sobota, 24 grudnia 2011

wtorek, 13 grudnia 2011

Księżyc nad Taorminą - Roma Ligocka - odsłona druga...

Nie tak dawno zamieściłam na bukowniczku opinię o nowej książce mojej ulubionej pisarki Romy Ligockiej „Księżyc nad Taorminą”.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że moje teksty cieszą się taką popularnością, że są nie tyle cytowane, co bez zastrzeżeń przyjęte i podane jako własne...

A oto na podstawie czego tak sądzę:

Otóż środkowy akapit mojego tekstu składał się z następujących zdań, które poniżej przeplatam na zielonym tle z dzisiejszym ZNALEZISKIEM.  

1. Jak zwykle felietony te są zatrzymaniem się nad kawałkiem codzienności, który autorkę w jakiś sposób poruszył i który z jakiegoś powodu skłonił ją do tego, aby podzielić się swoimi odczuciami z czytelnikiem.
"Felietony Romy Ligockiej to okruszki z jej życia, kawałki codzienności - wszystko pięknie ilustrowane rysunkami Autorki."
(o rysunkach wspomniałam we wcześniejszym akapicie)

2. Zapiski te są więc bardzo osobiste.
"Pisarka dzieli się z nami swoimi odczuciami i spostrzeżeniami, zapiski są bardzo osobiste."

3. Niezwykła wrażliwość autorki i jej wnikliwe spojrzenie na drugą osobę, przypadkowo spotkanego człowieka, czy reakcja na konkretną sytuację skłaniają do przemyśleń.
Odzwierciedlają wrażliwość pani Romy, otwarcie na innych ludzi, jej otwarcie na życie. 

4. W książce jest ogromny spokój, nie ma pośpiechu.
"Zapiski są niespieszne, pełne zadumy i refleksji, ale również pełne radości życia."

I reszta: Jest pochylnie się nad sobą samą, nad spotkanym człowiekiem, nad pięknym miejscem; jest radość i smakowanie życia, szukanie tego, co dobre i wartościowe. Jest też wymieniony element podróży. Nie jest to jednak książka podróżnicza, mimo że dotyczy podróży. Chodzi tu jednak o tę jedyną i niepowtarzalną podróż, jaką jest życie każdego z nas. Bo przecież każdy chciałby pewnie znaleźć dla siebie najlepsze miejsce.
Bo przecież to życie jest naszą wielką, indywidualną podróżą i to od nas zależy jak ją spędzimy ! Trzeba korzystać z życia i przeżyć je jak najpełniej, bo mamy je tylko jedno….

No to jeszcze zestawienie bezpośrednie:

Mój tekst:
Jak zwykle felietony te są zatrzymaniem się nad kawałkiem codzienności, który autorkę w jakiś sposób poruszył i który z jakiegoś powodu skłonił ją do tego, aby podzielić się swoimi odczuciami z czytelnikiem. Zapiski te są więc bardzo osobiste. Niezwykła wrażliwość autorki i jej wnikliwe spojrzenie na drugą osobę, przypadkowo spotkanego człowieka, czy reakcja na konkretną sytuację skłaniają do przemyśleń. W książce jest ogromny spokój, nie ma pośpiechu. Jest pochylnie się nad sobą samą, nad spotkanym człowiekiem, nad pięknym miejscem; jest radość i smakowanie życia, szukanie tego, co dobre i wartościowe. Jest też wymieniony element podróży. Nie jest to jednak książka podróżnicza, mimo że dotyczy podróży. Chodzi tu jednak o tę jedyną i niepowtarzalną podróż, jaką jest życie każdego z nas. Bo przecież każdy chciałby pewnie znaleźć dla siebie najlepsze miejsce.

ZNALEZISKO:
"Felietony Romy Ligockiej to okruszki z jej życia, kawałki codzienności - wszystko pięknie ilustrowane rysunkami Autorki. Tytułowa Taormina to niezwykłe miejsce u stóp Etny, malownicze, pełne krętych uliczek, pięknych plaż i niebieskiego morza.
Pisarka dzieli się z nami swoimi odczuciami i spostrzeżeniami, zapiski są bardzo osobiste. Odzwierciedlają wrażliwość pani Romy, otwarcie na innych ludzi, jej otwarcie na życie.
Zapiski są niespieszne, pełne zadumy i refleksji, ale również pełne radości życia.
Bo przecież to życie jest naszą wielką, indywidualną podróżą i to od nas zależy jak ją spędzimy! Trzeba korzystać z życia i przeżyć je jak najpełniej, bo mamy je tylko jedno…."


I jak w takiej sytuacji odpierać argumenty osób, które twierdzą, że opinie na książkowych blogach są w zasadzie takie same? No, rzeczywiście są, skoro są tacy, którzy je powielają i - zamiast pisać o własnych odczuciach - wykorzystują pracę innych. 

Taka recenzja to niby żaden skarb, ani żadne wielkie odkrycie, a jednak wykorzystanie jej w taki sposób wzbudziło we mnie ogromny niesmak. 

Mimo to gratuluję umiejętności redagowania tekstów.

A może mi się tylko coś przywidziało???

czwartek, 8 grudnia 2011

Skoro nie mogę cię mieć... – Don Lasseter



Skoro nie mogę cię mieć... 

Don Lasseter
Tytuł oryginału: If I Can't Have You, No One Can
Tłumaczenie: Piotr Klinger

Wydawnictwo Hachette
Seria Prawdziwe zbrodnie
Warszawa 2011
358 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Nie ma groźniejszego uczucia niż miłość.
Ostatnie zdanie:
Już nigdy nie będzie się bawił w miłość według swoich pokrętnych zasad opartych na posiadaniu i zemście.
*****************
Miejsce: 
Stany Zjednoczone
*****************
„Skoro nie mogę cię mieć...” – to co? – chciałoby się zapytać... Jeśli dodam do tego informację, że jest to tytuł książki z serii „Prawdziwe zbrodnie”, oraz jeśli przytoczę podtytuł „Szalona namiętność... Chorobliwa zazdrość... Zabójstwo z premedytacją...”, to tytułowe zdanie będzie można dokończyć na wiele sposobów. Dotyczy to jednak wyłącznie polskiej wersji książki, bo w oryginale tytuł jest kompletny: "... No One Can". Ci, którzy przekonali się jak dramatycznie może zakończyć się związek młodej kobiety (Sarah Rodriguez) z chorobliwie zazdrosnym mężczyzną (Rick Namey), pewnie wiele by dali, aby móc odwrócić los. Dwudziestoletnia dziewczyna i jej chłopak Matt Corbett padli ofiarą Nameya. Sarah zginęła na miejscu, a zdrowie Matta znacznie ucierpiało.

Czytelnik uczestniczy więc w dramacie rodzinnym, a później w przesłuchaniach mordercy i jego procesie. Szkoda tylko, że bezsensowne wyjaśnienia Nameya „nie wiedziałem, co robię. Nie myślałem, nie byłem sobą” nie przywrócą życia Sarze ani zdrowia Mattowi. Jeśli chodzi o sam proces, to niesamowicie wciągające są opisy przygotowań prokuratora do procesu, gromadzenie dowodów, współpraca ze śledczymi, przesłuchania świadków, czyli wszystko to, co prowadzi do poskładania układanki w jedną całość. Po długim procesie prokurator Dennis Conway przedstawia ławie przysięgłych ciąg wydarzeń. Do tego, że doszło do morderstwa, nietrudno było wszystkich przekonać. Jednak orzeczenie, czy Namey działał z premedytacją, czy było to zabójstwo w afekcie, było zasadniczą decyzją, jaką musieli podjąć ławnicy. Z niecierpliwością oczekiwałam na werdykt...

Don Lasseter jest autorem wielu książek zaliczanych do gatunku t.c. (true crime). Po przeczytaniu jedynej jak na razie książki zaliczanej do tego gatunku zastanawiam się, komu i czemu właściwie ma służyć tak wnikliwe opisanie śledztwa, procesu, itp. Niczego to przecież nie zmieni, a przynosi ból rodzinie, która jeszcze raz przeżywa tamte wydarzenia w trakcie rozmów z autorem. Owszem, ciekawe jest obserwowanie rozwoju śledztwa, ale czy to potrzebne? Sama nie wiem... Może ku przestrodze?

Dodam jeszcze parę słów o języku - niektóre sformułowania i sposób budowania zdań, drażniły mnie. Nie wiem, czy to wynika z tłumaczenia, ale trochę tu jest różnych niezręczności językowych... też ku przestrodze :-)

*******************
Moja ocena: 3,5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Hachette za egzemplarz recenzyjny.

środa, 7 grudnia 2011

Pensjonat – Lois Battle

Pensjonat

Lois Battle
Tytuł oryginału: Bed and Breakfast
Tłumaczenie: Magdalena Rabsztyn
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
456 stron
*****************
 Pierwsze zdanie:
Josie nie miała żadnego przeczucia.
Ostatnie zdanie:
- Myślę - westchnęła bezgranicznie szczęśliwa - że to będą najlepsze święta Bożego Narodzenia, odkąd pamiętam.
*****************
Niektóre miejsca: 
USA - Karolina Południowa - Beaufort
*****************


Powieść dość popularnej amerykańskiej autorki Lois Battle Bed and Breakfast została niedawno wydana w Polsce pod tytułem Pensjonat. Sam pensjonat nie jest tu jednak kluczowym elementem. Jest raczej przenośnią, przy pomocy której autorka pokazała, że wraz z upływem czasu dzieci oddalają się, mają swoje życie, a dom rodzinny staje się dla nich miejscem o charakterze pensjonatu – zawsze znajdą tam schronienie, zostaną mile przyjęte i ugoszczone, zawsze będą tam mile widziane. W taki sposób jedynie niezależne, dorosłe dzieci mogą traktować dom rodzinny. Nie są to jednak odczucia, które można by przypisać matce. Matka – dopóki żyje – zawsze na nie czeka bez względu na to, jak układają się relacje między nimi.

Ogólnie rzecz ujmując, Pensjonat to książka o kobietach, a dokładnie o kilku pokoleniach kobiet. Przede wszystkim poznajemy siedemdziesięciolatkę Josie Tatternall, wdowę po zawodowym żołnierzu, którego wspomina na każdym kroku z nutą rozrzewnienia, ale i rozczarowania, jej trzy córki - Cam, Lily i Evie, z których każda jest dla swej matki wyzwaniem, każda pod innym względem, oraz mamę Josie zwaną Mawmaw. W tle jest też kilka innych kobiet – przyjaciółki Josie, lokatorka pani Beasley, pomoc domowa – Cuba, czy koleżanka Camilli – Reba. A każda z tych kobiet to oddzielna historia.

W momencie gdy Peatsy, koleżanka Josie, ociera się o śmierć, Josie uświadamia sobie, że większą część życia ma już za sobą. Pragnie więc najbliższe święta spędzić w gronie swych córek, z którymi nie udało jej się stworzyć więzów na tyle mocnych, aby ich relacja nie wywoływała u niej wyrzutów sumienia. Relacje między trzema siostrami nie należą do wzorowych. Josie ma nadzieję, że mimo upływu lat przedświąteczny klimat będzie sprzyjał odnowieniu rodzinnych więzów. Czy wszystko przebiegnie zgodnie z planem? Czy rzeczywiście odbudowanie rodzinnych więzów okaże się dla wszystkich kobiet najważniejsze?

Mimo że akcja książki jest dość przewidywalna, to bardzo miło czyta się tę spokojną, świąteczną powieść. Jest w niej wiele tzw. złotych myśli, powiew spokoju, optymizmu, nadziei – tego czego nam potrzeba na nadchodzące święta Bożego Narodzenia. Doskonała na przedświąteczny czas.

*******************
Moja ocena: 5/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny.


Księżyc nad Taorminą – Roma Ligocka



Księżyc nad Taorminą

Roma Ligocka

Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
194 strony
*****************
 Pierwsze zdanie:
"Tobie zawsze zdarzają się jakieś dziwne i zabawne rzeczy", mówią znajomi z mieszaniną niedowierzania i zazdrości.
Ostatnie zdanie:
I muszę przyznać, że z biegiem czasu te dodatkowe dwadzieścia coraz bardziej zaczyna mi się podobać.
*****************
Niektóre miejsca: 
Polska - Kraków
Francja - Nicea
Włochy - Sycylia - Taormina
Ameryka Południowa - Argentyna
*****************
Roma Ligocka już od długiego czasu figuruje na liście moich ulubionych pisarzy. Tym razem również z niecierpliwością czekałam na kolejny zbiorek jej felietonów. I oto jest! Tym razem książka nosi tytuł Księżyc nad Taorminą. Tak więc już pierwsze zetknięcie z książką i sam tytuł wywołuje niezwykłe skojarzenia. Sycylijskie miasteczko Taormina jest bowiem uważane za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Podobnie jak poprzednie zbiorki - Znajoma z lustra, Kobieta w podróży, Tylko ja sama, Czułość i obojętność - książka ta jest ubogacona rysunkami autorki.

Jak zwykle felietony te są zatrzymaniem się nad kawałkiem codzienności, który autorkę w jakiś sposób poruszył i który z jakiegoś powodu skłonił ją do tego, aby podzielić się swoimi odczuciami z czytelnikiem. Zapiski te są więc bardzo osobiste. Niezwykła wrażliwość autorki i jej wnikliwe spojrzenie na drugą osobę, przypadkowo spotkanego człowieka, czy reakcja na konkretną sytuację skłaniają do przemyśleń. W książce jest ogromny spokój, nie ma pośpiechu. Jest pochylnie się nad sobą samą, nad spotkanym człowiekiem, nad pięknym miejscem; jest radość i smakowanie życia, szukanie tego, co dobre i wartościowe. Jest też wymieniony element podróży. Nie jest to jednak książka podróżnicza, mimo że dotyczy podróży. Chodzi tu jednak o tę jedyną i niepowtarzalną podróż, jaką jest życie każdego z nas. Bo przecież każdy chciałby pewnie znaleźć dla siebie najlepsze miejsce.

Najbliższe tym razem wydały mi się dwa felietony: tytułowy Księżyc nad Taorminą oraz Najlepsze życzenia. W pierwszym z nich autorka dodaje odwagi tym, którzy nie boją się iść pod prąd. „Piękno świata – wszystkim nam jednakowo jest ofiarowane i dostępne. A jednak tak wielu nie potrafi tego zobaczyć ani przeżyć”. [str. 82] Felieton Najlepsze życzenia z kolei rozpoczyna się ciekawym pytaniem: „Jakie jest twoje ulubione słowo?”. Gdybym miała odpowiedzieć, trudno by mi było zdecydować się na jedno... Zdecydowanie jednym z nich jest to, które jest ulubionym słowem autorki. A co to jest – przekonajcie się sami. Zachęcam. :-)
*******************
Moja ocena: 6/6

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny.