poniedziałek, 29 marca 2010

Amerykańskie Południe - ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi

Książki, które wybrałam do przeczytania w ramach wyzwania Amerykańskie Południe (6):

Przebudzenie - Kate Chopin
Serce to samotny myśliwy - Carson McCullers
Lato namiętności - Barbara Kingsolver
Mały przyjaciel - Donna Tart
Uciekłam na Wyspę - Anne Rivers Siddons
Smażone zielone pomidory - Fannie Flagg


Książki, które przeczytałam (4):

Przebudzenie - Kate Chopin
Zabić drozda - Harper  Lee
Książę przypływów - Pat Conroy
Uciekłam na Wyspę - Anne Rivers Siddons

Książki, które czekają w kolejce (1):

Smażone zielone pomidory - Fannie Flagg


Książki, których nie przeczytałam w ramach wyzwania, ale nadal chcę przeczytać (3):

Serce to samotny myśliwy - Carson McCullers
Lato namiętności - Barbara Kingsolver
Mały przyjaciel - Donna Tart


Książki, które chcę przeczytać zachęcona recenzjami "współczytelników" (10):

Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya - Rebecca Wells
Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd
Kolor purpury - Alice Walker
Dom nad oceanem, Kuzynka Nora, Zdarzyło się pewnego lata - Anne Rivers Siddons 
Umiłowana - Toni Morrison
Raport Pelikana - John Grisham
Dzikie palmy - William Faulkner
Długie lata szczęścia - Reynolds Price


Książki, które dziś dodałabym do listy do przeczytania (2):

Zimna góra
- Charles Frazier
Ogród kamiennych kwiatów, Sobie przeznaczeni - Deborah  Smith 

Stay awake!

Przebudzenie - Kate Chopin


Tytuł oryginału: The Awakening
Tłumaczenie: Ariadna Demkowska-Bohdziewicz
Oficyna Wydawnicza Comfort
Warszawa 1992
ISBN 83-85377-15-8
Seria: Biblioteka romansu

Sięgnęłam po tę książkę, bo dawno temu czytałam ją w oryginale, ale nie pamiętałam niczego, oprócz pozytywnych wrażeń. Chciałam sobie przypomnieć, dlaczego mi się podobała. Tym razem sięgnęłam po polską wersję.

Na przełomie wieków XIX i XX powieść Przebudzenie została uznana za skandal. Zanim wydano ją po raz drugi, minęło chyba z pół wieku. Ale jak już maszyna ruszyła, to poszło hurtem :-)

A to wybrane okładki różnych wydań:



Główna bohaterka: Edna Pontellier

Pozostali bohaterowie:
Leonce Pontellier
Robert Lebrun
Adèle Ratignolle
Mademoiselle Reisz
Madame Lebrun
Wiktor Lebrun
Alcee Arobin
Doktor Mandelet


Miejsce akcji: Luizjana - Grand Isle, Nowy Orlean

Czas akcji: połowa XIX wieku

Tematyka:
- prawo kobiety do szczęścia, miłości, niezależności,
- dążenie do odkrycia siebie i bycia sobą,
- pójście za uczuciem - wbrew rozumowi,
- szczegółowe opisy wewnętrznych przeżyć bohaterki.

Ciekawostki tłumaczeniowe:
- młodzieniec o usposobieniu dziesięciokroć bardziej impetycznym
- dla ich wykonania domagał się najróżniejszych ingrediencji


Aby poczuć w pełni klimat książki, wystarczy wyobrazić sobie rzeczy takie jak:
- gadająca papuga,
- cygaro,
- szeleszczące wykrochmalone spódnice służących,
- obszerny biały peniuar,
- satynowe pantofelki
- wachlarz z palmowego liścia,
- sole trzeźwiące,
- szpilki we włosach,
- bryczka,
- gra na fortepianie,
- odległe tony mandoliny,
- jedwabny haftowany woreczek z tytoniem,
- fałdy draperii,
- koronkowa mantylka barwy ciała,
- girlanda z róż,
- wstążki do kapeluszy,
- powóz i woźnica
- gra w krokieta, bilard,
- wyścigi konne.

************

Kate Chopin rzeczywiście nieźle zaszalała jak na tamte czasy. Wyobrażam sobie jak matki panienek z tzw.dobrych domów gorszyły się podczas lektury tej powieści, zaś same panienki podejrzewam o podczytywanie jej ukradkiem...

Patrząc na opisane tam zdarzenia z perspektywy kobiety żyjącej w XXI wieku stwierdzam, że nie ma tam nic zaskakującego - to co przytrafiło się Ednie, było zawsze i nadal będzie istnieć.

