Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stany Zjednoczone. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 marca 2012

Stracony chłopiec czyli tajemnice sekty mormonów – Brent W. Jeffs, Maia Szalavitz

Tytuł oryginału: Lost Boy
Tłumaczenie: Zuzanna Załęska
Wydawnictwo Videograf II
Katowice 2010
216 stron
*****************
Pierwsze zdanie:
Zbudził mnie mój własny krzyk.
Ważne zdanie:
Wiedziałem, że nie ma takiej przeciwności, której nie podołalibyśmy wspólnymi siłami.
*************
Wiele osób wie, że Salt Lake City to stolica stanu Utah. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że to także „stolica” sekty mormonów. U nas na ogół hasło „mormoni” wywołuje skojarzenie z młodymi chłopakami w białych koszulkach, w krawatach, z identyfikatorem przypiętym do koszuli, zachęcających do uczestnictwa w kursach angielskiego czy spotkania o charakterze religijnym. Kolejne skojarzenie z mormonami to poligamia oraz ogromne rodziny z kilkoma/kilkunastoma żonami i niezliczoną liczbą potomstwa. Co prawda rząd amerykański już w XIX wieku rząd amerykański teoretycznie zakazał poligamii, jednak z książki Stracony chłopiec wynika, że mało skutecznie. Autor Brent W. Jeffs wychował się bowiem we wspólnocie, która jest odłamem mormonów i nosi nazwę Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Brent opowiada historię swojego życia związaną w większej części z życiem wśród mormonów. Jego dzieciństwo nie było usłane różami – trzy mamusie (każda o innym temperamencie), mnóstwo rodzeństwa, tatuś, który choćby chciał, nie był w stanie ogarnąć całego towarzystwa na tyle, że dziecko mogłoby powiedzieć, że ma dobry kontakt z ojcem, ba, że w ogóle ma kontakt z ojcem... W takiej gromadzie problemy poszczególnych osób często pozostawały niezauważone i prowadziły do traumatycznych doświadczeń. Rodzice często nieświadomi cierpienia swych dzieci nie mieli jak zapobiegać nieszczęściom. Tymczasem dzieci doświadczały ogromu zła ze strony osób, które pod pozorem proroczych objawień poddawały indoktrynacji i zastraszeniu członków sekty na każdym polu, wymagały bezwzględnego posłuszeństwa i uzurpowały sobie prawo do decydowania w pełni o czyimś życiu. W przypadku Brenta i jego starszego brata Clayna doszło jeszcze molestowanie seksualne. Te traumatyczne doznania z dzieciństwa zostawiły trwały ślad w psychice chłopców.
Brent W. Jeffs to całkiem młody mężczyzna, a jego opowieść dotyczy końcowych lat XX wieku. Niewyobrażalne jest to, że w dzisiejszych czasach są grupy ludzi, które „idą w ciemno” za kimś, kto obwołał się prorokiem czy przywódcą, ufają mu bezgranicznie i nie buntują się. Żyją w miarę spokojnie, godząc się w pełni na swój los i wierząc, że tak jest najlepiej. Co ciekawe, nawet wiedza, jaką przekazuje się w szkole jest specjalnie „spreparowana” na potrzeby sekty i nie ma nic wspólnego z osiągnięciami naukowymi i rzeczywistością. Nietrudno się domyślić, że osoby, które spędziły całe lata w takim towarzystwie są kompletnie nieprzygotowane do życia w normalnym społeczeństwie. Mają obniżone poczucie własnej wartości, wstydzą się swej odmienności, są zastraszone i żyją w nieustannym poczuciu winy.
Czy po przeżyciu kilkunastu lat w sekcie mormonów i po bolesnych doświadczeniach z dzieciństwa można z sukcesem włączyć się do życia w społeczeństwie? Jakie są konsekwencje takiego wyboru? Czy można uporać się z dramatycznymi wspomnieniami z przeszłości? Czy złoczyńców doścignie sprawiedliwość? Jeśli jesteście ciekawi, zapoznajcie się z opowieścią Brenta. Naprawdę niebywałe.

