piątek, 24 maja 2013

47/2013 Dom na Sycylii - Rosanna Ley

Tytuł oryginału: The Villa
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
560 stron
Literatura angielska
Gatunek: powieść obyczajowa


Niech zgadnę – nie jestem jedyną osobą, która nie pogardziłaby spadkiem w postaci... domu na Sycylii. Nie miałabym też nic przeciwko temu, aby warunkiem otrzymania tego spadku była konieczność odwiedzenia wyspy, jestem bowiem jej fanką i mogłabym tam zamieszkać w dowolnym miejscu i w dowolnym momencie. W takiej sytuacji życiowej zostaje postawiona Tess Angel, jedna z głównych bohaterek powieści Rosanny Ley Dom na Sycylii.

W żyłach Tess płynie sycylijska krew – jej mamma Flavia spędziła tam młodość, po czym z powodów nieznanych Tess opuściła wyspę na zawsze. Wyszła za mąż za Anglika i nigdy już na wyspę nie powróciła. Wtopiła się w deszczową rzeczywistość angielską tak bardzo, że jedynie sycylijskie dania przygotowywane dla swej rodziny były „łącznikiem” z przeszłością. Flavia bowiem chroni sekretów z przeszłości bez reszty. Dopiero pod koniec życia podejmuje decyzję o spisaniu swej historii dla córki. W tym samym czasie Tess odkrywa stopniowo historię swej matki podczas pobytu na Sycylii, gdzie poznaje najbliższą przyjaciółkę Flavii oraz przystojnych Sycylijczyków, których rodziny mają również coś wspólnego z jej rodziną. Cała ta historia kryje w sobie tajemnice i sekrety, spory i nieporozumienia, miłość i zdradę, a nawet prawdziwy skarb – nawet przez chwilę nie jest nudno.


Dopełnieniem tej powieści o kobietach jest postać Ginny – córki Tess, która wkracza w dorosłość i próbuje znaleźć swe miejsce w życiu. Los zatacza koło, bo, podobnie jak Flavia, Ginny chce podążać za głosem serca, chce samodzielnie podejmować decyzje co do swej przyszłości, nawet gdyby miało to przynieść przykre konsekwencje.


A skoro powieść jest o kobietach, to również o miłości w kilku odsłonach. Ginny, młoda dziewczyna, dorasta do miłości, szuka jej, popełnia błędy. Tess, prawie czterdziestolatka, nadal nie znalazła właściwego mężczyzny, choć była już w różnych związkach. Może  przedsiębiorczy Giovanni lub Tonino o artystycznej duszy zdoła zdobyć jej serce? Flavia, osiemdziesięcioletnia kobieta,  wspomina różne oblicza miłości, które dane jej było poznać w życiu – tej namiętnej, i tej rozsądnej. Czy żałuje swoich decyzji?


Na początku miałam wrażenie, że książka będzie banalna i przewidywalna, ale Rosannie Ley udało się mnie zaskoczyć. Do tego świetnie oddane barwy, zapachy, smaki Sycylii, morskie skarby,  witraże, szlachetne kamienie, legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie, gorące klimaty nie tylko w powietrzu, ale i w sercach :-) Jednym słowem – idealna powieść na lato!



Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.


Książkę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik: powieść z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych

wtorek, 21 maja 2013

46/2013 Pępowina - Majgull Axelsson

Tytuł oryginału: Moderspassion
Tłumaczenie: Katarzyna Tubylewicz
Grupa Wydawnicza Foksal, W.A.B.
Seria z miotłą
Warszawa 2013
542 strony
Literatura szwedzka
Gatunek: powieść psychologiczna

Zanim miałam okazję posmakować po raz pierwszy prozy Axelsson wiedziałam tylko tyle: że jest niełatwa, że autorka nie boi się trudnych tematów, że czyta się ją świetnie i że nie pozostawia czytelnika obojętnym. 

Moim pierwszym spotkaniem z Axelsson była powieść o prostym, lecz zaskakującym, choć również doskonale dobranym  tytule Pępowina. To powieść nie tylko o relacjach rodzicielskich i rodzinnych, ale także o nieumiejętności oderwania się od przeszłości.


Kobiety, które przewrotny los zamyka w  przydrożnej gospodzie nieopodal szwedzkiego miasteczka Avrika, choć zupełnie różne od siebie, stopniowo odkrywają, że mają ze sobą wiele wspólnego. Marguerite, Anette, Ritva i Minna doświadczają niebywałej samotności i wewnętrznego cierpienia, na które niemały wpływ miały relacje, jakie panowały w rodzinach, w których kobiety się wychowały. Te relacje zdeterminowały też ich własne podejście do macierzyństwa i kobiecości w dorosłym życiu. To, co bolało, co tkwiło głęboko w nich, stało się wewnętrznym żywiołem niszczącym każdą z nich od środka. Bezlitosny żywioł zataczał coraz większe kręgi, niszcząc codzienność każdej z kobiet i nie pozwalając im i ich rodzinom spokojnie żyć. Ich przypadkowe spotkanie staje się szansą na uporanie się z demonami przeszłości, przeżycie wszystkiego od nowa i przeanalizowanie swego dotychczasowego postępowania z dystansu. Stanie się szansą na rozliczenie się z przeszłością i próbą zrobienia kroku w przód, oczyszczenie, odcięcie pępowiny, nowe życie...


Axelsson urzekła mnie nie tylko doskonale dobraną symboliką – tytułowa pępowina, burza i powódź siejące zniszczenie, miedzianoskrzydły anioł – ale i powalającą prostotą wypowiedzi. Wszystko jest u niej nazwane po imieniu, a jednocześnie żadne słowo nie jest wypowiedziane za wcześnie. Autorka potrafi świetnie dawkować informacje i genialnie budować napięcie.


Potwierdziło się więc wszystko, co wiedziałam o prozie Axelsson. Pępowina nie należy do powieści lekkich, łatwych i przyjemnych. Tematy takie jak cierpienie, samotność, konsekwencje przeżyć z dzieciństwa nie są proste, ale sposób, w jaki Axelsson o nich pisze, każe czytać dalej i dalej, wywołując natłok myśli i emocji. Uważam, że każdy, kto szuka w literaturze głębi, powinien się zmierzyć w jakimś momencie z prozą tej szwedzkiej pisarki.


(...) kiedy człowiek się starzeje, niemal wszystko się zmienia. Ma się lepszy widok. Panoramiczny. Inną perspektywę. Nie dlatego, że człowiek koniecznie robi się mądrzejszy (...) ale, dodawała, jest tak, jakby człowiek wspiął się na jakąś górę. Nagle, któregoś dnia, stoi się niemal na szczycie i patrzy na cały świat. Widzi się rzeczy, których się wcześniej nie widziało. pojmuje to, czego nigdy wcześniej nie pojmowało. Zdumiewa tym, o czym wcześniej myślało się, że jest zupełnie normalne, także sobą samym i swoim życiem. Jednak jest już wszystko jedno, bo człowiek znajduje się na szczycie, wysoko nad światem, gdzie powietrze jest tak rozrzedzone, że już nie do końca jest się sobą. Trudno mu oddychać. Trudno przejmować się rzeczami, co do których wie się, że powinno się nimi przejmować. Nie robi się tego. Człowiek staje się nieco obojętny. Niewzruszony. Świat jest przecież tak daleko i każdy tam na dole musi popełniać swoje własne błędy. [str. 191-192]

Serdecznie dziekuję wydawnictwu W.A.B. za egzemplarz recenzencki.


Książkę zaliczam do wyzwań: 
Trójka e-pik: powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych
Wyzwanie osobiste - lista nr 1: Chyba tylko ja nie czytałam...
W prezencie: 'ę' 

czwartek, 16 maja 2013

45/2013 Sufi - Elif Şafak

Tytuł oryginału: Pinhan
Tłumaczenie: Anna Akbike-Sulimowicz
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
330 stron
Literatura turecka


Przeczytałam Sufiego.

Przeczytałam i poczułam się dumna. Dlaczego? Bo to książka niełatwa. To książka filozoficzna, przepełniona duchowością, mistycyzmem, alegorią, bazująca na sufizmie, którego założenia wcale nie są w Polsce popularne.


Zaskoczyło mnie to, że powieść ta jest debiutem pisarskim Elif Şafak, bo jak na pierwszą książkę to rzeczywiście świadczy o niezwykłej wyobraźni, wyczuciu i dojrzałości autorki. Nie bez powodu turecka pisarka została za tę powieść uhonorowana Nagrodą Rumiego przyznawaną niezwykłym dziełom mistycznym.


Sufi to powieść, którą nie sposób przeczytać w pośpiechu czy w rozproszeniu. Jest jak baśń składająca się z wielu krótszych opowieści tworzących spójną całość. I żeby ją ogarnąć, trzeba się zatrzymać. Trzeba przyjrzeć się każdej postaci – mniej lub bardziej udziwnionej, posłuchać, co ma do powiedzenia. Świat stworzony przez Şafak, to świat pełen dżinów, wiedźm, duchów, karłów, księżniczek. Świat, który – kiedy mu się przyjrzymy wnikliwie – doskonale odzwierciedla świat realny.


Oprócz głównego bohatera Pinhana przedstawionego jako młodzieńca poszukującego swej tożsamości, szczęścia i miłości, oraz próbującego tworzyć swą własną życiową historię, aby wyrwać się z poczucia wyobcowania i samotności, autorka wprowadziła do powieści wiele przeróżnych postaci, posiadające rozmaite cechy charakteru, a jednocześnie tak uniwersalne, że składają się na wizerunek ludzkości. W szerokim rozumieniu. Odzwierciedlają to, jacy jesteśmy.


Sufi to opowieść o drodze, o poszukiwaniu, o samotności. To dla mnie to również powieść przedstawiająca przenikanie się dobra i zła w świecie oraz niezgłębionych tajemnicach ludzkiej natury.


Czytałam tę powieść aż trzy tygodnie. Wiem, strasznie długo. Ale warto było :-)


Książkę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik: książka, która została nagrodzona/której autor został nagrodzony


W prezencie - litera S





Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.


środa, 15 maja 2013

44/2013 Planeta według Kreta - Jarosław Kret

Wydawnictwo Naukowe PWN
Warszawa 2011
280 stron
Literatura polska
Gatunek: literatura podróżnicza

Po zwiedzeniu Polski z Jarosławem Kretem przyszedł czas na zwiedzenie całej planety ;-)
Przeczytałam Planetę według Kreta i mam wrażenie, że przejechałam kawał świata.

Jarosław Kret, znany dziennikarz, który zwiedził mnóstwo przeróżnych zakątków naszej planety, podzielił się swoimi wrażeniami z licznych podróży nie tylko "na wizji" w programie pod tym samym tytułem, ale również na kartach książki. I bardzo dobrze. Dzięki tej podróży (szkoda że tylko palcem po mapie) ;-) mogłam odwiedzić takie miejsca, w których prawdopodobnie nigdy się nie znajdę. Ot, taki Mauritius na przykład... O ile Austria i Włochy, wspomniane na początku książki, są osiągalne, o tyle prawdopodobieństwo zwiedzenia takich miejsc jak Izrael, Jordania, Syria
, Liban, Tunezja, Maroko, Malediwy, Madagaskar, Argentyna, Chile, Brazylia czy wspomniany Mauritius, maleje wraz z odległością. Dlatego takie wspomnienia są dla mnie niezwykle interesujące. 

Spokojnie więc przełknęłam wszelkie niedociągnięcia stylu wypowiedzi autora, przepuszczone błędy korektorskie, brak bibliografii mimo zawarcia cytatów z książek (książki?) Arkadego Fiedlera, ponieważ ilość informacji oraz staranne wydanie uzupełnione mnóstwem zdjęć wszystko zrekompensowały i sprawiły, że ogólne wrażenie mam całkiem dobre. Czytałam już wcześniej Polskę według Kreta, więc gawędziarski ton (a raczej język zbliżony do języka mówionego), jakim posługuje się autor, już mnie nie zaskoczył. Opowiastki są nawet ciekawe i w niektórych miejscach zabawne, przedstawione z dystansem do samego siebie i bez większego nadęcia.  

Jeśli jednak szukacie czegoś „naukowego”, co sugerowałaby nazwa wydawnictwa, to w tej książce tego nie znajdziecie, bo jest to po prostu zbiór luźnych, osobistych odczuć i przeżyć z podróży w egzotyczne miejsca, do których większość z nas – przeciętnych ludzi – nigdy nie pojedzie. Gdyby jednak los kogoś zaprowadził do któregoś z tych krajów, to jak najbardziej można skorzystać z informacji o miejscach polecanych do zwiedzenia, o panujących zwyczajach, o mieszkańcach, tym bardziej że często są tam wskazówki, jakich nie znajdziemy w klasycznych przewodnikach.


Książkę zaliczam do wyzwania W prezencie - litera P.


Dziękuję za książkę Wydawnictwu naukowemu PWN.

wtorek, 14 maja 2013

43/2013 Tym razem serio. Opowieści prawdziwe - Małgorzata Musierowicz

Wydawnictwo Akapit Press
Łódź 1995
93 strony tekstu plus zdjęcia
Literatura polska
Gatunek: mini-autobiografia ;-)


Ileż ja się naszukałam tej książki!

Nie chodzi o to, że zginęła mi w jakimś książkowym bałaganie – zdecydowanie nic z tych rzeczy. Chodzi o bezskuteczne poszukiwania na allegro, w antykwariatach itp. Po prostu zawsze chciałam przeczytać autobiografię  autorki książek, na których się wychowałam i do których wracam może nie często, ale ciągle ;-) Z odsieczą przybyła Imani, która wypożyczyła mi Tym razem serio, czym sprawiła mi niesamowitą frajdę. Dziękuję :-)

Uzupełniłam więc sobie wizerunek autorki o elementy biograficzne, chociaż powiem szczerze... czuję lekki niedosyt. Poczułam go już w momencie, kiedy zobaczyłam cieniutką książeczkę zamiast opasłego tomiska, co nie zmienia faktu, że przeczytałam ją z ogromną przyjemnością i z ciekawością. I tak naprawdę to, mimo że oczekiwałam większej objętościowo książki, bez problemu udało mi się stworzyć wyobrażenie o rodzinie pani Małgorzaty, wejść w świat jej wartości, poczuć rodzinną atmosferę wzajemnego szacunku i miłości, a także podelektować się dykteryjkami i anegdotami wziętymi z życia. Tak że kolejny raz potwierdza się to, że nie ilość, ale jakość się liczy.

Małgorzata Musierowicz napisała w zakończeniu, że „Nikt nie jest dziełem wyłącznie samego siebie. Na to, kim jesteśmy i czegośmy dokonali, składa się suma świateł i suma cieni, którymi obdarzyli nas wszyscy ludzie, przesuwający się przez naszą drogę [str. 93]” i zgodnie z tym podejściem napisała bardziej o innych niż o sobie. A jeśli już o sobie, to w odniesieniu do innych ludzi, którzy byli dla niej ważni – babcia Weronika, mama Zofia, ciocia Lucia, brat Stanisław Barańczak, wyjątkowi nauczyciele (Marian Węgrzynowicz, Czesław Latawiec), redaktorki (Danuta Sadkowska, Elżbieta Jasztal-Kowalska). To przez pokazanie relacji, jakie łączyły panią Małgorzatę z opisanymi w książce osobami, można dowiedzieć się wiele o autorce. 


Świetne jest też to, jak wyraźnie widać, po kim niektórzy bohaterowie Jeżycjady przejęli swe cechy charakterystyczne. Na przykład pamięć o swym nauczycielu polskiego Czesławie Latawcu autorka przekazała swoim czytelnikom dzięki postaci profesora Dmuchawca ;-) Cudne!

Książka została wydana w 1994 roku, więc już lata temu, i od tamtej pory nie była wznawiana. Sama autorka informowała czytelników na swojej stronie, że niewznawianie autobiografii to jej świadoma decyzja, bo uważa książkę za zbyt powierzchowną, a niektóre opowiedziane wydarzenia zasługują na więcej uwagi.

Zdecydowanie polecam tę niedużą objętościowo, ale pełną optymizmu książeczkę wszystkim fanom Jeżycjady i Małgorzaty Musierowicz. A mój niedosyt wynika wyłącznie z tego, że mogłabym czytać na okrągło to, co Małgorzata Musierowicz ma do opowiedzenia.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania W prezencie - litera T.


środa, 1 maja 2013

Plany na maj

Podobnie jak w kwietniu lektur na maj nie uda mi się skrupulatnie zaplanować. Chcę w tym miesiącu przeczytać więcej książek recenzenckich, bo ostatnio trafiły mi się arcyciekawe kąski, jak na przykład Sufi Elif Safak czy Pępowina Majgull Axelsson. I czekam jeszcze na kilka wybranych tytułów ;-)

Pod względem "wyzwaniowym" to plan jest taki:

1. Book-Trotter
W maju czytamy literaturę australijską. Chcę przeczytać Zapomniany ogród Kate Morton.

2. Niezapomniane lektury z dzieciństwa - klasa VI
 Wybrałam Opowieść wigilijną Dickensa. Nie ma jej na zdjęciu, bo mam tylko po angielsku, ale chcę przeczytać po polsku.

3. Z literą w tle - A i B
Przeczytam Pępowinę Majgull Axelsson.

4. Pod hasłem - Czas na... PORY
Mam chrapkę na nowość Paulliny Simons Pieśń o poranku. Powinna niedługo dotrzeć :-)

5. Trójka e-pik:
- książka, która została nagrodzona/której autor został nagrodzony:
Sufi - Elif Safak (Nagrodą Rumi) i może Kraina wódki - Mo Yan (Nobel 2013)
- powieść obyczajowa z wątkiem zagmatwanych relacji rodzinnych
Jeszcze nie wiem - może Zapomniany ogród lub Pępowina wpiszą się w tę kategorię - nie wiem, bo nie czytałam ;-)
- kryminał polskiego autora (mężczyzny)

Ta kategoria zupełnie mi nie pasuje... Może po Krajewskiego jeszcze raz sięgnę... A może Nieznane przykazanie Marka Meissnera? Zobaczymy.

6. Z półki
Zapomniany ogród Kate Morton

 7. Wyzwanie osobiste 2013:
Pieśń o poranku - Paullina Simons: Lista nr 3 - Posmakowałam, chcę więcej...
Drugie dziecko - Charlotte Link: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam...
Zapomniany ogród - Kate Morton: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam...
Pępowina - Majgull Axelsson: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam...

7. Od 1 maja ruszam z wyzwaniem W prezencie, edycja pierwsza: Czytaj - to się opłaca (szczegóły TUTAJ).

LiteraTytułAutor
C

ZZapomniany ogródKate Morton
Y (dżoker)

TTym razem serioMałgorzata Musierowicz
A

J

T

OOpowieść wigilijnaCharles Dickens
SSufi Elif Safak
I

ę (dżoker)

O

PPępowinaMajgull Axelsson
Ł

A

C

A


Widzę, że w tym miesiącu kilka książek będę mogła zaliczyć do kilku wyzwań jednocześnie, co mnie cieszy, bo chciałabym przeczytać też kilka książek, które dostałam do recenzji, a które już czekają jakiś czas na swoją kolej.Stoją sobie cierpliwie na półce, ale ileż mozna czekać...

Do tych cierpliwych należą:
Helena Rubinstein - Michele Fitoussi od wydawnictwa Muza
Kłamstewka i kłamstwa - Monika Orłowska od autorki i od wydawnictwaReplika
Przez ośnieżone szczyty - Wojciech Lewandowski
od wydawnictwa Muza
Planeta według Kreta - Jarosław Kret od wydawnictwa PWN

Dlaczego miesiąc trwa tylko 30 dni?

wtorek, 30 kwietnia 2013

Podsumowanie kwietnia

Wybór na kwiecień miałam spory:

a wynik tego wyboru:

Miało być dość spontanicznie, bo wiedziałam, że całej tej sterty nie dam rady przeczytać i nastawiona byłam na wybieranie na bieżąco. I tak też się stało. A wyniki są następujące:

W kwietniu przeczytałam dwanaście książek, w tym dwie recenzyjne, pięć własnych, trzy z biblioteki, dwie pożyczone od koleżanek; wzięłam udział w pięciu wyzwaniach: Trójka e-pik,  Booktrotter, Z półki, Z literą w tle, Pod hasłem. W ramach osobistego wyzwania przeczytałam jedną książkę.

A dokładnie wygląda to tak, jak na zdjęciu po prawej. Brakuje tylko pierwszej książki Tańcząc na rozbitym szkle - wróciła do biblioteki przed sfotografowaniem ;-)

1. Tańcząc na rozbitym szkle - Ka Hancock; z biblioteki; 10/10
2. Poradnik pozytywnego myślenia - Matthew Quick; pożyczona;Trójka e-pik - książka, ktora została sfilmowana; 7/10
3. Cukiernia pod Amorem - Małgorzata Gutowska-Adamczyk
; własna; Z literą w tle - G; Trójka e-pik - książka, w której motyw kulinarny odgrywa ważną rolę; Wyzwanie osobiste Lista nr 4 Ileż można zwlekać...; Z półki; 5/10
4. Hotel Paradise - Martha Grimes; własna; Trójka e-pik - kryminał pisany kobiecą ręką; Z literą w tle - G; Pod hasłem - Domy, chatki, zamczyska; Z półki; 4/10
5. Już nic nie muszę - Stefania Grodzieńska; własna; Z literą w tle - G; Z półki; 8/10
6. Kobieta w lustrze - Éric-Emmanuel Schmitt; z biblioteki; 8/10
7. Niebo nad Indiami - Nicole C. Vosseler; z biblioteki; 8/10
8. Pozłacany róg - Doda Około-Kułak; recenzyjna od wydawnictwa Novae Res; 2/10

9. Rasy kotów – Gabriele Metz; recenzyjna od wydawnictwa  Muza; 4/10
10. Gdzie jest wydra? czyli śledztwo w Wilanowie - Dorota Sidor; własna; 9/10
11. Włosy mamy - Gro Dahle, Svein Nyhus; własna; Booktrotter - literatura norweska;
Z półki; 9/10
12. Grzeczna - Gro Dahle, Svein Nyhus; pożyczona;
Booktrotter - literatura norweska; 9/10

Kwiecień był dla mnie super miesiącem czytelniczym. W większości trafiły mi się naprawdę dobre książki.  :-)


poniedziałek, 29 kwietnia 2013

42/2013 Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Saga o Gutowie, tom 1.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2010
472 strony
Literatura polska
Powieść obyczajowa

Przeczytałam wreszcie pierwszy tom popularnej sagi Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy i - szczerze powiem  - moja pierwsza reakcja była taka, że chciałam tupnąć nogą i krzyknąć „A widzisz! Tak to jest!”.  Tak to jest, jak się człowiek na coś nastawi. Tak to jest, jak człowiek porównuje. Tak to jest, jak się człowiek naczyta pozytywnych recenzji i stworzy sobie nie wiadomo jakie wyobrażenie o książce...

