środa, 24 marca 2010

Niebanalna koronczarka

Koronczarka - Pascal Lainé
Tytuł oryginału - La Dentelliere
Tłumaczenie - Ewa Stocka-Kalinowska
Wyd. - 'Od nowa' Spółka Wyd., 1994
Seria - Ze światowej witryny księgarskiej
Liczba stron - 100
ISBN - 83-901268-6-9

Jak w Wikipedii wpiszemy hasło koronczarka, to ukażą się trzy odnośniki: do książki, filmu i obrazu. Zainteresowanie tym zajęciem w tylu wymiarach sztuki świadczy o tym, że jest w nim coś niezwykłego. A co - to świetnie tłumaczy książka Pascala Lainé'a, nagrodzona w 1974 roku francuską nagrodą Goncourt.

Jeśli którejś z czytelniczek zdarzyło się kiedykolwiek wyprodukować własnymi rękami koronkowy obrusik czy coś w tym rodzaju (przepraszam, że tak feministycznie to zabrzmiało, ale panów nie podejrzewam o wykonanie szydełkowych serwetek), to wie, ile cierpliwości potrzeba, żeby ze zwykłej nitki powstało coś konkretnego; jak często prosta nić może się poplątać; ile pokory wymaga sytuacja, w której trzeba sporo spruć i zacząć od początku, by powstało coś, co będzie mieć wartość. No i co? Znamy te odczucia? Tak, tak - samo życie. Nawet ci, którzy nigdy nie szydełkowali znają to uczucie. Tak jest właśnie w tej książce - jest zmaganie z rzeczywistością, jest ćwiczenie cierpliwości, jest spokój, ale paradoksalnie niepokojący i - jak się okazuje - całkiem słusznie. Bohaterka jest tylko na pozór pozbawiona, czy może raczej nieświadoma, swoich uczuć. Jej pozorna nijakość, wycofanie, uległość aż dziwią. Jednak jej świat wewnętrzny kipi od tłumionych emocji. A okazuje się to dopiero wtedy, gdy jest za późno, aby zapobiec nieszczęściu.

To, że film Koronczarka (1977) ma związek z powieścią, jest oczywiste. W pisaniu scenariusza miał swój udział sam autor powieści. Natomiast aby dopatrzeć się związku z obrazem Vermeera, trzeba się chwilę w niego w ciszy powpatrywać.

Link do zdjęcia - warto odwiedzić tę stronę, bo są tam też jeszcze dwa inne obrazy przedstawiające koronczarkę.

Cisza, spokój, brak reakcji na to, co się dzieje wokół, skupienie...
Jej gesty, jej zajęcia, nawet te najbłahsze, zamieniały każdą chwilę w wieczność. [str. 8]
To jest to, co widać. Nie widzimy, co jest w duszy tej kobiety, nie wiemy, co ona czuje. Z kolei to, co jest widoczne na obrazie, najpierw było tylko szkicem. Podobnie w powieści Lainé'a - najpierw jest zarys postaci - trochę niewyraźny, niejasny, nie od razu jednoznacznie pokazujący, co z tego będzie, czyli tak jak z obrazem - najpierw szkic, potem kolor i kontrast. Tu też stopniowo dowiadujemy się coraz więcej o Pomme, sięgając aż do najgłebszych zakamarków jej psychiki.
Sposób przedstawienia wydarzeń jest nietuzinkowy - nie wiadomo, czy to, co zostało opisane, rzeczywiście się wydarzyło, czy jest to opis tego, co mogłoby się wydarzyć. Używając dzisiejszego języka powiedziałabym, że jest to książka interaktywna, bo każdy czytelnik sam może ułożyć sobie ciąg wydarzeń z życia bohaterki.

Bohaterów powieści jest niewielu:
Pomme, młoda, uboga dziewczyna wychowana przez samotną matkę
Aimery - student archiwistyki, egoista o szlacheckim pochodzeniu
Marylene - przyjaciółka Pomme

Reprezentują oni osoby, które spotyka się w życiu; osoby, których istnienie w naszym życiu  zostawia w nas ślad - matka, mężczyzna, przyjaciółka... I za ich przyczyną poznajemy smak życia: zranień, jakich możemy doznać; miłość, do jakiej jesteśmy zdolni; zaufanie, które możemy utracić.

Miejsce akcji - wioska w północnej części Francji oraz Paryż

************
Inne książki Pascala Lainé:

Majowe mgły
Słodkie kuzynki
Pomówmy raczej o kobietach 

Koronczarka na tyle mi sie podobała, że będę chciała sprawdzić, czy inne książki Lainé'a są podobnie niebanalne.

************

Polecam też wspaniałe ZDJĘCIE związane z tematem. Jest cudne.

