Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William P. Young. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William P. Young. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2013

30/2013 Rozdroża - William P. Young

Tytuł oryginału: Cross Roads
Tłumaczenie: Maria Głębicka-Frąc 
Nowa Proza 2012 
326 stron
Literatura amerykańska

Young mnie zaskoczył. Zaskoczył mnie tym, że udało mu się mnie wkurzyć. Może nawet nie jestem zła na samego Younga, bo cóż on biedak winien, że nie umie napisać czegoś prosto, tylko musi – jak Coelho – szukać kwiecistych porównań, które niczemu nie służą, zakręconych wyjaśnień, które niczego nie wyjaśniają, wzniosłych myśli, które nie przerosną prostoty. Właściwie zła jestem na siebie, że uwierzyłam w to, co czytałam w większości recenzji: że pisarz ów posługuje się prostym stylem, że skłania do przemyśleń, że książka polecana jest osobom wierzącym, że jest życiowa itp. No cóż, koniecznie chciałam się przekonać, jak to jest z tym słynnym ostatnio Youngiem – dlaczego jednych urzeka, a innych odrzuca. No to już wiem. W zasadzie nie wiem, czym urzeka, ale wiem, dlaczego odrzuca. :-) Obwieszczanie tego, co dla osób wierzących jest oczywiste, wzniosły i nużący styl przesycony przedziwnymi porównaniami, sztuczność, moralizatorstwo i nachalność – oto, co mi kompletnie mi nie odpowiada w tej książce. 

Zwiodło mnie też to, że tematyka Rozdroży wydawała mi się wprost idealna – główny bohater Anthony Spencer to człowiek, który staje w obliczu śmierci, dostaje czas do zastanowienia się nad sobą i ‘drugą szansę’. O przemianie człowieka naprawdę lubię czytać, choć to temat dość popularny w literaturze. Rozdroża od razu skojarzyły mi się ze Stokrotkami w śniegu Evansa oraz z Pięcioma osobami, które spotykamy w niebie, które niedawno przeczytałam. Nie są jednak do żadnej z tych książek podobne. Mogę więc teraz spokojnie stwierdzić, że odpowiadają mi proste historie napisane bez wzniosłych słów i bez powtarzania wciąż tego samego, tylko innymi słowami. I wiem, że aby pokazać w opowiadanej historii, co jest dobre, a co złe i aby sprowokować czytelnika do tego, aby zastanowił się nad swoim życiem, nie potrzeba nadęcia i frazesu. Dlatego pewnie Chatę już sobie odpuszczę.

Żeby nie było tak, że piszę tylko puste słowa, wybrałam jeden z wielu fragmentów, którymi mogłabym poprzeć moje odczucia. Takich kwiecistych fragmentów jest od groma i ciut ciut... Nie wiedziałam, który wybrać jako przykładowy :-)
Babka szerzej otworzyła ramiona, żeby pomieścić ten skarb, i Tony chłonął wzrokiem nieprawdopodobną ewoluującą kompozycję, jakby jego oczy mogły obserwować ją w sposoby, jakich umysł nie potrafił przetworzyć. Teraz doświadczał harmonii w piersi, od wewnątrz , i muzyka jakby narastała wraz ze złożonością konfiguracji. Cieniutkie fale lśniącego koloru splatały się z rozmysłem i celem, każde przenikanie tworzyło kwantum uczestnictwa, włókna przypadkowej pewności, łańcuchy chaotycznego porządku. [str. 104] 
Czyli co? Jakie są te sposoby obserwacji, co to ich umysł nie potrafi przetworzyć? Czy dobrze to pojęłam: fale + rozmysł (?) + cel = kwantum uczestnictwa???  

Być może nie najgorszym pomysłem byłoby rozpoczęcie czytania Rozdroży od strony 150. Można tam poznać ciekawy pomysł na książkę i przyjrzeć się, jak został zepsuty. Chociaż tyle. 

A tymczasem spokojnie mogę się podpisać pod tym, co napisał o tej powieści Przynadziei, od którego dostałam tę książkę w ramach akcji Podaj książkę, bo zgadzam się w stu procentach.