Mam wrażenie, że prędzej czy później każda kobieta staje się Edną i próbuje określić się sama przed sobą - chce wiedzieć, czego chce, jak chce żyć, co chce robić w życiu czyli jednym słowem szuka swojej tożsamości, chce wiedzieć, kim jest naprawdę. W czasach, w których żyła Edna, nie do pomyślenia było sprzeciwianie się mężowi, brak pokory i uległości. Prawdziwa osobowość kobiety musiała być tłumiona. A jak to działało na psychikę, dowiadujemy się dzięki Przebudzeniu, bo psychologiczny portret Edny jest zarysowany bardzo wyraziście. Podobnie jak wówczas, tak i teraz przebudzenie się do życia wymaga wysiłku i nie jest proste. I w jakich byśmy nie żyły czasach, nasze przebudzenia będą zawsze u kogoś wywoływać negatywne reakcje. Ale czy to znaczy, że przez całe życie mamy spać, drzemać albo trwać w półśnie po to tylko, żeby się nikomu nie narazić?

Po Przebudzeniu czuję się jak niedźwiedź budzący się ze snu zimowego... Na dodatek akurat przyszła wiosna! Spróbuję się dobudzić i już nigdy nie zasnąć kamiennym snem.  

Przebudzenie to duży plus w moim życiu.

************


Głos morza uwodzi; nigdy nie milknie, szepcząc coś, skarżąc się cichym szmerem, wabiąc duszę choć na chwilę w przepaść samotności, by zatraciła się w labiryncie wewnętrznej kontemplacji.
Głos morz kieruje się ku duszy; dotyk morskich fal jest zmysłowy - obejmuje ciało miękkim, ciasnym uściskiem. [20]
The voice of the sea speaks to the soul. The touch of the sea is sensuous, enfolding the body in its soft, close embrace.


(Edna) przez całe życie przywykła gromadzić myśli i uczucia, których nigdy nie dopuszczała do głosu. Nigdy w niej ze sobą ie walczyły. Były jej własnością, żywiła przekonanie, że posiada do nich prawo wyłączne, że jej życie uczuciowe nikogo poza nią nie powinno obchodzić. [59]

Bywają ludzie, z którymi znajomość zostawia ślad nie większy niż ślad wiosła na wodzie. [125]
There are some people who leave impressions not so lasting as the imprint of an oar upon the water.


Lata, które przeżyłam wydaja mi się snem - jeżeli można spać i śnić bez przerwy. Ale obudzić się i znaleźć... Och! No cóż, może lepiej - mimo wszystko - przebudzić się, nawet do cierpienia, niż pozostać na zawsze ofiarą głupich złudzeń. [137]

Nachodzą mnie takie chwile, że ulegam wielkiemu przygnębieniu i cierpię. Ale chcę tylko jednego - chcę żyć po swojemu. To niemało, oczywiście, zwłaszcza gdy trzeba podeptać cudze życie, czyjeś serce, ludzkie przesądy... [137]

Żegnaj - ponieważ cię kocham. [142]

************
Książek zatytułowanych Przebudzenie jest kilka. Oto nazwiska autorów. Może kiedyś...

Anthony De Mello
Irena Matuszkiewicz
Jerry Ahern
Jude Deveraux

************
Z kolei w serii Biblioteka romansu ukazały się następujące pozycje:

D.H. Lawrence - Zakochane kobiety, Synowie i kochankowie
Jane Austen - Emma, Rozważna i romantyczna
Stendhal - Pustelnia parmeńska, Czerwone i czarne
Emily Bronte - Wichrowe Wzgórza
Alexandre Dumas - Dama Kameliowa, Czarny tulipan
F. Scott Fitzgerald - Wielki Gatzby, Czuła jest noc
Nevil Shute - Requiem dla dziewczyny
Thomas Hardy - Tessa D'Urberville, Powrót na wrzosowisko
Edith Wharton - Opowieści małżeńskie
E.M. Forster - Pokój z widokiem
Alan A. Milne - Dwoje ludzi

************
Ciekawostka:

Znalazłam QUIZ (po angielsku) dotyczący książki - można sobie zrobić po przeczytaniu Przebudzenia.:-)

środa, 24 marca 2010

Niebanalna koronczarka

Koronczarka - Pascal Lainé
Tytuł oryginału - La Dentelliere
Tłumaczenie - Ewa Stocka-Kalinowska
Wyd. - 'Od nowa' Spółka Wyd., 1994
Seria - Ze światowej witryny księgarskiej
Liczba stron - 100
ISBN - 83-901268-6-9

Jak w Wikipedii wpiszemy hasło koronczarka, to ukażą się trzy odnośniki: do książki, filmu i obrazu. Zainteresowanie tym zajęciem w tylu wymiarach sztuki świadczy o tym, że jest w nim coś niezwykłego. A co - to świetnie tłumaczy książka Pascala Lainé'a, nagrodzona w 1974 roku francuską nagrodą Goncourt.

Jeśli którejś z czytelniczek zdarzyło się kiedykolwiek wyprodukować własnymi rękami koronkowy obrusik czy coś w tym rodzaju (przepraszam, że tak feministycznie to zabrzmiało, ale panów nie podejrzewam o wykonanie szydełkowych serwetek), to wie, ile cierpliwości potrzeba, żeby ze zwykłej nitki powstało coś konkretnego; jak często prosta nić może się poplątać; ile pokory wymaga sytuacja, w której trzeba sporo spruć i zacząć od początku, by powstało coś, co będzie mieć wartość. No i co? Znamy te odczucia? Tak, tak - samo życie. Nawet ci, którzy nigdy nie szydełkowali znają to uczucie. Tak jest właśnie w tej książce - jest zmaganie z rzeczywistością, jest ćwiczenie cierpliwości, jest spokój, ale paradoksalnie niepokojący i - jak się okazuje - całkiem słusznie. Bohaterka jest tylko na pozór pozbawiona, czy może raczej nieświadoma, swoich uczuć. Jej pozorna nijakość, wycofanie, uległość aż dziwią. Jednak jej świat wewnętrzny kipi od tłumionych emocji. A okazuje się to dopiero wtedy, gdy jest za późno, aby zapobiec nieszczęściu.

To, że film Koronczarka (1977) ma związek z powieścią, jest oczywiste. W pisaniu scenariusza miał swój udział sam autor powieści. Natomiast aby dopatrzeć się związku z obrazem Vermeera, trzeba się chwilę w niego w ciszy powpatrywać.

Link do zdjęcia - warto odwiedzić tę stronę, bo są tam też jeszcze dwa inne obrazy przedstawiające koronczarkę.

Cisza, spokój, brak reakcji na to, co się dzieje wokół, skupienie...
Jej gesty, jej zajęcia, nawet te najbłahsze, zamieniały każdą chwilę w wieczność. [str. 8]
To jest to, co widać. Nie widzimy, co jest w duszy tej kobiety, nie wiemy, co ona czuje. Z kolei to, co jest widoczne na obrazie, najpierw było tylko szkicem. Podobnie w powieści Lainé'a - najpierw jest zarys postaci - trochę niewyraźny, niejasny, nie od razu jednoznacznie pokazujący, co z tego będzie, czyli tak jak z obrazem - najpierw szkic, potem kolor i kontrast. Tu też stopniowo dowiadujemy się coraz więcej o Pomme, sięgając aż do najgłebszych zakamarków jej psychiki.
Sposób przedstawienia wydarzeń jest nietuzinkowy - nie wiadomo, czy to, co zostało opisane, rzeczywiście się wydarzyło, czy jest to opis tego, co mogłoby się wydarzyć. Używając dzisiejszego języka powiedziałabym, że jest to książka interaktywna, bo każdy czytelnik sam może ułożyć sobie ciąg wydarzeń z życia bohaterki.

Bohaterów powieści jest niewielu:
Pomme, młoda, uboga dziewczyna wychowana przez samotną matkę
Aimery - student archiwistyki, egoista o szlacheckim pochodzeniu
Marylene - przyjaciółka Pomme

Reprezentują oni osoby, które spotyka się w życiu; osoby, których istnienie w naszym życiu  zostawia w nas ślad - matka, mężczyzna, przyjaciółka... I za ich przyczyną poznajemy smak życia: zranień, jakich możemy doznać; miłość, do jakiej jesteśmy zdolni; zaufanie, które możemy utracić.

Miejsce akcji - wioska w północnej części Francji oraz Paryż

************
Inne książki Pascala Lainé:

Majowe mgły
Słodkie kuzynki
Pomówmy raczej o kobietach 

Koronczarka na tyle mi sie podobała, że będę chciała sprawdzić, czy inne książki Lainé'a są podobnie niebanalne.

************

Polecam też wspaniałe ZDJĘCIE związane z tematem. Jest cudne.

