy jest możliwe, by uniknąć wpływu środowiska i nie podjąć pracy na "drugi etat" czyli na "obsługiwanie" bogatych Arabów w zamian za atrakcyjne wynagrodzenie i drogie świecidełka? Te pytania to tylko niektóre ze znaków zapytania, które rodzą się w trakcie czytania książki "Zew pustyni" o losach Teresy Fortis i innych Europejek decydujących się na pracę w kraju, gdzie traktowanie kobiet pozostawia wiele do życzenia.

Przeczytałam "Zew pustyni" z dużym zainteresowaniem, choć spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że może będzie to opowieść o kobiecie porwanej przez arabskiego szejka i pozostawionej samej sobie na pustyni... Byłaby to zapewne tragiczna historia, choć tak naprawdę nie wiem, czy większą tragedią nie jest to, co pozwoliły zrobić ze sobą opisywane w książce kobiety i jaki wpływ na jej psychikę miały opisane wydarzenia. Czy Teresa nie będzie żałować swoich decyzji? Warto sprawdzić.
*******************
Moja ocena: 4/6
Dziękuję bardzo wydawnictwu Hachetteza egzemplarz recenzyjny.

sobota, 17 września 2011

Jak ona mogła? - Dana Fowley


Jak ona mogła?
Dana Fowely

How could she?
Tłumaczenie: Hubert Górski
Wydawnictwo Hachette
Warszawa 2011
284 strony

*****************
Pierwsze zdanie:
  Z tego wszystkiego, co powiedział sędzia, dotarły do mnie tylko dwa słowa: 'Dwanaście lat'. 
Ostatnie zdanie:
 I to liczy się najbardziej.
******************
Jak ona mogła?” – pytanie to jest tytułem prawdziwej historii spisanej przez Danę Fowley, kobietę pochodzącą z przeciętnej edynburskiej rodziny. Widząc smutne oczy dziewczynki na okładce i wiedząc, że jest to książka z serii „Pisane przez życie”, byłam bardzo ciekawa, komu zostanie zadane to pytanie. Nie zgadłam. Nie zgadłabym − choćbym nie wiem jak się starała, nie wymyśliłabym czegoś takiego. Historia jest tak bolesna, że wolałabym móc zapewnić wszystkich, że to jednak jest fikcja literacka, a nie prawdziwa historia.

Autorka była w dzieciństwie ofiarą pedofilii. Spotkało ją wiele złego ze strony najbliższych osób. Od najmłodszych lat była zmuszana do zaspokajania wyuzdanych potrzeb ludzi, wśród których żyła. Nigdy nie okazano jej miłości. Nigdy nie była przytulona przez swoją matkę i nigdy nie usłyszała, że jest kochana. I choć nie nauczono jej, jak okazywać miłość, Dana w swym dalszym życiu doskonale potrafi się nią dzielić ze swoimi najbliższymi.

Będąc dzieckiem, w swej rodzinie nie miała u nikogo wsparcia. Nie miała, ale też nie szukała. Sądziła po prostu, że to, co ją spotyka na co dzień, jest czymś normalnym i że tak się dzieje we wszystkich rodzinach. Kiedy zaczęła dorastać i odkrywać okrutną prawdę, zrozumiała, jak bardzo została skrzywdzona. Dlaczego musiało upłynąć tak wiele czasu, zanim zdecydowała się mówić? I jak to możliwe, że jednocześnie kochała i nienawidziła swoją matkę?

Dana próbowała prowadzić „normalne” życie, ale jej doświadczenia z dzieciństwa nie dało się ot tak, po prostu, wymazać z pamięci . W końcu przyszedł moment na rozprawienie się z przeszłością. Pisanie tej książki było jedną z form w terapii. Dana bardzo realistycznie patrzy na przyszłość swoją i swoich dzieci. Wie ze jej synowie też będą kiedyś musieli zmierzyć się z jej przeszłością. Pragnie wiec pokazać im, że przeszłość i środowisko nie definiują czyjegoś przyszłego postępowania, że można żyć inaczej, że można się wyrwać z piekła. Dana chciała też zrobić coś dla dzieci, które tak jak ona kiedyś, padają ofiara pedofilii. Przekazuje im, że trzeba mówić o doznawanych krzywdach, nie bać się, bo wtedy znajdzie się ktoś, kto pomoże – tak jak jej pomógł Paul, mężczyzna jej życia.

Historia Dany Fowley jest tak dramatyczna, że aż trudno uwierzyć, że coś takiego jest możliwe. Że można to przeżyć. Że można dalej żyć. Że można być szczęśliwym. Dana pokazuje, jak małymi kroczkami mimo wszystko idzie w kierunku szczęścia.


*******************
Moja ocena: 6/6

Dziękuję bardzo Wydawnictwu Hachette
za egzemplarz recenzencki.