Krótko mówiąc:
Szokująca, poruszająca, bolesna, niewiarygodna

*****************
PODSUMOWANIE
O - okładka - bardzo mi się podoba, trafnie dobrana
C - ciekawa? - niesamowicie ciekawa; pewnie nigdy nie dowiedziałabym się o istnieniu sekty FLDS, gdyby nie ta książka
E - emocje? - wzbudza przeogromne emocje; trudna ze względu na tematykę, ale czyta się błyskawicznie
N - negatywy? - nie zwracałam uwagi - tematyka pochłania bez reszty
A - ambitna? - celem jest przedstawienie autentycznej, bolesnej historii

POLECAM:
- zainteresowanym prawdziwymi historiami ludzkimi,
- zainteresowanym tematyką sekt religijnych,
- zainteresowanym ludzką psychiką.

ODRADZAM:
- nadmiernie wrażliwym duszom - molestowanie seksualne dzieci to temat niekoniecznie dla każdego. Opisy pewnych scen i wspomnień są trudne.
*****************
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Videograf II.

czwartek, 8 grudnia 2011

Skoro nie mogę cię mieć... – Don Lasseter



Skoro nie mogę cię mieć... 

Don Lasseter
Tytuł oryginału: If I Can't Have You, No One Can
Tłumaczenie: Piotr Klinger

Wydawnictwo Hachette
Seria Prawdziwe zbrodnie
Warszawa 2011
358 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Nie ma groźniejszego uczucia niż miłość.
Ostatnie zdanie:
Już nigdy nie będzie się bawił w miłość według swoich pokrętnych zasad opartych na posiadaniu i zemście.
*****************
Miejsce: 
Stany Zjednoczone
*****************
„Skoro nie mogę cię mieć...” – to co? – chciałoby się zapytać... Jeśli dodam do tego informację, że jest to tytuł książki z serii „Prawdziwe zbrodnie”, oraz jeśli przytoczę podtytuł „Szalona namiętność... Chorobliwa zazdrość... Zabójstwo z premedytacją...”, to tytułowe zdanie będzie można dokończyć na wiele sposobów. Dotyczy to jednak wyłącznie polskiej wersji książki, bo w oryginale tytuł jest kompletny: "... No One Can". Ci, którzy przekonali się jak dramatycznie może zakończyć się związek młodej kobiety (Sarah Rodriguez) z chorobliwie zazdrosnym mężczyzną (Rick Namey), pewnie wiele by dali, aby móc odwrócić los. Dwudziestoletnia dziewczyna i jej chłopak Matt Corbett padli ofiarą Nameya. Sarah zginęła na miejscu, a zdrowie Matta znacznie ucierpiało.

Czytelnik uczestniczy więc w dramacie rodzinnym, a później w przesłuchaniach mordercy i jego procesie. Szkoda tylko, że bezsensowne wyjaśnienia Nameya „nie wiedziałem, co robię. Nie myślałem, nie byłem sobą” nie przywrócą życia Sarze ani zdrowia Mattowi. Jeśli chodzi o sam proces, to niesamowicie wciągające są opisy przygotowań prokuratora do procesu, gromadzenie dowodów, współpraca ze śledczymi, przesłuchania świadków, czyli wszystko to, co prowadzi do poskładania układanki w jedną całość. Po długim procesie prokurator Dennis Conway przedstawia ławie przysięgłych ciąg wydarzeń. Do tego, że doszło do morderstwa, nietrudno było wszystkich przekonać. Jednak orzeczenie, czy Namey działał z premedytacją, czy było to zabójstwo w afekcie, było zasadniczą decyzją, jaką musieli podjąć ławnicy. Z niecierpliwością oczekiwałam na werdykt...