************
...Pomme i jej matka należą do tych istot, którym nic się nie zdarza, chyba że coś lub ktoś, co jest raczej nieprawdopodobne, przerwie ich skryte milczenie.
Wydarzenia, które ich dotyczą, nie są w stanie ich zranić - i w tym tkwi rodzaj ich siły - one prześlizgują się po nich. Podobne są do krzewów, które znajdują potrzebną do życia ziemię w szczelinie muru, w szparze między brukiem;i to właśnie z tych swoich roślinnych właściwości czerpią tę swoją paradoksalną siłę i energię.
Los tego rodzaju istot toczy się w zależności od nawrotów przedłużającej się nieuwagi. Z tego składa się ich życie. Nie próbują nawet uchylać się od ciosów. Można by pomyśleć, że ich nie czują, co z pewnością nie jest prawdą. Ale cierpią cierpieniem, które nie rozpoznaje samego siebie i które nigdy na sobie nie poprzestaje. [str. 13-14]

niedziela, 14 marca 2010

Listy pisane miłością - James Patterson


Miejsce akcji - Lake Geneva
Główni bohaterowie - Jennifer, jej babcia Sam, Brendan, Doc

*******

"Pewnego dnia, gdy sprzątałam w bibliotece, z jakiejś książki wypadła zakładka. Właściwie była to kartka z napisanymi odręcznie słowami księdza Alfred D'Souzy: <<Długo wydawało mi się, że życie - prawdziwe życie - dopiero kiedyś się zacznie. Tymczasem na mojej drodze ciągle pojawiały się jakieś przeszkody, zawsze było coś, co należało zrobić wcześniej: coś, co wymagało załatwienia, czas, który należało komuś poświęcić, dług, który trzeba było spłacić. Dopiero potem miało zacząć się prawdziwe życie. Aż wreszcie w którymś momencie zdałem sobie sprawę, że moje życie to owe przeszkody.>>" [str.53]

Książka na jedno popołudnie - i to niecałe. Miękki fotel, kocyk, herbatka... - to ten klimacik. 

"Upiłam łyk kawy z plastikowego kubka. Była wspaniała. Drobiazgi zawsze przynoszą nadzieję." [str. 16]

Nieskomplikowana fabuła, wątek miłosny, śmierć, choroba, cierpienie, przyjaźń, odkrywanie tajemnic przeszłości.

"Czymże tak naprawdę jesteśmy, jeśli nie sumą tego, co nam się przydarzyło?" [str. 67]


Narracja jest urozmaicona - jest dwóch narratorów: Jennifer, młoda kobieta, która musi się od nowa odnaleźć w rzeczywistości po stracie męża, oraz jej babcia Samantha, która w listach do ukochanej wnuczki pozwala odkryć odrobinę siebie. Chce, żeby Jenny poznała prawdę o jej życiu. Próbuje też zmotywować Jennifer, aby dała sobie jeszcze jedną szansę na szczęśliwe życie.

"Starałam się przeżywać każdy dzień, dopóki nie opadły mi powieki." [str. 115]

Przesłanie jakie dla mnie niesie ta książka jest następujące: 

Każdy nosi w sobie jakiś sekret. Tak naprawdę bardzo niewiele wiemy o innych - nawet bardzo bliskich osobach. A to, co jest w życiu najważniejsze to jednak miłość.

"Ludzie często wyrzekają się miłości, a przecież miłość to najlepsze, co może im się zdarzyć." [str.148]

*********************

A teraz będzie długi, ale piękny opis napełniania słoja kamieniami, który jest przenośnią wypełniania życia tym, co ważne:

"W ostatnim dniu wakacji dawałam Ci wielki słój po majonezie i wysyłałam Cię nad jezioro, żebyś mogła 'zabrać plażę do Madison'.
Wiedziałam, że w domu chętnie będziesz oglądać gładkie, duże jak pięść czarnoszare kamienie, które znalazłaś wędrując na bosaka po płyciźnie. Tak samo jak jasne otoczaki, które woda wyrzuca na brzeg. Oczywiście mogłaś jeszcze zabrać ze sobą piasek i zimn, czystą wodę z jeziora. Z rozczuleniem obserwowałam kiedyś, jak próbujesz zmieścić w słoju po majonezie całe wakacje.

- Babciu, czy ten słoik jest już pełen? - dopytywałaś się.
Po jakimś czasie zrozumiałaś, że jeśli chcesz nazbierać jak najwięcej, najpierw musisz włożyć do słoja największe kamyki, a potem w wolną przestrzeń między nimi wsunąć mniejsze muszelki.
Chociaż słój wydawał się już pełen po brzegi, wciąż jeszcze mogłaś wsypać do niego kilka garstek piasku.

Wreszcie, gdy wydawało się, że na nic nie ma już miejsca, zanurzyłaś słój w jeziorze i wypełniłaś swoją plażę wodą. Sprytna dziewczynka!

Jak się okazuje, Jenny, życie bardzo przypomina napełnianie słoja plażą. Nie chodzi o to, żeby zamieścić w nim wszystko, ale o to, by najpierw zatroszczyć się o najważniejsze rzeczy - wielkie, piękne kamienie - najwartościowszych ludzi i najpiękniejsze przeżycia, a sprawy mniej ważne dopasować do nich. Inaczej na to, co najlepsze, może nie starczyć miejsca. 