************
...Pomme i jej matka należą do tych istot, którym nic się nie zdarza, chyba że coś lub ktoś, co jest raczej nieprawdopodobne, przerwie ich skryte milczenie.
Wydarzenia, które ich dotyczą, nie są w stanie ich zranić - i w tym tkwi rodzaj ich siły - one prześlizgują się po nich. Podobne są do krzewów, które znajdują potrzebną do życia ziemię w szczelinie muru, w szparze między brukiem;i to właśnie z tych swoich roślinnych właściwości czerpią tę swoją paradoksalną siłę i energię.
Los tego rodzaju istot toczy się w zależności od nawrotów przedłużającej się nieuwagi. Z tego składa się ich życie. Nie próbują nawet uchylać się od ciosów. Można by pomyśleć, że ich nie czują, co z pewnością nie jest prawdą. Ale cierpią cierpieniem, które nie rozpoznaje samego siebie i które nigdy na sobie nie poprzestaje. [str. 13-14]

niedziela, 14 marca 2010

Listy pisane miłością - James Patterson


Miejsce akcji - Lake Geneva
Główni bohaterowie - Jennifer, jej babcia Sam, Brendan, Doc

*******

"Pewnego dnia, gdy sprzątałam w bibliotece, z jakiejś książki wypadła zakładka. Właściwie była to kartka z napisanymi odręcznie słowami księdza Alfred D'Souzy: <<Długo wydawało mi się, że życie - prawdziwe życie - dopiero kiedyś się zacznie. Tymczasem na mojej drodze ciągle pojawiały się jakieś przeszkody, zawsze było coś, co należało zrobić wcześniej: coś, co wymagało załatwienia, czas, który należało komuś poświęcić, dług, który trzeba było spłacić. Dopiero potem miało zacząć się prawdziwe życie. Aż wreszcie w którymś momencie zdałem sobie sprawę, że moje życie to owe przeszkody.>>" [str.53]

Książka na jedno popołudnie - i to niecałe. Miękki fotel, kocyk, herbatka... - to ten klimacik. 

"Upiłam łyk kawy z plastikowego kubka. Była wspaniała. Drobiazgi zawsze przynoszą nadzieję." [str. 16]

Nieskomplikowana fabuła, wątek miłosny, śmierć, choroba, cierpienie, przyjaźń, odkrywanie tajemnic przeszłości.

"Czymże tak naprawdę jesteśmy, jeśli nie sumą tego, co nam się przydarzyło?" [str. 67]


Narracja jest urozmaicona - jest dwóch narratorów: Jennifer, młoda kobieta, która musi się od nowa odnaleźć w rzeczywistości po stracie męża, oraz jej babcia Samantha, która w listach do ukochanej wnuczki pozwala odkryć odrobinę siebie. Chce, żeby Jenny poznała prawdę o jej życiu. Próbuje też zmotywować Jennifer, aby dała sobie jeszcze jedną szansę na szczęśliwe życie.

"Starałam się przeżywać każdy dzień, dopóki nie opadły mi powieki." [str. 115]

Przesłanie jakie dla mnie niesie ta książka jest następujące: 

Każdy nosi w sobie jakiś sekret. Tak naprawdę bardzo niewiele wiemy o innych - nawet bardzo bliskich osobach. A to, co jest w życiu najważniejsze to jednak miłość.

"Ludzie często wyrzekają się miłości, a przecież miłość to najlepsze, co może im się zdarzyć." [str.148]

*********************

A teraz będzie długi, ale piękny opis napełniania słoja kamieniami, który jest przenośnią wypełniania życia tym, co ważne:

"W ostatnim dniu wakacji dawałam Ci wielki słój po majonezie i wysyłałam Cię nad jezioro, żebyś mogła 'zabrać plażę do Madison'.
Wiedziałam, że w domu chętnie będziesz oglądać gładkie, duże jak pięść czarnoszare kamienie, które znalazłaś wędrując na bosaka po płyciźnie. Tak samo jak jasne otoczaki, które woda wyrzuca na brzeg. Oczywiście mogłaś jeszcze zabrać ze sobą piasek i zimn, czystą wodę z jeziora. Z rozczuleniem obserwowałam kiedyś, jak próbujesz zmieścić w słoju po majonezie całe wakacje.

- Babciu, czy ten słoik jest już pełen? - dopytywałaś się.
Po jakimś czasie zrozumiałaś, że jeśli chcesz nazbierać jak najwięcej, najpierw musisz włożyć do słoja największe kamyki, a potem w wolną przestrzeń między nimi wsunąć mniejsze muszelki.
Chociaż słój wydawał się już pełen po brzegi, wciąż jeszcze mogłaś wsypać do niego kilka garstek piasku.

Wreszcie, gdy wydawało się, że na nic nie ma już miejsca, zanurzyłaś słój w jeziorze i wypełniłaś swoją plażę wodą. Sprytna dziewczynka!

Jak się okazuje, Jenny, życie bardzo przypomina napełnianie słoja plażą. Nie chodzi o to, żeby zamieścić w nim wszystko, ale o to, by najpierw zatroszczyć się o najważniejsze rzeczy - wielkie, piękne kamienie - najwartościowszych ludzi i najpiękniejsze przeżycia, a sprawy mniej ważne dopasować do nich. Inaczej na to, co najlepsze, może nie starczyć miejsca. 

Myśląc o dużych kamieniach, widzę, jak bardzo z biegiem lat zmieniało się to, co było dla mnie najważniejsze. Dawniej starałam się przede wszystkim zadowalać innych ludzi: między innymi twojego dziadka i moją teściową. następne ważne dla mnie wtedy sprawy - to bywanie na przyjęciach i utrzymywanie domu... (...) 

Odkąd przede wszystkim staram się sprawiać przyjemność samej sobie, na pierwszym miejscu stoją dużo ważniejsze sprawy. Ludzie, których kocham. Moje zdrowie. Jak najpełniejsze przeżycie każdego dnia." [str. 64]

To zapewne był taki słoik:


















A kamienie może takie:

******************
A tak poza tym znalazłam tu nawet kawał, który mi się podoba:

"W jaki sposób komputerowiec kończy modlitwę? W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Enter." [str. 142]

******************

niedziela, 7 marca 2010

Książę przypływów - wersja eksperymentalna

Książę przypływów - Pat Conroy



No nie! Coś takiego jeszcze mi się w życiu nie zdarzyło...

Siedzę sobie w mięciutkim fotelu, piję aromatyczną herbatkę, czytam sobie Księcia przypływów... i chłonę, chłonę, chłonę każde słowo, każdą myśl, coraz bardziej mnie wciąga tajemnica Savannah i całej rodziny Wingo, a tu nagle pojawia mi się w głowie pytanie: Dlaczego następny rozdział ma numer 22? Jak to możliwe, skoro przeczytałam zaledwie pięć czy sześć rozdziałów? I o co właściwie chodzi z tym białym morświnem? 

Co prawda po zetknięciu z książką Doroty Masłowskiej Paw królowej  już wiele mnie nie zdziwi, więc spokojnie przewracam kartki na początek książki i cóż widzę!? Pierwszy rozdział ma numer 16!!! A na okładce oprócz tytułu książki i nazwiska autora widnieje też malutki numerek 2... Rzeczywiście jak zaczęłam czytać, to nie bardzo mi się to kleiło, ale pomyślałam, że przecież czasem trzeba się dobrze wczytać, zanim akcja ruszy... No i ruszyła. Nie mogłam przestać czytać tomu drugiego, bo książka bardzo mnie wciągnęła. Poza tym pomyślałam sobie, że skoro nigdy wcześniej nie rozpoczęłam książki od środka, to dlaczego by raz w życiu nie spróbować? Co w tym złego, skoro sprawia mi to przyjemność i książka mi się podoba? Może to znak, że czas na literackie eksperymenty? A oprócz tego wszystkiego nieźle się uśmiałam - z siebie i z całej tej sytuacji :-)

Podsumowując ponad 700 stron niesamowitej powieści, przedstawiłabym to tak:

Miejsce akcji -  miasteczko Colleton w Karolinie Południowej.

Główni bohaterowie: rodzina Wingo - Henry (ojciec), Lilu (matka), ich dzieci - Luke i bliźnięta Savannah i Tom, psychoterapeuta - Susan Lowenstein.

- Piękny język. Porównania, symbole, skojarzenia. 
- Cudowne opisy, które nie nudzą czytelnika i których nie chce się omijać. 
- Zaglądanie w nieprzeniknioną głębię duszy człowieka. 
- Docieranie w podświadomość, czyli tam, gdzie dotrzeć nie można. 
- Bezsilność wobec przemocy. 
- Siła oddziaływania wydarzeń z życia człowieka na jego dalsze życie i na psychikę.  
- Siła ludzkiej pamięci, czyli jak trudno wyzwolić się od wspomnień, jak nie da się wymazać wydarzeń, zwłaszcza tych które nas ranią. Wszystkie wydarzenia z naszego życia - dobre i złe - czynią nas takimi, jacy jesteśmy. 
- Siła prawdy, którą  dusi się w środku i nie pozwala się jej ujrzeć światła dziennego, prawdy, która wyrywa się z człowieka za wszelką cenę... 
- Siła miłości i ciągłe przemiany, jakie zachodzą w człowieku.
- Wartość rodziny - miłość mimo wszystko.
- Potęga miłości między rodzeństwem.
 - Kontrast postaw wobec problemów - zamiatanie pod dywan versus stanięcie twarzą w twarz z problemem i zaakceptowanie tego, co się wydarzyło.
- Wybaczenie nie tylko sobie nawzajem, ale również sobie samym - co bywa o wiele trudniejsze.
- I to najważniejsze na świecie, głęboko skrywane COŚ, co zostało kiedyś znalezione i co będzie trwać...

Ze szczegółów najbardziej podobał mi się motyw tygrysa bengalskiego - dla mnie symbolu nieodgadnionej, magicznej siły, która pozwoli przetrwać wszystko.


Jeśli mimo przeżywania codziennych problemów zależy Ci na poprawianiu jakości Twojego człowieczeństwa, jeśli żyjesz świadomie, jeśli chcesz odnaleźć więcej siebie, to nie daj się odstraszyć objętością Księcia przypływów... Warto.



*****************************************************************
I znów parę cytatów:

Czerń na pięknej kobiecie sprawia, że inne kolory tracą wartość.
***
Leżę tu od paru tygodni, rozmyślając o swoim życiu. Robiłam rzeczy, których nie rozumiem. Nie wiem, kim była osoba, która je popełniła. Wydaje ni się kimś zupełnie obcym. To straszne, że trzeba umierać, żeby to wszystko zobaczyć i zrozumieć.
***
Wracasz do domu po treningu, robisz sobie drinka, siadasz przed telewizorem i siedzisz tak, dopóki się nie zmęczysz czy też nie spijesz na tyle, by pójść spać. (...) Nie czytasz książek, nie prowadzisz rozmów, ty po prostu wegetujesz.
***
Zazdroszczę mu tej wolności, z jaką kroczy przez świat, broniąc wściekle tego, w co wierzy, z pasją, jakiej ja nigdy nie doznam. (...) Stałem się dokładnie takim typem człowieka, jakiego najbardziej nienawidzę. Mam ładnie przystrzyżony trawnik i nigdy nie złapałem mandatu za przekroczenie szybkości.
***
Żyłem ze straszliwą świadomością, iż pewnego dnia, będąc już starym człowiekiem, nadal będę oczekiwał, że rozpocznę prawdziwe życie. Już teraz współczułem temu staremu człowiekowi.
***
Jedna część we mnie pragnie ciebie bardziej niż czegokolwiek na świecie, a druga część jest przerażona każdą zmianą w moim życiu i ta część jest silniejsza. (...) Nie wiedziałem, że można kochać jednocześnie dwie kobiety. (...) Wybrałem wierność własnej historii. Gdybym był odważniejszy, zostałbym z tobą.
***
Ale mam też podtrzymujące mnie teraz życie tajemne i gdy jestem w połowie mostu, mówię to szeptem, mówię jak modlitwę, na znak skruchy i hołdu. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego to robię ani co to znaczy, lecz każdego wieczoru, kiedy wracam do swego domu (...) szepczę...
 ***
 

sobota, 6 marca 2010

Pełno moli

Zdaje się, że też nim jestem, ale chcę być sformalizowanym molem książkowym, więc się dopisuję.


Spis moli

Przerwana lekcja muzyki - Susanna Kaysen

Znam obraz, przeczytałam książkę, został mi jeszcze film. Moim zdaniem obraz Vermeera zasługuje na dużo większą uwagę niż książka Susanny Kaysen. Może zbyt wiele się spodziewałam po trudno dostępnej książce, którą można kupić za ponad sto złotych, mimo że ma tylko 150 stron i jest małego formatu... Wiem, wiem - nie płaci się z ilość tylko za jakość. Tym bardziej jestem zdziwiona. Książka ta nie wywołała u mnie jakichś głębszych refleksji. To prawda - zastanawiałam się nad granicami normalności i nad obowiązującymi normami oraz nad tym, na ile wychowanie wśród takich a nie innych osób przyczynia się do powstania zaburzeń osobowości, a na ile jest to kwestia wewnętrznego dziedzictwa człowieka - charakteru, emocji, uczuć...

Nasze rodziny. Według powszechnie panującego wśród nas przekonania to właśnie z ich powodu znalazłyśmy się w tym miejscu. Jednak w naszym codziennym, szpitalnym życiu rodziny były prawie nieobecne. Zastanawiałyśmy się: czy i my byłyśmy tak samo nieobecne w ich codzienności? 
Susanna Kaysen - Przerwana lekcja muzyki - str. 88

Owszem, nie zdarza się często, że mamy okazję poznać od środka zakład psychiatryczny - sama nie byłam i  nie życzę nikomu. Susanna trafiła tam w wieku 18 lat po próbie popełnienia samobójstwa.  Zdecydował o tym psycholog po półgodzinnej rozmowie z pacjentką. Trochę szybko - jak na moje oko. Ale co tam - dwa tygodnie można wytrzymać. Tyle że dwa tygodnie przeciągają się w dwa lata... Tyle czasu zajęło specjalistom przystosowanie pacjentki z osobowością pograniczną do funkcjonowania w świecie pozaszpitalnym... 

Często książkę tę porównuje się ze Szklanym kloszem Sylvii Plath. Przeczytałam go lata temu, ale wrażenia pamiętam do dziś. Może z racji tego, że przeżywałam wtedy swoją pierwszą młodość, Sylvia była mi wtedy bliska i jej wspomnienia mną wstrząsnęły. A na jak długo zapamiętam Przerwaną lekcję muzyki?

Obraz Vermeera zatytułowany Przerwana lekcja muzyki:

wtorek, 2 marca 2010

Paw z dłuuuugim ogonem

Paw królowej - Dorota Masłowska



Traf chciał, że sięgnęłam po Pawia po Angielskim pacjencie Michaela Ondaatje, czyli po powieści napisanej szlachetnym, krystalicznie czystym językiem. Nie dziwię się więc, że zareagowałam nieomalże przysłowiowym puszczeniem pawia - i to pawia z długim ogonem.

Jak to bywa w przypadku tzw. kontrowersyjnych autorów, znajdą się pewnie wielbiciele stylu pani Masłowskiej. Ja na pewno się w tej grupie nie znajdę. Nie dałam rady przeczytać więcej niż dwadzieścia stron. Odrzuciło mnie na odległość. I to z hukiem. To co czuję to głęboki niesmak, potężna niechęć i pewność, że półki z książkami Masłowskiej będę omijać szerokim łukiem. Przez moment poczułam nawet wstyd, że wzięłam ją do ręki. Jeśli zamierzeniem autorki było wywołanie emocji u czytelnika, to odniosła sukces - u mnie wywołała spore obrzydzenie.

Jednakże moja ciekawość świata i dociekliwość nie pozwoliły mi zostawić obojętnie ani królowej, ani jej pawia - postanowiłam więc dociec, co sprawiło, że książka ta została nagrodzona. Mam świadomość tego, że mogę czegoś nie dostrzegać, mogę nie umieć czegoś zinterpretować, mogę czegoś nie zrozumieć. Ale co w przypadku bełkotu udającego jakiś styl młodzieżowych piosenek? 

Po przeczytaniu kilku recenzji tej książki już wiem, że nie muszę się martwić. Nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Dla mnie słowo 'literatura' niesie znaczenie pozytywne. Kiedy czytam książkę, zawsze staram się wyciągnąć z niej coś dobrego.  Na pierwszych stronach (bo tylko o tym mogę mówić) wytworu Doroty Masłowskiej nic pozytywnego nie dostrzegłam. Nie spodziewałam się też fajerwerków również w dalszej części. Poddałam się. Pokonał mnie paw, chyba samej królowej. Czy naprawdę Pawia królowej musimy uznawać za literaturę?

Poniżej kilka fragmentów recenzji plus oczywiście linki do stron, z których pochodzą:

- "To jest literatura dla dosyć ograniczonej liczby czytelników, wulgarna, afabularna, z dość specyficznym poczuciem humoru."
Zamieniłabym na: "To jest literatura dla pewnej liczby ograniczonych czytelników, wulgarna, afabularna, wywołująca dość specyficzne poczucie niesmaku...

- "(Masłowska)Specjalizuje się też w błyskotliwych i ciętych obserwacjach, do których przystawia krzywe zwierciadło szyderstwa."
No to tym razem zwierciadełko się mocno przekrzywiło. Moim zdaniem, nie potrzeba wulgaryzmów, żeby wyrazić szyderstwo...

- "Bo fabułka, psychologiczne sylwetki bohaterów, zwroty akcji itp., po odcedzeniu z rozbudowanej formy, to - przepraszam - kaszana jest. Gdyby to samo napisać po ludzku, pies z kulawą nogą by się nie zachwycił. A tak, to paru ludziom, zwłaszcza młodym kandydatom na nonkonformistycznych intelektualistów, z pewnością się spodoba. No cóż, być może jest taka nisza i ona potrzebuje swojego barda. No to ma Masłowską."

Nic dodać, nic ująć. :-)

poniedziałek, 1 marca 2010

Angielski pacjent - Michael Ondaatje

Książka Angielski pacjent to dla mnie megapuzzle literackie.

