poniedziałek, 12 września 2011

Lato w Jagódce - Katarzyna Michalak


Lato w Jagódce
Katarzyna Michalak

Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
282 strony

*****************
Pierwsze zdanie:
  Gabrysia była szczęśliwa. 
Ostatnie zdanie:
 Była Szczęśliwa, przez duże S, właśnie tak!
******************
„Lato w Jagódce” Katarzyny Michalak to opowieść o szczęściu, nadziei, miłości, ludzkiej dobroci. O tym, że trzeba mieć marzenia. Ciepła i optymistyczna powieść nie tylko na smutne dni.

Główna bohaterka Gabriela Szczęśliwa to młoda osoba, której nazwisko świetnie współgra z jej osobowością. Gabrysia bowiem – mimo że nie ma w życiu lekko – umie się cieszyć tym, co ją spotyka. Doznała w życiu wiele miłości od cioci Stefanii, choć świadomość bycia porzuconym dzieckiem raczej nie sprzyja optymistycznemu nastawieniu do świata. Jednak dzięki mądrości Stefanii, Gabrysia czuła się osoba kochaną i wartościową. Los nie obdarzył jej urodą i wielokrotnie słyszała w dzieciństwie gorzkie słowa od rówieśników, ale nauczyła się wybaczać i zdrowo reagować na to, że inni mają problem z zaakceptowaniem jej braku urody oraz jej niepełnosprawności. Nie znaczy to, że zupełnie się tym nie przejmowała – przecież jej największym marzeniem było to, żeby w tramwaju czy autobusie jej wygląd nie wywoływał dyskusji, kto powinien ustąpić jej miejsca…

Niektóre wątki powieści Katarzyny Michalak pokazują niesprawiedliwość i ludzką przebiegłość. I choć odgadnięcie tego, co się wydarzy, nie było zbyt trudne, to historia, przedstawiona prostym językiem niesie tyle życiowej mądrości i  optymizmu, że czyta się ją naprawdę przyjemnie. Dzięki temu, że ludzka zgorzkniałość, mściwość i nienawiść zostały tak wyraziście skontrastowane z dobrocią i miłością, czytelnik nie ma wątpliwości, jakie wartości promuje autorka. Czytelnicy, którzy lubią książki, w których świat wartości jest jasno przedstawiony, na pewno będą zadowoleni.

„Lato w Jagódce” nie jest jednak przesłodzoną opowiastką, choć pewne wydarzenia wydają się zupełnie nierealne i bajkowe – jest nawet bogaty książę! :-) Dla mnie jest to spojrzenie na życie z perspektywy osoby niepełnosprawnej, która nie traci nadziei na to, że i do niej los się uśmiechnie.


*******************
Moja ocena: 5/6

Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu
za egzemplarz recenzencki.

Mała księżniczka - Rafał Ziętek


Mała Księżniczka
Rafał Ziętek

Wydawnictwo Novae Res
Gdynia 2011
134 strony

*****************
Pierwsze zdanie:
  Ostatnie ludzkie osiedle minąłem wiele godzin temu. 
Ostatnie zdanie:
 Dołożyłem następną gałąź
******************
„Mała księżniczka” Rafała Ziętka to niezwykle ciepła opowieść o tym, jak odnaleźć szczęście i jak nie odbierać go innym.

Ta niewielka objętościowo książeczka bynajmniej nie jest li i jedynie bajką dla dzieci. Jest to opowieść tak uniwersalna, że z jej mądrości czerpać zarówno dzieci jak i dorośli. I choć trudno jest mi zaakceptować tytuł, książka sama w sobie jest bardzo wartościowa. 
Rozumiem, że tytuł stanowi nawiązanie do „Małego księcia”, a bohaterka jest – jak twierdzi autor - „młodszą siostrą Małego Księcia”. Oczywiście przywodzi też na myśl kolejną znacząca pozycję z literatury światowej – „Mała księżniczka” autorstwa Frances Hodgson Burnett, z tym że w tym wypadku tytuł jest dokładnie taki sam. Oczywiście nie ma co porównywać książki Rafała Ziętka z pierwowzorem, bo nie o to chodzi, ale brak inwencji jeśli chodzi o tytuł książki, to dla mnie duży minus. Na szczęście treść książki jest na tyle istotna, że warto tę książkę polecić.

Główna bohaterka to mała dziewczynka, która spotyka na pustyni wędrowca i uczy go nowego postrzegania świata, a tym samym przewartościowuje cały jego świat. Dziewczynka zaskakuje swoimi dojrzałymi spostrzeżeniami. Dzięki niej wędrujący mężczyzna zaczyna zauważać wiele szczegółów, które wcześniej były dla niego nieistotne. Wędrowiec zaczyna doceniać wartość wielu rzeczy, które wcześniej wydawały mu się „normalne”. Nigdy wcześniej jednak nie przyszło mu do głowy, aby podziękować deszczowi za to, że pada :-) Dla mnie jest to książka o uczeniu się szczęśliwego życia. Nie rodzimy się z taką umiejętnością. Mamy skłonność do szukania szczęścia nie wiadomo gdzie. Mamy skłonność do „pogoni za szczęściem”. Natomiast Mała Księżniczka nie traktuje niczego w swoim świecie przedmiotowo. Postawa dziewczynki zachęca, aby nie bać się zatrzymać i popatrzeć na to, co ważne. A ważne jest nie tylko to, co nam się ważne wydaje, ale te zwykłe proste rzeczy, którymi otoczona jest nasza codzienność.

Świeża woda znaleziona z trudem na pustyni to dla mnie symbol nowego spojrzenia na życie. A o świeże spojrzenie niełatwo, kiedy jest się przywiązanym do swoich przyzwyczajeń. Znalezienie oazy nie jest takie proste, ale warto się postarać, bo świeża woda pomaga przetrwać.

Wiele uroku dodają tej niepozornej książeczce ilustracje Tomasza Truszkowskiego. Jest w nich wiele prostoty i piękna. Polecam.


*******************
Moja ocena: 5/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu Novea Res
za egzemplarz recenzencki.

Niewinność zagubiona w deszczu - Eduardo Mendoza


Niewinność zagubiona w deszczu
Eduardo Mendoza


Wydawnictwo Znak literanova
Kraków 2011
136 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
   W latach pięćdziesiątych naszego wieku żył w San Ubaldo de Bassora (prowincja Barcelona) pewien bogacz, Augusto Aixiela de Collbato
Ostatnie zdanie:
  Pod tym chaotycznym i niewczesnym wyznaniem było jeszcze parę linijek jakiejś bazgraniny, tak jakby ręka, która stawiała te znaki, wykonywała mechaniczne ruchy wówczas, gdy duch, co nią rządził, przekroczył już granice tego świata
******************

Zastanawiam się, jak nazwać to „coś”, co jest w książkach Mendozy, co decyduje o popularności autora i poczytności jego książek. Pierwsza cecha książek Mendozy, która mi się nasuwa po kilkukrotnym zetknięciu z jego twórczością, to różnorodność. Druga – niebanalność. Trzecia – poczucie humoru. Czwarta – styl i szyk. Piąta – wyobraźnia. Autor imponuje mi różnorodnością stylu i otwartością na różnorodność formy. Jak na razie zaskoczył mnie za każdym razem. Zero powtarzalności, zero szablonów, zero banalności.

W „Niewinności zagubionej w deszczu” przede wszystkim zaskoczyła mnie forma… Nie mogę napisać ‘forma powieści’, bo klasyczną powieścią ta książka nie jest. Zresztą sam autor we wstępie wyjaśnia, że miał zamiar napisać sztukę teatralną, ale wyszło mu coś innego :-) Styl jaki przyjął Mendoza jest bardzo nietypowy i wymagający. Nie ma tu klasycznych dialogów, ale wszystko jest pisane tzw. „jednym ciągiem”. Owszem, autor zaznacza, kto wypowiedział daną kwestię, ale mimo tego przyzwyczajenie się do takiego sposobu opisu wydarzeń chwilę trwa.

Sam temat nie powala oryginalnością: jest ‘ona’ – Consuelo, przeorysza zakonu w położonym nieopodal katalońskim miasteczku, i ‘on’ – don Augusto, czyli Don Juan i Casanova w jednym. Co wyniknie z ich znajomości – domyślić się nietrudno. Nie jest to jednak banalny romans i puściutkie romansidło. Sądzę, że osobom, które lubią klasyczne romanse opowiastka Mendozy niekoniecznie by się podobała, chociaż… Jeśli odpowiadają im również romanse z przesłaniem, to w „Niewinności…” można je znaleźć. Przerysowując charakter przeoryszy Consuelo i don Augusta, autor pokazuje jak sfera uczuciowa potrafi zdominować racjonalne zachowania i spowodować upadek przyjętych zasad. Jednak największy ‘upadek’ bohaterki nie jest najważniejszy. Owszem, upada i to z hukiem, ale nie zmienia to faktu, że nadal jest dobra, otwarta na cierpienie drugiego człowieka i gotowa pomagać. Czy jej ‘upadek’ spowoduje, że jej dobre uczynki zostaną przekreślone? I co jest gorsze – nieoczekiwane i ‘zakazane’ uczucie czy bycie rozbójnikiem lub kobieciarzem? Mendoza nie opowiada się po niczyjej stronie. Po prostu opisuje sytuacje i wydarzenia i zostawia z tym czytelnika, skłaniając go do zastanowienia się nad sytuacją. I to mi się podoba.

Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, czym jest to „coś”, co do Mendozy przyciąga – to nietuzinkowość i oryginalność oraz umiejętność zdystansowania się i unikania wartościowania opisywanych sytuacji. Na pewno jeszcze sięgnę po kolejne jego książki.