Don Lasseter jest autorem wielu książek zaliczanych do gatunku t.c. (true crime). Po przeczytaniu jedynej jak na razie książki zaliczanej do tego gatunku zastanawiam się, komu i czemu właściwie ma służyć tak wnikliwe opisanie śledztwa, procesu, itp. Niczego to przecież nie zmieni, a przynosi ból rodzinie, która jeszcze raz przeżywa tamte wydarzenia w trakcie rozmów z autorem. Owszem, ciekawe jest obserwowanie rozwoju śledztwa, ale czy to potrzebne? Sama nie wiem... Może ku przestrodze?

Dodam jeszcze parę słów o języku - niektóre sformułowania i sposób budowania zdań, drażniły mnie. Nie wiem, czy to wynika z tłumaczenia, ale trochę tu jest różnych niezręczności językowych... też ku przestrodze :-)

*******************
Moja ocena: 3,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Hachette za egzemplarz recenzyjny.

niedziela, 27 listopada 2011

Wybacz, ale chcą się z tobą ożenić – Federico Moccia


Wybacz, ale chcą się z tobą ożenić
Federico Moccia

Tytuł oryginału: Scusa ma ti voglio sposare
Tłumaczenie: Karolina Stańczyk

Wydawnictwo Muza
Warszawa 2011
560 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
Kocham cię.
Ostatnie zdanie:
- Chcę cię poślubić na całe życie.
******************
Miejsce akcji:
Włochy - Rzym 
Stany Zjednoczone -Nowy Jork
******************
Federico Moccia to włoski autor książek młodzieżowych, które zyskują sobie coraz więcej czytelników, a może raczej czytelniczek. Wśród ślicznie wydanej serii książek tego autora wydanych przez Wydawnictwo Muza znajdziemy takie tytuły jak „Amore 14”, „Trzy metry nad niebem”, „Tylko ciebie chcę” i „Wybacz, ale będę mówiła ci skarbie”.

Powieść „Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić” to moje pierwsze spotkanie i zapoznanie się z autorem oraz z tym, co ma do przekazania młodzieży. Spotkanie pierwsze i – jak sądzę – ostatnie. Bohaterowie tej powieści to młodzi ludzie, szukający swego miejsca w życiu. Sposób, w jaki go szukają, i poziom ich działania oraz ich przemyślenia i decyzje świadczą o tym, że są to ludzie puści i egoistyczni, pozbawieni poczucia odpowiedzialności. Kłamstwa, zdrady, seks na każdym kroku (no dobra – co drugi krok), denne dialogi, prymitywne problemy – oto co ja spostrzegłam w tej powieści. Możliwe, że jestem za stara, żeby czytać takie książki. Młodzieńcze problemy mam już za sobą. Czytając tego rodzaju książki, patrzę na nie pod kątem tego, czy są warte, aby polecić je młodym ludziom, czy pokazują coś wartościowego, czy dadzą coś młodemu, poszukującemu człowiekowi. Tym razem pudło.
 
„Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić” oceniam jako pozycję, wyłącznie dla tych, którzy nie żałują swojego czasu lub nie mają co robić. Polecam miłośnikom seriali, wielbicielom dennych rozmów o niczym i problemów typu „lepiej iść do łóżka z tym, czy z tamtym”. I oczywiście wszystkim kochającym zajebistość. Dorzucę malutki cytacik: „Leży tu, śpiący, o bladej skórze. Już nie wydaje się jej taki przystojny jak wcześniej. Co takiego w nim widziałam? Myślałam, że jest zajebisty. Za wszelką cenę chciałam, żeby zwrócił na mnie uwagę, a teraz, kiedy poszłam z nim do łóżka, tak dziwnie się czuję.” [str. 437]

Liczyłam na coś w rodzaju literackiego odpowiednika komedii romantycznej, a otrzymałam jakąś piorunującą mieszankę czegoś w rodzaju „Prosto w serce” z „Barwami szczęścia”. Więcej tytułów seriali nie podam, bo po prostu nie znam, ale chodzi mi o denne seriale z bohaterami, dla których wszystkie ważne decyzje opierają się na sprawach związanych z seksem i tym, czy ktoś na pewno jest zajebisty. Za nadmiar zajebistości w tym poście przepraszam, ale to rezultat spotkania z Federico Moccią (a może tłumaczką?), który (która?) nie potraktował(a) czytelnika z należytym szacunkiem, oferując ową „zajebistość” we wszelakich odmianach.

