Nie zakochałam się w Paryżu... W sensie dosłownym i przenośnym :-)
Po tym, co zobaczyłam w filmach i co przeczytałam w książkach na temat Paryża, moje wyobrażenie o tym mieście było skrajnie inne. Spokojne, romantyczne miejsca, klimatyczne zakątki, urocze uliczki... Owszem, da się znaleźć i takie miejsca, ale nie jest łatwo wyłuskać je spośród zalewających miasto tłumów (i nie mam na myśli tłumów turystów).
Poznałam dwa oblicza Paryża - to wartościowe, które tchnie historią, tradycją, przeszłością, oraz to gorsze, które wzbudza niesmak i niepokój. Rasistką nie jestem, ale to drugie oblicze zupełnie nie przypadło mi do gustu. Nie sądziłam, że miasto świateł to brudne miasto opanowane przez ciemnoskórych obcokrajowców, którzy krążą wokół człowieka jak natrętne muchy, dotykając i zaczepiając. Z rozmów z Francuzami, których tam poznałam wynika, że Francja nie radzi sobie zupełnie z problemami związanymi z imigrantami, którzy coraz bardziej panoszą się na ich terenie.
Gdyby nie to, że wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę pod względem towarzyskim, to Paryż byłby wspomnieniem o smaku rozczarowania. Tylko dzięki temu, że znalazłam się tam w takim, a nie innym składzie osobowym, będę wspominać tę wspólną lekcję życia jako coś naprawdę cennego. Dzięki, Dziewczyny :-)