Po przeczytaniu pierwszej części Cukierni stwierdzam, że nie dołączę do grona czytelników zauroczonych do granic możliwości tą serią Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, co nie znaczy, że książka mi się  nie podobała. Podobała się, ale nie rzuciła na kolana. Po przeczytaniu tylu recenzji wyrażających zachwyt, po ocenach, jakie książka dostała na LC, oraz po lekturze książki Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich byłam pewna, że – podobnie jak w przypadku Podróży – nie będę mogła oderwać się od książki, że będzie fascynująco, wręcz idealnie. A ja czytałam, czytałam i skończyć nie mogłam... Być może zrekompensują to kolejne tomy. Jak na razie pierwszy tom Cukierni trochę mnie znudził.


Przede wszystkim zaskoczyła mnie liczba bohaterów. Na początku byłam przytłoczona i nieco zdezorientowana, ale znalazłam metodę na to, jak uporządkować sobie wydarzenia rozgrywające się w XIX wieku i w XX wieku. Otóż, pozwoliłam sobie na mały eksperyment – dwie trzecie książki przeczytałam nie w kolejności proponowanej przez autorkę, ale chronologicznie i przyznam, że zadziałało to na korzyść – wszystko sobie poukładałam, przyjrzałam się drzewu genealogicznemu, a co najważniejsze, zauważyłam, z jakim rozmachem autorka podeszła do tematu. Mam nadzieję, że ten potencjał zostanie wykorzystany w kolejnych tomach Cukierni oraz kolejnej "odnogi" Podróży do miasta świateł. I choć uważam, że pierwsza część Cukierni jest świetną pozycją wyjściową do snucia kolejnych opowieści, to tajemniczy wątek zaginionego pierścienia nie wydał mi się zbyt porywający.


Dużym plusem jest fakt, że widać, że mamy do czynienia z autorką doskonale przygotowaną do tego, aby umiejętnie oddać klimat dziewiętnastowiecznej Polski, zaznajomić czytelnika  ze zwyczajami i konwenansami panującymi we dworach, przedstawić sytuację kobiet, zarysować tło historyczno-obyczajowe, a dodatkowo posługującej się doskonałym językiem, więc czyta się z przyjemnością i jest to bardzo kształcąca lektura.


Sięgnę więc po następne tomy Cukierni, bo ciekawi mnie, jak autorka wykorzysta to, co w Zajezierskich
nakreśliła z taką starannością i dbałością o szczegóły. Ale to dopiero za jakiś czas... 

Książkę tę zaliczam do wyzwań:
Trójka e-pik jako książkę, w której motyw kulinarny odgrywa ważną rolę
Z literą w tle - litera G
Z półki
Wyzwanie osobiste - Lista nr 4: Ileż można zwlekać...



sobota, 27 kwietnia 2013

41/2013 Grzeczna – Gro Dahle, Svein Nyhus

Tytuł oryginału:
Tłumaczenie: Helena Garczyńska
Wydawnictwo EneDueRabe
2011
32 strony
Literatura norweska
Książka dla dzieci i nie tylko ;-)

 
Chciałabym Wam kogoś przedstawić...
Oto Lusia.
Lusia to dziewczynka niezwykle grzeczna, poukładana, czysta, pilna, cichutka... Ale czy szczęśliwa?

Lusia zawsze robi to, o co należy, co wypada, o co proszą ją rodzice, nauczyciele; zawsze właściwie się zachowuje, nie mówi niepytana, nie dłubie w nosie... Grzeczna do bólu.  

Do bólu w sensie dosłownym. Przychodzi moment, kiedy Lusia wyrywa się z ramek, w które została wciśnięta i staje się sobą. Nie jest to proste, ale udaje jej się. Mało tego – okazuje się, że takie grzeczne znajdziemy wszędzie wokół. A może znajdziemy je w sobie?


Cudowna książka, podobnie jak Włosy mamy, o których pisałam TUTAJ. Grzeczna to też książka dla dzieci, ale niejeden dorosły na pewno się nad nią pochyli. Co więcej, niejeden przeżyje zadziwienie, ile w niej prawdy. I być może niejeden – taki, który pozostał „grzecznym” – zdecyduje się na to, co Lusia. 



Co ona takiego zrobiła? Po prostu stała się sobą... A jak? Przeczytajcie – zachęcam. Warto zobaczyć również ze względu na ilustracje, które w niebywały sposób pokazują emocje. Polecam!



Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Booktrotter - literatura norweska.

piątek, 26 kwietnia 2013

40/2013 Niebo nad Indiami - Nicole C. Vosseler

Tytuł oryginału: Der Himmel über Darjeeling
Tłumaczenie: Barbara Niedźwiecka
Sonia Draga 
Katowice 2012
478 stron
Literatura niemiecka
Gatunek:  powieść przygodowa z wątkiem miłosnym

Tym razem dzięki ostatnio przeczytanej powieści Niebo nad Indiami niemieckiej autorki Nicole C. Vosseler  znalazłam się w dwóch ciekawych, aczkolwiek skrajnie różnych,  miejscach: najpierw na chwilę w Kornwalii, a potem na dłuższy czas w Indiach, gdzie śledziłam losy bohaterów: młodej dziewczyny Heleny, którą okoliczności zmuszają do opuszczenia domu i wyjazdu do egzotycznego kraju o zupełnie innej kulturze, innym klimacie, innych zwyczajach. Helena zabiera swojego młodszego brata i opuszcza kraj z tajemniczym człowiekiem Ianem Nevillem, którego poślubia. Helena decyduje się na taki desperacki krok, bo nie widzi innego wyjścia z trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się po śmierci swojego ojca. Jakie życie czeka ją w Indiach? Czy uda jej się zadomowić w egzotycznym kraju? Czy małżeństwo z rozsądku ma szanse przetrwać? Kim tak naprawdę jest człowiek, za którego wyszła za mąż? Jakie tajemnice skrywa?

Atmosfera dziewiętnastowiecznych Indii, przepiękne opisy egzotycznych krajobrazów, tajemniczość bohaterów, bolesne wspomnienia z dzieciństwa, ukazanie ciemnej strony ludzkiej duszy, dreszczyk emocji – a wszystko to na tle prawdziwych wydarzeń historycznych - to elementy, które składaja się na tę powieść i tworzą bardzo interesującą i spójną całość.


Tę opowieść o dorastaniu do miłości, o zaglądaniu we wnętrze ludzkiej duszy, o skrywanych tajemnicach czytało mi się lekko, szybko, z zainteresowaniem i przyjemnością. To kilka życiowych historii, które nie pozostawią czytelnika bez emocji. Polecam nie tylko miłośnikom romansów, bo to bardziej powieść przygodowa, wcale niebanalna. A egzotyka powalająca: Bombaj, Delhi, Kalkuta, Darjeeling – czegóż więcej chcieć? I choć w tle dzieją się dramatyczne wydarzenia , mogę śmiało powiedzieć, że wyjątkowo zrelaksowałam się podczas czytania tej książki - autorka bardzo umiejętnie odkrywała kolejne tajemnice bohaterów, skłaniając jednocześnie czytelnika do snucia własnych domysłów, co do wyborów i decyzji bohaterów. Doskonała na dłuuuugi weekend ;-)

 Żadna egzystencja, żadna droga życiowa nie jest bezsensowna. kto zrozumiał, jak powiązane są ze sobą wszystkie rzeczy tego świata, nie przelewa już łez, ponieważ dla tego, kto patrzy na świat z właściwym sobie zrozumieniem, nie ma zmartwień. [str. 106]

wtorek, 23 kwietnia 2013

39/2013 Gdzie jest wydra? - Dorota Sidor

Ilustracje: Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński
Wydawnictwo Dwie Siostry
Warszawa 2012
80 stron
Literatura polska
Gatunek: literatura dla dzieci

Nie bez przyczyny postanowiłam dzisiaj, w Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, zaprezentować książkę dla dzieci Gdzie jest wydra? czyli śledztwo w Wilanowie Doroty Sidor. Chcę się w ten sposób przyłączyć do świętowania razem z Dorotą, która została wczoraj laureatką Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. Co to oznacza? Oznacza to, że nazwisko mojej debiutującej koleżanki znalazło się wśród nazwisk znamienitych twórców, takich jak Leopold Staff, Tadeusz Boy-Żeleński, Miron Białoszewski, Jerzy Waldorff, a z dnia wczorajszego obok Kazimierza Orłosia czy Joanny Kulmowej. 

Dorotko, jestem z Ciebie baaaardzo, baaaardzo dumna i z całego serca gratuluję!!!

A wydra? Szalone zwierzątko króla Jana III Sobieskiego zostało obrane na bohaterkę książeczki dla dzieci, której celem jest zapoznanie maluchów z życiem i ze zwyczajami w pałacu w Wilanowie za czasów króla Jana III Sobieskiego. Porządna garść historii, atmosfera siedemnastowiecznego życia rodziny królewskiej, słownictwo związane z tamtymi czasami, a nawet nieco francuzczyzny ;-) zostały zręcznie wplecione w tę opowieść, aby przybliżyć dzieciom realia życia pałacowego. Cała historia zaprezentowana została w zabawny i niezwykle przystępny sposób. Książka jest napisana tak, że można ją czytać kilkanaście razy i nie będzie to nudne, zawiera bowiem kilka historii, a czytelnik samodzielnie wybiera, którą z nich chce śledzić. Angażując się w poszukiwanie zaginionej wydry razem z wybranym bohaterem, sam decyduje o dalszej akcji. Sądzę, że dla dzieci taka interaktywność jest bardzo zajmująca. Sama nieźle ubawiłam się, biegając za wydrą po rezydencji w Wilanowie za Pupunią, Fanfanikiem, Murmurkiem i Minionkiem :-)
 
Dodam jeszcze, że książka jest przecudnie wydana. Ilustracje Aleksandry i Daniela Mizielińskich są doskonałe. Układ treści też świetny - w każdym momencie, kiedy czytelnik musi podjąć decyzję co dalej, otrzymuje listę opcji, w których ikonka z paluchem pokazuje mu, na którą stronicę książki należy się udać, aby prowadzić śledztwo zgodnie ze swoim wyborem. Wszystkie wyjaśnienia terminów, które zostały zamieszczone poza tekstem głównym, zostały w tekście podkreślone, a często również przedstawione za pomocą rysunków. Jest też plan rezydencji wilanowskiej oraz plan pałacu z ówczesnych czasów, więc czytelnik nie ma jak się pogubić. 

Śledztwo w Wilanowie w poszukiwaniu królewskiej wydry to naprawdę kształcąca, ciekawa przygoda :-) Polecam nie tylko najmłodszym ;-)

piątek, 19 kwietnia 2013

38/2013 Rasy kotów – Gabriele Metz

Tytuł oryginału: Katzenrassen
Tłumaczenie: Małgorzata Chudzik
Wydawnictwo Muza 
Warszawa 2013
128 stron
Literatura niemiecka
Gatunek: poradnik

Stwierdziłam niedawno, że skoro mam i psa, i kota, to - żeby było sprawiedliwie - powinnam uzupełnić brak wiedzy dotyczącej ras kotów. O ile rasy psów od dawna rozpoznaję bez kłopotu, o tyle na rasach kotów nie znałam się kompletnie. No, może jedynie persa i kota syjamskiego bym rozpoznała, nie licząc najpopularniejszej z ras – dachowca europejskiego. Do tej szlachetnej rasy zalicza się całkiem nowy mieszkaniec mojego domu, niejaki Julian Henry vel Richard Parker. Ów czystej rasy dachowiec europejski odmiany podwarszawskiej próbuje podporządkować sobie wszystkich domowników, z psem rasy hovawart włącznie.

Rasy kotów to książka dla miłośników i właścicieli kotów oraz dla osób, które mają zamiar sprawić sobie rasowego futrzaka. Zdecydowanie polecam lekturę tej  niedługiej książeczki przed zakupem kociaka – jest tu wiele cennych informacji dotyczących nie tylko wyglądu, ale też charakteru kotów. Przyszły właściciel będzie więc mógł zorientować się, z czym wiąże się opieka nad zwierzakiem danej rasy. A różnice w wymaganiach są bardzo duże. Autorka udziela praktycznych rad, które na pewno pomogą w doborze pupilka. Mnie urzekł niebieskooki kot birmański. Takie kocurki podobno są grzeczne i spokojne, czyli zupełnie odwrotnie niż Julian...Mój drugi typ to ragdoll, który też jest spokojny, a na dodatek akceptuje inne zwierzęta – też zupełnie odwrotnie niż Julian...


Oprócz wymagań związanych z opieką nad kotami poszczególnych ras książka zawiera też przewodnik, w którym znajdziemy m.in. wyjaśnienia terminologii związanej z umaszczeniem (np. seal bicolour, arlekin, dymny) a także rady, jak znaleźć dobrego hodowcę. Jest też parę odnośników do innych pozycji o kotach. 


Choć książka sama w sobie nie rzuciła mnie na kolana, to swoje zadanie spełniła. Mam teraz jako takie pojęcie o rasach kotów, a na tym najbardziej mi zależało. A dlaczego mnie nie rzuciła na kolana? Spodziewałam się jeszcze szerszego omówienia tematu i pełniejszej prezentacji przy pomocy większej liczby zdjęć. Moją uwagę rozpraszały też niektóre rozwiązania redaktorskie – wprowadziłabym tu trochę zmian, przede wszystkim w układzie stron i treści, bo chwilami miałam wrażenie, że informacje się powtarzały. No ale jak na pierwszą książkę o kotach, jaką przeczytałam, to jest OK. Znawczynią nadal nie jestem, ale coś tam wiem ;-)





Bardzo dziękuję wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.