Bohaterami są w zasadzie tylko cztery osoby: Hana - kanadyjska pielęgniarka, Caravaggio - włoski agent wywiadu i złodziej, hinduski saper oraz poparzony mężczyzna o nieznanej tożsamości, przypuszczalnie angielski pilot, uratowany z płonącego samolotu. Miłość, wojna, przeznaczenie, tajemnica ludzkiego losu - z tego tworzy się trójwymiarowa układanka powieści.

Na początku miałam wrażenie, że tracę wątek. Sprawiały to przeskoki w miejsca i czasie, do których trzeba się przyzwyczaić, bo jest to sposób autora na stopniowe odkrywanie tajemnic bohaterów. Zastanawiałam się, czy można by tę książkę przeczytać od końca... Plątanina miejsc, uczuć, doznań. Bohaterowie są tak różni, a jednocześnie mają tyle wspólnego. Stopniowo ich przeplatające się ze sobą losy układają się w całość. Jest to jedna z tych książek, których nie da rady czytać w autobusie, bo każde słowo jest ważne. Chwila dekoncentracji i można coś ważnego przegapić.



Zaliczyłabym ten nietypowy utwór do prozy i do poezji jednocześnie. Jest pisany prozą, ale to jak wszystko ubrane jest w słowa, sprawia, że ma się wrażenie obcowania z czystą poezją. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Po przeczytaniu kilku recenzji obawiałam się trochę tego języka i teraz wiem, że jest to styl, który nie każdemu musi odpowiadać. Mnie się bardzo podobał - niebanalny, wyrafinowany, "diamentowy". Przedziwne, że autor mężczyzna tak umiejętnie i wnikliwie opisuje szczegóły, a opisy są nadzwyczaj plastyczne.

Na pewno sięgnę po inne książki Michaela Ondaatje. Jeśli miałabym jeszcze raz przeczytać Angielskiego pacjenta, to tym razem po angielsku. Nie musiałabym się denerwować niefortunnym tłumaczeniem w paru miejscach (np. love affair zostało przetłumaczone jako miłosna afera).

Generalnie - bardzo pozytywnie. Nagroda Bookera jak najbardziej zasłużona.

A że uwielbiam zachowywać ślady po przeczytanych książkach w postaci cytatów, to poniżej umieszczam kilka na pamiątkę:

"Obudziła się, kiedy motyl przefrunął z kołnierzyka sukienki na jej policzek. Otworzyła oczy, ujrzała, jak się nad nią pochyla. Zdjął motyla z jej twarzy, nie dotykając skóry, i ułożył go na trawie."

"Nie wiemy, jak bardzo ona kocha jego, a on ją. Ani w jakiej mierze ta miłość jest grą tajemnic. Im bardziej się do siebie zbliżają, tym większa staje się przestrzeń między nimi w ciągu dnia. Ona ceni sobie dystans, na jaki on się od niej trzyma, uważa, że oboje mają prawo do własnej przestrzeni. Każdemu z nich daje to wewnętrzną siłę, rodzaj milczącego porozumienia, odczuwanego, kiedy on przechodzi w milczeniu pod jej oknem, przemierzając kilometr dzielący jego kwaterę od miejsca pobytu innych saperów."

"Pustynia nie da się podbić ani zawłaszczyć - jest to olbrzymia płachta miotana wichrami, nigdy nie przytwierdzona do podłoża żadnym kamieniem, opatrywana setkami imion na długo, zanim powstało Canterbury, zanim bitwy i traktaty pokawałkowały Europę i Wschód. karawany, te zadziwiające wędrowne kultury, nie pozostawiają po sobie nic, nawet żarzącego się ogniska."

"Od tego momentu w życiu - wyszeptała mu kiedyś - albo zaczniemy odnajdywać duszę, albo ją zatracać.
Jak to się dzieje? Zakochać się i zostać rozbitym na kawałki?"

"(...) idzie w kierunku pałacu. Drugą ręką osłania tę wyciągniętą przed siebie, jakby chroniąc płomyk niesionej świeczki. Hana natyka się nań na tarasie, wyciąga rękę naprzeciw jego ręce. Biedronka wędrująca po paznokciu małego palca jego dłoni szybko przewędrowuje na jej rękę. (...) 
Ranny zwraca ku nie glowę. Biedronka schodzi z niej i wkracza na czarną skórę. Unikając bieli prześcieradła, rozpoczyna długą wędrówkę wzdłuż ciała pokrytego zwęglonym naskórkiem, jej czerwień odcina się od niego jak żarzący się okruch lawy wulkanicznej."