Przedstawienie uważam za doskonałe. Jeśli ktoś sądzi, że to spektakl raczej dla mężczyzn - jest w błędzie. Owszem, jak to w klimatach więziennych bywa, mięso leciało na prawo i lewo, ale nie było to ani chamskie, ani obsceniczne. I dodatkowo wielokrotnie zostało obrócone w żart. Nie spodziewałam się, że w obliczu czyjegoś nieszczęścia i sytuacji bez wyjścia - w sensie przenośnym i dosłownym :-) - odbiorca będzie mógł się nieźle pośmiać, że przekaz będzie aż tak optymistyczny.
Główny bohater Andre Dufresne - niesłusznie skazany za morderstwo dwóch osób - spędza w więzieniu 30 lat. Jest niezwykle inteligentny, tajemniczy, ma swoje plany i skrupulatnie je realizuje. Ma cel, do którego dąży, systematycznie wypełniając postawione sobie zadanie. Stara się wyciągnąć z rzeczywistości więziennej to, co najlepsze. Nie poddaje się, ale podejmuje konkretne działania, aby tę trudną rzeczywistość ubogacić i dać coś innym. Pomimo nieprzewidzianych zdarzeń, które mogły sprawić, że ten młody człowiek przestanie wierzyć, że można coś zmienić, on nie traci nadziei i nie pozwala na to, by zniszczyć jego godność. I to jest właśnie przesłanie tej sztuki (książki pewnie też) oraz filmu - aby nigdy nie tracić nadziei bez względu na wszystko.
Pamiętaj Red, nadzieja to dobra rzecz – najlepsza ze wszystkich, a takie nigdy nie umierają.
- Andre Dufresne -
W roli Andre wystąpił Mateusz Damięcki. No właśnie - Mateusz Damięcki. Była to dla mnie okazja, żeby zmienić zdanie o aktorze, którego w pierwszej kolejności kojarzyłam z dennym filmem Kochaj i tańcz. Co prawda po raz pierwszy nie wyszłam z Teatru Syrena w obłędzie zakochania, ale muszę przyznać, że Mateusz Damięcki był bardzo przekonywujący w roli Andre. Skazano go na sukces i moim zdaniem go odniósł. Ellisa 'Reda' Reddinga zagrał Tomasz Sapryk - również świetnie dobrany do tej roli. Znalazła się też obłędna rólka dla Wojciecha Dyr. Malajkata :-) Cudeńko, ale nie zdradzę szczegółów. Powiem jedynie, że raczej nie chodzi o Ritę Hayworth :-) Do tego wszystkiego świetnie przygotowana i różnorodna (!) scenografia. Dokładnie tak - scenografia. To nie tylko monotonne drzwi celi więziennych. To dużo więcej.
Nie sądziłam, że da się przełożyć opowiadanie Stephena Kinga na sztukę teatralną, a tu proszę! Udało się - to za mało powiedziane. Skazani na Shawshank w wersji warszawskiej Syreny to sztuka naprawdę godna polecenia.