Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieliteracko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieliteracko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 marca 2013

niedziela, 24 marca 2013

Paryż...

... zaliczony...

Nie zakochałam się w Paryżu... W sensie dosłownym i przenośnym :-)

Po tym, co zobaczyłam w filmach i co przeczytałam w książkach na temat  Paryża, moje wyobrażenie o tym mieście było skrajnie inne. Spokojne, romantyczne miejsca, klimatyczne zakątki, urocze uliczki... Owszem, da się znaleźć i takie miejsca, ale nie jest łatwo wyłuskać je spośród zalewających miasto tłumów (i nie mam na myśli tłumów turystów). 

Poznałam dwa oblicza Paryża - to wartościowe, które tchnie historią, tradycją, przeszłością, oraz to gorsze, które wzbudza niesmak i niepokój. Rasistką nie jestem, ale to drugie oblicze zupełnie nie przypadło mi do gustu. Nie sądziłam, że miasto świateł to brudne miasto opanowane przez ciemnoskórych obcokrajowców, którzy krążą wokół człowieka jak natrętne muchy, dotykając i zaczepiając. Z rozmów z Francuzami, których tam poznałam wynika, że Francja nie radzi sobie zupełnie z problemami związanymi z imigrantami, którzy coraz bardziej panoszą się na ich terenie.

Gdyby nie to, że wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę pod względem towarzyskim, to Paryż byłby wspomnieniem o smaku rozczarowania. Tylko dzięki temu, że znalazłam się tam w takim, a nie innym składzie osobowym, będę wspominać tę wspólną lekcję życia jako coś naprawdę cennego. Dzięki, Dziewczyny :-)

Po totalnym zresetowaniu się wracam do codzienności z przyjemnością :-) Zabrałam się już za nadrabianie zaległości w czytaniu Waszych postów - niesamowite, ile się tu dzieje! Mam nadzieję, że uda mi się szybko wdrożyć i powrócić do czytania... bo, szczerze powiedziawszy, i to przez cały ten tydzień zarzuciłam...). A przecież wyzwania czekają... Z planów marcowych została mi jeszcze powieść Lisy See Na Złotej Górze i Sparks, którego chyba sobie na razie daruję, bo jeszcze dostałam parę ciekawostek recenzenckich, o których chciałabym niebawem napisać :-)




środa, 8 sierpnia 2012

Jezykowe cudeńko

Spaceruję sobie ostatnio sporo po różnych portalach z ofertami pracy w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego wyzwania redaktorskiego i cóż widzę?! Ogłoszenie-wyzwanie, które - wyrwane z kontekstu wydawniczego - nabiera szczególnego kolorytu :-)))
Zobaczcie sami:


Może ktoś z Was się czuje kryminalistą? Bo ja zupełnie nie nadaję się ani na kryminalistkę, ani na "kryminalistkę". :-)))

wtorek, 26 lipca 2011

Wypoczynek

Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w Kołobrzegu. Nie czytałam, nie pisałam, nie miałam dostępu do Internetu :-) Niewyobrażalne, ale prawdziwe :-) Mam kolosalne zaległości w odwiedzaniu Waszych blogów, ale już zaczęłam nadrabianie zaległości. Zaczynam też nadrabiać też zaległości książkowe i recenzyjne.

Mimo że Kołobrzeg to zupełnie nie mój klimat, a wyjazd nie do końca w celach rekreacyjnych, to udało mi się odpocząć od codzienności. 

Lubię sobie notować swoje różne wyjazdy, ale tym razem miejsce zupełnie nie jest tego warte. Osławiony Kołobrzeg okazał się dziurą pękającą w szwach od turystów, niewyobrażalnie zapchanej plaży, wszechobecnego badziewia w postaci plastikowych koralików, sznureczków plecionych z muliny, tatuaży z henny, plastikowych latarni morskich,  kubeczków ze zdjęciem, kartek, koszulek i plakietek z mniej lub bardziej idiotycznymi tekstami. 

Swoimi wrażeniami z Kołobrzegu, które przekazałam mailowo znajomemu (mam nadzieję, że nie obrazi się, że publikuję naszą korespondencję... TO tylko to, co sama napisałam i  teraz musiałbym pisać to samo jeszcze raz :-))):

Nie wiem, czy byłeś kiedyś w Kołobrzegu. Ja byłam pierwszy raz jak miałam siedem lat - czyli w zamierzchłej przeszłości. To co widzę tu teraz, to widok dla mnie zupełnie nowy - plaża zapchana ludźmi do granic możliwości, nie ma nawet jak przejść pomiędzy leżącymi cielskami, a co dopiero wcisnąć się między nie... Jak już uda się komuś wyłożyć swoje własne cielsko, to na choćby krótką drzemkę na słońcu nie ma co liczyć, ponieważ co kilka minut przy twarzy leżącego pojawia się stopa... Nad głową z kolei słychać wrzask "Gorąąąąąąaaacaaaaaaaaaaa herbataaaaaaaaaa", "Cappuccinooooooooooooo", "Gorący bóóóóóóóóóóóóóóóóóóóób, popcooooooooooorn", "Pąąąąąąączki, świeże pączki"... Na pobliskiej scenie gra zespół muzyczny, z lekka artystyczny, który wyśpiewuje (zdaje się, że dla uprzyjemnienia czasu turystom, ale pewna nie jestem) skoczne piosenki o ciekawej treści "... coś tam coś tam, lody, lody na patyku, ani piwo, ani wino nie zastąpią ci bambino" i takie tam ... Ale generalnie jest super :-)
 Szybko mnie tam znowu nie zobaczą. Nie zapomnę jedynie gorącej czekolady o mało czekoladowej nazwie "Westchnienie kochanków" :-)
Spośród zdjęć, które zrobiłam na plaży, najbardziej podoba mi się to:


 ***************
Jeszcze jedna sprawa:

Bardzo dziękuję za nominację mojego blogu do One Lovely Blog Award. Nie wezmę w niej jednak udziału. Nie potrafiłabym wybrać spośród podczytywanych blogów szesnastu (cóż za przedziwna liczba!), które cenię najbardziej. Każdy z obserwowanych blogów ma - według mnie - w sobie coś szczególnego. Osobom, które się w to bawią, oczywiście życzę miłej zabawy :-)))