*******************
Moja ocena: 1/6
Dziękuję bardzo Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzyjny.

Przykro mi, że dzielę się tak niepochlebnymi spostrzeżeniami, ale nie chodzi chyba o to, żeby udawać, że mi się podobało, skoro się nie podobało...


piątek, 25 listopada 2011

Dziewięć wcieleń kota Deweya − Vicky Myron, Bret Witter


Dziewięć wcieleń kota Deweya
Vicky Myron, Bret Witter

Tytuł oryginału:
Dewey's Nine Lives. The Legacy of Small-Town Library Cat Who Inspired Millions

Tłumaczenie:
Ewa Bolińska-Gostkowska, Bartosz Gostkowski, Maksymilian Tumidajewicz, Magdalena Zielińska, Dariusz Żukowski


Wydawnictwo Znak
Kraków 2011
363 strony

******************
Od długiego czasu stoi na mojej półce pewna książka i czeka na recenzję...

Mogę napisać co nieco dopiero dzisiaj, bo długo nie byłam w stanie ponownie wziąć do ręki książki Vicky Myron „Dziewięć wcieleń kota Deweya”, a to dlatego, że kiedy zaczynałam czytać tę książkę, mieszkały u mnie dwa kotki, a kiedy ją kończyłam, był już tylko jeden... Strasznie mi było żal małego czarnego futrzaka, który do nas trafił − niestety nie na długo. Zdążył jednak dostarczyć nam tyle radości, że bardzo ciepło go wspominamy. I teraz już robimy to często, choć trochę czasu zajęło nam przyzwyczajenie się do tej sytuacji i dojście do takiego stanu, że możemy już spokojnie o nim rozmawiać i wspominać, jak ssał ogonek, jak uparcie wdrapywał się na najwyższą szafę, jak zaczepiał o sto razy większego od siebie psa, jak podkradał jedzenie i dzielił się nim z psem, jak zaczepiał starszego kotka i zmuszał go do zabawy... :-)


 Są ludzie, którzy sądzą, że nie istnieje coś takiego jak więź człowieka ze zwierzęciem, a jedyne co zwierzę może dać człowiekowi, to przywiązanie w podziękowaniu za „pełną miskę”. Sądzę, że są to poglądy ludzi, którzy nigdy nie mieli zwierzaka i dlatego nie zdołali doświadczyć wielu innych uczuć, które budzą się w człowieku pod wpływem zachowania futrzaka. Bohaterowie książki „Dziewięć wcieleń kota Deweya” są świetnym dowodem na to, że relacja człowiek-kocur to jednak dużo więcej niż zadowolenie z powodu zaspokojenia głodu. Opowieści o kotkach zebrane przez Vicky Myron są reakcją ich właścicieli na wiadomość o śmierci niezwykłego kota Deweya (można o nim poczytać również w książce „Dewey. Wielki kot w małym mieście”) i wywołane chęcią podzielenia się z innymi pamięcią o swoich czworonożnych przyjaciołach. Każda z tych opowieści to dowód na to, jak zwierzaki potrafią odpłacić człowiekowi za ciepło i miłość, jak ‘balsamują’ zasmuconą duszę i jak potrafią zmienić człowieka i jego spojrzenie na życie.

Dla miłośników kotów „Dziewięć wcieleń kota Deweya” to lektura obowiązkowa, choć polecam ją również tym osobom, które twierdzą, że kotów nie lubią. Może po przeczytaniu kilku prawdziwych opowieści uwierzą, że koty to naprawdę fajne zwierzaki. :-)

*******************
Moja ocena: 5,5/6
Dziękuję bardzo Wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzyjny.