środa, 22 sierpnia 2012

Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości – Alfonso Signorini


Tytuł oryginału: Marilyn. Vivere e morire d'amore
Tłumaczenie: Natalia Mętrak
Wydawnictwo Świat Książki
Wydano 30 maja 2012
224 strony
Literatura włoska
Gatunek: zbeletryzowana biografia

AUTOR: Alfonso Signorini
włoski dziennikarz, pisarz, prezenter radiowy. Zawodowo zajmuje się komentowaniem życia ludzi show-biznesu. [tekst z okładki]
 Inne książki tego autora:
Zbyt dumna, zbyt krucha (o Marii Callas)

MIEJSCE akcji:
Los Angeles, Catalina, Van Nuys, San Francisco, Nowy Jork, San Diego

CZAS akcji:
od lat dwudziestych XX wieku do1962 roku

BOHATEROWIE:
Norma Jeane Baker czyli Marilyn Monroe i reszta świata :-)
TEMATYKA:
życie Marilyn Monroe i jej droga do sławy
PRZESŁANIE:
W tłumie wielbicieli można doświadczać ogromnej samotności.
CYTATY:
Nie wiedziała, czy go kocha, czy nie (chodzi o Jima Dougherty'ego). Na pewno bardzo go lubiła, jednak pragnienie samospełnienia było znacznie silniejsze. Dlaczego ludzie nie chcą zrozumieć, że czuję się naprawdę kochana tylko wtedy, gdy jestem w centrum uwagi? Nikt nigdy się mną nie interesował. Ojciec nie chciał nawet na mnie spojrzeć. Matka zrobiła wszystko, byle tylko stłumić mój zapał i chęć do życia. Wszyscy mnie opuszczali: psy, rodzice zastępczy, a teraz nawet mąż. Czego ja szuka tak naprawdę? Chciałabym po prostu, aby świat zorientował się, że istnieję. jeśli trzeba zapłacić za to wysoką cenę, zapłacę ją, co do centa. Dopiero gdy usłyszę oklaski, zrozumiem, że mogę być kochana za to, kim jestem. oto moja modlitwa. Nie jest zbyt piękna, ale przynajmniej szczera.[str. 76]

MOJE ODCZUCIA:
Zanim przeczytałam tę książkę, nie wiedziałam zbyt wiele o Marilyn Monroe – jedynie parę faktów, które zna większość osób. Chciałam się więc dowiedzieć, na czym polega fenomen tej aktorki. Z takim zamiarem sięgnęłam po książkę Alfonsa Signoriniego. Nie wiedziałam, że jest to zbeletryzowana biografia, a nie znając zbyt wielu konkretów, nie potrafiłam w trakcie czytania odróżnić prawdy od fikcji literackiej. I tego żałuję. Żałuję, ponieważ opowieść z jednej strony poruszyła mnie do głębi, a z drugiej odrzuciła.

Poruszyła mnie część dotycząca dzieciństwa Normy Jeane Baker, która wychowywała się praktycznie bez miłości. Jako dziecko doświadczyła wielu upokorzeń ze strony najbliższych, a to odbiło się na jej psychicznej równowadze, a raczej jej braku, w  dorosłym życiu. Nie wyniosła z domu żadnych moralnych wzorców, a jedynie strach przed tym, że ona również – tak jak matka i babcia – może zachorować psychicznie. Marilyn została przedstawiona w tej biografii jako kobieta, która przez całe życie poszukiwała miłości, bo praktycznie nie zaznała jej od innych. Dla swojej matki Gladys była przeszkodą na drodze do ‘lepszego’ życia. Dla rodziny Bolenderów, która próbowała ofiarować jej choć odrobinę miłości, jej obecność  okazała się zbyt trudna. Dla dziewczynek z sierocińca była jedynie powodem do wyśmiewania. A dla mężczyzn ... wiadomo - mężów i kochanków razem wziętych nie liczyłam. Jeśli jej droga do sławy rzeczywiście prowadziła z łóżka jednego mężczyzny do drugiego, tak jak to przedstawił autor, to średnio to świadczy o aktorce. I to jest właśnie to, co mnie odrzuca. Szkoda, że autor skoncentrował się głównie na tym aspekcie.

Nie wiem, na ile w tę opowieść wierzyć. Czy jest to raczej wymyślona historyjka „z pudelka rodem”, czy przedstawiony zgodnie z prawdą obraz nieszczęśliwej kobiety, która pomyliła miłość z seksem, pożądanie z pragnieniem bycia kochaną, pragnienie zdobycia uwielbienia całego świata z pragnieniem zwrócenia na siebie uwagi. Aby móc ocenić wartość merytoryczną tej pozycji, na pewno trzeba znać fakty z innych wiarygodnych źródeł. Nie wiadomo, skąd Alfonso Signorini czerpał wiedzę o aktorce, bo bibliografii niestety nie podał.

Gdybym więc uwierzyła autorowi tej biografii, musiałabym też uwierzyć w to, że człowiek może być aż tak pusty. A w to trudno mi uwierzyć. Jeśli jeszcze kiedykolwiek sięgnę po jakąś książkę o Marilyn Monroe, będzie to jakaś biografia niezbeletryzowana. Nie dowiedziałam się też wiele o filmowych dokonaniach Marilyn, gdyż w książce Signiorigniego są o tym jedynie wzmianki. Generalnie odczuwam niedosyt.


POLECAM:
- tym, którzy już wiedzą co nieco o Marilyn Monroe z innych opracowań
- miłośnikom zbeletryzowanych opowieści o życiu znanych osób

Krótko mówiąc:
niewyczerpująca i powierzchowna, mimo to momentami poruszająca



 

5 komentarzy:

  1. jakoś nigdy nie byłam fanką tej pani, więc i po książki nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem sama, myślę, że z czystej ciekawości mogłabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miłośniczko Książek, ja też nie z grona fanów ;-) Sięgnęłam po tę książkę z ciekawości. Stwierdziłam, że taka znana osoba, a ja nie wiem o niej prawie nic, więc może czas to zmienić. Jakoś wiele się nie dowiedziałam, a jeśli już to nie to, czego się spodziewałam.

    Sylwio, zachęcam, bo czyta się w sumie szybko i lekko.

    OdpowiedzUsuń
  4. lubię Marilyn nie tyle jako osobę, ale jako aktorkę, bo miałam okazję obejrzeć kilka starych filmów, w których zagrała. Więc może książka mnie zainteresuje:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! Przeczytaj sobie książkę „Marylin Ostatnie Seanse”. Dużo będziesz wstanie dopisać do historii powyżej ;) Ja mam na temat ksiązki mieszane uczucia, ale może Tobie sie spodoba :)
    Zapraszam na: http://sto65cm.blog.pl/2014/02/13/9-marylin-ostatnie-seanse-michel-schneider-406-str/ – może się zainspirujesz ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń