czwartek, 15 listopada 2012

Poradnik na drugą połowę życia - Barbara Jakimowicz-Klein


Wydawnictwo Świat Książki
Wydano w sierpniu 2012
192 strony
Literatura polska
Gatunek: poradnik

AUTOR: Barbara Jakimowicz-Klein
Sporo informacji o autorce i jej licznych publikacjach znalazłam TUTAJ.

TEMATYKA:
Porady z różnych dziedzin dla seniorów oraz ich rodziny, opiekunów, znajomych.

MOJE ODCZUCIA:
Poradnik na drugą połowę życia to przydatny poradnik dla osób, które okres pracy zawodowej mają już za sobą. "Aktywność, zdrowie, porady prawne" - na okładce wymieniono te trzy dziedziny, których dotyczą porady zawarte w książce Barbary Jakimowicz-Klein. Do tej bardzo ogólnej listy warto dodać, że czytelnicy znajdą tam porady dotyczące sposobów zapobiegania starzeniu się, farmakoterapii, metod rewitalizacyjnych. Omówione też zostały przeróżne sposoby na zapewnienie seniorom aktywności intelektualnej, rodzinnej, kulturalnej i psychicznej. Jest też część poświęcona ofertom dla seniorów, zniżkom, które im przysługują, wymienione są różne miejsca przyjazne seniorom. Jeden z rozdziałów dotyczy porad prawnych, a konkretnie praw emerytów, praw pacjenta i praw konsumenta. Jest też sporo linków do stron adresowanych do osób starszych.

Odniosłam wrażenie, że książka ta będzie bardziej przydatna dla osób wkraczających w 'drugą połowę życia' aniżeli dla tych, którzy od lat nazywają siebie seniorami. Sięgnęłam po tę książkę z nadzieją, że znajdę w niej sposoby na to, jak zachęcić swoich rodziców do większej aktywności. I pewnie podsunę im ten poradnik do przeczytania, nie sądzę jednak, by zdołał obudzić w moich 'seniorach' chęć zapisania się na fitball czy jogę albo wykonywać systematycznie marszobieg czy ćwiczenia w wodzie. Bardziej nowoczesnym seniorom jak najbardziej polecam.

Krótko mówiąc: 
zwięzły, przejrzysty, przydatny

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.



środa, 14 listopada 2012

Zdarzyło się w Marienbadzie - Krystyna Kaplan


Tytuł oryginału: The Marienbad Affair
Tłumaczenie: Marta Suruło
Wydawnictwo Naukowe PWN
Wydano w 2012
344 strony
Literatura angielska
Gatunek: powieść historyczno-obyczajowa z kryminalnym 'posmakiem'

AUTOR: Krystyna Kaplan
parę słów o autorze
Oficjalna strona lub blog autora - link

INNE KSIĄŻKI tej autorki:
Londyn po polsku - napisana w języku polskim


MIEJSCE akcji:
Czechy - Marienbad (obecnie Mariańskie Łaźnie) - "modny" cel turystycznych wypadów w czasach międzywojennych, kurort często odwiedzany przez europejskich monarchów.

CZAS akcji:
1906 rok

BOHATEROWIE:
król Anglii Edward VII, detektyw Joseph Hepner, Mitzi, Betty

TEMATYKA:
Jak sugeruje podtytuł: miłość, polityka, intryga

MOJE ODCZUCIA:

Co takiego zdarzyło się w Marienbadzie, że warto było napisać o tym powieść? 

Otóż, powieść Zdarzyło się w Marienbadzie odnosi się do krótkiego okresu z życia angielskiego króla Edwarda VII, syna królowej Wiktorii, a konkretnie do jednego z jego wyjazdów do popularnego wówczas kurortu zwanego Marienbadem (obecnie Mariańskie Łaźnie w Czechach). Zważywszy na to, że czytelnik już z podtytułu dowiaduje się, że to, co odnajdzie w powieści to "miłość, polityka, intryga", nie będę mnożyć słów. Powiem tylko, że to szczera prawda. Wątki zawierające te trzy elementy przeplatają się w powieści i tworzą spójną całość. Dla wielu kobiet obecność samego króla w ich mieście była już wystarczająco ekscytująca, a co dopiero, gdy okazuje się, że sam król, człowiek towarzyski, nowoczesny, dbający o wygląd, zaszczycił swą obecnością salon krawiecki jednej z nich, czyż można się nie zakochać?  Dla intrygantów i anarchistów z kolei pobyt głowy państwa jednego z mocarstw była doskonałą okazją do pomieszania szyków, a tym samym do wpłynięcia na losy Europy. Dla detektywa Hepnera zaś oznaczało to wzmożoną czujność i ostrożność, aby zapobiec nieszczęściom... A jak to wszystko wiązało się ze sobą? Przekonajcie się sami - zachęcam.

Ksiażkę czyta się lekko mimo że są w niej elementy historyczne i polityczne, co nie każdy lubi. Mnie bardzo odpowiada taki typ książek. Dzięki nim postać historyczna nabiera kształu i charakteru, lepiej się ją kojarzy i pamięta. "Włożenie" znanych postaci w życiowe sytuacje sprawia, że personalizujemy ją, wiemy, jaka była, przez co staje się bliższa - przyynajmniej ja tak mam. :-) Powieść Krystyny Kaplan spełnia więc ważną rolę - dzięki niej jeden z "encyklopedycznych" władców brytyjskich staje się człowiekiem z krwi i kości. Poznawszy Edwarda VII, zapamiętam już, że wiktoriańska sztywność "puściła" właśnie dzięki jego osobowości.

Powieść Zdarzyło się w Marienbadzie zasługuje na uwagę jeszcze z jednego powodu - jest tak ładnie wydana, że na początku myślałam, że to coś w rodzaju pamiętnika czy wspomnień, bo wygląda jak mały album. Oprawiona w twardą okładkę, uzupełniona zdjęciami, przygotowana z wielką dbałością o szczegóły, wygląda naprawdę zachęcająco. Przeszkadzały mi jedynie przypisy umieszczone na końcu książki, bo czasem rzeczywiście zawierały znaczące informacje.

Krystynie Kaplan doskonale się udało przekazać nastroje panujące u schyłku XIX wieku i oddać klimat Marienbadu na tyle, że chętnie zwiedziłabym to miasto i przeszłabym się chętnie śladami Edwarda. :-)

POLECAM:
- zainteresowanym historią, zwłaszcza historią Anglii
- miłośnikom powieści łączących w sobie kilka gatunków
- bibliofilom kochającym piękne wydania książek.

Krótko mówiąc: 
przystępnie, interesująco, barwnie


Bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN za egzemplarz recenzencki.



czwartek, 8 listopada 2012

Miłość wyczytana z nut – Aleksandra Tyl

Wydawnictwo Prozami
Wydano w 2010
302 strony
Literatura polska

Gatunek: babskie czytadło

Któregoś pięknego dnia już jakiś czas temu przyfrunęła do mnie niespodziewanie kolejna włóczykijka. Oprócz książki Aleksandry Tyl Miłość wyczytana z nut zawartość paczuszki stanowiły między innymi takie dwa umilacze, jak widać na zdjęciu: zakładka z koralików i malutki aniołek do zawieszenia. Bardzo dziękuję komuś, kto mi zrobił tę przyjemność. :-)

Jeśli mam być szczera, to powieść Miłość wyczytana z nut nie zapisała mi się w pamięci niczym szczególnym, jeśli chodzi o treść. Owszem, Eliza - główna bohaterka - to postać bardzo pozytywna. To kobieta szczera, dobra i bezinteresowna. Dziewczyna miota się trochę w życiu i próbuje dokonywać właściwych wyborów. Oczywiście dotyczy to relacji damsko-męskich. I równie oczywiste jest, że układa się różnie. Oczywista oczywistość.Zakończenie znane od czasu przeczytania tytułu, czyli za wcześnie...


To, co utkwiło mi w pamięci najwyraźniej to fakt, że uznałam tę książkę za kompletną porażkę redaktorsko-korektorską. Niestety liczba potknięć językowych i literówek znacznie przewyższa limit dopuszczalnych błędów, który jestem w stanie strawić. Pod tym względem powieść ta rzeczywiście robi wrażenie. Na przykład potwornie drażniło mnie to, że imię jednego z głównych bohaterów - Bruno -  (ostatnio popularne wśród książkowych bohaterów - identycznie było w książce Miłość, szkielet i spaghetti Marty Obuch) odmieniane jest, niestety, niezgodnie z obowiązującą normą. 

Dla smaczku krótkie zdanie wypowiedziane przez jednego z bohaterów w takiej sytuacji - kawiarnia, randka, on i ona siedzą sobie przy stoliku, do pana dzwoni telefon i chwilę później okazuje się, że:

- Kobieta zadzwoniła, że jej dziecko nagle dostało gorączki (...). Proszę mi wybaczyć, zapłacę i będę się zbierał. Nie obrazi się pani, jak ją tu zostawię? [str. 48]
Dodam, że rzecz się dzieje w czasach współczesnych...

A najładniejszą wpadkę korektorską zilustruję zdjęciem, żeby nie było, że zmyślam:



Nie mam żadnej przyjemności z pisania o książce w taki sposób, ale napisałam prawdę. Pewnie gdyby nie z lekka muzyczne tło, to pewnie nie dotrwałabym do końca.


Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka.


Podjęłam też decyzję o rezygnacji z dalszego uczestnictwa w akcji Włóczykijka, choć akcja sama w sobie jest bardzo sympatyczna. dzięki temu, że raz na jakiś czas niespodziewanie przybywała polska książka do przeczytania, zdołałam wyrobić sobie zdanie o współczesnych polskich autorach. Książka, którą skrytykowałam powyżej nie jest bezpośrednim powodem mojej rezygnacji - nosiłam się z takim zamiarem już od jakiegoś czasu. Po prostu w tej chwili dobieram książki, które chcę przeczytać, dużo staranniej niż przed prawie dwoma laty, kiedy Włóczykijka została zainicjowana. Dotyczy to zwłaszcza polskich autorów. Kilka książek, do których wówczas się zgłosiłam, już przeczytałam; po inne na pewno już bym nie sięgnęła, bo w międzyczasie poznałam inne powieści autorów i wiem, że chcę omijać ich "dzieła" szerokim łukiem. Przez dwa lata naprawdę dużo może się zmienić.

Za wszystkie dotychczasowe miłe chwile we włóczykijkowym gronie bardzo dziękuję osobom moderującym tę akcję.

Liebster Blog

Do tej pory wydawało mi się, że nie chciałoby mi się bawić w tego rodzaju zabawy i nawet nie było mi jakoś specjalnie przykro, że takiego wyróżnienia nigdy nie dostałam, ale w sumie zrobiło mi się miło, kiedy Jasna8 (Krysia) oraz Melania wywołały mnie "do odpowiedzi" i pomyślałam sobie, że się pobawię. :-) A za wyróżnienie dziękuję. :-)))
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonywaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia." - to od Melanii skopiowałam, bo widzę, że to cytat z regulaminu zabawy.

Należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która wskazała Twój blog, a potem nominować 11 blogów i poprosić ich autorów o odpowiedź na Twoje 11 pytań. I oczywiście nie można "oddać" nominacji temu, kto nas nominował.

Ta "mniejsza liczba obserwatorów" mnie rozśmieszyła, bo to przecież pojęcie względne. Dla jednych dwadzieścioro czytających to już dużo, a innym 300 to za mało. Poza tym wiadomo, że poza obserwatorami "jawnymi" są jeszcze Ci, którzy obserwują w inny sposób. Ale dobrze - trzymajmy się tego, że ma to być sposób na popularyzację blogów. Chętnie wskażę, do kogo często zaglądam, a u kogo nie ma setek obserwujących w zasobie "Obserwatorzy".



No to najpierw pytania, które były u Krysi - nie znalazłam nowych, więc odpowiadam na te, które były dla niej:
1. Jakim zwierzęciem określił/a byś swoją osobę? - Żyrafą.
2. Wolisz kino, czy teatr? - Zależy od sztuki i od filmu.
3. Jakie jest pierwsze zdanie w książce, którą teraz czytasz?- "Duchowe dzieci." - tak się zaczyna Accabadora Micheli Murgii
4. Od jak dawna prowadzisz blog?- Pierwszy wpis jest z 1 stycznia 2009, potem dłgo nic, a na dobre zaczęłam 6 lutego 2010.
5. Śpiewasz pod prysznicem? - Nie.
6. Jaki kolor ma twój ulubiony koc?- Beżowy.
7. Czy słodzisz kawę/herbatę?- Nie słodzę ani kawy, ani herbaty.
8. Śpisz w skarpetkach?- Nie.
9. Szykujesz się już do świąt?- Nie.
10. Jakie jest Twoje ulubione danie? - Makaron w różnych odsłonach.
11. Do czego masz słabość?- Do czekolady...

Pytania od Melanii:

1. Co skłoniło cię do prowadzenia bloga? - Nie chciałam, żeby mi coś umknęło; chciałam mieć swoje spostrzeżenia o książkach w jednym miejscu, na stałe.
2. Pies czy kot? - Pies i kot pod jednym dachem ;-)
3. Ekranizacja, która zrobiła na Tobie największe wrażenie? - Nie mam jednej jedynej.
4. Gotowanie czy pieczenie ciast? - Gotowanie na co dzień, pieczenie dla przyjemności.
5. Czy masz inne pasje, po za oczywiście czytaniem? - Ba, pewnie, długo by wyliczać... Muzyka filmowa na pierwszym miejscu.
6. Domatorka, czy rekreacja na świeżym powietrzu? Domatorka.
7. Twoje wymarzone wakacje? - Dowolna wyspa.
8. Kim chciałaś zostać gdy byłaś mała? - Chciałam karmić małe zwierzątka w zoo...
9. Czy miałaś najgorszą randkę? - Jeszcze nie ;-)
10. Sport - oglądasz w telewizji, a może jakiś uprawiasz? Bardziej oglądam niż uprawiam.
11. Twoja wymarzona praca?- Swój biznes - być sobie sterem, żeglarzem, okrętem...

A oto moja lista blogów, których autorkom przekazuję nominację Liebster Blog:



???????????????????????????
A pytania moje pytania są takie:
 1. cola, sok, woda?
 2. bransoletka, kolczyki, naszyjnik?
 3. bluza, marynarka, sweter?
 4. biały, czerwony, czarny?
 5. makaron, ryż, ziemniaki?
 6. czekoladki, kwiaty, perfumy?
 7. angielski, hiszpański, rosyjski?
 8. drewno, metal, szkło?
 9. biologia, historia, matematyka?
10. góry, jeziora, morze?
11. deszczyk, słońce, wietrzyk?
???????????????????????????

Jeśli macie ochotę, to zapraszam do zabawy :-)

piątek, 2 listopada 2012

Zgodnie z tradycją...

Nie wiem, czy też otrzymaliście wczoraj e-mail, w którym autor porusza ważkie kwestie związane z 1 i 2 listopada, czyli obchodzonymi właśnie świętami - Wszystkich Świętych oraz Dniem Zadusznym? 
Mnie powaliło, więc się dzielę... I pytam się - czy ja nie nadążam, czy świat wariuje?

A oto cytat - nazwisko autora pominę tym razem, choć wiem, że przy cytatach należy je podawać...:
"czy Cemetery 2012 jest tylko na iCośtam, czy też na inne sprzęty? Bo ja mam na smarkfona* aplikację, która informuje, gdzie, przy jakim grobie jest teraz znaczna liczba znajomych, jakie świeczki palą oraz alerty, gdzie ktoś świeczki kradnie. Wtedy wysyłam tych znajomych z najbardziej obleganych grobów do obrony i ew. ataku na groby oponentów. To się chyba nazywa Angry Tombs, czy Angry Coffins... jakoś tak.

Natomiast dziadkowi ostatnio postawiliśmy FaceGrób i mamy tam wyświetlane awatarki odwiedzających oraz możemy polubić nieznany nam dotąd grób, bo ma np. "6 współżałobników Twojego dziadka lamentuje również TUTAJ [link], potwierdź żałobę". Fajne, bo jak mi świeczki zostaną, to mogę je zainstalować na nowopoznanym grobie. A już śledzę kilkoro znajomych, którzy znali mojego wójka**, którego grób gdzieś się wykrzaczył z pamięci, więc tylko czekam aż może oni go namierzą i reinstalują".
 * czy smarkfon to może smartfon z gratisem w postaci chusteczek higienicznych?
** ja nie mam ani jednego wójka; sami wujkowie...

 Zdjęcie pochodzi STĄD.
 
Nie chcę FaceGrobu. Chcę zwykły grób, nie musi taki okazały jak na powyższym zdjęciu, ani nawet marmurowy... Najlepiej pod modrzewiem jakimś, choć w zasadzie... 

...wszystko jedno przecież. 

A skoro wszystko jedno, to może jednak sam FaceGrób wystarczy? Rodzina by miała wygodnie - nie trzeba sprzątać, stać w korkach, marznąć, wydawać kasy na kwiaty i znicze. Zrobią klik - "Lamentuj", klik - "Potwierdź żałobę", i po sprawie... Biegnę ich zapytać... 

Ogłaszam wszem i wobec, że póki żyję, póty będę osobiście odwiedzać groby. Nie FaceGroby.





Nic nie trwa wiecznie – Maureen Lee


Tytuł oryginału: Nothing Lasts Forever 
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius 
Wydawnictwo Świat Książki 
Premiera w październiku 2012 
368 stron 
Literatura brytyjska 
Gatunek: powieść obyczajowa 

O AUTORCE pisałam TU.

MIEJSCE akcji: Liverpool 

CZAS akcji: czasy współczesne 

BOHATEROWIE: Diana, Brodie, Vanessa, Rachel 

TEMATYKA: poszukiwanie swojego miejsca w życiu 

PRZESŁANIE:
Całe przesłanie zawarte jest w tytule: nic nie trwa wiecznie.

MOJE ODCZUCIA:

Dopiero niedawno przeczytałam powieść Maureen Lee Matka Pearl i oceniłam ją bardzo pozytywnie. Wielokrotnie już natknęłam się na pozytywne recenzje książek tej autorki, więc chcę lepiej poznać jej twórczość. I choć rzadko zdarza mi się czytać w niedługim odstępie czasowym powieść tego samego autora, sięgnęłam po powieść Nic nie trwa wiecznie.

Głównymi bohaterkami tej powieści są cztery kobiety w różnym wieku, z różnych środowisk, na różnych etapach życia. Książka wydaje się więc na początku zdominowana przez kobiety i z pozoru może zostać uznana za zwyczajne babskie czytadło. To jednak tylko pozory. A jak wiadomo - pozory mylą. 


Cztery kobiety i cztery życiowe historie. Każda inna, każda równie poważna. Co je łączy? Każda z tych czterech kobiet doświadcza odrzucenia. Vanessa została porzucona przez narzeczonego praktycznie przed ołtarzem. Teraz nie jest w stanie zaakceptować samej siebie, ma problem z nadwagą, robi się zgorzkniała i niechętnie nastawiona do innych. Rachel wyparli się rodzice, którzy wstydzili się ciąży swojej czternastoletniej córki. Wbrew ich woli Rachel postanowiła urodzić i wychować córeczkę. Diana z kolei została opuszczona przez rodziców – najpierw odszedł ojciec, a następnie matka, kobieta niedojrzała i niesamodzielna, związała się z innym mężczyzną i porzuciła czwórkę swoich dzieci. Diana jako najstarsza musiała więc zadbać o siebie i swoich braci. Najstarsza z nich Brodie nie może porozumieć się z mężem. Czuje się osamotniona i nierozumiana w swych odczuciach dotyczących ich córki Maisie, która wyjechała na studia, trafiła w złe środowisko, zaczęła brać narkotyki i odcięła się od rodziny. Elementem łączącym staje się dla bohaterek powieści dom rodzinny Brodie, która postanawia opuścić męża i zamieszkać w "Kasztanach", a wolne pokoje wynająć. A jak wiadomo codzienne problemy zbliżają. Kobiety zaprzyjaźniają się więc ze sobą i wspólnie przeżywają swój "czas niedoli". Każda z nich, chcąc nie chcąc, musi przewartościować swoje dotychczasowe życie.


W powieści Nic nie trwa wiecznie znajdziemy więc miniaturowy obraz życia. Życia, które w pewnym momencie może wymagać zmian, zatrzymania się, głębszego zastanowienia.   Moim zdaniem autorka bardzo trafnie dobrała wynajmowany, nieremontowany dom na główne miejsce akcji, ponieważ w ten sposób podkreśliła poczucie tymczasowości, stanu przejściowego, czasu dojrzewania do podjęcia kolejnych decyzji, osiągania gotowości do zmian. 

Książka Nic nie trwa wiecznie bardzo mi się spodobała. Pod warstwą codzienności autorce udało się pokazać emocje i uczucia bohaterek (i bohaterów też - faceci też są!). Odpowiada mi optymizm autorki i wiara w to, że nawet z najtrudniejszej sytuacji zawsze znajdzie się wyjście. Zgadzam się też z tym, że myśli i odczucia, które towarzyszą zdarzeniom w życiu, nie trwają wiecznie, ale podlegają przewartościowaniu. Można zmienić nastawienie do nich, nabrać dystansu, pracować nad sobą, zmieniać się. To mądra książka. Polecam. 

Krótko mówiąc: 
spokojnie, optymistycznie, do przemyślenia 

Bardzo dziękuję wydawnictwu Świat Książki za egzemplarz recenzencki.