*******************
Moja ocena: 5/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu Znak
za egzemplarz recenzencki.

środa, 31 sierpnia 2011

Brak złudzeń - Marcin Pietraszek


Brak złudzeń
Marcin Pietraszek

Wydawnictwo Comm
Poznań 2010
176 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
  Wszystkie papiery zostały uprzątnięte, na biurku leżał już tylko ten jeden list...
Ostatnie zdanie:
  Życie, prawdziwe życie toczyło się dalej.
******************
Brak złudzeń – to odtrutka na lukrowane różową polewą, hurraoptymistyczne książki, przekonujące, że życie jest zabawą, w której możesz osiągnąć wszystko, a jeśli ci się nie udaje, pewnie coś z Tobą nie tak i trzeba cię leczyć. 
Po przeczytaniu można ponownie wrócić do życia w świecie złudzeń, choć ostrzegamy, że może nie być to już to samo życie.
Oto fragmenty opisu  z okładki książki Marcina Pietraszka ‘Brak złudzeń’, które zadziałały na mnie na tyle odstraszająco, że nie bardzo mogłam zabrać się za czytanie. Sama książka na szczęście okazała się lepsza niż się spodziewałam po przeczytaniu opisu, z którego wynika, że jest ona adresowana do wielbicieli romansów z happy endem (to chyba te ‘hurraoptymistyczne książki’), nie znających prawdziwego życia. Nie było to jednak wrażenie aż tak pozytywne, że mogłabym powiedzieć, że zmieniło moje postrzeganie świata czy odarło mnie ze złudzeń.

Odebrałam tę książkę jako opowieść o przysłowiowym ‘szewcu, co bez butów chodzi’ czyli o psychoterapeucie, który pomaga innym, a nie umie pomóc samemu sobie. Tak, psychoterapeuta też człowiek - i on ma swoje problemy i też podzieliłby się chętnie swoimi odczuciami z kimś bliskim. O czyjąkolwiek bliskość dość trudno – żona odeszła, dzieci nie ma, przyjaciele byli kiedyś… Bliski kontakt doktora Zygmunta Frońda (!) z ludźmi ogranicza się do spotkań z pacjentami i jest to zwykle kontakt ściśle zawodowy. Nie ma w nim miejsca na spoufalanie się. W życiu jednak bywa różnie…

Autor zabłysnął znajomością ludzkiej psychiki oraz wiedzą z dziedziny psychologii. Zarówno postać Zygmunta, jak i jego pacjentów – Walentego, Eweliny oraz jej matki Marii, są bardzo wyraziste w swojej nijakości. Walenty uważa siebie za nieudacznika i nie umie poradzić sobie z samym sobą. Maria z kolei to dla mnie doskonały przykład kobiety bez własnego zdania. Ewelina z kolei to kobieta, która sama nie bardzo wie, jaka jest. Każdy z nich doświadcza w jakiś sposób samotności i każdy z nich szuka bliskości drugiego człowieka.

Może gdyby nie druzgocąco obleśny, niesmaczny i nic nie wnoszący realizm (a wręcz surrealizm – bleee!) w opisie scen erotycznych, powieść straciłaby pewnie mniej w moich oczach, bo generalnie czyta się ją szybko i lekko, mimo ciężkiej tematyki.

*******************
Moja ocena: 3,5/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu Comm oraz portalowi Sztukater za egzemplarz recenzencki.





Skóra - Adrienne Maria Vrettos


Skóra
Adrienne Maria Vrettos

Wydawnictwo Kora, Stentor
Warszawa 2008
160 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
   Oto myśli, które przychodzą co do głowy, kiedy po powrocie do domu stwierdzasz, że twoja siostra zagłodziła się na śmierć, a ty padasz na kolana, żeby ją cucić.
Ostatnie zdanie:
  A to jest rozdział pierwszy.
******************
‘Skóra’ – tak zatytułowała swoją debiutancką książkę amerykańska pisarka Adrienne Maria Vrettos. I to był bardzo dobry pomysł, bo dzięki wieloznaczności, jaką ze sobą niesie tytuł, ciekawość rośnie i od razu  chce się sprawdzić, o jaką skórę chodzi… Jedno z wydań w oryginale ma bardzo sugestywną okładkę, która podpowiada, jaki jest jeden z poruszanych problemów.

W pierwszej chwili to anoreksja Karen wydaje się tematem wiodącym. Jednakże niemniej ważną postacią jest jej brat Donnie. To on jest narratorem snującym trudną opowieść o toksycznych relacjach w rodzinie, o swojej samotności, odrzuceniu przez środowisko rówieśników. Ten kilkunastoletni chłopak wydaje się jedyna osobą, która się stara… I – moim zdaniem - to on płaci najwyższą cenę, bo musi jakoś przeżyć to, z czym jego rodzina nie dała sobie rady. Jako młodzieniec dopiero uczący się życia, musi – bez względu na to co go spotyka – nauczyć się tego, że nie może oglądać się wstecz, ale iść do przodu… mimo wszystko.

Chciałabym podkreślić, że nie jest to książka tylko o anoreksji. Problem ten dotyczy głównej bohaterki, ale nie on jest podmiotem tej powieści. Choć książka nie jest długa, wydaje się wielopłaszczyznowa. Autorce doskonale udało się w krótkiej opowieści przekazać głębię trudnych relacji rodzinnych oraz zmagania młodego człowieka z rzeczywistością, z tym, co boli.

W interpretacji Adrienne Vrettos ‘skóra’ to coś, co powinno chronić wnętrze, a nie do końca jest w stanie. Przez skórę nie widać wewnętrznych problemów, choć w pewien sposób jej wygląd to odbicie wnętrza człowieka.

Skóra mi cierpła, kiedy czytałam, czego Donnie doświadczył na własnej skórze. Nie chciałabym być w jego skórze. Robił co mógł, nieomalże wyskakując ze skóry, aby uratować swoją rodzinę. Czuję przez skórę, że ta trudna, lecz bardzo wartościowa opowieść może uratować skórę niejednej młodej osobie, której życiowe problemy mocno zaszły za skórę
*******************
Moja ocena: 5,5/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu oraz portalowi Sztukater za egzemplarz recenzencki.




poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Wbrew naturze


Wbrew naturze
Autorzy:
Aida Amer, Natalia Bobrowska, Agnieszka Drotkiewicz, Anna Janko, Włodzimierz Kowalewski, Michał Królik, Roman Lipczyński, Marta Mizuro, Grażyna Plebanek, Zyta Rudzka, Beata Rudzińska, Hanna Samson, Tomasz Sobieraj, Izabela Sowa, Joanna Stróżniak, Michał Sufin, Izabela Szolc

Wydawnictwo Amea
Liszki 2010
238 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
   Biały tuman kurzu unosił się za autem i szarzał powoli w miarę zapadania wzroku. (Igor i Igor)
Ostatnie zdanie:
  Nie zrozumie tego, co się stało, co zrobił, co Bóg wie kto z nami robi również, dopóki nie przyjdzie pora, aby raz na zawsze się zestarzeć. (Jeszcze raz)
******************
„Wbrew naturze” to zbiór opowiadań dotyczących przemijania.

Paradoksalnie – z jednej strony chcemy, żeby nasze życie przebiegało zgodnie z naturą, a z drugiej ciężko nam się pogodzić z tym, że jego nieodłącznym elementem jest przemijanie. Niektórzy stają wówczas wbrew naturze i robią wszystko, aby zatrzymać czas.

Bohaterowie opowiadań mają różne podejście do upływającego czasu. Różnie też układają się ich losy. Mieli przeróżne doświadczenia, a ostatni okres ich życia – starość – przebiega w różnoraki sposób. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że już nadeszła… Ci, którzy wiedzą, że zbliża się to, co nieuchronne, podsumowują swoje życie. Wspominają. Obserwują. Czekają. Milczą. Przygotowują się. Cierpią. Ale są też tacy, którzy walczą, przyglądają się, próbują, idą… Są jeszcze ci, którzy sądzą, że starość jeszcze nie dotyka ich bezpośrednio, lecz przyglądają się jej, towarzysząc swoim rodzicom, dziadkom, sąsiadom. Bo rzeczywiście nie wiadomo, kiedy starość się zaczyna. Po czterdziestce? Niejeden czterdziestolatek obraziłby się śmiertelnie. Po pięćdziesiątce? Niektórzy dopiero wtedy zaczynają żyć tzw. pełnią życia. A może po sześćdziesiątce? Bóle w kręgosłupie, ale wnuki, emerytura – samo życie. Może więc siedemdziesiątka? Każdy widzi to inaczej. Ja uważam, że to nie wiek decyduje o tym, że jest się starym lub młodym. W końcu od samego początku życia to, co wszyscy zgodnie robimy, to starzenie się. I tak już jest. Nie ma co przed tym uciekać. Ta książka przypomina, że śmierć jest częścią życia. Że nie uciekniemy przed nią, choćbyśmy bardzo chcieli.



Zgadzam się ze sformułowaniem przytoczonym we wstępie „Książka ‘Wbrew naturze’ jest przedmiotem artystycznym” [str. 8]. Wzbogacenie treści obrazem, a dokładnie zdjęciami autorstwa Romana Lipczyńskiego, nadaje książce niezwykłości i oryginalności. Zdjęcia zostały wplecione pomiędzy poszczególne opowiadania. Miałam frajdę, zastanawiając się, czy dane zdjęcie bardziej pasuje do opowiadania, które właśnie przeczytałam, czy do tego, które za chwilę przeczytam.



Najbardziej podobały mi się następujące opowiadania:
‘Stary, starszy, trup’ Hanny Samson
‘Poczwarka’ Joanny Stróżniak
‘Basiusia’ Michała Sufina
‘Igor i Igor’ Aidy Amer

A książkę jak najbardziej polecam. Choć nie wszystkie opowiadania są na jednakowym poziomie, ich wybór jest na tyle duży, że na pewno jakieś z nich skłoni każdego czytelnika do zatrzymania się na chwilę i zamyślenia nad sensem życia.

*******************
Moja ocena: 5,5/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu Amea za egzemplarz recenzencki.


środa, 24 sierpnia 2011

Wyjdź do Światła – Joachim Badeni OP, Judyta Syrek



Wyjdź do Światła
Przesłanie świętego grzesznika
Joachim Badeni OP, Judyta Syrek



Wydawnictwo Znak
Kraków 2011
128 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
   Żeby dojść do Światła, trzeba wszystkie ciemności porozbijać.
******************
Święty grzesznik – tym klasycznym oksymoronem został określony Joachim Badeni, dominikanin, którego refleksje dotyczące spraw wiary zostały zebrane przez Judytę Syrek w niewielkiej objętościowo książce Wyjdź w stronę Światła. Są to fragmenty konferencji skierowanych do młodzieży ze środowiska duszpasterstwa akademickiego. Judyta Syrek przytacza je, aby przekazać przesłanie ojca Joachima, z nadzieją, że przyczynią się – tak jak kiedyś w jej przypadku – do „wyjścia w stronę Światła”.


Przyznam, że nie słyszałam do tej pory o Joachimie Badenim, zakonniku i egzorcyście, którego określa się również jako ‘mistyka codzienności’. A szkoda, bo to był naprawdę ciekawy człowiek. Z chęcią sięgnę po inne książki, które są zapisami rozmów z ojcem Badenim (Boskie oko czyli po co człowiekowi religia, Fotel z widokiem na pole, Kobieta boska tajemnica czy Kobieta i mężczyzna. Boska miłość) oraz po książkę Sekrety mnichów czyli sprawdzone przepisy na szczęśliwe życie, którą ojciec Badeni napisał wspólnie z ojcem Leonem Knabitem, benedyktynem.

Refleksje ojca Joachima zawarte są w prostych, ciepłych wypowiedziach, opatrzonych humorystycznymi wstawkami.
Jak ja bym zobaczył dzisiaj wszystkie swoje grzechy, to bym się przeraził. Na szczęście już słabo widzę. [str. 15]
Nie mają one nic wspólnego z nadętymi kazaniami głoszonymi z ambony do ‘niewiernych wiernych’ przez pokrzykującego kapłana. To opowiedziane w prosty sposób doświadczenia życiowe i modlitewne, nieco kręta droga ojca Joachima do kapłaństwa, a także praktyczne rady i przemyślenia na tematy „bosko-diabelskie”.

To, co urzekło mnie najbardziej, to fakt, że przytoczone treści nie są oderwane od życia i nawet jeśli dotyczą spraw trudnych, to nie są pozbawione humoru. Wskazówki, które daje dominikanin, są krótkie i przejrzyste. Nie da rady ich nie zrozumieć.


Ojciec Badeni podkreślał na każdym kroku, że „Bóg działa urokiem”. Aby posmakować prostotę stylu, przytoczę krótki fragment wypowiedzi na temat częstego wizerunku Boga:
Bóg działa urokiem, a my robimy z Niego takiego superprawnika, a nawet szpicla. Aniołowie to armia agentów czy informatorów, która Go ochrania. Dodatkowo broni do Niego dostępu magister, submagister, przeor i inni oficerowie śledczy. Taki obraz to makabra! Bóg działa urokiem! [str. 49-50]

A przesłanie? W mojej interpretacji brzmi ono tak:
"Światło jest dla każdego z nas – trzeba tylko chcieć je znaleźć."

*******************
Moja ocena: 5/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu Znak za egzemplarz recenzencki.



wtorek, 23 sierpnia 2011

Póki pies nas nie rozłączy - Romuald Pawlak




Póki pies nas nie rozłączy
Romuald Pawlak

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Warszawa 2011
288 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
  Ciemnej, nieprzyjemnej nocy nie rozświetlał nawet księżyc, pocieszyciel wszystkich stworzeń dużych i małych.
Ostatnie zdanie:
  Tworzyli najdziwniejsze stado na świecie, ale kiedy byli we trójkę, świat stawał się trochę lepszy.
******************
Romuald Pawlak to dla mnie kolejny polski autor, z którego twórczością spotkałam się po raz pierwszy. Spotkanie uważam za udane. Odpowiada mi poczucie humoru i luźny, ale nie przesadnie, sposób pisania pana Pawlaka. 

Choć tematem książki jest historia, jakich wiele, sposób jej przedstawienia jest ciekawy. Krótko mówiąc: Renata – kobieta pragnąca tego, aby związek z ukochanym mężczyzną został sformalizowany, Michał – czterdziestolatek nieco znudzony związkiem z Renatą i obawiający się podjąć ‘ostateczny krok’, Egon – lekarstwo na zawirowania w związku czyli czarny pudel, zesłany tej parze jako wysłannik Pana Stworzenia, który ma się uzdrowić relację w związku tych dwojga. Do tego problemy w pracy, zwariowani znajomi, uciążliwi sąsiedzi. Rzec by można – samo życie. Jednak ubogacenie codzienności mało prawdopodobnymi sytuacjami sprawia, że książka jest bardzo zabawna. Miałam wrażenie, że ktoś, kto lubi wymyślać nieprawdopodobne historie, opowiada mi, co słychać u Michała i Reni. A słychać sporo…

Choć mocno zabawna, nie jest to książka, która ma jedynie bawić. Autor, choć nie nazywa problemów bezpośrednio, ujmuje je w świetny sposób . Zobaczymy, do czego prowadzi brak zaufania czy jak ważne jest komunikowanie się na bieżąco. Romuald Pawlak ośmiesza też niektóre ludzkie zachowania – radzenie się znajomych w kwestii małżeństwa czy męskie rozmowy. Pod pozorem absurdu autor przekazuje naprawdę trafne spostrzeżenia o naturze człowieka i jego potrzebach. Mnie się podobało.  

  **********
Moja ocena: 5/6


Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka. 

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Nie ma o czym mówić - Marta Szarejko



Nie ma o czym mówić
Marta Szarejko

Wydawnictwo Amea
Liszki 2010
118 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
   Powiedział: nazywam się Don Ivo, zimno zawsze wszystko utrudnia, jest gorsze niż policja, dlatego noszę sycylijski płaszcz nasączony sycylijskim światłem, dlatego mam kapelusz i pas na broń, broń ukradli mi wczoraj, podobasz mi się, mam siedmiu synów, czterech ma broń, mogę ci jednego oddać, z bronią, je suis total fou, wiem, pozwól, ze cię powącham, ładnie, jakich używasz perfum?.
Ostatnie zdanie:
  Naprawdę nie każdy chce rzucać okiem na wdzięki co poniektórych pań.
******************
Skoro jest problem, to jest o czym mówić.

Niewielka objętościowo książka Nie ma o czym mówić, którą zadebiutowała Marta Szarejko, jest wyrazem otwartości autorki na poruszanie tematów trudnych, czasem unikanych. Książka została nominowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2011, którą są nagradza się autorów piszących o współczesnych problemach i skłaniających czytelników do refleksji.

Nie potrafię zaliczyć tej książki do konkretnego gatunku literackiego. Nie jest to ani powieść, ani zbiór opowiadań. Jest to zbiór wypowiedzi, myśli, notatek kilku czy kilkunastu osób, które mają jednak coś wspólnego. Łączy je fakt, że los pozbawił je tak zwanego ‘normalnego życia’. Tkwią więc teraz gdzieś na marginesie społeczeństwa. Owo ‘gdzieś’ to dworzec, autobus, ulica, przystanek, noclegownia. Ci, którym Marta Szarejko dała możliwość wypowiedzenia kilku zdań to ludzie, których najczęściej omijamy szerokim łukiem, a ostatnią rzeczą, której moglibyśmy chcieć, to rozmowa z nimi. W związku z tym Marta Szarejko zrobiła to za nas. Przypomniała, że alkoholicy, kloszardzi, osoby wyglądające na szaleńców, to zwykli ludzie, którzy też czegoś pragną, potrzebują, czują… I że ubóstwo, brud, nałogi nie są ich wyborem.

Nie ma tu użalania się nad niczyim losem. Nie ma moralizowania i pouczania, co trzeba zrobić, by tym ludziom pomóc. I dobrze, bo to milczenie podkreśla jeszcze wagę zjawiska. Pokazanie sytuacji takiej, jaka jest, zebranie wypowiedzi, poukładanie ich w całość, a następnie przekazanie ich pozostałej części społeczeństwa odrobiny tego, co ci ludzie mają do powiedzenia – że w ogóle mają coś do powiedzenia – to wystarczający sygnał dla każdego z nas, żeby się zatrzymać i zastanowić nad własnym nastawieniem do osób, którym ułożyło się w życiu inaczej. I że nie oznacza to, że nie pamiętają, czym jest rodzina, miłość, tęsknota, samotność, lęk, wstyd. Tych poruszających opowieści jest wiele i pewnie każdego czytelnika poruszą inne. Mnie najbardziej podobała się wypowiedź zatytułowana ‘Pan w jaskrawym sweterku’ – o miłości i o czekaniu.

Książkę wydało Wydawnictwo Amea, które postawiło sobie za cel prezentowanie świata prawdziwego i uwrażliwianie innych na to, co się w nim dzieje. Po przeczytaniu trzeciej książki wydanej przez to wydawnictwo spokojnie mogę stwierdzić, że mu się to udaje.

*******************
Moja ocena: 4/6

Dziękuję bardzo wydawnictwu Amea za egzemplarz recenzencki.



wtorek, 16 sierpnia 2011

Pod dwiema kosami - Danuta Noszczyńska




Pod dwiema kosami
czyli przedśmiertne zapiski
Żywotnego Mariana

Danuta Noszczyńska

Wydawnictwo Sol
Grójec 2011
316 stron

*****************

Pierwsze zdanie:
       W pierwszych słowach zapisków moich raczej wypada mi przedstawić się wraz z najbliższym otoczeniem moim, co niniejszym czynię: ja nazywam się Żywotny Marian, żona moja Żywotna Apolonia.

Ostatnie zdanie:
      I niech się dzieje Wola Nieba, ament.

******************

Od debiutu Danuty Noszczyńskiej w 2007 roku Historią nie Magdaleny w dorobku autorki pojawiło się już kilka kolejnych powieści: Blondynka moralnego niepokoju, Hormon nieszczęścia, Mogło być gorzej, Kufer babki Alicji, Luizę pilnie sprzedam. Książka Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana to moje pierwsze spotkania z prozą tej pisarki – spotkanie bardzo udane. Wnikliwość i trafność spojrzenia, doskonały zmysł obserwacyjny, poczucie humoru to cechy, które pozwoliły autorce na przedstawienie czytelnikom Mariana Żywotnego, przeciętnego przedstawiciela polskiego społeczeństwa.

Ów blisko osiemdziesięcioletni mężczyzna, spodziewający się śmierci lada dzień, spisuje swoje przeżycia, chcąc zostawić po sobie coś dla potomnych.Jak przeżył swoje życie? Przeżył je tak, jak umiał najlepiej – był wzorowym, wiernym mężem, dobrym ojcem, który chce dla swoich dzieci tego, co najlepsze. Był pracowitym człowiekiem, który starał się, aby jego rodzinie żyło się jak najlepiej. Był człowiekiem szczerym, wiernym tradycjom rodzinnym i kulturowym, pobożnym katolikiem, lojalnym pracownikiem. Marian nigdy nikogo nie mógłby skrzywdzić. Jednym słowem – ideał jakich mało. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że taki obraz samego siebie widzi Marian Żywotny.

Gdyby zapytać bliskich Mariana, jak postrzegają swojego męża, ojca, sąsiada, biedny Marian pewnie by się zdziwił. Przekonany o tym, że zawsze ma rację, na pewno pomyślałby, że ktoś się pomylił, mówiąc o nim, że jest nieczułym mężczyzną bez odrobiny wrażliwości i zrozumienia, fałszywie pobożnym, a pod pozorem religijności kryjącym swoją zazdrość, zawiść, zakłamanie. Marian to ktoś, kto dobro widzi tylko w sobie. Doskonale mu się udaje tak manipulować innymi, aby wszystko szło po jego myśli.

Przyznam, że Danuta Noszczyńska bardzo mi zaimponowała. Pozornie zabawna książka (przy scenie z pietruszką prawie padłam ze śmiechu :-)) niesie w sobie wiele mądrości podanej w niezwykle przystępny. Myślę, że dzięki Marianowi Żywotnemu będziemy nie tylko uważać na to, by takich Marianów z naszej rzeczywistości omijać szerokim łukiem, ale również zatrzymamy się, by przyjrzeć się sobie i zadbać o to, aby nasze przedśmiertne zapiski – jeśli w siedemdziesiątym siódmym roku życia będziemy chcieli spisać – nie byłyby podobne do pamiętnika Mariana Żywotnego :-)

*******************

Moja ocena: 5+/6 

Dziękuję bardzo Wydawnictwu Sol za egzemplarz recenzencki.

Pałac kobiet - Pearl S. Buck



Pałac kobiet
Pearl S. Buck

Tytuł oryginału: The Pavilion if Women
Tłumaczenie: Adam Chmielewski
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2011
398 stron

*****************
Pierwsze zdanie:
   Tego dnia pani Wu obchodziła swoje czterdzieste urodziny.
Ostatnie zdanie:
  Teraz miała pewność, że jest nieśmiertelna.
******************
Pearl S. Buck to autorka, której nie potrzeba reklamy. Amerykanka, córka misjonarzy, która sporą część swojego życia spędziła w Chinach, była jedną z pierwszych kobiet, które otrzymały Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Przyznano ją Pearl Buck w 1938 roku. Wcześniej, bo w 1932 roku, Buck otrzymała amerykańską Nagrodę Pulitzera za powieść Łaskawa ziemia. Tempo pisarskie miała niesamowite – w sumie napisała ponad osiemdziesiąt powieści!

Pałac kobiet to powieść o życiu zamożnej chińskiej rodziny, dbającej o tradycję, cieszącej się nieskazitelną opinią. Rodzina Wu zawdzięcza wiele głównej bohaterce – pani Wu, której inteligencja, dobroć i życiowa mądrość przyczyniły się do tego, że mimo trudnych przedrewolucyjnych czasów życie w posiadłości państwa Wu toczyło się w największym spokoju i dostatku.

Panią Wu poznajemy jako czterdziestoletnią kobietę, która w poczuciu spełnienia swego życiowego obowiązku podejmuje jedną z najważniejszych życiowych decyzji – chce wycofać się z życia, które dzieliła z mężem przez ponad dwadzieścia lat. Jakie następstwa będzie miała ta decyzja? Na pewno przyniesie wiele zmian. W przypadku większości bohaterów będą to zmiany na lepsze. Mimo że życie bohaterów nie jest sielanką i że każdy z nich przeżywa rozterki, a także fakt, że akcja toczy się w czasach przedrewolucyjnych, powieść tchnie spokojem. Mam wrażenie, że w powieści tej są sami głowni bohaterowie. Owszem, pani Wu jest na pierwszym miejscu, ale nie byłaby tym, kim jest bez osób, które ją otaczały. To dzięki nim może kształtować i doskonalić swoją osobowość i dążyć do poczucia życiowego spełnienia.

Pałac kobiet to niezwykle mądra książka przede wszystkim o dojrzewaniu do miłości – tej w bardzo szerokim znaczeniu, miłości, która wykracza poza granice zamknięte w ciele, w czasie, w konkretnej osobie. Przyjaźń, szczerość, szacunek, wolność, poszukiwanie własnego ‘ja’, rozwój osobisty, otwarcie na potrzeby innych, odejście bliskich – to inne ważne zagadnienia poruszone w Pałacu kobiet. Jestem pewna, że mądrości Wschodu przekazywane przez panią Wu oraz  wartości przekazywane przez chrześcijańskiego księdza zwanego bratem André oraz protestantkę Małą Siostrę Hsia okażą się bliskie wielu z nas.

Dla mnie Pałac kobiet to powieść doskonała zarówno w treści, jak i w formie, a dodatkowo ubogacona wartościami, które uważam za istotne w życiu. A bonus specjalny to wschodnie klimaty, które wprost uwielbiam. Przedstawione są w tak delikatny, ujmujący sposób, że nie sposób ulec ich urokowi. Jestem pewna, że Pearl S. Buck jeszcze nie raz będzie powodem mojego zachwytu.

*******************
Moja ocena: 6/6


Dziękuję bardzo Wydawnictwu Muza za egzemplarz recenzencki.


Zuzanna nie istnieje - Marta Fox

W ramach nadrabiania zaległości kolejna recenzja:


Zuzanna nie istnieje
Marta Fox

Wydawnictwo Literackie
Kraków 2011
244 strony

*****************
Pierwsze zdanie:
   Każdy dobrowolny akt seksualny jest święty i mistyczny - powtarzała, wchodząc do pubu powoli, spokojnie, bez rozglądania się po sali.
Ostatnie zdanie:
  - A chcesz, Zuzanno?
******************
Marta Fox to autorka, która kojarzy mi się z książkami dla młodzieży, choć ma również na koncie książkę dla dorosłych – Kobieta zaklęta w kamień. Pierwszą książkę Marty Fox czytałam już dość dawno. Było to Niebo z widokiem na niebo. Wspominam ją bardzo pozytywnie. Pamiętam, że po przeczytaniu obiecałam sobie, że poświęcę tej autorce więcej uwagi. Nie było okazji, aż do chwili, kiedy ukazała się informacja o wydaniu powieści Zuzanna nie istnieje określanej jako powieść erotyczna.

Wbrew temu, że książkę przypisano do powyższej kategorii, moim zdaniem erotyzm, wyłuskany spomiędzy licznych zalet tej książki, nie jest w niej najważniejszy. Hasło „powieść erotyczna” jednych zachęci, innych odstraszy. Mnie dużo bardziej zachęciłoby stwierdzenie „pełna subtelnej zmysłowości”, „pełna niezwykłej wrażliwości”, „eteryczna”, ale niekoniecznie „erotyczna”, powieść o splątanych losach dwojga ludzi spragnionych miłości. Owszem, autorka bardzo szczegółowo opisuje intymną noc, która odmieni życie Pawła i Zuzanny, ale robi to w tak subtelny, zmysłowy i poetycki sposób, że nie budzi to ani odrobiny niesmaku. Autorka koncentruje się na opisaniu bogactwa doznań, uczuć i pragnień bohaterów. Ich spontaniczna bliskość i zrozumienie pokazane są jako gra zmysłów i emocji.

Sama fabuła do najbardziej oryginalnych nie należy – ona i on, oboje samotni, szukają spełnienia i miłości – sposób, w jaki została pokazana, zasługuje na uznanie. Mimo że początkowo obojgu bohaterów wydaje się, że spotkali się tylko na chwilę, na jedną noc, aby spełnić swe potrzeby cielesne, ich spotkanie okaże się punktem zwrotnym. Zuzanna i Paweł uciekają od codzienności, w której istnieją zamknięci w swojej samotności i cierpieniu po stracie bliskiej osoby, a nie umieją się z tym pogodzić. Oboje potrzebują drugiego serca pełnego miłości, które pomogłoby im wydostać się z kolczastej skorupy, z pustki, jaką odczuwają. I właśnie to znajdują tej nocy. Potem muszą się „tylko” odnaleźć.

Szczegółowe przedstawienie emocji i uczuć bohaterów to naprawdę doskonałe studium człowieka po trudnych doświadczeniach, zmagającego się z samotnością, pragnącego znaleźć sposób na dalsze życie i próbującego pogodzić się ze stratą bliskiej osoby.

Konstrukcja powieści jest bardzo trafna. Jest to przeplatanka uczuć i zdarzeń z życia Pawła i Zuzanny, nakładających się na siebie, mających wiele wspólnego. Widać więc od razu, że oboje SA dla siebie stworzeni, że jedno jest uzupełnieniem drugiego. W tej przeplatance zdarzeń dowiadujemy się, co wydarzyło się w życiu obojga bohaterów, że czują się tak samotni i że tak bardzo potrzebują drugiego człowieka. Czy uda im się odnaleźć? Warto sprawdzić.

*******************
Moja ocena: 5,5/6



Dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki.