niedziela, 23 lutego 2014

Krok do przodu

Jak niemożliwe stało się możliwe...
... czyli jak mi się wreszcie udało ogarnąć post podsumowujący pierwszy etap wyzwania W prezencie 2014


Jak widzicie, od ponad pół roku cierpię na chroniczny brak czasu dla siebie, czytaj: dla Bukowniczka. Gorzej - czytelniczymi dokonaniami wcale nie mogę się pochwalić, bo czas kiedy czytałam dwie książki tygodniowo przeminął (liczę na to, że nie bezpowrotnie) i teraz czytam co najwyżej dwie książki miesięcznie przy odrobinie szczęścia... Niestety - zobowiązania w pracy mają pierwszeństwo, a nałożyłam na siebie więcej niż kiedykolwiek przedtem, to jest jak jest. Nieustająco wierzę w to, że do czerwca/lipca jakoś się to wszystko przewali i poukłada, bo dalej tak być nie może, gdyż najnormalniej w świeci - nie tylko Bukowniczek, ale ja również - padnę trupem...

Narzekać nie narzekam, bo to, że praca jest, to super, tyle że dobrze byłoby też wreszcie nauczyć się mówić nie, żeby się nie utonąć w zobowiązaniach tak, jak to wzorcowo zrobiłam.

No, dobra, dość smęcenia. Teraz będzie sama radość ;-) Dopadło mnie jakieś giga wirusisko i powaliło na tyle, że leżę plackiem i piszę nosem, bo ręką mi się ruszać nie chce. I jestem na zwolnieniu. Żadna inna siła nie była w stanie odwrócić mojej uwagi od pracy i terminów. Pracoholizm maksymalny, asertywność zerowa. 

Chcąc nie chcąc, leżę w łóżku i wreszcie czytam :-))) Dzisiaj skończyłam rozpoczętą już miesiąc temu Złodziejkę książek. Książka jest doskonała. Pomyślałam, że grzechem byłoby o niej nie wspomnieć choć kilku słów, zwłaszcza że i film od niedawna można obejrzeć. Oj, ciekawa jestem, czy reżyserowi udało się jakimś cudem przebić nietypową perspektywę zaprezentowaną przez Zusaka. A że dokończenie tej książki uznałam za ogromny krok do przodu w swym życiorysie, to - idąc siłą rozpędu - porwałam się też na sporządzenie podsumowania wyzwania W prezencie 2014, które zamiast kwitnąć, usycha smętnie... 

Tak więc, Drogie Uczestniczki, jest mały postęp: zrobiłam nowa stronę specjalnie dla wyzwania (Wyzwanie W PREZENCIE 2014) i tam przeniosłam zasady, zamieściłam baner (dziękuję za udział w głosowaniu i gratuluję Aine, której książkowe zdjęcie wygrało i na podstawie którego ów baner powstał ;-)), zrobiłam podsumowanie, tak że wiadomo już, co która z Was przeczytała i które literki z hasła są zaliczone. Pamiętajcie, żeby się nagrodzić wyśmienicie! Żeby nie było zbyt prosto, to w międzyczasie padł mi nieco szablon bloga i zakładki poszczególnych stron umieściły się (same! naprawdę! to nie ja!) obok nazwy bloga i nie chcą wrócić na swoje miejsce, a ja na razie im nie pomogę, bo bukowniczkowego remontu to na razie w planie nie miałam i będzie to musiało poczekać. Całe szczęście strony działają, tylko odnośniki nie wyglądają tak, jakbym chciała.

Zachęcam do używania banerka, który nam będzie przypominał, na co zbieramy ;-)

Ufff, ciężko mi było zabrać się do pisania po takiej nieobecności. Dziwne to, jak szybko można wypaść z rytmu. Kilka osób podczytujących bukowniczkowe posty pytało mnie, co jest, że przestałam pisać. Moja banalna odpowiedź "Kompletnie nie mam na to czasu" wywołała taką oto reakcję u mojej koleżanki Dorotki, za co jestem jej niewymownie wdzięczna: "Jak nie masz czasu, to pisz trzy zdania o każdej książce". Lepsze to niż nic, prawda?

Pozdrawiam Szanownych Wytrwałych Zaglądaczy i Podczytywaczy. Tak miło, że jesteście!