piątek, 6 września 2013

60/2013 Sekrety kobiet złotnika - Jeanne Bourin

Tytuł oryginału: Les chambre des dames
Tłumaczenie: Anna Michalska
Oficyna Literacka Noir sur Blanc

Warszawa 2013
470 stron
Literatura francuska
Gatunek: powieść historyczno-obyczajowa z romansem w tle

Był sobie złotnik Szymon Brunel... Miał żonę Matyldę i sześcioro dzieci. Żył w trzynastym wieku w Paryżu... Czyli dawno temu... Nieźle mu się wiodło...

Jeśli należycie do tej grupy osób, którym na myśl o średniowieczu słowa ciemnota i zacofanie przychodzą na myśl jako pierwsze, to ta książka jest zdecydowanie dla Was. Być może podobnie jak ja zmienicie swoje wyobrażenie o tej epoce. Obraz mrocznego, brudnego i zacofanego średniowiecza kompletnie nie pokrywa się z barwnym obrazem średniowiecza namalowanego bogatym językiem przez francuską pisarkę Jeanne Bourin. Nietypowe spojrzenie i dzięki temu bardzo kształcące. Pełne szczegółowych opisów ówczesnej obyczajowości. Pełne kobiet i pełne emocji.

Najbliższe kobiety złotnika to Matylda, jego żona, której nawet przez myśl nie przeszło, że może zakochać się w kimś innym oprócz swego męża. A jednak...
Florina, najstarsza córka właśnie wstąpiła w związek małżeński z młodym truwerem Filipem. Florina to kobieta, która wydaje się zapatrzona w swego męża jak w święty obraz. Czy nic nie zmieni jej uczuć?
Klarencja, córka ciut młodsza od Floriny. Los jej nie oszczędzi przykrych zdarzeń. Jaka przyszłość ją czeka?
Szarlota Froment, siostra Szczepana, opuszczona przez męża przez wiele lat musi sama zmagać się z rzeczywistością. Zdolna, silna kobieta, znająca się na medycynie. 

Portretów kobiet jest tu dużo więcej, ale te wysuwają się na pierwszy plan.

Każda z kobiet złotnika nosi w sobie jakiś sekret, zmaga się z pragnieniami, które stara się ukryć przed światem i przed sobą, doświadcza cierpienia. Każda z nich musi zmierzyć się z trudnościami, jakie przyniesie los. A co ów los niesie? Zdradę, namiętność, gwałt, śmierć, depresję, manipulację i szantaż, a ponad tym wszystkim góruje moc miłości i przebaczenia, budowanie od nowa, przewartościowanie, walka z samym sobą.

Zaproponowane przez Jeanne Bourin spojrzenie na średniowiecze pozwala uświadomić sobie, że natura ludzka to stały element, który istnieje niezależnie od epoki. Człowiek zawsze będzie miał pragnienia, zawsze będzie pragnął kochać i być kochanym. Będzie odczuwał emocje, zmagał się z namiętnościami i pokusami, będzie musiał podejmować wybory, stawać twarzą w twarz z przeciwnościami losu. Zmienia się tylko to, że dziś bohaterami byliby kompozytor zamiast truwera czy salesman zamiast handlarza ;-) Ów świat, choć czasowo odległy, wydał mi się bardzo bliski. Pełen historii, które dzieją się dzisiaj i które zdarzą się jutro. Jak najbardziej polecam.


Dziękuję bardzo wydawnictwu Noir sur blanc za egzemplarz recenzencki.
 

Książkę zaliczam do wyzwania Pod hasłem - sierpień: Homo sapiens.

sobota, 31 sierpnia 2013

Podsumowanie lipca i sierpnia


Na moim dwumiesięcznym liczniku książkowym 11 pozycji. Jak na dwa miesiące to niewiele. Ale za to przyjemnie :-) Z pisaniem nie nadążyłam, bo codzienność w tym czasie okazała się wyjątkowo absorbująca, tak że zaległości mam po sufit... No ale nic, pomalutku idę do przodu.

Oto moja lista książek przeczytanych w lipcu i sierpniu:
1. Lekcje Madame Chic - Jennifer L. Scott: recenzyjna, Debiuty pisarskie, Pod hasłem; 6/10
2. Była sobie dziewczyna - Lynn Barber: Pod hasłem; 2/10
3. Sekrety uczuć - Barbara O'Neal: recenzyjna, Trójka e-pik; 7/10
4. Miłosne kolizje - Michalina Kłosińska-Moeda: recenzyjna, Debiuty pisarskie, Trójka e-pik; 7/10
5. Sekrety kobiet złotnika - Pod hasłem; 7/10
6. Tajemnica Bladego Konia - Agatha Christie:  Na tropie Agathy, W prezencie, Wszystkie kolory książek, Z półki; 6/10
7. Uczciwa oszustka - Tove Jansson: Book-Trotter, Pod hasłem; 6/10
8. Jak oddech - Małgorzata Warda: W prezencie, Wyzwanie osobiste, Z literą w tle; 8/10
9. Pieskie życie mojego kota - Karolina Macios: Wszystkie kolory książek, Z półki; 4/10
10. MamoTata - Jeremy Howe: Pod hasłem, Wszystkie kolory książek; 7/10
11. Marzenia i tajemnice - Danuta Wałęsa: Wyzwanie osobiste, Z literą w tle, Z półki; 7/10


Zaciekawiły mnie też dwa kolejne wyzwania: Wszystkie kolory książek oraz Wyzwanie z listy.

Pierwsze z nich - całkiem zabawne - to dobieranie książek według koloru okładki. W maju/czerwcu były czytane książki niebieskie (nie brałam jeszcze wtedy udziału), w czerwcu/lipcu - czarne, w lipcu/sierpniu - pomarańczowe. Książkę w okładce pokreślonego koloru trzeba przeczytać do 15 dnia każdego miesiąca. Widzę, że dla mnie jest to trochę niewygodne, bo podsumowuję swoje czytelnicze dokonania pod koniec miesiąca, więc nie wiem, czy dam radę pamiętać o jednym oddzielnym wyzwaniu za każdym razem. No, ale póki co pamiętam ;-) Szczegóły w Poradniku pozytywnego czytelnika.

Drugie wyzwanie zrodziło się z zamiłowania autorki do tworzenia list, a jego celem jest bardziej świadome wybieranie książek do przeczytania. Tworzy się więc listę książek, które chce się przeczytać z jakichś powodów. Skojarzyło mi się to z moim wyzwaniem osobistym, więc się przyłączyłam bez wahania, bo listę w zasadzie już miałam i po niewielkiej modyfikacji wyszło mi coś takiego:

Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam
1. Diane Chamberlain
2. Diana Gabaldon - Obca
3. Philippa Gregory
4. Joyce Carol Oates

Lista nr 2 - Czekają i czekają
5. Genova Lisa - Motyl
6. Lokko Lesley - Gorzka czekolada
7. Nicholls David - Jeden dzień

Lista nr 3 - Posmakowałam, chcę więcej
8. Isabel Allende
9. C.S. Lewis - Smutek
10. Carlos Ruiz Zafon - Marina

Lista nr 4 - Ileż można zwlekać
11. Janusz L. Wiśniewski
12. Jacek Dehnel

Z listy BBC
13. M. Bułhakow - Mistrz i Małgorzata
14. J.R.R. Tolkien - Hobbit
15. D. Mitchell - Atlas chmur

Lista może być też krótsza - wszystko zależy od tego, który z czterech poziomów wybierzemy. Wybrałam rzecz jasna poziom Mistrza Listy, czyli mam przeczytać 15 wybranych książek w ciągu 12 miesięcy :-) Szczegóły w Pokoju książek.

A dalsze plany czytelnicze będę snuła już jutro, a właściwie dzisiaj ;-) Już jestem strasznie ciekawa następnych wyzwaniowych kategorii czytelniczych.

środa, 28 sierpnia 2013

59/2013 Mamotata – Jeremy Howe

Tytuł oryginału:  Mummydaddy
Tłumaczenie: Agnieszka Barbara Ciepłowska
Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
318 stron
Literatura amerykańska
Gatunek: wspomnienia, pamiętnik

Oj, marny u mnie ten blogowy sierpień... Ale wcale nie taki znów ubogi w czytanie. 
Owszem, postów mało, ale krok po kroku spróbuję zreferować, co przeczytałam latem. :-)

Ostatnio przeczytałam książkę o tytule, który wydał mi się dość zabawny: Mamotata. Tymczasem okazało się, że jest książka o niewyobrażalnie przerażających doświadczeniach, jakie stały się udziałem jej autora Jeremy’ego Howe’a i jego córeczek.  To książka o tym, jak Jeremy, Jessica i Lucy „składali w całość swoje życie, zniszczone przez dramat, z którym mało co może się równać” [cytat z okładki – bardzo trafny zresztą].


Książka jest rodzajem hołdu pamięci oddanego żonie autora Elisabeth Howe, która pewnego dnia znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Autor postanowił spisać tę tragiczną historię, odkryć przed światem swój ból i swoją samotność po koszmarze, jaki przeżył po tym, jak Lizzy została zamordowana bestialsko przez przypadkowego mężczyznę schizofrenika...


Nie jest to jednak smętne użalanie się nad swoim losem. To również hołd oddany miłości i przyjaźni. Autor przede wszystkim chciał pokazać nie to, w jaki sposób runął jego świat, ale jak się wydźwignął z totalnej niemocy, beznadziei, żalu, jak postanowił nie poddawać  się i jak krok po kroku szedł do przodu. Choć życie postawiło przed nim obowiązki ponad miarę, postanowił sam wychować córeczki i przygotować je do życia i zapewnić im to, co najlepsze. W tłumaczeniu im niezwykle trudnych zdarzeń postawił na prawdę – nie zataił przed córkami niczego, ale odpowiadał na wszelkie ich pytania dotyczące śmierci ich mamy z wielkim wyczuciem i na tyle jasno, by mogły to zrozumieć. 

Kłamstwa zaciemniają obraz. Prawda jest czysta i klarowna. Czyste rany się zabliźniają, brudne - nie. [str. 122]

Mamotata to wspomnienie pełne bólu i nadziei zarazem. To przechodzenie kolejnych etapów żałoby. To mozolne dźwiganie się dzień po dniu w myśl wyznaczonej samemu sobie zasady:

Padłeś, powstań, otrzep się i do przodu. Człowiek musi robić, co trzeba. [str. 306]
To także poczucie bycia potrzebnym. To wszechobecna ludzka życzliwość, współczucie i cenna konkretna pomoc. To przepełnienie nadzieją. To opowieść o sile rodzinnej miłości, przekazana ze szczerością, lekkością i humorem, choć, przyznam szczerze, świadomość tego, że opisane wydarzenia zdarzyły się naprawdę, potęguje emocje. Szczerze polecam.

Książkę zaliczam do wyzwań:

Pod hasłem: lipiec/sierpień - Homo sapiens
Wszystkie kolory książek: sierpień/wrzesień - pomarańczowy

wtorek, 20 sierpnia 2013

58/2013 Jak oddech - Małgorzata Warda

Prószyński i S-ka
Warszawa 2013
344 strony
Literatura polska

Wyrazy uznania dla Małgorzaty Wardy. Książka jest świetna.

W powieści Jak oddech Małgorzata Warda podjęła niełatwą tematykę, jaką są zaginięcia. Pewnego dnia dwudziestojednoletni Staszek wychodzi z domu i znika. Zostawia włączony komputer, niedopitą kawę, nie zabiera ze sobą ładowarki do telefonu...  Policja uznaje go za zaginionego. Rozpoczynają się poszukiwania. Jednak poszukiwania to tylko jeden wątek. Drugi, równie znaczący, to wnikanie w przeszłość bohatera, analiza zdarzeń z przeszłości i odczucia bliskich, którzy nie wiedzą, co się stało. Bieg wydarzeń poznajemy z perspektywy głównej bohaterki Jasmin, która od dzieciństwa jest emocjonalnie związana z dwudziestojednoletnim Staszkiem. To ona wspomina to, czego doświadczyli w swojej wspólnej od zawsze przeszłości. Jasmin bardzo konkretnie i drobiazgowo opisuje to, co czuła, jak się zmieniała, czym dla niej była relacja ze Staszkiem. Dzięki niej poznajemy również sytuację rodzinną Staszka, która na pewno nie była bez znaczenia.

Jest w tej powieści coś, co uwielbiam - bohaterowie totalnie zaskakują. Do kilkorga z nich co innego czułam na początku książki, a co innego już pod koniec. Moje odczucia wobec nich zmieniły się diametralnie w trakcie czytania. Konstrukcja powieści jest naprawdę znakomita. Jedyne, co mi przeszkadzało to narracja w drugiej osobie. Pewnie to specjalny zabieg polegający na tym, że Jasmin opowiada wszystko od początku zaginionemu Staszkowi , a tym samym i czytelnikowi, ale ja akurat tego typu narracji nie lubię. Całe szczęście to, co Jasmin ma do przekazania jest na tyle niezwykłe, że czyta się szybko i ciężko odłożyć książkę choćby na chwilę.

Małgorzata Warda doskonale przedstawiła sytuację związaną z zaginięciem oraz to, co mogą czuć bliscy i znajomi, którzy szukają zaginionego. Pokazuje, co może się kryć w zakamarkach ludzkiej duszy i jak bardzo nie znamy ani siebie samych, ani tych, którzy są nam bliscy.

Bardzo polecam tę powieść. Emocje na miarę najlepszego thrillera.

Książkę zaliczam do wyzwań:
Wyzwanie osobiste - Lista nr 4
Z literą w tle - sierpień: V/W

sobota, 17 sierpnia 2013

57/2013 Była sobie dziewczyna - Lynn Barber


Tytuł oryginału: An Education
Świat Książki
Warszawa 2010
205 stron

Literatura amerykańska
Gatunek: autobiografia


Przeczytałam tę marną autobiografię od początku do końca, choć nie zasługuje ona na uwagę pod żadnym względem - styl pisarski nijaki, a historia nudna. 

Dobrnęłam do końca właściwie tylko dlatego, że wybrałam tę książkę do wyzwania Pod hasłem. Historia życia Lynn Barber, dziennikarki, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, może i jest ciekawa, ale ja nie znalazłam w niej niestety nic a nic ciekawego. Sięgnęłam po nią, mając w pamięci pozytywne wrażenia z filmu opartego na powieści Nicka Hornby'ego Był sobie chłopiec i pamiętając zachęcające opinie dotyczące filmu Była sobie dziewczyna, do którego scenariusz napisał Nick Hornby właśnie. Opowieści te nie mają ze sobą nic wspólnego. Tak więc nie polecam – szkoda czasu. 

Szkoda mi nawet czasu, żeby o tej książce więcej napisać...

Książkę tę zaliczam do wyzwania Pod hasłem (lipiec: Homo sapiens).

czwartek, 15 sierpnia 2013

56/2013 Tajemnica Bladego Konia - Agatha Christie

Tytuł oryginału: The Pale Horse
Tłumaczenie: Krystyna Bockenheim
Wydawnictwo Dolnośląskie
Literatura angielska
Gatunek: powieść kryminalna

Nie wiem, czy mój kończący się urlop można by uznać za udany, gdybym  nie przeczytała jakiegoś kryminału ;-) 

Nie mogło więc być inaczej i tego lata. Wybór padł na Tajemnicę Bladego Konia Agathy Christie. Okazało się, że to kryminał bez Poirota i bez pani Marple. Wydawało mi się, że to pech...

Generalnie czytało mi się miło, choć bohaterom nieco brakowało ikry, a wydarzeniom dynamiki. Nie wiem, czy to nie z powodu lekko anemicznego pisarza Easterbrooka, który zajął się śledztwem. Miałam wrażenie, że na początku wszystko dzieje się strasznie wolno, a przyspiesza dopiero na samiusieńkim końcu

Punktem wyjścia jest śmierć księdza spieszącego na spotkanie z umierającą kobietą, która miała mu coś ważnego do przekazania. Wśród rzeczy, które znaleziono przy ofierze, jest tajemnicza lista nazwisk, a wśród nich nazwisko dziewczyny, którą pisarz wcześniej widział w średnio miłej sytuacji, bo w czasie bójki z inną kobietą.

Oprócz tego, co można sprawdzić, dostrzec, ustalić, pojawiają się też elementy magii i czarów oraz pytanie, czy można zabić na odległość. Dołączają bohaterki, którym nieobce są pozazmysłowe praktyki, miłosne napoje, kielichy trucizny i tego typu historie...

Im dalej, tym ciekawiej. Głównemu bohaterowi pomaga w śledztwie odważna Ginger, która zaimponowała mi decyzją o podjęciu niesamowitego ryzyka.

Intryga uknuta jak zwykle bardzo starannie, sporo zmyłek, kandydatów na zabójców cała gromadka. Podobało mi się mimo tęsknoty za Poirotem.

Książkę zaliczam do wyzwań:

środa, 31 lipca 2013

55/2013 Lekcje Madame Chic - Jennifer L. Scott

Tytuł oryginału: Lessons from Madame Chic
Tłumaczenie: Anna Sak
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
256 stron
Literatura amerykańska
Gatunek: poradnik lifestyle

Tym razem o poradniku Lekcje Madame Chic, na który składa się kilkanaście lekcji, jak być chic we wszystkich dziedzinach życia, jak dbać o swój wygląd i zapewnić sobie pewność siebie w każdej chwili życia, jak dbać o dom, jak kształtować swoje zainteresowania, jak cieszyć się z prostych rzeczy.

Pierwowzorem książki Lekcje Madame Chic jest blog Jennifer L. Scott The Daily Connoisseur, który podobno cieszy się ogromną popularnością. Jego autorka za czasów studenckich spędziła pół roku w Paryżu. Pobyt ten dostarczył jej nie tylko wiedzy z dziedzin, które studiowała: teatrologii i historii sztuki, ale również pozwolił jej zdobyć doświadczenie przydatne w codziennym życiu. Blog i książkę potraktowała jako środki, które pozwoliły jej podzielić się z czytelnikami zdobytym doświadczeniem i „opowiedzieć o tym, jak z szarej myszki stała się ikoną stylu” – jak mówi podtytuł.

Pobyt w europejskiej stolicy mody i stylu umożliwił młodej Amerykance skonfrontować to, co znała z rzeczywistości, w której żyła, z innym, dla niej nowym, podejściem do codziennych aspektów życia. Szybko dostrzegła, że hołdowanie modzie, konsumpcjonizm, spędzanie czasu na oglądaniu seriali, śledzenie życia gwiazd to nie wszystko, czego można chcieć od życia. Zachwyciła się prostą elegancją francuskiej rodziny, u której mieszkała, jej zwyczajami, do których należało między innymi codzienne słuchanie muzyki klasycznej, cotygodniowe organizowanie wytwornych przyjęć, czy kupowanie wyłącznie tego, co jest niezbędne. Przyglądając się  więc „od kuchni” zwyczajom Francuzów, poznała smak elegancji, estetyki, dobrej jakości, kultury, a zdobyte doświadczenia zainspirowały ją do tego, by zastosować je w swoim życiu.

Mimo że mam wrażenie, że porady przekazane przez Jennifer L. Scott nie są nowatorskie, podoba mi się, że zestawiła i uporządkowała zasady dobrego życia, kładąc nacisk na to, co wartościowe i przedkładając jakość nad ilość, staranność nad bylejakość, sztukę, dobry film, czy muzykę klasyczną nad pseudokulturę.

Gdybym dostała tego rodzaju książkę na szesnaste/siedemnaste urodziny, ucieszyłabym się z niej niezmiernie. Jest to bowiem zbiór bardzo dobrych wskazówek dla młodych osób, które są jeszcze w trakcie poszukiwania własnego stylu i kształtowania sposobu życia. Tak więc z przyjemnością podsunę tę książkę mojej córce nastolatce. :-) 

Książkę zaliczam do wyzwania Pod hasłem (lipiec: Homo sapiens) 


Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.
 


piątek, 26 lipca 2013

54/2013 Legendy maoryskie - Anna Janiec-McLaughlin, Monika Riddell

Novae Res 2013
80 stron
Literatura polska
Gatunek: legendy

Książeczka Legendy maoryskie to mini-podręcznik do legend :-) Nic, tylko żałować, że takiego przedmiotu nie naucza się w szkołach.

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wszelkiego rodzaju baśnie, bajki, legendy i co jakiś czas serwuję sobie takie chwile powrotu do czasów dzieciństwa, gdy nadarzy się okazja ;-) Tym razem dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res trafił do mnie zbiorek legend przekazywanych z pokolenia na pokolenie wśród Maorysów, grupy etnicznej zamieszkującej Nową Zelandię. Legendy postanowiły spisać i spopularyzować polskie autorki i chwała im za to, bo pomysł jest cudowny.

Postacie występujące w legendach maoryskich są bardzo charakterystyczne dla bajek i baśni - bogowie, półbogowie, nimfy, potwory, dzielni śmiałkowie, a podejmowane tematy wspólne dla wielu znanych nam mitologii - nieprzewidywalne procesy zachodzące w przyrodzie, bogactwa natury, pochodzenie gór i wysp, ‘oswojenie’ ognia, miłość. Wszystko dzieje się w przenikających się rzeczywistościach: świecie bohaterów baśni i świecie ludzi.

Zbiorek legend maoryskich, choć niewielkich rozmiarów, jest bardzo starannie zaprojektowaną książeczką, ze świetnie dobranymi ilustracjami Nowozelandki Taluli Hodder. Doskonałym pomysłem autorek było zamieszczenie elementów ułatwiających przyswojenie treści - listy zasad wymowy obowiązujących w języku maoryskim oraz słownika pojęć, który ułatwi poznanie słów, które mogą okazać się trudne lub nowe dla młodych czytelników, a przede wszystkim zestaw ćwiczeń sprawdzających rozumienie tekstu i przyswojenie wiadomości podanych w legendach. Bardzo mi się podoba ten pomysł, bo ćwiczenia i pytania pozwalają na głębsze zastanowienie się nad interpretacją legend oraz na dyskusję o każdej z nich.

Uważam, że to bardzo wartościowa książka. Polecam starszym i młodszym czytelnikom. ;-)


Dziękuję wydawnictwu Novae Res za egzemplarz recenzencki.

poniedziałek, 15 lipca 2013

53/2013 Drogie życie - Alice Munro


Tytuł oryginału: Dear Life
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2013
408 stron
Literatura kanadyjska
Gatunek: opowiadania

Gdybym miała decydujący głos wśród osób przyznających Nagrodę Nobla, to Alice Munro niewątpliwie by ją dostała.

Jestem po lekturze ostatniego zbioru opowiadań Alice Munro. Tym razem wpadł mi w ręce zbiorek Drogie życie i spokojnie mogę stwierdzić, że ta kanadyjska pisarka to prawdziwa mistrzyni w pisaniu opowiadań. I choć wcześniej czytałam tylko Taniec szczęśliwych cieni i choć zwykle raczej powstrzymuję się przed ochami i achami, jeśli nie znam większej części twórczości autora, w tym wypadku nie mam żadnych wątpliwości. Tyle, ile Alice Munro potrafi przekazać w tej krótkiej formie w bardzo prosty sposób i tyle emocji, ile wywołuje, wydaje mi się nieczęsto spotykaną umiejętnością.

Zadziwiające jest to, że to co napisałam o Tańcu szczęśliwych cieni – debiutanckim zbiorku Munro, doskonale można by dopasować również do jej ostatniego zbioru – z małymi zmianami. Spajające motywy, niedopowiedzenia, zaskakujące zakończenia, zwyczajni bohaterowie, problemy bohaterów aktualne w każdych czasach, uniwersalność, prostota, dbałość o szczegóły.

Bohaterowie opowiadań Munro to zwykli ludzie, wśród których niejeden czytelnik odkryje wiele swoich cech, rozterek, problemów, odczuć. W każdym z nich jest coś, co każe czytelnikowi zatrzymać się na chwilę zastanowienia. Każde z nich zakończone jest w taki sposób, że można sobie dopowiedzieć swój własny dalszy ciąg. Pozostawienie takiej możliwości bardzo mi się podoba. Dzięki temu te opowiadania wcale tak szybko się nie kończą, ale trwają w czytelniku jeszcze przez jakiś czas po przeczytaniu.

Opowiadania Munro zdają się zawierać niesamowicie dużo szczegółów. Przez cały czas towarzyszyło mi zadziwienie nad tym, jak to możliwe, że na kilkunastu stronach można tak wiarygodnie i szczegółowo przedstawić wewnętrzne odczucia bohaterów i zbudować emocje.

Nie podoba mi się tylko jedno – ten zbiór opowiadań jest podobno ostatnim w dorobku kanadyjskiej pisarki, która niedawno zapowiedziała koniec pisarskiej kariery. Wygląda więc na to, że poznałam opowiadania debiutanckie i opowiadania kończące karierę. Jedne i drugie świetne


Książkę tę zaliczam do wyzwania osobistego: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam
oraz
do wyzwania Book-Trotter - literatur kanadyjska


 Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny.

piątek, 12 lipca 2013

52/2013 Kłamstewka i kłamstwa – Monika Orłowska

Wydawnictwo Replika, 2013
228 stron
Literatura polska
Gatunek: powieść obyczajowa

Po przeczytaniu trzeciej książki Moniki Orłowskiej upewniłam się, że mogę sięgać w ciemno po książki tej autorki.Choć dwie poprzednie powieści Cisza pod sercem i Adam i Ewy podobały mi się bardziej, to Kłamstewka i kłamstwa  pozwoliły mi się zrelaksować. Tematyka jest tym razem zupełnie inna i kaliber problemów nieco lżejszy

Tym razem autorka nie skupiła się na jednym wiodącym problemie, ale uczyniła bohaterem powieści całą grupę mieszkańców krakowskiego osiedla, z których każdy zmaga się na swój sposób z codziennością. W grupie mieszkańców znaleźli się przedstawiciele przeróżnych zawodów, ludzie w różnym wieku, o różnych zainteresowaniach i upodobaniach – krótko mówiąc przekrój polskiego społeczeństwa. Ci, którzy mieszkają na opisywanym osiedlu od pokoleń, wcale nie patrzą łaskawym okiem na ludność napływową zamieszkującą nowszą część osiedla. Wręcz przeciwnie – dochodzi do różnych mało przyjemnych sytuacji. Nic nie uchodzi uwadze „Wielkiego Brata”, w którego wciela się niepozorna pani Alicja, z zawodu onkolog dziecięcy, której obserwacje stanowią jedną z płaszczyzn narracyjnych.


Monika Orłowska po raz kolejny pokazuje, że ma doskonały zmysł obserwacyjny i poczucie humoru. Bardzo mi też odpowiada język, jakim napisana jest ta powieść - to inteligentny dowcip okraszony szczyptą ironii. O ile bohaterowie nie wydają się potraktowani zbyt wnikliwie, zostali przedstawieni w sposób na tyle charakterystyczny, że obraz społeczeństwa, jaki się wyłania, wydaje się całkiem realny. Autorce naprawdę udało się wyłapać to, co istotne. Udało jej się bardzo wyraźnie pokazać, że  w życiu współistnieją obok siebie dobro i zło. Niezależnie od sytuacji społecznej, wieku, pochodzenia, zawodu wszyscy mają do czynienia z hipokryzją, nieuczciwością, zazdrością, zdradą, ale i na szczęście wszystkich dotyczy też to, co dobre: współczucie, dobroć, wielkoduszność, miłość.


Choć kłamstwem się brzydzę i choć udało mi się przewidzieć, kto stoi za niecnymi czynami, których skutki dotknęły mieszkańców osiedla, to sposób, w jaki zostały zaserwowane kłamstwa i kłamstewka sprawił, że obcowanie przez chwilę z mieszkańcami krakowskiego osiedla było dla mnie dużą przyjemnością ;-) 


Dziękuję  bardzo za egzemplarz recenzyjny wydawnictwu Replika, a Monice za książkę z dedykacją :-)


wtorek, 2 lipca 2013

Podsumowanie czerwca i brak planów na wakacje ;-)

Wiem, że w czerwcu mój bukowniczek sprawiał wrażenie, jakby nie miał właściciela, który by się nim interesował... Ale to tylko tak wyglądało, bo właściciel - choć ledwo żywy - to jednak jest i wyłącznie z konieczności wywołanej życiowymi okolicznościami musiał odłożyć blogowanie na lepszy czas. 14 czerwca okazał się dniem, który przyniósł nowe doświadczenia życiowe, z którymi trzeba było sobie jakoś poradzić. Czytanie, a zwłaszcza pisanie o przeczytanych książkach, chwilowo musiało zejść na dalszy plan. No, ale już wróciłam do codzienności. I wracam tutaj :-)

W czerwcu przeczytałam siedem książek:

1. Drugie dziecko - Charlotte Link: z biblioteki; Osobiste: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam
2. Kłamstewka i kłamstwa - Monika Orłowska: recenzyjna
3. Cierń Miasta Lwa - Lucy Lum: Z półki; W prezencie (C); Trójka e-pik: książka z motywem wojny; Osobiste: Lista nr 2 - Czekają i czekają;
Pod hasłem (Państwa, miasta)

4. Drogie życie - Alice Munro: recenzyjna; Osobiste: Lista nr 1 - Chyba tylko ja nie czytałam
5. Dzięki za każdy nowy ranek - Halina Pawlowská: Z półki; Booktrotter (literatura czeska)
6. Legendy maoryskie - Anna Janiec-McLaughlin, Monika Riddell: recenzyjna
7. Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno - Michele Fitoussi: recenzyjna; Trójka e-pik: biografia

Nie zrealizowałam w tym miesiącu wyzwań Z literą w tle i Niezapomniane lektury z dzieciństwa. Do zrealizowania w pełni Trójki e-pik zabrakło książki z motywem anioła.

Napisałam tylko dwie opinie: jedną opinię o czerwcowej książce i jedną zaległą... No ale tak się poukładało, że zupełnie nie było to możliwe.

Cieszę się z lata i z wakacji, które - choć nie dotyczą mnie w pełnym wymiarze - dają poczucie oddechu i swobody. Na lipiec i sierpień niczego nie planuję. Jedyne, czego mi potrzeba, to brak planów i skuteczny wypoczynek. To oczywiście nie znaczy, że bukowniczek znowu będzie leżał odłogiem i przestanę czytać ;-) To raczej niemożliwe. Chciałabym napisać parę opinii o przeczytanych książkach, zanim zupełnie zatrą się wrażenia, które mi towarzyszyły w trakcie lektury. Czyli chcąc nie chcąc jednak jakiś plan jest ;-) Ale konkretnych książek nie wybieram. Niech się tym razem same wybiorą :-)

Wszystkim odwiedzającym życzę ciepłego, słonecznego lata, poczucia beztroski, miłego wypoczynku i ciekawych lektur :-)


czwartek, 13 czerwca 2013

51/2013 Już nic nie muszę - Stefania Grodzieńska

Współpraca: Beata Kęczkowska
Akapit Press

Łódź 2010
176 stron
Gatunek: autobiografia

Czasem mi się wydaje, że chciałabym kiedyś móc powiedzieć, że już nic nie muszę. Ale jeszcze nie czas ;-) Na razie całkiem lubię ‘musieć’.

Książka Stefanii Grodzieńskiej o przewrotnym tytule Już nic nie muszę została napisana, kiedy autorka miała 86 lat! Nic dziwnego, że na pytanie ciekawskich dziennikarek: „Co pani ma na warsztacie?”, miała ochotę odpowiadać: „Droga pani. Czy w osiemdziesiątym szóstym roku życia muszę mieć coś na warsztacie? Otóż już nic nie muszę!”. [str. 6]


Stefania Grodzieńska (zm. 2010) to przedstawicielka powojennych artystów, pokolenia, które mnie fascynuje; to kobieta emanująca swoistą elegancją i klasą, podchodząca do siebie z ogromnym dystansem, a do życia z humorem. Pierwszy jej skecz, który usłyszałam gdzieś w radiu i ubawiłam się po pachy, to był dialog Co byś zrobił, gdybym umarła?. Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgnęłam po książkę przybliżającą sylwetkę tej wszechstronnej kobiety: aktorki, tancerki, satyryka, felietonistki, spikerki. Jest to garść wspomnień rodzinnych, osobistych i zawodowych kobiety bezpośrednio związanej z  powojennym światem artystyczno-kulturalnym, czynnie uczestniczącej w jego wydarzeniach przez około siedemdziesiąt lat.


To, co ujęło mnie najbardziej, to fakt, że choć życie Stefanii Grodzieńskiej nie było usłane różami, to umiała opowiadać o nim z ogromnym poczuciem humoru i potrafiła wydobyć ze wspomnień to, co dobre. Chwyciło mnie za serce to, że Stefania potrafi bez żalu i urazy wspominać swoją matkę, przez którą została odesłana „na wychowanie” do babci. Podobały mi się też wspomnienia dotyczące jej dziadka, a właściwie drugiego męża babci, z którym łączyła ją niesamowita przyjaźń. Najczulsze wspomnienia odnoszą się do męża Stefanii Grodzieńskiej – Jerzego Jurandota. Autorka wspomina też niezwykle ciepło osoby, które zapisały się na kartach historii tamtych czasów, a z którymi łączyła ją przyjaźń: Jana Brzechwę, Władysława Kopalińskiego, Janusza Minkiewicza. 


Bardzo mi się podobała ta nietypowa autobiografia okraszona wieloma zabawnymi scenkami z życia autorki, wspominkami, wierszami. Odpowiada mi ten typ humoru. Przeczytałam tę książkę „za jednym zamachem”. I Wam też polecam.

Wyzwania: Z literą w tle (kwiecień - G), Z półki