Myśląc o dużych kamieniach, widzę, jak bardzo z biegiem lat zmieniało się to, co było dla mnie najważniejsze. Dawniej starałam się przede wszystkim zadowalać innych ludzi: między innymi twojego dziadka i moją teściową. następne ważne dla mnie wtedy sprawy - to bywanie na przyjęciach i utrzymywanie domu... (...) 

Odkąd przede wszystkim staram się sprawiać przyjemność samej sobie, na pierwszym miejscu stoją dużo ważniejsze sprawy. Ludzie, których kocham. Moje zdrowie. Jak najpełniejsze przeżycie każdego dnia." [str. 64]

To zapewne był taki słoik:


















A kamienie może takie:

******************
A tak poza tym znalazłam tu nawet kawał, który mi się podoba:

"W jaki sposób komputerowiec kończy modlitwę? W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Enter." [str. 142]

******************

niedziela, 7 marca 2010

Książę przypływów - wersja eksperymentalna

Książę przypływów - Pat Conroy



No nie! Coś takiego jeszcze mi się w życiu nie zdarzyło...

Siedzę sobie w mięciutkim fotelu, piję aromatyczną herbatkę, czytam sobie Księcia przypływów... i chłonę, chłonę, chłonę każde słowo, każdą myśl, coraz bardziej mnie wciąga tajemnica Savannah i całej rodziny Wingo, a tu nagle pojawia mi się w głowie pytanie: Dlaczego następny rozdział ma numer 22? Jak to możliwe, skoro przeczytałam zaledwie pięć czy sześć rozdziałów? I o co właściwie chodzi z tym białym morświnem? 

Co prawda po zetknięciu z książką Doroty Masłowskiej Paw królowej  już wiele mnie nie zdziwi, więc spokojnie przewracam kartki na początek książki i cóż widzę!? Pierwszy rozdział ma numer 16!!! A na okładce oprócz tytułu książki i nazwiska autora widnieje też malutki numerek 2... Rzeczywiście jak zaczęłam czytać, to nie bardzo mi się to kleiło, ale pomyślałam, że przecież czasem trzeba się dobrze wczytać, zanim akcja ruszy... No i ruszyła. Nie mogłam przestać czytać tomu drugiego, bo książka bardzo mnie wciągnęła. Poza tym pomyślałam sobie, że skoro nigdy wcześniej nie rozpoczęłam książki od środka, to dlaczego by raz w życiu nie spróbować? Co w tym złego, skoro sprawia mi to przyjemność i książka mi się podoba? Może to znak, że czas na literackie eksperymenty? A oprócz tego wszystkiego nieźle się uśmiałam - z siebie i z całej tej sytuacji :-)

Podsumowując ponad 700 stron niesamowitej powieści, przedstawiłabym to tak:

Miejsce akcji -  miasteczko Colleton w Karolinie Południowej.

Główni bohaterowie: rodzina Wingo - Henry (ojciec), Lilu (matka), ich dzieci - Luke i bliźnięta Savannah i Tom, psychoterapeuta - Susan Lowenstein.

- Piękny język. Porównania, symbole, skojarzenia. 
- Cudowne opisy, które nie nudzą czytelnika i których nie chce się omijać. 
- Zaglądanie w nieprzeniknioną głębię duszy człowieka. 
- Docieranie w podświadomość, czyli tam, gdzie dotrzeć nie można. 
- Bezsilność wobec przemocy. 
- Siła oddziaływania wydarzeń z życia człowieka na jego dalsze życie i na psychikę.  
- Siła ludzkiej pamięci, czyli jak trudno wyzwolić się od wspomnień, jak nie da się wymazać wydarzeń, zwłaszcza tych które nas ranią. Wszystkie wydarzenia z naszego życia - dobre i złe - czynią nas takimi, jacy jesteśmy. 
- Siła prawdy, którą  dusi się w środku i nie pozwala się jej ujrzeć światła dziennego, prawdy, która wyrywa się z człowieka za wszelką cenę... 
- Siła miłości i ciągłe przemiany, jakie zachodzą w człowieku.
- Wartość rodziny - miłość mimo wszystko.
- Potęga miłości między rodzeństwem.
 - Kontrast postaw wobec problemów - zamiatanie pod dywan versus stanięcie twarzą w twarz z problemem i zaakceptowanie tego, co się wydarzyło.
- Wybaczenie nie tylko sobie nawzajem, ale również sobie samym - co bywa o wiele trudniejsze.
- I to najważniejsze na świecie, głęboko skrywane COŚ, co zostało kiedyś znalezione i co będzie trwać...

Ze szczegółów najbardziej podobał mi się motyw tygrysa bengalskiego - dla mnie symbolu nieodgadnionej, magicznej siły, która pozwoli przetrwać wszystko.


Jeśli mimo przeżywania codziennych problemów zależy Ci na poprawianiu jakości Twojego człowieczeństwa, jeśli żyjesz świadomie, jeśli chcesz odnaleźć więcej siebie, to nie daj się odstraszyć objętością Księcia przypływów... Warto.



*****************************************************************
I znów parę cytatów:

Czerń na pięknej kobiecie sprawia, że inne kolory tracą wartość.
***
Leżę tu od paru tygodni, rozmyślając o swoim życiu. Robiłam rzeczy, których nie rozumiem. Nie wiem, kim była osoba, która je popełniła. Wydaje ni się kimś zupełnie obcym. To straszne, że trzeba umierać, żeby to wszystko zobaczyć i zrozumieć.
***
Wracasz do domu po treningu, robisz sobie drinka, siadasz przed telewizorem i siedzisz tak, dopóki się nie zmęczysz czy też nie spijesz na tyle, by pójść spać. (...) Nie czytasz książek, nie prowadzisz rozmów, ty po prostu wegetujesz.
***
Zazdroszczę mu tej wolności, z jaką kroczy przez świat, broniąc wściekle tego, w co wierzy, z pasją, jakiej ja nigdy nie doznam. (...) Stałem się dokładnie takim typem człowieka, jakiego najbardziej nienawidzę. Mam ładnie przystrzyżony trawnik i nigdy nie złapałem mandatu za przekroczenie szybkości.
***
Żyłem ze straszliwą świadomością, iż pewnego dnia, będąc już starym człowiekiem, nadal będę oczekiwał, że rozpocznę prawdziwe życie. Już teraz współczułem temu staremu człowiekowi.
***
Jedna część we mnie pragnie ciebie bardziej niż czegokolwiek na świecie, a druga część jest przerażona każdą zmianą w moim życiu i ta część jest silniejsza. (...) Nie wiedziałem, że można kochać jednocześnie dwie kobiety. (...) Wybrałem wierność własnej historii. Gdybym był odważniejszy, zostałbym z tobą.
***
Ale mam też podtrzymujące mnie teraz życie tajemne i gdy jestem w połowie mostu, mówię to szeptem, mówię jak modlitwę, na znak skruchy i hołdu. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego to robię ani co to znaczy, lecz każdego wieczoru, kiedy wracam do swego domu (...) szepczę...
 ***
 

sobota, 6 marca 2010

Przerwana lekcja muzyki - Susanna Kaysen

Znam obraz, przeczytałam książkę, został mi jeszcze film. Moim zdaniem obraz Vermeera zasługuje na dużo większą uwagę niż książka Susanny Kaysen. Może zbyt wiele się spodziewałam po trudno dostępnej książce, którą można kupić za ponad sto złotych, mimo że ma tylko 150 stron i jest małego formatu... Wiem, wiem - nie płaci się z ilość tylko za jakość. Tym bardziej jestem zdziwiona. Książka ta nie wywołała u mnie jakichś głębszych refleksji. To prawda - zastanawiałam się nad granicami normalności i nad obowiązującymi normami oraz nad tym, na ile wychowanie wśród takich a nie innych osób przyczynia się do powstania zaburzeń osobowości, a na ile jest to kwestia wewnętrznego dziedzictwa człowieka - charakteru, emocji, uczuć...

Nasze rodziny. Według powszechnie panującego wśród nas przekonania to właśnie z ich powodu znalazłyśmy się w tym miejscu. Jednak w naszym codziennym, szpitalnym życiu rodziny były prawie nieobecne. Zastanawiałyśmy się: czy i my byłyśmy tak samo nieobecne w ich codzienności? 
Susanna Kaysen - Przerwana lekcja muzyki - str. 88

Owszem, nie zdarza się często, że mamy okazję poznać od środka zakład psychiatryczny - sama nie byłam i  nie życzę nikomu. Susanna trafiła tam w wieku 18 lat po próbie popełnienia samobójstwa.  Zdecydował o tym psycholog po półgodzinnej rozmowie z pacjentką. Trochę szybko - jak na moje oko. Ale co tam - dwa tygodnie można wytrzymać. Tyle że dwa tygodnie przeciągają się w dwa lata... Tyle czasu zajęło specjalistom przystosowanie pacjentki z osobowością pograniczną do funkcjonowania w świecie pozaszpitalnym... 

Często książkę tę porównuje się ze Szklanym kloszem Sylvii Plath. Przeczytałam go lata temu, ale wrażenia pamiętam do dziś. Może z racji tego, że przeżywałam wtedy swoją pierwszą młodość, Sylvia była mi wtedy bliska i jej wspomnienia mną wstrząsnęły. A na jak długo zapamiętam Przerwaną lekcję muzyki?

Obraz Vermeera zatytułowany Przerwana lekcja muzyki:

wtorek, 2 marca 2010

Paw z dłuuuugim ogonem

Paw królowej - Dorota Masłowska



Traf chciał, że sięgnęłam po Pawia po Angielskim pacjencie Michaela Ondaatje, czyli po powieści napisanej szlachetnym, krystalicznie czystym językiem. Nie dziwię się więc, że zareagowałam nieomalże przysłowiowym puszczeniem pawia - i to pawia z długim ogonem.

Jak to bywa w przypadku tzw. kontrowersyjnych autorów, znajdą się pewnie wielbiciele stylu pani Masłowskiej. Ja na pewno się w tej grupie nie znajdę. Nie dałam rady przeczytać więcej niż dwadzieścia stron. Odrzuciło mnie na odległość. I to z hukiem. To co czuję to głęboki niesmak, potężna niechęć i pewność, że półki z książkami Masłowskiej będę omijać szerokim łukiem. Przez moment poczułam nawet wstyd, że wzięłam ją do ręki. Jeśli zamierzeniem autorki było wywołanie emocji u czytelnika, to odniosła sukces - u mnie wywołała spore obrzydzenie.

Jednakże moja ciekawość świata i dociekliwość nie pozwoliły mi zostawić obojętnie ani królowej, ani jej pawia - postanowiłam więc dociec, co sprawiło, że książka ta została nagrodzona. Mam świadomość tego, że mogę czegoś nie dostrzegać, mogę nie umieć czegoś zinterpretować, mogę czegoś nie zrozumieć. Ale co w przypadku bełkotu udającego jakiś styl młodzieżowych piosenek? 

Po przeczytaniu kilku recenzji tej książki już wiem, że nie muszę się martwić. Nie jestem jedyną osobą, która tak myśli. Dla mnie słowo 'literatura' niesie znaczenie pozytywne. Kiedy czytam książkę, zawsze staram się wyciągnąć z niej coś dobrego.  Na pierwszych stronach (bo tylko o tym mogę mówić) wytworu Doroty Masłowskiej nic pozytywnego nie dostrzegłam. Nie spodziewałam się też fajerwerków również w dalszej części. Poddałam się. Pokonał mnie paw, chyba samej królowej. Czy naprawdę Pawia królowej musimy uznawać za literaturę?

Poniżej kilka fragmentów recenzji plus oczywiście linki do stron, z których pochodzą:

- "To jest literatura dla dosyć ograniczonej liczby czytelników, wulgarna, afabularna, z dość specyficznym poczuciem humoru."
Zamieniłabym na: "To jest literatura dla pewnej liczby ograniczonych czytelników, wulgarna, afabularna, wywołująca dość specyficzne poczucie niesmaku...

- "(Masłowska)Specjalizuje się też w błyskotliwych i ciętych obserwacjach, do których przystawia krzywe zwierciadło szyderstwa."
No to tym razem zwierciadełko się mocno przekrzywiło. Moim zdaniem, nie potrzeba wulgaryzmów, żeby wyrazić szyderstwo...

- "Bo fabułka, psychologiczne sylwetki bohaterów, zwroty akcji itp., po odcedzeniu z rozbudowanej formy, to - przepraszam - kaszana jest. Gdyby to samo napisać po ludzku, pies z kulawą nogą by się nie zachwycił. A tak, to paru ludziom, zwłaszcza młodym kandydatom na nonkonformistycznych intelektualistów, z pewnością się spodoba. No cóż, być może jest taka nisza i ona potrzebuje swojego barda. No to ma Masłowską."

Nic dodać, nic ująć. :-)

poniedziałek, 1 marca 2010

Angielski pacjent - Michael Ondaatje

Książka Angielski pacjent to dla mnie megapuzzle literackie.

Bohaterami są w zasadzie tylko cztery osoby: Hana - kanadyjska pielęgniarka, Caravaggio - włoski agent wywiadu i złodziej, hinduski saper oraz poparzony mężczyzna o nieznanej tożsamości, przypuszczalnie angielski pilot, uratowany z płonącego samolotu. Miłość, wojna, przeznaczenie, tajemnica ludzkiego losu - z tego tworzy się trójwymiarowa układanka powieści.

Na początku miałam wrażenie, że tracę wątek. Sprawiały to przeskoki w miejsca i czasie, do których trzeba się przyzwyczaić, bo jest to sposób autora na stopniowe odkrywanie tajemnic bohaterów. Zastanawiałam się, czy można by tę książkę przeczytać od końca... Plątanina miejsc, uczuć, doznań. Bohaterowie są tak różni, a jednocześnie mają tyle wspólnego. Stopniowo ich przeplatające się ze sobą losy układają się w całość. Jest to jedna z tych książek, których nie da rady czytać w autobusie, bo każde słowo jest ważne. Chwila dekoncentracji i można coś ważnego przegapić.



Zaliczyłabym ten nietypowy utwór do prozy i do poezji jednocześnie. Jest pisany prozą, ale to jak wszystko ubrane jest w słowa, sprawia, że ma się wrażenie obcowania z czystą poezją. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Po przeczytaniu kilku recenzji obawiałam się trochę tego języka i teraz wiem, że jest to styl, który nie każdemu musi odpowiadać. Mnie się bardzo podobał - niebanalny, wyrafinowany, "diamentowy". Przedziwne, że autor mężczyzna tak umiejętnie i wnikliwie opisuje szczegóły, a opisy są nadzwyczaj plastyczne.

Na pewno sięgnę po inne książki Michaela Ondaatje. Jeśli miałabym jeszcze raz przeczytać Angielskiego pacjenta, to tym razem po angielsku. Nie musiałabym się denerwować niefortunnym tłumaczeniem w paru miejscach (np. love affair zostało przetłumaczone jako miłosna afera).

Generalnie - bardzo pozytywnie. Nagroda Bookera jak najbardziej zasłużona.

A że uwielbiam zachowywać ślady po przeczytanych książkach w postaci cytatów, to poniżej umieszczam kilka na pamiątkę:

"Obudziła się, kiedy motyl przefrunął z kołnierzyka sukienki na jej policzek. Otworzyła oczy, ujrzała, jak się nad nią pochyla. Zdjął motyla z jej twarzy, nie dotykając skóry, i ułożył go na trawie."

"Nie wiemy, jak bardzo ona kocha jego, a on ją. Ani w jakiej mierze ta miłość jest grą tajemnic. Im bardziej się do siebie zbliżają, tym większa staje się przestrzeń między nimi w ciągu dnia. Ona ceni sobie dystans, na jaki on się od niej trzyma, uważa, że oboje mają prawo do własnej przestrzeni. Każdemu z nich daje to wewnętrzną siłę, rodzaj milczącego porozumienia, odczuwanego, kiedy on przechodzi w milczeniu pod jej oknem, przemierzając kilometr dzielący jego kwaterę od miejsca pobytu innych saperów."

"Pustynia nie da się podbić ani zawłaszczyć - jest to olbrzymia płachta miotana wichrami, nigdy nie przytwierdzona do podłoża żadnym kamieniem, opatrywana setkami imion na długo, zanim powstało Canterbury, zanim bitwy i traktaty pokawałkowały Europę i Wschód. karawany, te zadziwiające wędrowne kultury, nie pozostawiają po sobie nic, nawet żarzącego się ogniska."

"Od tego momentu w życiu - wyszeptała mu kiedyś - albo zaczniemy odnajdywać duszę, albo ją zatracać.
Jak to się dzieje? Zakochać się i zostać rozbitym na kawałki?"

"(...) idzie w kierunku pałacu. Drugą ręką osłania tę wyciągniętą przed siebie, jakby chroniąc płomyk niesionej świeczki. Hana natyka się nań na tarasie, wyciąga rękę naprzeciw jego ręce. Biedronka wędrująca po paznokciu małego palca jego dłoni szybko przewędrowuje na jej rękę. (...) 
Ranny zwraca ku nie glowę. Biedronka schodzi z niej i wkracza na czarną skórę. Unikając bieli prześcieradła, rozpoczyna długą wędrówkę wzdłuż ciała pokrytego zwęglonym naskórkiem, jej czerwień odcina się od niego jak żarzący się okruch lawy wulkanicznej."

czwartek, 25 lutego 2010

Kolejne wyzwania

Surfuję sobie wczoraj w najlepsze, odwiedzam blogi książkowo-czytelnicze, patrzę i oczom nie wierzę - ktoś (niejaka Padma) poświęca swój czas na to, by z zapałem prowadzić blog czytelniczy i jeszcze na dodatek organizować wyzwania czytelnicze. Coś fantastycznego! Porwało mnie i zgłosiłam się bez większego zastanowienia do obu grup. Pierwsze wyzwanie jest związane z nagrodzonymi książkami http://nagrodyliterackie.blox.pl/html, a drugie nosi tytuł Amerykańskie Południe http://amerykanskiepoludnie.blox.pl/html, lista lektur zawiera więc książki, które czytałam w czasie studiów, ale niekoniecznie pamiętam.

Stworzyłam więc dwie listy, na których umieściłam zapewne nieco więcej niż pozycje, które na pewno przeczytam. To na wypadek gdyby w bibliotece nie było tego, czego szukam.


Lektury do wyzwania: Nagrody literackie


BOOKER:

Angielski pacjent - Michael Ondaatje
Morze, morze - Iris Murdoch
Okruchy dnia - Kazuo Ishiguro
Bóg rzeczy małych - Arundhati Roy

NIKE:

Zachód słońca w Milanówku - Jarosław Marek Rymkiewicz
Paw królowej - Dorota Masłowska

ORANGE:

Własność - Valerie Martin
Przyjęcie u Larry'ego - Carol Shields
Płomyki pamięci - Anne Michaels

GONCOURT:

Życie przed sobą (La Vie devant soi) - Émile Ajar (Romain Gary) - Cykady
Koronczarka (La Dentelliere) - Pascal Lainé - Replika
Owoce zimy (Les Fruits de l'hiver) - Bernard Clavel - Czytelnik
Korzenie nieba (Les Racines du ciel) - Romain Gary - PIW
Kamień cierpliwości (Syngué sabour. Pierre de patience ) - Atiq Rahimi - Wydawnictwo Literackie


Lektury do wyzwania Amerykańskie Południe w literaturze

Przebudzenie - Kate Chopin
Zabić drozda - Harper  Lee
Książę przypływów - Pat Conroy
Uciekłam na wyspę  - Anne Rivers Siddons


Serce to samotny myśliwy - Carson McCullers

Lato namiętności - Barbara Kingsolver

Mały przyjaciel - Donna Tart

Fannie Flagg - Smażone zielone pomidory


Cieszę się.

wtorek, 23 lutego 2010

Imiona kwiatów i dziewcząt - Elizabeth Gilbert


REBIS 2008
tłum. Marta Jabłońska-Majchrzak i Katarzyna Karłowska
ISBN 978-83-7510-244-4
 

Bohaterami Imion kwiatów i dziewcząt są zapadające w pamięć postaci: dziewczyna, która prowokuje kowboja, by uciekł z nią w Góry Skaliste; umierająca staruszka, która z zadowoleniem wspomina swoje rozwiązłe życie; twarda kobieta, która nie boi się życia w amerykańskiej głuszy, i inni - ludzie z krwi i kości, silni, szukający miłości i bez strachu oddający się pasji. I choć zdarza im się dokonywać złych wyborów, postępować głupio i działać na oślep, to jednak walczą o swoje związki z innymi i mają w sobie wiele odwagi.
Te barwne, napisane z dużym humorem, ale i powagą opowiadania nagrodzono Pushcart Prize i nominowano do PEN/Hemongway Award.
opis z okładki
**********************************************************************************
Może jestem jakaś dziwna, ale ten zbiór opowiadań był wyjątkowy, a dokładnie - wyjątkowo kiepski. Żadne, dosłownie żadne z opowiadań mi się nie podobało. Nie było nawet jednego miejsca, które zrobiłoby na mnie wrażenie i sprawiłoby, że chciałabym coś z tej książki zapamiętać. Ani jedna postać nie zapadła mi w pamięć, jak zostało zasugerowane w opisie. Albo czegoś nie rozumiem i nie dostrzegam, albo te opowiadania są po prostu nijakie. Umęczyłam się potwornie nad tą książką, ale postanowiłam być dzielna i przeczytać w całości, choć szkoda mi było czasu. Jest tyle lepszych książek...

środa, 17 lutego 2010

Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum

STOWARZYSZENIE UMARŁYCH POETÓW

Tytuł oryginału: Dead Poets Society
Tłumaczenie: Paweł Laskowicz
Wydawca: Świat Książki
Rok wydania: 2000
Ilość stron: 156
Oprawa: twarda
ISBN: 83-7227-781-8
***

Tak to już jest, że jak się najpierw obejrzy film, to trudno się oprzeć poznanemu wcześniej wizerunkowi bohaterów. John Keating nie może wyglądać inaczej niż  Robin Williams, a Neil Perry inaczej niż Robert Sean Leonard. Tyle że tym razem jest to kolejność, w jakiej powstały "Stowarzyszenia" - najpierw był film, a książka została napisana na podstawie scenariusza. Pewnie dlatego z książki nie dowiedziałam się niczego więcej niż z filmu. Film jest doskonały, a książka niezła.


Tematyka też zawsze na czasie - o kształtowaniu własnej osobowości; o byciu sobą; o wydobywaniu ze swojego wnętrza tego, co za wszelką cenę chcemy ukryć, a co jest w nas; o drodze pod prąd; o trzymaniu się własnego zdania i nieuleganiu wpływom; o tym, jaka może być cena w walce o swoje 'ja'.

Cytaty:

(...) musimy zmierzyć się z tym, co w życiu ważne, z miłością, z pięknem, z prawdą, ze sprawiedliwością... Poezji nie można ograniczać jedynie do tworzywa, jakim jest słowo. (...) Poezja w życiu musi być obecna i musimy zatrzymać się na tę jedną sekundę, by móc ją dostrzec, nawet w najprostszych i najbardziej banalnych zdarzeniach. W przeciwnym razie zmarnujemy wiele dobra, którym życie nas obdarowało.

Wyssania soków z życia nie należy mylić z udławieniem się kością.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Kuźnia na Rozdrożu - Ewa Siarkiewicz



Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 368
ISBN: 9788324710447
Data premiery: 2008-05-13
 ***

 Na początku nie mogłam się rozkręcić. Miałam wrażenie, że to nie jest książka w moim typie, że będzie oczywista fabułka i banalne sposoby poszukiwania miłości. Jestem mile zaskoczona, bo fabuła rozwinęła się w sposób wystarczająco zaskakujący, aby nie spać do trzeciej nad ranem... Mimo że na początku wydawało mi się, że kompletnie nie będę podzielała poglądów autorki (magia, astrologia itp.), znalazłam w przemyśleniach bohaterki całkiem sporo siebie. Mogę śmiało stwierdzić, że doskonale ją rozumiałam. Ponadto konstrukcja książki mi się podoba - jest ważne wydarzenie na początku, potem dowiadujemy się, co się działo przez trzy tygodnie poprzedzające to wydarzenie, następnie znowu dochodzimy do punktu, który już znamy (a przynajmniej tak nam się wydaje), ale to jeszcze nie koniec...

***

Cytaty:

"Nie ma szans, byśmy wiedzieli, dokąd pójść, co zrobić, by wyszło nam to na dobre. Podejmowanie życiowych decyzji przypomina rosyjską ruletkę, podwójną, bo raz kula może być szczęściem, a raz klęską. I pewnie dlatego jedyną szansą na optymalne wybory wydają się nadnaturalne znaki. I nadzieja, że nie są podpuchą bandy znudzonych, amoralnych bóstw."

"Co ze mną jest nie tak? Czyżbym była zupełnie pozbawiona charakteru? Od kiedy pamiętam, moim postępowaniem kierowało pragnienie, by zawsze być w porządku, zadowolić otoczenie; bałam się krytyki, nie chciałam, by uważano mnie za chwiejną, nielojalną, zmienną, niesprawiedliwą w ocenie innych.
<>"

" Wiem też z doświadczenia, że nie istnieje jakieś jedno nieuchronne przeznaczenie, które musi się spełnić niezależnie od tego, co zrobimy. Wręcz przeciwnie - to my jesteśmy kowalami własnego losu. To nasze wybory tworzą przeznaczenie. I wystarczy wiedzieć, do czego prowadzą nasze działania, by móc przeciwdziałać zgubnym decyzjom."

"- Boisz się silnych uczuć - zawyrokowała Eleonora. - Tak długo byłaś martwa w środku, że teraz boisz się żyć.
- Nie... - Niech ona przestanie!
- Marzyłaś o miłości, ale nawet w marzeniach twoja miłość jest letnia, nie porusza ani zmysłów, ani uczuć. Twoje wyobrażenie miłości jest tak samo martwe jak twoje serce. (...)
- Prawdziwa miłość jest jak burza. (...) Czasem boli, czasem niszczy, ale daje szczęście i moc, dzięki którym życie staje się autentyczne. Musisz wybrać - życie czy śmierć. Miłość czy uczuciowy marazm."

"Jak zwykle wpychałam niewygodne myśli i emocje pod dywan świadomości. Inaczej mówiąc, próbowałam odzyskać spokój duszy. Nie szło mi łatwo, bo pod tym dywanem było już tyle śmieci, że zaczynał się wypaczać, uwierając świadomość."

"Kiedy skręcasz w inną drogę, nie jesteś już tą samą osobą. Idąc na zachód, jesteś kimś innym niż wtedy, kiedy szedłeś na południe. Nie jest jednak tak, że ta zmiana następuje natychmiast, ot, pstrykniesz palcami i nagle z tchórza robi się bohater. Zmiana, przejście z jednej osoby w drugą następuje wtedy, kiedy bierzesz zakręt.Ten czas przenikania jest czasem niepewnym, płynnym, czasem, kiedy wszystko skupia się w jednym miejscu, miesza i jest zaledwie potencją. Wtedy jeszcze można zawrócić,  można też pójść na wschód, gdyby to okazało się konieczne.
Przede mną rozciągały się nieznane labirynty zachodu, za mną znikały znane do bólu przestrzenie południa. Tkwiłam w zawieszeniu, biorąc zakręt.
Emocjonalnie czułam się jak zamknięta w bańce, której przezroczyste, ale wytlumiające ścianki odgradzały mnie od reszty świata, przesuwającego się obok we własnym rytmie. (...) Moje zmysły, przeciążone do ostatnich granic, otuliły się warstwą ochronnej pianki. Chodziłam, mówiłam, reagowałam, ale tak naprawdę nie wiem, czy byłam to ja."

sobota, 6 lutego 2010

Znajoma z lustra - Roma Ligocka


Wydawnictwo Literackie
Kraków, 2006
ISBN 83-08-03868-9

********************************************************************************
Po przeczytaniu trzeciej książki Romy Ligockiej już wiem na pewno, że będę do nich wracać, a te książki, których jeszcze nie czytałam, przeczytam na pewno.
Felietony ze "Znajomej z lustra" chciałabym mieć zawsze pod ręką. Pod wieloma, choć nie pod wszystkimi, przemyśleniami autorki mogłabym się podpisać. Dobrze móc w trudnych chwilach wesprzeć się czyimś optymizmem. Zazdroszczę pani Romie umiejętności dostrzegania piękna życia mimo trudów życia, zwłaszcza że akurat ją to życie doświadczyło w sposób szczególny. Większość z nas nie jest nawet w stanie wyobrazić sobie okrucieństwa wojny i tego, jak wiele ono w człowieku zostawia.

Za moje dziecko - Tony Parsons




* Tytuł oryginalny: One for My Baby
* Język oryginalny: angielski
* Kategoria: Literatura piękna
* Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
* Forma: powieść
* Serie wydawnicze:
o Literka
o Pi
o Literatura w szpilkach: Gala bestsellery (tom: 2)

Wydawnictwo A.A. Kuryłowicz, 2002